|
Pragniesz czegoś? Czyli masz jakiś motyw aby tego pragnąć, z czegoś to wynika. W zależności jaki jest tego powód, tak potem twe działania wyglądają. Bez motywacji, bez powodów - świat by pewnie nie istniał. Zawsze i wszędzie pojawia się powód żeby coś zrobić, dokonać, stać się kimś. Zawsze jest powód do zmian. Jeśli motyw to zachciewajka, to umarł w butach ;-) czyli nici z planów. Jeśli pragniemy mocno i objawiamy Dobro, to i pewnikiem znajdzie się sposób na ziszczenie pragnienia. Wtedy i nauka angielskiego nie będzie potrzebna. Acz angielski to język globalny, więc warto go trochę liznąć. W sieci jest mnóstwo wiedzy w tymże języku. I niekoniecznie musi to być wiedza praktyczna, mogą to być rzeczy rozrywkowe etc. Dawno, dawno temu, w podstawówce nauczali nas angielskiego. Przyjaciel był napaleńcem, w pokoju miał wywieszoną hamerykańską flagę i inne gadżety zza oceanu. Ja natomiast udawałem osiołka. Jak coś mi na siłę podawali to opornie podchodziłem do sprawy. I tak ledwo co zaliczyłem angielski do następnej klasy. Kiedy tylko się dało to ściągałem od przyjaciela na klasówkach. W następnym roku dostałem pierwszy komputer - Timex'a 2048. A tam wszystko po angielsku. Nie przeraziłem się tym, tylko kupiłem słownik :-) I tak krok po kroku nauczyłem się wielu słówek, poznałem podstawową składnię zdań, podstawowe czasy. Czyli miałem motywację. Bo kochałem ten komputer, och ja ja go pragnąłem :-) Z tego powodu angielski nie był dla mnie żadną przeszkodą, wiedziałem na 100% że nauczę się podstaw. Nie było innego wyjścia, w ogóle nie przyjmowałem innego rozwiązania. Wiedziałem i tyle. Znaczy wiedziałem i robiłem swoje. Czyli bawiłem się komputrem i wchłaniałem angielski. Przyjaciel potem się odhamerykańcował i tak wyszło, że z angielskiego więcej od niego umiem. Bo przez następnych wiele lat, ta podstawowa wiedza jakoś bardziej się we mnie nie rozwinęła. Czyli nie miałem potrzeby/motywacji, aby dalej ten język zgłębiać. Zapewne jakbym tak zapragnął czegoś mocno, to bez żadnych oporów kupił bym jakiś przewodnik po czasach, aby dopieścić swoje zdolności, czyli przykładowo gdybym miał klienta albo przyjaciela, albo miał wyjechać za granicę. Czyli miałbym powód, który szczerze pragnę, do którego przejawiam Dobro. Wtedy reszta to drobiazg, po prostu robi się to i to wychodzi, układa się jak należy, bo nad tym jest moje pragnienie do którego przejawiam wyższe uczucia, czyli po mojemu Dobro (więcej na temat Dobra w forumowych wątkach - to dla tych co się zaczną drapać po głowie na widok tego słowa).
|