 |
 |
Zaufanie - Serge Kahili King |
 |
środa, 20 grudnia 2006 - 21:12 5231 raz(y) oglądano.
Podczas prowadzenia warsztatów, szczególnie jeśli zajmuję się tematem związków, często jestem pytany: „Jak mogę ufać ludziom?”, lub „ Co robisz, kiedy ktoś zdradzi twoje zaufanie?”. Niektórzy komentują w stylu: „Nauczyłem się nie ufać nikomu”.
Jest to trudne do wytłumaczenia, głównie dlatego, że wielu ludzi, tak naprawdę nie wie, co to znaczy komuś ufać.
W najprostszej formie, ufać komuś to mieć wiarę lub spodziewać się, ze ta osoba zrobi to, co powiedziała, że zrobi. To zaufanie może zostać zawiedzione, można je również pokładać w nieodpowiedniej osobie (w zależności od emocjonalnego podejścia do zdarzenia). Jest to sytuacja, w której osoba robi coś innego, niezależnie od okoliczności łagodzących. A więc dziecko może płakać w nieskończoność dlatego, że „rodzic złamał obietnicę”, nawet jeśli miał ważny powód, aby nie spełnić tej obietnicy. To samo odnosi się do wielu ludzi, w szczególności polityków, którzy obiecują coś, nie mając zamiaru tego spełnić.
Bardziej skomplikowana forma zaufania występuje wtedy, gdy spodziewasz się, że ludzie będą zachowywać się w określony sposób, ponieważ zawsze tak się zachowywali, powinni się tak zachować (zgodnie z zasadami) lub tylko dlatego, że chcesz, aby tak się zachowali, niezależnie czy obiecali to zrobić, czy nie. Znam wiele osób, które czuły się rozczarowane lub zdradzone ponieważ nie zrobiłem czegoś, co one chciały, abym zrobił lub sądziły, że powinienem to zrobić (oczywiście nie mówiąc mi tego wcześniej). Muszę przyznać, że i ja czułem się rozczarowany i zdradzony, kiedy ktoś nie robił czegoś, czego się spodziewałem lub co chciałem.
Oba powyższe rodzaje zaufania można szybko utracić, jeśli obwinimy innych za nasze uczucia względem ich zachowania. W przyszłości zaufanie komuś może być jeszcze trudniejsze, ponieważ większość z nas nie lubi czuć się źle, a niektórzy nawet boją się czuć się źle.
Ponieważ gorąco wierzę, że każdy jest odpowiedzialny za swoje własne uczucia, zdecydowałem się odnaleźć sposób, aby bardziej ufać i mniej czuć rozczarowanie. Moje rozwiązanie może nie być przekonywujące dla wszystkich, ale prezentuje je na wszelki wypadek, gdyby komuś mogło się przydać.
Po pierwsze, poszukałem formy ludzkiego zachowania, które jest powszechne dla wszystkich ludzi. Odkryłem, że ludzie w każdym miejscu na świecie niezmiennie robią, to co robią. A zatem, to pozwala mi ufać na 100 %, że każdy zawsze będzie robić, to co robi, niezależnie, co ja będę o tym myśleć.
Po drugie, odkryłem, że wszyscy ludzie robią to, co uważają, że jest dla nich najlepsze. To wymaga głębszej analizy, ponieważ część ludzi uważa, że działanie jedynie we własnym interesie jest ważniejsze od wszystkiego innego, inni wierzą, że to czego chcą inni, jest dla nich najlepsze, a jeszcze inni, że dotrzymywanie obietnic jest najlepsze itd, itd. Pomimo tego mogę ufać, że 100% ludzi robi zawsze to, co uważa, że jest najlepsze dla nich samych, niezależnie co to jest.
Po trzecie, w konsekwencji nie mogę ufać w 100%, że ktokolwiek będzie zawsze robił to, czego od niego wymagam, czy czego chcę. Ujmijmy to w bardziej pozytywny sposób: mogę ufać w 100%, że ktoś kiedyś zrobi coś innego oprócz tego, czego się po tej osobie spodziewam lub czego od niej chcę.
Kiedy tak się dzieje, ograniczam moje uczucia rozczarowania, biorąc odpowiedzialność za te uczucia i przypominając sobie o powyższej pierwszej i drugiej formie zachowania (i nigdy nie używam już więcej naładowanego emocjami słowa „zdrada”). Kolejny krok to opracowanie innych planów, które nie wymagają, aby pewni ludzie robili pewne rzeczy.
Teraz jestem w stanie utrzymywać dobre stosunki z ludźmi, którzy nie zrobili czegoś, co chciałem lub czego się spodziewałem, ponieważ nie pokrywało się to z tym, co uważali za najlepsze. Mogę również współpracować z nimi na innych obszarach, gdzie nasze interesy się pokrywają. Wiara w to, że ludzie będą dotrzymywać swoich obietnic, zachowywać się z godnie z oczekiwaniami, robić to, „co powinni” lub to co chcemy, aby zrobili jest zawsze ryzykiem.
Zaufanie jest z pewnością potrzebne. Nasze społeczeństwo i gospodarka nie mogłyby funkcjonować, gdyby większość ludzi na wysokich stanowiskach, nie robiła tego, co należy. Wierzę, że jako jednostki będziemy mogli funkcjonować lepiej, jeśli zrozumiemy, jak działa zaufanie oraz czemu czasami nie działa.
Serge Kahili King
Tekst pochodzi ze strony www.huna.org/
Tłumaczenie - Radosław Aleksanderek
www.transleto.com.pl, www.letomusic.prv.pl
Pamiętaj, nie klikaj w reklamy! Żeby Cię czasem nie korciło sprawdzić co się za nimi skrywa!
|
Komentarze użytkowników
:)
Srebrny_Lis 20-12-2006 - 23:04 | |
Świetny artykulik :)
|
Konkluzja
MhwaRain 23-12-2006 - 14:00 | |
Wynika z artykułu, że zaufanie to nie jest kwestia spełniania moich niewypowidzianych (choć wypowiedzianych pewnie też) życzeń przez drugiego człowieka, ale nastawienia do własnych oczekiwań względem innych ludzi. Argumentacja wydaje mi się trochę niepełna i naciągana (ale w końcu ile można zmieścić w tak krótkim artykule), niemniej zgadzam się z główną myślą.
|
Nie prawda MhwaRain
Justyna 24-12-2006 - 01:38 | |
Taka MhwaRain jest niestety najczęściej rzeczywistość - rozczarowywujesz się bo inni nie skaczą jak chcesz... dotyczy to wielu ludzi...
|
moja wersja jak zwykle skomplikowana
Bohdan 24-12-2006 - 02:45 | |
jeden z aspektów" ufania": Ufać to wierzyć , że ktoś spełni jakies dane nam obietniece, lub,że nas " nie zawiedzie"( tzn. ,że jest to projekcja naszych wyidealizowanych wzorców na wybraną osobę) - dlatego często się nie sprawdza. Każdy wolnym jest i chce nadal być, ale na sczęście my też. Zauważam tu jednak pewien feler - to nasze nastawienie na pewien zestaw cech, których nie ma i często być nie możę( np: nie ma ich w nas) Ufać , tzn. ( moim zdaniem skromnym)mieć nadzieję na to,że to akurat my spotkaliśmy anioła , który będzie spełniał wszelkie pozytywne cechy wrelacji do nas, a na ewentualne nasze uchybienia machnie ręką. Choć jest to niebezpiecnze dla takiego chodzacego ideału, bo jeśli nawet w jakiś sposóbchcemy z kims takim być, przebywać, byc w związku, to z drugiej strony nie chcemy - i często pokazujemy mu , co naprawde dla nas znaczy, po co nam jest ten godny zaufania ideał. Krótkie pytanie: Kogo się wykorzystuje: łatwowiernych i dobrodusznych, cz też twardych i zdecydowanych?......No wlaśnie... i od razu wiemy dlaczego UFFF- przepraszam,że zeszłem aż tak nisko w analizie
|
zaufanie w interesach
mrall 24-12-2006 - 10:49 | |
Czyli byloby to tak, ze jak kto zamowi towar, dostanie go wraz z faktura i nie bedzie placil, to ja moge z nim robic kolejne interesy, bo 'ktoś kiedyś zrobi coś innego oprócz tego, czego się po tej osobie spodziewam lub czego od niej chcę. ' W zasadzie powinienem przejsc nad tym do porzadku dziennego i odeslanie sprawy do sądu czy windykacji nie powinno miec miejsca, bo przeciez 'Teraz jestem w stanie utrzymywać dobre stosunki z ludźmi, którzy nie zrobili czegoś, co chciałem lub czego się spodziewałem, ponieważ nie pokrywało się to z tym, co uważali za najlepsze. Mogę również współpracować z nimi na innych obszarach, gdzie nasze interesy się pokrywają.' 'Nasze społeczeństwo i gospodarka nie mogłyby funkcjonować, gdyby większość ludzi na wysokich stanowiskach, nie robiła tego, co należy.' Niestety, to jest powazne uproszczenie - podobnie jak splyconym wydaje sie ten artykul. Rzecz nie tyczy sie tylko 'wysokich stanowisk'. Moze nawet przede wszystkim tyczy obszarow naszej osobistej aktywnosci, wiec ludzi z naszego otoczenia. Sprowadzanie zaufania do tlumaczenia sobie czyjejs nierzetelnosci przez robienie, co temu komus osobiscie pasuje jest - MSZ - tolerowaniem nierzetelnosci; szczegolnie, gdy wczesniej strony doszly do okreslonego porozumienia.
|
:)
Srebrny_Lis 24-12-2006 - 12:53 | |
Mieszasz trochę mrall :) Tu moim zdaniem chodzi bardziej o: "Znam wiele osób, które czuły się rozczarowane lub zdradzone ponieważ nie zrobiłem czegoś, co one chciały, abym zrobił lub sądziły, że powinienem to zrobić (OCZYWIŚCIE NIE MÓWIĄC MI TEGO WCZEŚNIEJ)." Natomiast to o czym Ty piszesz wymagało wcześniejszych umów i zobowiązań , czyli jasnych zasad gry bez żadnych niedomówień ,które to zasady zaakceptowały obie strony :)
|
Myślę, że jest tak
MhwaRain 24-12-2006 - 13:59 | |
Dlaczego jedni ludzie są ufni, a inni twierdzą, że nie ufają nikomu, a nawet samym sobie. Jeśli oczekuję, że wszyscy będą dobrzy i życzliwi, to choćby wszystkie fakty mówiły – ten człowiek cię zawiedzie, to ja ich nie zauważę i obdarzę go zaufaniem. A może dam kredyt zaufania, pomimo tych faktów. (czy to nie naiwność, powiedzą niektórzy) Jeśli oczekuję, że wszyscy dookoła mnie chcą mi zrobić tylko krzywdę, a przynajmniej nie są mi życzliwi, to choćby wszystkie fakty zdały się temu przeczyć, to nikogo nie obdarzę zaufaniem. A być może obdarzę, ale z wielkim trudem, albo nie w pełni. Zatem kwestia zaufania ma bardzo mało wspólnego z rzeczywistymi faktami. Przede wszystkim jest związana z moim nastawieniem do ludzi, moim wyobrażeniem o nich i ich powinnościach, a to już są oczekiwania. Ps. Polecam książkę "Krzyż i sztylet" w kwestii zaufania, jest to pierwsza część "Nicky Cruz opowiada", o której ktoś już wspominał na forum. Do Justyny. Nie pojmuję twojego punktu widzenia. Co jest nieprawdą, to że widzę to inaczej niż ty, czy może to, że ty widzisz to inaczej niż ja, a może to, że mówimy to samo różnym językiem ?
|
odpowiedz na pytanie
Justyna 24-12-2006 - 14:47 | |
nie - tylko ty zakładasz że zaufanie to kwestia spełniania życzeń przez drugą osobę - a tak czasem nie jest.
|
thozo 25-12-2006 - 11:39 | |
Oj nie jest, Piękna masz rację. No Ba, ludzie nie ufają ludziom, którzy wymagają od nich "spełniania życzeń", ogólnie mówiąc "kontroli". Bardziej prawdopodobne jest wtedy, że specjalnie nie spełnią... Nikt nie lubi nadzorców. Dla mnie zaufanie jest baaaaardzoooo delikatną kwestią. Wymaga czasu, taktu, zrozumienia, długotrwałych kontaktów i BUDOWANIA GO. Zauważyłem, że ufa się ludziom, których zaufanie chciało się zbudować, samemu je w kimś wzbudzając zaczynając od malutkich spraw, ostrożnie. Później większych i ważniejszych. Powoli, z czasem. Potem przyjaciela można nawet zwyzywać, a i tak będzie ufał, uzna że miało się zły dzień i powie "Wiesz, masz jakiś problem, chodź pogadamy." I wesprze, odda zaufanie, pomoże w potrzebie. Wyczułem, że przyjacióka martwi się, że jej facet ją zostawi, bo on wyjeżdża do Irlandii po świętach. Więc puszczam jej SMS: "Kawał z forum: Wymiary typowej Irlandki? 90-60-90. I druga noga to samo :) Więc nie bój żaby. Polki emigrantki też zimne dla Polaków ;) Pozdrawiam." Odpowiedź przyjaciółki: "Dzięki, uspokoiłeś mnie" Zaufanie jest uczuciem, wzajemnym wspieraniem, intencją. Pozdrawiam Thozo
|
Justyna 25-12-2006 - 14:35 | |
A dla mnie zaufanie to więź między ludźmi - coś co je łączy... Ogólnie to fajnie że ktoś jest, tak bez "banku przysług" tylko po prostu - do pogadania czy wipica dziwnych substancji :-D ...
|
thozo 25-12-2006 - 16:10 | |
Tak. Przysługi to nie zaufanie. Przysługi to zależność. Pozdrawiam Thozo
|
Natomiast to o czym Ty piszesz ....
mrall 25-12-2006 - 23:09 | |
"Natomiast to o czym Ty piszesz wymagało wcześniejszych umów i zobowiązań , czyli jasnych zasad gry bez żadnych niedomówień ,które to zasady zaakceptowały obie strony :)" A przeciez obustronne wyznanie milosci, czy, chocby, przyjazni to juz jest jakies zobowiazanie... Jesli idzie o ludzi calkiem obcych, to taka umowa jest danie slowa, jest slowne zobowiazanie. Czasem nawet nie danie slowa, ale podjecie sprawy jest ustaleniem zasad gry, dzialania. Pan ma to, co potrzebuje. Prosze mi to dac. Cos wiecej potrzeba do ustalenia regul, zobowiazan? Tylko moja zgoda.
|
ps. "Natomiast to o czym Ty piszesz .... "
Justyna 25-12-2006 - 23:13 | |
Wiele przysług opiera się na układzie - ja tobie, ty mi... a to nie w pełni zaufanie...
|
thozo 25-12-2006 - 23:58 | |
"Pan ma to, co potrzebuje. Prosze mi to dac." Sorrey ale to już jest łach. Mrall nigdy nie słyszałeś: "Klient nasz pan"? To co napisałeś to nadaje się na gadkę z dealerem, tylko Pan i Proszę wykasować... Jeśli jest zależność to wchodzą takie teksty... Zaufanie to w zupełnie innym kierunku. I znaaaaacznie dalej. Pozdrawiam Thozo
|
:)
Srebrny_Lis 26-12-2006 - 00:40 | |
Mrall w interesach o których pisałeś wcześniej są raczej umowy pisemne . "A przeciez obustronne wyznanie milosci, czy, chocby, przyjazni to juz jest jakies zobowiazanie..." Owszem , można to i tak traktować , tylko co to ma do arta?:) "Jesli idzie o ludzi calkiem obcych, to taka umowa jest danie slowa, jest slowne zobowiazanie. Czasem nawet nie danie slowa, ale podjecie sprawy jest ustaleniem zasad gry, dzialania." No i ?
|
noootak
mrall 26-12-2006 - 10:37 | |
Srebrny_Lis :) Odnioslem sie do Twojej wypowiedzi (24-12-2006 - 12:53). Mysle, ze w wiekszosci wypadkow mozna doszukac sie jakiejs formy umowy. W interesech rowniez istnieja umowy ustne. thozo "Pan ma to, co potrzebuje. Prosze mi to dac." Przyznam sie, ze nie lapie sensu.
|
Przyznaję Mrall
thozo 26-12-2006 - 13:34 | |
Że nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć. Może wynika to z odmiennych założeń podstawowych. Dla mnie każdy jest równy. I wtedy nie lubię stawiać się wyżej. A powyższy tekst świadczy o tym, że "Pan" jest wyżej, a klient niżej, więc musi prosić. Dobrze, że istnieje coś takiego jak konkurencja... Pozdrawiam Thozo
|
:)
Srebrny_Lis 26-12-2006 - 14:48 | |
"Mysle, ze w wiekszosci wypadkow mozna doszukac sie jakiejs formy umowy. W interesech rowniez istnieja umowy ustne." To pewnie zależy od stawki ;)
|
Justyna 26-12-2006 - 17:10 | |
ja wogóle nie rozumiem Thozo tego stopniowania - że ktoś jest wyżej a ktoś niżej w układzie klient-sprzedawca... po prostu - ktoś coś ma co my chcemy mieć i ona chce nam to dać w zamian za pieniądze za które ona coś może mieć innego od kogoś innego...
|
brak "zaufania"
Leaena 30-12-2006 - 22:23 | |
dla mnie to dziwne słowo, bo nie mam zwyczaju nikomu "ufać". A powiedziawszy lepiej nie mam zwyczaju rozpatrywać kontaktów z innymi w takim kontekście. To dla mnie tak jakby czegoś oczekiwać a więc chcieć, dalej przecież - wymagać. Jeśli ktoś robi coś nie po mojej myśli (a ma do tego najświętsze prawo) to kolejny krok jest mój. Mogę się na to zgodzić (i tak często bywa, bo nie o wszystko trzeba się upierać), mogę próbować to zmienić (rozmową, przedstawieniem mojego punktu widzenia), mogę to odrzucić (i się obrazić:). Coś się dzieje, kształtuje, mam na to wpływ. Natomiast stwierdzenia, że ktoś "zawiódł moje zaufanie" "zdradził" itp. zawsze nieodparcie kojarzy mi się z tym, że mówiący jest ofiarą a nie stroną takiej sytuacji.
|
Absolutnie nie zgadzam się Leaena
Bohdan 30-12-2006 - 23:22 | |
Swietnie to ujęłaś. Istnieje nawet społeczne rozróżnienie, że komuś można zaufać, a komuś nie. nie zawsze idą za tym racjonalne przesłanki. Ale już Brak zaufania do dresiarza z kijem basebolowym na opuszczonym przystanku jest strachem, a strach jest oczekiwaniem( oczywiście , jeżeli nie mam przy sobie pistoletu, albo wiary w Boską ochronę). A strach łączy się z brakiem poczucia bezpieczeństwa. Kto lubi brak poczucia bezpieczeństwa, ręka do góry? Otórz bardzo potrzebujemy ufać . Ufność jest potrzebą, jest imperatywem zycia w społeczeństwie, w grupie, nawet będąc samotnikiem. I najważniejsze jest ,żeby móc na kogoś liczyć: na panią w barze ,że nie napluła do żurku, na pana kierowce autobusu,że że wypił tylko jedno piwo, na nianię, że nie będzie molestować naszego dzieciaka, na partnera życiowego, że nas nie zarżnie podczas snu, na naszego szefa w pracy, że wyplaci nam, calą wyplatę, hej ho. Zgadza się Leaena: ufać znaczy oczekiwać, a wręcz wymagać. Owszem możesz się na coś obrazić, z czymś się nie zgodzić, ale chcąc niechcąc poniesiesz konsekwencje. Brak zaufanie to tylko brak narzędzia , określenie siebie jako istoty bezbronnej. Powiedzenie : mam zaufanie dla kilku osób, czy instytucji, czy firm, sprzedawców - daje ci komfort , brak zaufania to tylko dyskomfort, beznadzieja i nieznajomość mapy swojego terytorium Zatem warto rozpatrywać ludzi w kategoriach zaufania, pytanie co jest wyznacznikiem, jak kogoś POZNAć? Jakich użyć narzędzi?
|
:)
thozo 31-12-2006 - 17:35 |
|
:)
thozo 31-12-2006 - 17:54 | |
A ja zgadzam się z Leaną Właśnie mając poczucie bezpieczeństwa mogąc polegać na sobie, można wchodzić w relacje z innymi. Odpowiednio reagować. Albo miło albo nie, zależy jak idzie. Zależy to od zaufania do siebie samego. Bohdanie, a skąd wiesz, że ten dresiarz z baseballem, to nie ja z didgeridoo w futerale? A już miałem takie komentarze i lękliwe spojrzenia, bo długie proste - to na pewno baseball... Strach ma wielkie oczy. A nawet jakby, to przecież są różne formy reakcji na takiego kolesia. Jeśli ufasz sobie, to idzie się dogadać. A jeśli podejdziedz do niego jak do człowieka i pogadasz z nim, może okazać się, że uratuje ci życie bo przyjdzie 2 innych mniej fajnych. Skąd wiesz? Niestety nauczyłem się nie mieć zaufania do żadnych instytucji i firm. Czasem do pojedynczych osób, jednak i tak zawsze powracam do jednego: Zaufanie do siebie. Pozdrawiam Thozo Pozdrawiam Thozo
|
kochaj i nie będziesz potrzebował zaufania:)
Leaena 01-01-2007 - 17:05 | |
jak napisał Bohdan "Otórz bardzo potrzebujemy ufać . Ufność jest potrzebą, jest imperatywem zycia w społeczeństwie, w grupie, nawet będąc samotnikiem. I najważniejsze jest ,żeby móc na kogoś liczyć" Taaak.... tak jest , ale to jest bardzo pierwotne. Ze swojej strony dąże do tego, żeby moje własne poczucie bezpieczeństwa oddzielić od innych osób i znajdować je przede wszystkim w sobie. No cóż, wydaje mi się, że z czasem udaje mi się to coraz lepiej i muszę Ci Bohdanie wyznać, że jest źródłem bardzo przyjemnego uczucia wolności... zmieniamy się,, wydaje mi się, że pora już przemyśleć imperatywy, które kierowały nami do tej pory z prostego powodu - nie prowadziły nas do szczęścia... ( w nawiasie dodam , że nie ma to nic wspólnego z byciem samotnikiem, można być autonomiczną jednostką uwielbiającą towarzystwo innych, a można być samotnikiem,dla którego jednak inni są poważnym wyznacznikiem) aaa... co do narzędzi - to myslę przede wszystkim SERCA:)
|
:)
thozo 01-01-2007 - 17:10 | |
Leaena przepraszam za błąd w Twym nicku poprzednio... Cieszę się, że dokładnie tak samo rozumiemy wolność i bezpieczeństwo i zaufanie. Dokładnie tak samo. Pozdrawiam Thozo
|
:)
thozo 01-01-2007 - 17:14 | |
Ślepa wiara w autorytety zawęża zdolność postrzegania. -- Antony de Mello
|
Najlepszego w nowym roku Leaena
Bohdan 01-01-2007 - 18:57 | |
Oczywiście ujmując to z tego punktu siedzenia - tak jest . Naturalnie - serce jest narzędziem. Wiem o co Ci chodzi. Jeśli ten rodzaj urzeczywistneinia masz niezawodnie opanowany, to masz prawdopodobnie pewność, czyli wiara nie jest Ci w zasadzie potrzebna( wiara , jako narzędzie czasem zawodne). Cudownie. Możesz być poza, będąc w... Pozdrawiam
|
Najlepszego!!!:)
Leaena 02-01-2007 - 18:49 | |
nie jestem "stałym bywalcem" forum, ale zaglądam tu już parę lat, więc NAJLEPSZEGO WAM WSZYSTKIM!:) ps. to fajne, że nie ja jedna "tak mam" Thozo:)
|
Justyna 03-01-2007 - 20:32 | |
NAJLEPSZEGO WSZYSTKIM W NOWIUSIM ROKU!
|
Tak w kontekście wypowiedzi Leaena
MhwaRain 04-01-2007 - 10:17 | |
A jeśli małżonkowie oczekują od siebie, że to drugie ich nie zdradzi, to czy to jest pierwotne i prowadzi do nieszczęścia. A jeśli poczucie swojego bezpieczeństwa czerpią tylko z siebie samego, to co zrobią w sytuacji, w której do takiej zdrady dojdzie. Czy otrzepią się jak kaczka z wody i powiedzą, przecież ten człowiek do niczego mi nie jest potrzebny, moja siła jest we mnie. A jeśli będą cierpieć i będzie im bardzo źle z tego powodu, to czy to znaczy, że byli naiwni i głupi. Moim zdaniem pokładanie całej nadziei w sobie prowadzi do samotności i trąci zarozumiałością wobec życia, ludzi i świata w którym żyjemy, bo żaden z tych elementów nie jest doskonały, więc takie podejście jest delikatnie mówiąc utopijne. Ponadto żyjemy w społeczeństwie w pewnej kulturze, w której ludzie potrzebują siebie nawzajem i mają prawo, a nawet obowiązek wymagać (opierając się także na zaufaniu) od siebie różnych rzeczy - rodzice od dzieci posłuszeństwa, nauczyciel od ucznia pilności, obywatel od urzędników uczciwości, emerty, że dostanie swoje pieniądze, naród od rządu kompetencji etc. Poza takie myślenie nosi znamiona kontrolowania wszystkiego co się wokół dzieje i wchodzenia tylko w te sytuacje, które przyniosą włącznie przyjemność lub nie wymagają zaangażowania. To z kolei jest albo egoizm, albo już patologia.
|
:)
thozo 04-01-2007 - 14:47 | |
MhwaRain W twym przykładzie właśnie instytucja małżeństwa jest tym "zewnętrznym autorytetem", na którym chciałbyś polegać. Ba zmuszać drugą stronę do "odpowiedniego" zachowania strasząc tym autorytetem. Miłość i strach to przeciwstawne bieguny życia. Masz takie samo podejście jak Bohdan, tylko Bohdan zrozumiał (tak myślę) pisząc: "Cudownie. Możesz być poza, będąc w..." Tak jest to egoizm, a może już patologia jaka straszna patologia hahaha. Poleganie na sobie jako patologia, to jest najbardziej niezwykłe spojrzenie na zaufanie jakie widzałem. Raczej wolność i dopiero na takiej podstawie można zbudować szacunek wzajemny. Pozdrawiam Thozo
|
do Thozo
MhwaRain 04-01-2007 - 17:37 | |
Podejrzewam, że nie chciałbyś znaleźć się w związku, w którym będziesz wykorzystywany i raniony (no chyba, że się mylę), więc nie pożyczę ci spełnienia się twojego sposobu myślenia w twoim życiu. Dwoje ludzi łączy się ze sobą, żeby się wspierać, ubogacać, żeby wiedzieć i czuć, że nie jest się samotną wyspą na tym świecie. Natomiast, jeśli nie ma między nimi zaufania, a każde z nich jest samowystarczalne i skoro sami dla siebie są najlepszym wyznacznikiem swojej wartości, to po co sobie nawzajem zawracają głowę. Skoro ideałem jest polegać tylko na sobie, to po cóż jeszcze wertujesz tą witrynę (może chcesz oświecić mniej doświadczonych?). Ps. - Nie porównuj z nikim, niezależnie od intencji pochwały czy nagany. - „Tylko” to takie małe słowo, które poważnie zmienia treści. - Czytaj dokładnie, na pewno więcej zrozumiesz.
|
:)
thozo 04-01-2007 - 19:28 | |
Milutki jesteś MhwaRain! Byłem w związku naprawdę wspaniałym 5 lat bez ślubu i tak 7 ze ślubem. I u nas ślub nie miał znaczenia, po prostu byliśmy razem. Związek się skończył, właśnie biorę rozwód. I wiesz co mi się podoba, że dalej normalnie gadamy, przyjaźnimy się i wspieramy. Ale to naprawdę polega na zaufaniu do siebie samego. Nie wiem po co Ty wertujesz tą witrynę, skoro nie pojmujesz, że trzeba mieć zaufanie do tego co samemu się tworzy, do własnego WJ, do własnego NJ... do życia. To miałem na myśli pisząc o zaufaniu do siebie. Opowiem Ci historię trochę nieprzyjemną ale prawdziwą z życia o zaufaniu do życia: 2 laski mieszkają razem z córą jednej z nich, dzieciakiem w odległym kraju, Polki. Wynajmują drogie mieszkanie. Pracują razem przy artystycznej renowacji wnętrz. Z tego żyją. Córa chodzi do szkoły. I po 3 miesiącach szef zaczyna żądać od nich usług seksualnych, bo inaczej nie zapłaci za dalszą robotę. To one się nie zgadzają, mówią mu parę ciepłych słów na pożegnanie, choć była to praca jakiej szukały od dawna i nie wiedzą co zrobią dalej i za co będą żyć i co dalej z dzieciakiem. Marzą o otworzeniu własnej firmy i już ostatnio widziałem specjalistyczne uprawnienia to umożliwiające. Ufają, że im się uda. Ja w nie wierzę. Są twarde. To jest zaufanie do siebie i do życia. MhwaRain czy teraz już coś rozumiesz? Pozdrawiam Thozo
|
Re:
MhwaRain 05-01-2007 - 10:16 | |
Zastanawiam się czy w ogóle czytasz to co piszę, bo twoje odpowiedzi sugerują, że nawet nie próbujesz zrozumieć mojego punktu widzenia, więc dlaczego ja mam rozumieć twoje stanowisko. Ale tak dla twojej wiadomości, wiedz, że rozumiem twoje podejście tyle, że się z nim nie zgadzam. Przede wszystkim pomyliły ci się kwestie, bo piszesz o poczuciu własnej wartości i troszkę o inspiracji, a nie o zaufaniu do drugiego człowieka. Ps. Oszczędź sobie wszelkiego rodzaju epitetów
|
cicho! :)
Kraken 05-01-2007 - 11:28 | |
Tekst akurat jest dosyć słaby- zawiera truizm i w zasadzie nic nie wyjaśnia. Komentarze sa duzo wartościowsze. Zapominacie, ze nie tylko w hunie ale w ogole istota dyskusji polega na liczeniu sie z odmiennym punktem widzenia rozmówcy; z gruntu błędne-w kazdym temacie- jest traktowanie dyskusji jako srodka do forsowania wyłącznie wlasnego swiatopoglądu. każdy ma swoja drogę, która nie jest ani lepsza ani gorsza
|
:)
thozo 05-01-2007 - 13:01 | |
Ach słodziutki MhwaRain! Rozumiem co piszesz i już na odległość czuć, że masz/miałeś jakiś problem z zaufaniem w związku. Prezentuję moje przemyślenia, które mi zapewniły poczucie zaufania i to nie tylko w związku. Odczuwam to zaufanie też w tej chwili, jest ciągłe. Milusi, nie wydawaj mi poleceń! Pozdrawiam Thozo
|
3 gr w kwesti drogi...
SLaweck 17-01-2007 - 15:26 | |
Oczywiście każdy ma swoją drogę, jednak bardzo wielu nie wie nawet o jej istnieniu i po prostu błądzi... Mniej liczna grupa wie o swojej drodze, ale z jakichś powodów wcale nią nie podąża, kluczy, szuka innych, dowodów, powodów, wzajemności... Najmniej liczna grupa po prostu kroczy swoją drogą i tyle... Co do dyskusji, to czy dyskusja o tym czy 2 + 2 aby napewno zawsze da nam 4 ma jakikolwiek sens i osoby wiedzące że tak jest nie powinny forsować własnego światopoglądu? No i na koniec, dlaczego kwestię zaufania człowiekowi przenosicie na biznes, kontrakty, związki... ??? Już od dawna, chyba nawet wtedy jeszcze nic nie słyszałem o Hunie, jak mam coś komuś pożyczyć, nieważne, książkę, pieniądze, samochód, decyduję czy mam to zrobić, biorąc pod uwagę że mogę tego już nigdy nie odzyskać... Zresztą, to są tylko rzeczy i jakie ma tak naprawdę znaczenie ich utrata??? Tak samo jak w związku z drugim człowiekiem można utracić tylko złudzenia i być zawiedzionym niespełnieniam naszych dziwacznych oczekiwań...
|
:)
thozo 17-01-2007 - 18:46 | |
Co do pożyczania komuś to giną zazwyczaj takie rzeczy, które osoba pożyczająca pożyczy następnym... :) Tak z praktyki Pozdrawiam Thozo
|
Atmiczne myślenie
janbezram 14-02-2007 - 16:37 | |
„ Co robisz, kiedy ktoś zdradzi twoje zaufanie?”. Jak wszystkie problemy ten również da się rozwiązać przez zaprzestanie działania na chwałę własnego "ja" czyli rozwój świadomości siebie. Kim jestem?Janem,Polakiem,blondynem,ojcem,biznesmenem,mistykiem? Obdarza zaufaniem któryś z nich.Ale jeżeli jestem atmą,dusza,wyższą jaźnią, to kto mnie może zranić,skoro wszystko jest jednym? Zaufanie wiąże się z przywiązaniem,oczekiwaniem wyrażanym przez "ja" (jak zauwazył wyżej Thozo). Wystarczy nie przywiązywać się i nie oczekiwać. Co w zamian? "Bhakti" - oddanie,bezinteresowna służba,wyzbycie pragnienia czyli praca na rzecz "wyzwolenia od ja". Jeżeli rozwiniemy w sobie niedualną wizję świata (wszystko jest Jednym) to kto nas może zawieść?W jaki sposób możemy stracić czyjeś zaufanie?
|
Akamai 03-06-2008 - 19:43 | |
podoba mi się takie podejście do zaufania jak w tym artykule i sobie je stosuję. dodatkowo , a właściwie po pierwsze mam zaufanie do siebie. czyli jeśli ktoś zrobi coś co mi się nie spodoba, ja zrobię tak żeby było dobrze. z takiego punktu widzenia to mogę se ufać komuś lub nie, cokolwiek się stanie, cokolwiek ten ktoś zrobi, ja będę się miała dobrze
|
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» e tam :)
Dodano: 26-02-2010
Autor:
Akamai
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
 | Asia1234 | | Obecnie jest 4
gości i 1 użytkownik
online |
|
 |
Przyjaciele |
Polecamy |
|  |