 |
 |
Masz wybór - Lambar |
 |
środa, 12 września 2007 - 13:13 2165 raz(y) oglądano.
Po dwóch ciężkich dniach, wieczorem prawie padłem z wyczerpania. Nie były to jakieś wybitnie straszne dni jeśli chodzi o wydarzenia zewnętrzne, jednakże dla mnie były one okresem osłabienia fizycznego i psychicznego. Fizycznie zaczęło się to objawiać początkiem przeziębienia. Psychicznie czułem się jakiś pokonany, bez ochoty do działania, co w moim przypadku jest dziwne ponieważ uważam siebie za pracoholika.
Początki tego osłabienia nadchodziły już wcześniej, od kilku dni obserwowałem wzmacniający się "inny" stan mojego wnętrza.
Jak to zwykle bywa w tych moich dziwnych odświętnych stanach osłabienia, zawsze mi jakaś cegła na łepetynie wyląduje, aby w ten sposób wskazać mi pewne sprawy.
Chodząc taki przygnębiony przez ostatnie godziny, zacząłem zastanawiać się - jakie jest wyjście z tej sytuacji?
I tradycyjnie, odpowiedź nadeszła szybko i w pięknej postaci. Odpowiedź to dopiero z nóg mnie zwaliła. Usiadłem uśmiechając się i pełen podziwu. Kontemplowałem tą myśl, która rozbrzmiewała w moim wnętrzu jak światło z lampy podczas zachmurzonej nocy. Ale o tym opowiem za chwilę.
Na własnej skórze przez wiele ostatnich godzin odczuwałem przeciwny stan do tego, który zazwyczaj dominuje w moim wnętrzu. Teraz przepełniały mnie - stan sceptyka, marudy, niedowiarka, nerwusa, człowieka tak pogrążonego we własnych problemach, że nie potrafi skupić uwagi na najprostszych czynnościach. Czyli człowieka który jest pokonany, który nie widzi wyjścia z sytuacji.
Możliwe że to doświadczenie miało mi pokazać drugą stronę medalu. To, jak można odczuwać, jak to jest być w takim stanie "bez wyjścia".
Wielu z moich znajomych potrafi narzekać, potrafi często się smucić, potrafi wynajdywać problemy aby tylko mieć powód do umartwiania się. Osobiście znam ludzi, którzy próbowali popełnić samobójstwo. Znam wielu którzy codziennie chodzą "przybici" swoimi problemami.
Możliwe, że to doświadczenie spowoduje, że mogę to opisać, mogę tym się podzielić w bardziej zrozumiały sposób, ponieważ możliwe że opisując tylko samo rozwiązanie problemu, bez dokładnego naszkicowania problemu, nie stanowiło by wartościowych wskazówek.
Jednak z całą pewnością, każde doświadczenie najwięcej korzyści przynosi nam samym. Dla mnie to było kolejne małe "objawienie". Zwłaszcza, że pracuję nad jedną rzeczą od dłuższego czasu, i można powiedzieć, że stoję na krawędzi i mam portki pełne ze strachu. Czyli nie wierzę we własne siły.
I możliwe że to było dopełnieniem mojego stanu - spotęgowałem wewnętrzne napięcie.
Czas na wstrząs, czyli jak to było dostać cegłą ;-)
Gdy zapragnąłem uzyskać rozwiązanie problemu, wierzyłem że tradycyjnie - coś się wydarzy. Tak więc mimo sceptycyzmu jaki w tym stanie panował, moja wiara w wewnętrzne źródło nie wygasła, choć ja to postrzegałem jako coś zupełnie dziwnego. Umysł marudy niedowiarka dawał co rusz o sobie znać: "Jak można w takie pierdoły wierzyć? Przecież nic się nie wydarzy, nie zobaczysz ducha świętego czy swojego anioła stróża co ci wyjaśni i pomoże..."
Tego typu myśli non stop się kłębiły. Oczywiście to były negatywy dotyczące samej intencji, ale prócz nich non stop byłem zalewany krytycznym rozważaniem na temat całej masy innych spraw.
Jednak zapuściłem intencję i pomyślałem: "Niech się dzieje, a mój wewnętrzy dialog i tak tego nie zakłóci. Coś musi się wydarzyć i się stanie!".
Niedługo po puszczeniu intencji musiałem odbyć małą przejażdżkę autem, pojechałem odebrać żonę i córkę. Trochę porozmawialiśmy. To pozwoliło mi lekko wyciszyć zalewę smutku w mojej głowie, choć samo w sobie nie stanowiło przełomu. Czułem się lepiej widząc uśmiechnięte kochane baby, lecz dopiero po jakimś czasie gdy zacząłem oglądać telewizję i odpływałem myślami, to nagle doznałem olśnienia:
"Masz wybór! Chcesz się smucić - to się smuć, chcesz radości - bądź radosny! Tak się staje jak wybierasz."
W tym momencie czułem się jak porażony prądem. Siedziałem z szeroko otwartymi oczami i wiedziałem już co zrobię :-)
Teraz kładę się spać, wybiorę spokojny sen, odświeżający sen i pogodny poranek. Obudzę się uśmiechnięty, obudzę się z werwą do życia.
To wybieram!
Obudziłem się rano i zgadnijcie jak się czułem...
:-)
Ps.
"Wybieram" może stanowić dobrą afirmację. Czyli w myślach przywołuję słowa i napełniam swoje wnętrze tym co za nimi się kryje. Pozwalam aby napłynęły do mojego wnętrza same pozytywy kryjące się za tymi określeniami, żeby rozweseliły moje wnętrze. Mogę wyobrażać sobie siebie w tym stanie, który afirmuję. Chwilę kontempluję ten stan, po czym wracam do codziennych zajęć.
A więc przykładowo:
- Wybieram radość
- Wybieram spokój (jeśli mam nerwowe chwile)
- Wybieram pewność siebie
- Wybieram dostatek
- Wybieram bogactwo
- Wybieram spokojną drogę do domu (przykładowo gdy prowadzę samochód w kierunku domku)
- Wybieram miłe spotkanie (gdy spotykam się z ludźmi)
- Wybieram udane zakupy (gdy lecę do sklepu)
- Wybieram dobry seks (pożycie seksualne to integralna część naszego życia, więc nie ma co się wstydzić i można to afirmować aby poprawić tą sferę życia, chyba że ktoś w zakonie siedzi ;-)
- Wybieram otwarcie na prowadzenie z Góry (czyli pragnę i zezwalam aby w zależności co dla mnie oznacza "Góra" być otwartym na wskazówki, na "zbiegi okoliczności", dzięki temu otwieram drzwi dla wsparcia ze strony ducha)
- Wybieram ...
Lambar
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
|
Komentarze użytkowników
yaga 12-09-2007 - 20:57 | |
genialne! po prostu... wlasnie tez tak czuje od dluzszego czasu. wszystko jest naszym wyborem - nie tylko nasze sampoczucie. dzieki, lambar!
|
Dzięki Lambar ;-)))
zwiebelchen 13-09-2007 - 13:27 |
|
:)
Amadeusz 14-09-2007 - 08:58 | |
Jak zawsze super tekst Lambara :D
|
Stokrotka 14-09-2007 - 21:45 | |
Tak , tez jestem za wybieram ... Dobra afirmacja . Nie próbowałam ,ale mnie zachęciłęs. Pracuje nad trudną sprawą zdrowotną. Zródło problemu na pewno jest w srodku . Więc dobra bedzie afirmacja ; Wybieram zdrowie . :-)
|
Chyba jednak jestesmy jak jedna rodzina:)
Hanah 01-10-2007 - 22:34 | |
Dokładnie w tym samym czasie -czyli około połowy września gdy zmęczenie nie wiadomo czym i coś podobnego do grypy ale nie grypa- dopadło i mnie. Myślę sobie jakie pospolite przekonania chcą wpędzić mnie w chorobę? Przecież chyba nie ulegam już pospolitym przekonaniom? I wtedy mnie uderzyło. Oczywiscie ,że ulegam! Bezustannie. Za każdym razem gdy usiłuję pokazać jaki robimy błąd. Nie koncentruje się na pozytywnym aspekcie sprawy TYLKO NA NEGATYWNYM! I co z tego ,że wiem ,że tak nie można? Skoro tak robię? I wiecie co? Natychmiastowe skojarzenie z księgi rodzaju. Nie możecie jeść z drzewa dobra i zła... I kłamstwo jak zjesz ten owoc będziesz równy Bogu...I KOLEJNA MYŚL WYSTARCZY TYLKO CHCIEĆ DOBRA ...WIDZIEĆ SŁYSZEĆ CZUĆ TYLKO TO CO CHCEMY DLA SIEBIE I INNYCH Z MILOŚCIĄ... I tylko boli ,że tak trudno przekonać o tym nie tylko rodzinę. A teraz zamiast poprawy kaszlę coraz bardziej i doprawdy nie wiemczym wpedzam sie w tą chorobę...
|
jarasjarty 03-10-2007 - 19:09 | |
wyborem Hanah ;-) czasem jednak jest tak, że trzeba sobie pozwolić na "gorsze dni" bez tej zgody nie przeminą, wewnętrzna walka nie sprzyja spokojowi ducha ;-)
|
przekonywanie
Lambar 03-10-2007 - 21:53 | |
Hanah, tylko siebie przekonuj, bo tylko swój świat możesz zmienić. Jarasjarty, ja myślę, że trzeba to zaakceptować, nie pozwolić, chyba że w takim kontekście użyłeś tego słowa. Możliwe że stąpają po tym globie ludzie którzy nie ulegają smutkom, choć w to wątpię. Tak więc u każdego zdarza się jakiś kryzys, większy czy mniejszy ale nadchodzi. Dzięki temu otrzymujemy swego rodzaju turbo w naszym rozwoju/doświadczeniu, jesteśmy w stanie ujrzeć lub lepiej dostrzec pewne sprawy.
|
akceptacja
jarasjarty 03-10-2007 - 23:03 | |
jest jak jest, a nie jak powinno być - to słowa, które są dla mnie hasłem przewodnim dnia oczywiście, że chodziło mi o akceptację, tą wewnętrzną zgodę, dzięki której nie musimy walczyć z nikim i z niczym a co do ludzi, którym nie zdarza się smutek... są tacy, którzy nie potrafią się do niego przyznać i tacy, którzy nie chcą - zawsze stoi za tym jakaś większa korzyść
|
No właśnie zaczeło sie od braku akceptacji .
Hanah 04-10-2007 - 13:29 |
|
No właśnie zaczeło sie od braku akceptacji .
Hanah 04-10-2007 - 13:46 | |
Braku akceptacji tego czego nie można zaakceptować. Wzajemnej nienawiści i kłótni. Dopadło mnie to podczas czytania na necie jaskiegos artykułu o sytacji w kraju. Gdy zrozumiałam, że walcząc z tą sytuacja wspieram ją. Niechcący . A jednak z dużą dawką mojej winy, bo przecież znam działanie podświadomości i wiem ,że tylko pozytywny obraz danej sytuacji może pomóc cos zmienić. Wtedy też zrozumiałam czym było zjedzenie tego owocu dobra i zła- zgodą na pomyłki i przyzwoleniem na wybór zła i dobra w jednakowym wymiarze. a przecież możemy wybierać tylko dobro. Świadomie. Tylko znowu refleksja , przecież nic innego nie robię wybieram dobro!!! Sęk w tym ,że nie zawsze ono nim jest ( po mimo moich najszczerszych checi). I znowu przypomnienie ewangelii w ktorej Jezus dał uczniom pocieszyciela... Czy jest to ten sam duch , co nasz anioł stóż? Bo skoro widzę ,że swoim błądzeniem w czynieniu dobra właściwie robie więcej złego niż dobrego , to czy nie będzie bardziej własciwie poprosić o STAŁĄ ŁĄCZNOŚĆ pozwalającą mi nie błądzić. A czy taki stan nie będzie już stanem takim jaki był w raju? Czy nie chcę zbyt wiele?
|
Lambar
Hanah 04-10-2007 - 19:51 | |
Dzięki za artykuł i za uwagi. Pomogły:)
|
dobro
jarasjarty 05-10-2007 - 22:17 | |
zawsze "robimy" dobro, kwestia w tym, że nie zawsze to rozumiemy, albo jest po naszej myśli
|
Kwestią może być szacunek czyjegoś wyboru...
Hanah 17-10-2007 - 08:56 | |
Choć wiem ,że mogę wybierać tylko to co chcę aby było wybrane, to wielu nie wie ,że może wybrać dobro. Brnąc w to czego nie chce. Męczyło mnie to. Bo niby takie proste a tak wielu ma z tym problemy. Ale wczoraj mnie olśniło. Gdy skojarzyłam sobie jak wiele ludzi nagle, jednocześnie, dochodzi do tych samych wniosków ( bez wcześniejszego porozumienia na ten temat) ! Przecież to nic innego jak opisywane przez R Sherdreka pole morfogeniczne. A wręcz ordynarne potwierdzenie słuszności jego tezy. I przestało mnie męczyć ,że muszę coś zrobić aby przekazać tą myśl. Chcę czy nie chcę to i tak zostanie ona przekazana. I to jest PIĘKNE!
|
przeszkody
jarasjarty 17-10-2007 - 10:31 | |
rzeczywiście powszechnie jest tendencja do wyszukiwania przeszkód życiowych w otaczającej rzeczywistości, zamiast ułatwień generalnie ludzie mają tendencję do równania w dół, solidaryzowania się z trudnościami i licytowania chorób pewnie dlatego, że lepiej trwać w tym co się "posiada", niż wszystko to porzucić i zaczynać od nowa...
|
gratulacje
Andy 19-10-2007 - 12:25 | |
Lambar ja wybieram jak najmniej bolesną śmierć dla siebie
|
Andy?
Hanah 19-10-2007 - 20:04 | |
Tak to jest wybór i może Ci się wydawać ,że Twój wybór. Ale może musisz potrenować trochę cnotę cierpliwości? No wiem, przed obiadem trudno o cierpliwość-zwłaszcza jak ktoś głodny. Dokładnie takie samo zachowanie obserwuję u moich panów, męża i syna:) nie wytrzymują i zawsze coś "ukradną" przed obiadem. Ps Zastanów się jaki maly "kąsek" z życia pozwoliłby ci przetrwać do obiadu. I poproś o niego WJ. Bo Ona nie chce abyś był nieszczęśliwy tylko aby obiad lepiej Ci smakował:)
|
dzięki hanah
Andy 20-10-2007 - 18:12 | |
jak dobrze, że są jeszcze takie kobiety, które nie trzymają swoich rozumków w torebce :-)
|
reggina 21-10-2007 - 11:56 | |
Z tym obiadem to Ci się udało. Świetne to jest :o)
|
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» Tak Tak
Dodano: 28-09-2008
Autor:
Lambar
» :)
Dodano: 24-09-2008
Autor:
Kamila
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
Obecnie jest 4 gości online |
 |
Przybornik |
|  |