 |
 |
Od kogo zależy Twoje szczęście? - Serge Kahili King |
 |
czwartek, 21 września 2006 - 12:13 5842 raz(y) oglądano.
Ostatnio byłem bardzo zmartwiony ze względu na nieporozumienie z pewną osobą. Kiedy zmartwienie narastało, przypomniałem sobie, że przecież szczęście jest sprawą wyboru. Rozpocząłem więc stosowanie różnych technik Huny, aby znów poczuć się szczęśliwym (głównie Dynamind, Nieograniczone Wybaczanie i Przyzwolenie).
Problem jednak był taki, że w tym przypadku nie działały zbyt dobrze. Cóż, uwolniły mnie od poważnego napięcia i usunęły gniew, ale wciąż czułem się nieszczęśliwy.
A więc zacząłem się zastanawiać o samej istocie bycia nieszczęśliwym. Jest to oczywiście forma oporu, ale oporu przeciwko czemu? Początkowe zmartwienie miało związek z oporem wobec czegoś, co zrobił ktoś inny – i to powodowało gniew. Z kolei późniejsze zmartwienie było łagodną formą depresji. Wiem, że depresja jest związana z uczuciem braku kontroli, ale zaprzestałem prób sterowania osobą, z którą się pokłóciłem - czemu więc wciąż miałem z tym problem?
W końcu doszedłem do wniosku, że miało to związek z wieloma rzeczami, które działy się na świecie i martwiły mnie. Nie podobało mi się wiele spraw i czułem, że nic nie mogę na nie poradzić. Zacząłem się zastanawiać czemu martwiły mnie sprawy, na które nie mam żadnego wpływu. Wtedy zrozumiałem, że wpadłem w jedną z najstarszych pułapek dotyczących zmartwienia na świecie. Uzależniłem swoje szczęście od zachowania innych ludzi. W efekcie sprawiłem, że stali się posiadaczami mojego szczęścia, mogącymi użyczać mi go wedle swojego wyboru, kaprysu lub bez żadnego szczególnego powodu. Moje szczęście nie zależało już dłużej ode mnie.
Oczywiście, będąc tym kim jestem, nie mogłem pozwolić, aby ten stan rzeczy trwał dalej. Pomimo tego, odzyskanie władzy nad własnym szczęściem okazało się zaskakująco trudne.
Świadomość tego, co zrobiłem dużo pomogła, ale najtrudniejszą sprawą było wytrenowanie samego siebie, aby czuć się szczęśliwym niezależnie od ludzi, miejsc, okoliczności i wydarzeń. Zaskoczyło mnie w jak dużym stopniu moje szczęście zależało od tak małych rzeczy jak temperatura, słońce, przygotowywanie jedzenia, wiadomości, ton czyjegoś głosu, prawidłowe działanie różnych urządzeń, rachunki, konta bankowe, dostępność różnych rzeczy, czy inni są szczęśliwi, i tak dalej, i tak dalej. Moje szczęście zależało nie tylko od tej jednej osoby, ale od wielu innych spraw. Posłużę się tu metaforą biznesową: prawo własności do mojego szczęścia zostało podzielone pomiędzy tysiące akcjonariuszy.
Kontynuując metaforę, jestem w trakcie „wykupywania” tych akcji. Moim celem jest stworzenie korporacji duszy, w której będę posiadał wszystkie akcje mojego szczęścia i gdzie tylko ja będę decydował, czy jestem szczęśliwy, czy nie. Jest to proces, ponieważ każdego dnia odkrywam posiadaczy akcji, o których istnieniu nie miałem pojęcia (łatwo jest ich rozpoznać: sprawiają, że czuję się nieszczęśliwy). W każdym razie mam zamiar wykupić wszystkie możliwe akcje. Wtedy posiądę własne szczęście. A czy Tobie też się to uda?
Serge Kahili King
Tekst pochodzi ze strony www.huna.org/
Tłumaczenie - Radosław Aleksanderek
www.transleto.com.pl, www.letomusic.prv.pl
Pamiętaj, nie klikaj w reklamy! Żeby Cię czasem nie korciło sprawdzić co się za nimi skrywa!
|
Komentarze użytkowników
AG 21-09-2006 - 20:29 | |
Proste i genialne :-)
|
Andy 22-09-2006 - 12:19 | |
szczęście powinno być uzależnione od innych ludzi, trzeba raczej pracować nad związkami, nie wyobrażam sobie stanu, bez uzależnienia od drugiego człowieka - oczywiście są granice też mam inicjały ag :)
|
?
AG 22-09-2006 - 13:18 | |
A w jaki cudowny sposób można pracować nad związkiem wychodząc z założenia, że "fajnie" jest się uzależnić od drugiego człowieka? Uzależnienie (jakiekolwiek, od czegoś, czy od kogoś) ZAWSZE niesie ze sobą określone konsekwencje, które z czasem sprawiają, że unieszczęśliwia się partnera/partnerkę i siebie samego. Uzależnienie nie ma granic. Będąc uzależnionym przekracza się granice nie widząc nawet kiedy i jak się to robi. Anna
|
Andy 22-09-2006 - 16:04 | |
pasja to jest uzależnienie jak się pomyśli o drugiej osobie drugie raz, też to mozna nazwać uzależnieniem, i takie gadanie, do takich chorych granic zmierza jak dla mnie
|
Lambar 22-09-2006 - 17:31 | |
Andy: "szczęście powinno być uzależnione od innych ludzi" 1. Dla mnie szczęście to stan umysłu. Wynika on z zachwytu, zadowolenia, podziwu, radości etc. 2. Uzależniając się od kogoś lub czegoś oddalam się od szczęscia w momentach (a takie zawsze są), gdy sytuacja nie zachodzi według tego co oczekuję. Poza tym uzależnienie to więzy, pętle, to ograniczanie wolności - a to jest przeciwieństwo radości.
|
Andy 22-09-2006 - 17:44 | |
jeśli uzależnisz się od właściwej osoby, wszystko będzie dobrze, poza tym czy to nie piękne usłyszeć, gdy ty jesteś smutny to i ja jestem smutna :) to o tęsknocie ...
|
AG 22-09-2006 - 17:48 | |
"pasja to jest uzależnienie jak się pomyśli o drugiej osobie drugie raz, też to mozna nazwać uzależnieniem" do Andy'ego - kpisz czy żartujesz? Czy zwyczajnie nie masz najmniejszego pojęcia o czym piszesz? To po pierwsze, a po drugie - mylisz pasję z uzależenieniem.
|
:)
Andy 22-09-2006 - 17:53 | |
nie ja nie kpie, tylko mówie, że do tego to zmierza w najczarniejszym scenariuszu, ostatnio koleś do mnie mówi, żebym sie nie uzależniał od innych bo będe cierpiał, to co wtedy mam zapomnieć o wszystkich ludziach ? i jego znajoma dodała, że chciała pare razy przyjsc do niego, ale sie powstrzymywała, żeby sie nie uzależnić - toż to idiotyzm :)
|
:-)
AG 22-09-2006 - 18:00 | |
Do Andy'ego: Zostawiam Cię z Twoim światopoglądem :-) Have fun ;-)))
|
dla wszystkich
Bohdan 22-09-2006 - 18:25 | |
nie ma nic piękniejszego od nałogu, byle tylko właściwego. Wszystko , co jawi sie nam , jako miłe, przyjemne, dobre, podniecające, czy wreszcie w jakiś sposób właściwe może i będzie zawsze nas uzależniać. Wydaje mi się, że jest to całkiem naturalny proces. To uzależnienie nas wyznacza , to kim jesteśmy i nad czym panujemy, czy nie panujemy. czy uzależnienie od piękna, orgazmu, prawdy jest złe? czy może uzależnienie od szukania , czy znajdywania Boga jest złym nałogiem? Zło jest złe i nie ma mniejszego zła, choć matematyka na to wskazuje. Dobro jest zawsze dobre - dla wszystkich
|
dla Bohdana
Lambar 22-09-2006 - 18:42 | |
Możesz uwielbiać orgazmy i piękno, lecz po co się uzależniać? Uzależnianie się to ograniczanie się, dlatego wg mnie nie warto być nałogowcem. A co do tego: "Zło jest złe i nie ma mniejszego zła, choć matematyka na to wskazuje. Dobro jest zawsze dobre - dla wszystkich" to punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, czyli każdy ma swoje rozumienie dobra i zła, często są one zbliżone, lecz to chyba niemożliwe aby postawić obok siebie dwóch identycznych ludzi.
|
orgazm -ciąg dalszy
Bohdan 22-09-2006 - 20:59 | |
Lambar , oczy wiście zgadzam się z tobą , ale spróbujmy się z tym jeszcze trochę pobawić - Jeśli ustalimy,że wolność jest antonimem nałogu, i żeby być wolnym, to musimy bac się uzależnień, to czy ten strach wywołany chęcią wolności nie jest już uzależnieniem od chęci braku nałogu( to oczywiście sofizmat). W każdym razie czysta wolność zależy od czystej intencji wolnego wyboru sterowanego naszą nieskrępowaną chęcią, pragnieniem zrodzonym nie z powtarzalnego cyklu powtórkowego wobec jakiejś tam czynności( np: orgazmu), ale z tego ,że nasze jestestwo chce teraz tego orgazmu, nasze średnie świadome JA ma ochotę teraz na seks. - tzn. ma to być wolny wybór. Co zatem jest złe - powtarzalność? , czy chęć wiecznego powrotu do danego stanu? , czy może poczucie winy z tego tytułu.? Twoje twierdzenie, że Uzależnianie to ograniczanie się, na pierwszy rzut oka wydaje się być oczywiste, ale jak zajżymy pod kołdrę, to znowu pojawia się pytanie: czy brak uzależnienia od czegokolwiek nie jest jednak większym ograniczeniem. Uzależnienie to specyficzny rodzaj oddania się jakiejś ulubionej formie aktywności, oddanie się komuś, itd. Wynika z samotności po trochu, a na pewno z ludzkiego pragnienia przyjemności, błogości. Zauważ, że człowiek nie uzależnia się od np: nieprzyjemnych doznań, czy stanów Co jest zatem tym dobrem a co złem ? Wiesz , co mam na myśli? Dajmy na to : uzależniamy się od alkoholu : bo jesteśmy odurzeni, wyluzowani, i jakoś nam tak miło( części z nas, naturalnie)., to nasze pobudki są pozytywne. chcemy się czuć miło. nagle okazuje się ,że jest to dla nas złe i niebezpieczne - robi z nas szmatę. Nie mówiąc juź o narkotykach. Może zatem próba osiągfnięcia raju na ziemi zawsze będzie się konćzyć dostaniem po łapkach. Może to katolicy mają rację - że jesteśmy tu za karę., no czy ewentualnie koncepcja karmy. Powiem tak, kiedy myślałem o paleniu papierosów , jako o złym strasznym nałogu, nie mogłem przez kilkanaście lat z nim skończyć. Kiedy powiedzialem sobie ,ze to nawet fajna rzecz ale za często paląc zatracam przyjemnośc przeżywania tego specyficznegpo stanu, nagle przestało mnie doń( nałogu ) ciągnąć. Nagle poczułęm lekkość. Ale dobra, na koniec: uzależniajmy się od miłych , dobrych i nieszkodzących niekomu, nawet sobie rzeczy, stanów. ludzi, teorii, idei, i tak dalej
|
Lambar 22-09-2006 - 23:46 | |
po małej uroczystości głowa lekko sama na boki się kiwa więc ujmę sprawę troszkę krócej: nałóg to ograniczenie a ograniczenie blokuje rozwój. Aczkolwiek taki ogólnik można rozdrabniać jak to czyni dość często Bohdan ;-) Coś jak pierwszą hunową zasadę - ludzie też ją próbują roztysięcznić. Szybko wyjaśniam - pisząc tak nie uważam że jest to coś złego. Skoro ktoś lubi wymyślać własne systemy i jemu one działają i/lub odczuwa przyjemność/satysfakcję tak czyniąc to jest to ok. Wracając jeszcze do mojego założenia postawionego na początku tego pisania, to tu także nie uważam że odstępstwa od tego to coś złego. Dzięki ograniczeniom możemy doświadczać tak rozmaitego i pięknego świata.
|
AG 23-09-2006 - 10:47 | |
"Uzależniłem swoje szczęście od zachowania innych ludzi. W efekcie sprawiłem, że stali się posiadaczami mojego szczęścia, mogącymi użyczać mi go wedle swojego wyboru, kaprysu lub bez żadnego szczególnego powodu. Moje szczęście nie zależało już dłużej ode mnie." Ten fragment mówi o tym, o czym wspomniał już Lambar - że uzależnienie ogranicza. Na jakiej zasadzie - widac najlepiej w zacytowanym wyżej fragmencie. Kiedy jesteśmy uzależnieni od kogoś lub czegoś oddajemy temu komuś/czemuś naszą wolność. Ale hasła "ograniczenie" i "wolność" mogą brzmieć nieco abstrakcyjnie, więc łatwo nimi manipulować. Tymczasem sprawa jest prosta - jeżeli nagle, pewnego "pięknego" dnia przestaje istnieć to od czego jesteśmy uzaleźnieni (odchodzi partner, pogoda się psuje a od słońca zależy obfitosć naszych zbiorów, bo np. uprawiamy ogrodnictwo albo coś :-) etc, przykłady można mnożyć) - to budzimy się z ręku w nocniku. Zniknęło to co stanowiło nasze status quo (bo na własną prośbę uzależniliśmy się od tego) a alternatywy nie ma żadnej (bo uzależnienie jest przywiązaniem do jednej mega - określonej, sprecyzowanej rzeczy. Ja chcę mieć alternatywę, chcę zawsze mieć wybór. Jeżeli coś mi odpowiada i mnie kręci - korzystam z tego. Ale nie na ślepo, a uzależnienie właśnie zaślepia. Zawsze zostawiam sobie jakąś "furtkę", wyjście ewakuacyjne. Na wypadek gdyby się okazało, że to co mnie tak bardzo kręci i fascynuje już dłużej nie spełnia swojej roli, okazuje się być czymś innym niż się wydawalo, znika. A tak może stać się zawsze i ze wszystkim.
|
czaa 23-09-2006 - 20:11 | |
Dla mnie to chyba jeden z bardziej utopijnych artykułów- wiadomo, huna mowi kochaj i ciesz sie tym. Ale nie płacz, gdy miłość się skończy. Moze i warto dązyc do mistrzostwa, wręcz swiętości - pogoda ducha nawet w obozie koncentracyjnym, w końcu Ja trwam neizaleznie od tego co się dzieje wokół. Ale choćby psychologia mówi o podstawowym procesie zachodzącym w niemowlęctwie- przywiązaniu, ktore swiadczy o więzi. Brak jednej stałej osoby ma negatywne skutki, sto zmieniających zabawiająych dziecko osób nie jest rownowazne. Sądzę, więc ze podstawą uczuć jest bezpieczeńswto, bliskość i przywiązanie. Tak samo jak aby się dobrze czuć, w ogóle życ trzeba jeść i pić. Więc walka ze "słabością" przywiązania i uzaleznienia uczuciowego jest juz wykraczaniem poza ludzką naturę. Ja tak daleko nie aspiruję, wybieram własne wypośrodkowane spojrzenie - niewazne co by się działo jestem czegoś warta i moje zycie ma sens. A mowienie sobie, ze nikt nie moze mi zabrac szczescia pomaga w chwilach kryzysowych- kiedy mimo wszystko przywiązanie wygrywa.
|
do Bohdana
czaa 23-09-2006 - 20:20 | |
Mysle , ze mowiac ze nie mozna sie uzaleznic od nieprzyjemnych stanow nie masz racji. Za przykład moga słuzyc masochiści, w roznym tego słowa znaczeniu. Hipohondrycy, "ofiary" czyli "ja się tak poświecam a Inni...?" . Człowiek nieraz po prostu przedkłada jedne stany nad drugie, ale to nie znaczy ze te preferowane muszą być przyjemne. Jedni wolą czuć fizyczny ból niż wyrazic pewne uczucia. W ogole nastroje mają dzialanie samonapedzające- gdy jestesmy smutni przypominamy sobie smutne rzeczy, interpretujemy wszytsko w negatywny sposob. Gdy nikt nie nauczył nas nigdy innego spojrzenia mozemy zostać malkontentami, pesymistami i jest to rodzaj "nałogowego myslenia"
|
Do czaa
AG 23-09-2006 - 21:09 | |
Przecież King nie mówi o tym, żeby zabijać w sobie uczucia do ludzi, tylko, żeby się od ludzi nie uzależniać...
|
Do AG:)
czaa 23-09-2006 - 21:39 | |
Bedę sie upierać, ze w uczuciu jest pierwiastek uzaleznienia. Tak , tak wiem, ze nie ma jednej prawdy, więc jesli potrafisz cieszyć się niezaleznie od innych to gratuluję. "wytrenowanie samego siebie, aby czuć się szczęśliwym niezależnie od ludzi, miejsc, okoliczności i wydarzeń" To stwierdzenie dla mnie zawiera w sobie apel o niemozliwe. Jak mozna kogos kochac i czuc sie szczesliwym kiedy ktos np odchodzi... Hehe ale przypuszczam, ze Ty zrozumialas artykuł jako radę zrownowazenia-(tak jak ja rowniez sadze, ze warto czynic)-Po chłopsku- nie nalezy nie dać się niczemu zwariować. ALE ja odbieram go jako probę dojscia do Nirvany.
|
Do czaa:-)
AG 23-09-2006 - 22:15 | |
""wytrenowanie samego siebie, aby czuć się szczęśliwym niezależnie od ludzi, miejsc, okoliczności i wydarzeń" To stwierdzenie dla mnie zawiera w sobie apel o niemozliwe"" He, he - cudzysłów służy do tego, żeby podkreślić, że cytuje się czyjąś wypowiedź a nie imputować ją komuś he, he ;-))) "Hehe ale przypuszczam, ze Ty zrozumialas" - he, he nie zrozumiałaś nawet tego, co napisałam, więc nie próbuj zgadywać moich mysli.
|
7 zasad - wszystkie 7 zasad
mrall 24-09-2006 - 11:28 | |
Czy trzeba to rozwinac? Ty masz moc, by uznawac cos za ograniczajace... Szczegolnie, gdy to cos lezy w sferze umyslu.
|
myslę , wiec jestem
czaa 24-09-2006 - 13:15 | |
do Ag>Cudzysłowia uzylam jako cytatu wlasnie z tekstu, a nie imputowania. A mowie o tym co ja rozumiem, i wcale nie kazę Tobie tak tego rozumiec. Chyba dyskusji słuzą te komentarze , a nie udowadnianiu kto ma rację... Coz nie widzę nic złego w przypuszczaniu, ale jesli Tobie to przeszkadza nie bedę wiecej komentowac Twoich wypowiedzi. Ja glosno myslę, mnie nurtuje pogodzenie stanowiska huny ze standardowym pojeciem uczuc. Zwlaszcza, ze na tej wlasnie stronie, jest zamieszczony artykuł o tresci godzenia się z czyjąs smiercią. Czy mozna powiedziec, ze zmarła osoba jest w tym momencie wlascicielem mego szczescia, czy ze to ja decyduję, ze chcę przejsc zalobę po niej? Tak wiem, ze ograniczenia są w umysle, ale czy poczucie zalu i staraty nie jest zwyczajnie ludzkie, i czy to jest objaw uzaleznienia? Osobiscie sadze, ze 7 zasad nie przeczy temu, tylko słuzy harmonizowaniu uczuć pierwotnych, zewnetrznej kultury i naszego ja. Aby nic nie mogło mieć władzy, ale to nie znaczy aby nei miało wpływu. Moze nadinterpretuję słowo "uniezaleznic" ale ja odbieram je nadal jako całkowitą autonomię od świata zewnetrznego. A chyba nie po to zyjemy na Ziemi.
|
Pogoń za cieniem :)
janbezram 14-02-2007 - 16:56 | |
W każdym razie mam zamiar wykupić wszystkie możliwe akcje. Ale ich zacznie być coraz więcej! Pozbędę się przywiązania do wszystkich możliwych akcji. Wydaje mi się,że tak bedzie prościej ;)
|
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
¤ Związki
data: 27-08-2010 - 11:01
użytkownik: Eli
|
 |
Ostatnie komentarze |
Logowanie |
Kto jest online |
Obecnie jest 5 gości online |
 |
Przyjaciele |
Polecamy |
|  |