 |
 |
Przeznaczenie - Najpotężniejsza energia, jakiej można doświadczyć - Anna Goluba |
 |
piątek, 16 grudnia 2005 - 01:27 16598 raz(y) oglądano.
"[...] musiałem się poddać własnemu losowi, a to oznaczało, że nie mogę się dowiedzieć, na czym polega moje zadanie, dopóki nie będę do tego gotów". (Carlos Castaneda "Dar Orła")
Rzadko, kto z nas ma ten wielki przywilej, żeby rozpoznać swoje Przeznaczenie. Dlaczego przywilej? Bo wydaje się, że takie rozpoznanie bardzo ułatwiłoby życie. Jeśli Przeznaczenie rozumiemy jako Cel, to znając go, nie pozostałoby nic innego jak wytrwale do niego dążyć. Nie jest to jednak takie łatwe. Sam bowiem proces rozpoznania Przeznaczenia może być niezwykle trudny i złożony. Stopień komplikacji zależy co prawda tylko i wyłącznie od tego, jak bardzo uparty i zawzięty w swoich postanowieniach i marzeniach jest ten, kogo Przeznaczenie dotyczy, jednak jego upór i zawziętość może być przeszkodą trudną do pokonania.
Wskazuje to równocześnie, że nasze postanowienia i marzenia mogą mieć albo bardzo niewiele wspólnego z Przeznaczeniem albo wręcz kompletnie się z nim rozmijać.
Dlaczego?
Nasze postanowienia i marzenia kształtowane są przez szereg czynników, na które mamy niewielki wpływ: środowisko w jakim rodzimy się i dorastamy, rodzice i ich metody wychowawcze, nasza edukacja. To wszystko kształtuje nas w określony sposób, zanim zaczniemy zastanawiać się, kim tak NAPRAWDĘ jesteśmy. Kim jesteśmy w głębi swojej Istoty. Rozumiejąc to, zrozumiemy również, dlaczego na przykład nie satysfakcjonuje nas praca w renomowanej firmie, tzw. udane małżeństwo i grono znanych w świecie przyjaciół. Wymienione składowe mogą zadawalać, jeśli są zgodne z naszym wewnętrznym "ja". Jeśli jednak nie są - nasza wewnętrzna Istota upomni się o swoje prawa; o prawo do zaistnienia na zewnątrz. Tłumiona i zduszona w świecie wewnętrznym, tak długo będzie dobijała się o samorealizację, aż w końcu wszelkimi środkami i sposobami zaczniemy jej to umożliwiać. Zaczniemy zagłębiać się w siebie, słuchać swojego wewnętrznego głosu, poznawać siebie na nowo. Ten proces uruchamia się przeważnie, gdy nasza wewnętrzna Istota zamieniła się już w rozjuszone Zwierzę - kiedy daje o sobie znać w koszmarach sennych, w stanach znerwicowania, w lękach, w nagłych napadach gniewu i złości, pojawiających się nie wiadomo skąd. W pracy w renomowanej firmie może nagle przestać się nam układać z otoczeniem, niezależnie od tego, ile wysiłku włożymy, żeby te stosunki były chociaż przyzwoite. Jeśli nasze wewnętrzne "ja" ma naprawdę dość wykonywanej pracy, to podświadomie będziemy manifestować swoje zniechęcenie i znużenie otoczeniu. My sami możemy nie zdawać sobie z tego sprawy, ale inni zaczną stopniowo wychwytywać te niewerbalne, płynące od nas i jednocześnie niezależnie od nas sygnały. Nasza podświadomość zacznie zwyciężać, zagarniać dla siebie coraz większy obszar, aż w końcu staniemy się swoim własnym Cieniem: znerwicowani, przelęknieni, niepewni swoich reakcji.
To ostatni skrajny etap, kiedy nasze prawdziwe "ja" daje znać o sobie. I wtedy trzeba już interweniować, czyli... ustąpić. Przyjrzeć się Cieniowi, zbadać jego źródło pochodzenia. Zapytać samego siebie, w czym rzecz, dlaczego nagle wszystko się sypie, choć teoretycznie wszystko do tej pory było wspaniale. Na zewnątrz dojście do takiego etapu może się objawić nagłą zmianą pracy (porzuceniem jej z dnia na dzień), zmianą otoczenia, najbliższego środowiska. Wiadomo jednak, że nie są to sprawy łatwe, nie dzieją się od razu, lecz nakręcają stopniowo, za to z żelazną konsekwencją. Czy konieczne są aż tak drastyczne posunięcia, żeby odnaleźć samego siebie? Myślę, że nie. Można oczywiście zawsze wybrać wariant pod hasłem "spędzę w znienawidzonej pracy następne 20 lat, wytrwam do emerytury, odreagowywać będę w weekendy i w czasie wakacji" tylko, że ten wariant nie ma nic wspólnego z Przeznaczeniem, gdyż Przeznaczenie oznacza pełnię, Samorealizację w jednakowym natężeniu na Poziomie Zewnętrznym i Wewnętrznym. Oznacza współgranie, idealną, harmonijną współpracę naszych dwóch Światów.
Jednak, jak wspomniałam, proces realizacji swojego Przeznaczenia, nie musi osiągnąć aż tak drastycznych form, jak na przykład gwałtowne porzucenie pracy.
Jak rozpoznać, że nasze życie nie ma nic wspólnego z Przeznaczeniem? Realizując swoje pragnienia. Naprawdę - choć brzmi to niezwykle paradoksalnie.
Najlepszą okazją do poznania samego siebie jest obserwowanie swoich reakcji na zrealizowane pragnienia.
Załóżmy, że ktoś marzy o czymś intensywnie przez wiele lat. Intensywnie, oznacza, że dąży do realizacji swojego pragnienia na wszystkich możliwych poziomach. Wyobraża sobie, jak to będzie, gdy marzenie będzie już zrealizowane. Jakie okoliczności będą wtedy temu towarzyszyły, ile będzie miał lat, gdy "to" się stanie, z kim podzieli się swoją radością. A w tzw. realu ten ktoś będzie szukał wszelkich możliwych okazji, żeby zrealizować to swoje marzenie. Jeśli na przykład nasz marzyciel będzie architektem, o którym nikt nie słyszał, a który będzie chciał zabłysnąć jakimś wyjątkowym projektem, to przystąpi do konkursu, w który wpisana będzie realizacja śmiałych, oryginalnych projektów.
I niespodziewanie dla samego siebie wygra taki konkurs. Niespodziewanie, bo jego wizualizacje spełnionego pragnienia będą już tak silne, na tyle nim zawładną, że etap realizacji będzie w pewnym sensie jak niespodzianka, prezent od losu. I właściwie na tym mogłaby się zakończyć historia szczęśliwego architekta, gdyby nie... pewne niuanse.
Znowu mogłoby oczywiście być tak, że wraz ze spełnionym pragnieniem spełniło się też Przeznaczenie tego kogoś. Ale tak proste rozwiązania ;-) nie są tematem mojego artykułu.
Jak rozpoznać, że spełnione marzenie nie ma jednak niestety nic wspólnego z Przeznaczeniem? Właśnie po reakcji na zrealizowane marzenie. Jeżeli po wygranym konkursie wszystko w życiu idzie jak z płatka, szczęśliwy architekt realizuje kolejne projekty nie zważając na brak snu i tym podobne, drobne niedogodności - wszystko jest w porządku. Możemy mówić o pełnej Harmonii, o tym, że ktoś naprawdę się realizuje.
Inaczej jednak sprawa się przedstawia, kiedy zrealizowane pragnienie... odsłania pustkę. Kiedy naszą reakcją na - wydawałoby się - największe spełnienie jest najpierw radość, która wyciska łzy z oczu, poczym następuje... wzruszenie ramion.
Trudno jest się przyznać samemu przed sobą, że "to nie było to". Tutaj również rozpoznanie nie następuje od razu, ujawnia się stopniowo: w konfrontacji z otoczeniem, z bliższymi i - w tym wypadku nawet lepiej - z dalszymi - znajomymi, w obecności, których... zapominamy, że spełniło się nasze - rzekomo - wielkie marzenie. Powinniśmy skakać do góry, całować każdą napotkaną osobę... tymczasem... spotykamy - na przykład - dawnego znajomego i zaczynamy wzajemnie relacjonować sobie najważniejsze wydarzenia. Pamiętamy, że pokłóciliśmy się tydzień temu z szefem w pracy, a zapominamy że spełniło się to, na co podobno tak wytrwale czekaliśmy. Przy okazji dostajemy ważny sygnał ze Świata Energii - skoro pamiętamy przykre incydenty i nie jesteśmy w stanie wynagrodzić ich sobie spełnionym marzeniem, to znaczy, że coś jest nie tak. Szczęśliwy, który zdoła to wyłapać ;-) Reszta musi poczekać na informację zwrotną od otoczenia ;-)
Dzieje się, więc tak, że zrealizowane marzenie, które nie ma nic wspólnego z Przeznaczeniem, wtapia się w naszą codzienność. Zaczyna współtworzyć mechanizm trybików pracującym w znanym od lat tempie. Informację, o tym, co zaistniało w naszym życiu, a było do tej pory tylko naszym Wielkim Snem (marzeniem w fazie projekcji) możemy przekazać znajomemu w taki sposób, jakbyśmy mówili "A wiesz byłam wczoraj w kinie na fajnym filmie". Dopiero reakcja otoczenia: "Gratuluję, spełniło się twoje marzenie" może nam uświadomić, co się właściwie stało. Taka reakcja płynąca z zewnątrz, zatrzymuje na chwilę Świat, jest totalnym przebłyskiem świadomości, która nagle rozpaczliwie krzyczy - "A więc to nie jest to!". Ten przebłysk naprawdę zatrzymuje Świat, jeśli marzyliśmy o czymś długo i intensywnie; i nagle pewnego dnia spełniło się jak gdyby nigdy nic, ot tak, od niechcenia. Ta lekkość mogłaby być uwieńczeniem naszych zamiarów, sama w sobie niczego ona nie determinuje, ale jeśli po pewnym czasie zapominamy o tym, co się wydarzyło, oznacza to, że ciągle jesteśmy w Drodze do Samego Siebie.
Drogę do Samego Siebie może oczywiście odkryć Tarot. I w takiej chwili, kiedy jakby gonimy za własnym Cieniem, warto zagłębić się w Magię Kart i zapytać je o wytyczne.
To może być punkt zwrotny w naszym życiu, ale niekoniecznie w takim znaczeniu, jakbyśmy chcieli ;-) Na pytanie o Cel, Przeznaczenie w życiu możemy otrzymać odpowiedź, która w pierwszym odruchu wyzwoli tylko gwałtowną, zamkniętą w dwóch słowach reakcję - "To niemożliwe!"
Ale gdy kolejny przekaz ze Świata Energii potwierdzi tę samą przepowiednię, nasz okrzyk z pewnością osłabnie ;-) Zastąpi go ciche, nieśmiałe - "Jak to? Przecież ja jestem tego niegodny/niegodna, nie nadaję się, nie umiem, nie potrafię, co inni powiedzą, przecież to oznacza, że muszę zmienić całe swoje życie" - a więc przede wszystkim zmienić siebie. Zmienić siebie od środka.
I tutaj zaczyna się kolejny trudny proces.
Jeszcze tylko ostatnia dygresja - w każdej chwili można odstąpić od tematu, poprzestać na tym, co jest i niczego nie zmieniać. Robić dobre wrażenie na otoczeniu i w zasadzie nic poza tym, bo w przypadku uchylenia się od wypełnienia swojego Losu, skazujemy się na kręcenie się w kółko i gryzienie własnego ogona. Z biegiem lat coraz bardziej bolesnego w skutkach, aż w końcu z ogona zostanie krwawy strzęp, bo autoagresja i autodestrukcja narastająca w nas z powodu świadomości dysharmonii między naszym światem wewnętrznym i zewnętrznym, spowoduje, że wyrosną nam naprawdę ostre kły - które skierujemy przeciwko sobie. To siebie będziemy próbowali podświadomie unicestwić, ukarać za to, że podporządkowaliśmy się okolicznościom zewnętrznym, które nie mają z nami nic wspólnego.
Wracając do głównego wątku - dlaczego transformacja samego siebie jest tak trudna i dlaczego musi zacząć się do środka? Dlatego, że nic nam nie da sama zmiana świata zewnętrznego w momencie, gdy nie będziemy na nią gotowi. Możemy porzucić wszystko, co znaliśmy i wyruszyć w nieznane, ale dojdziemy dokładnie... donikąd, jeśli nie będzie w nas wewnętrznej gotowości do przyjęcia Przeznaczenia, jeśli pozostaną w nas stare nawyki mentalne, które wykształciły w nas takie, a nie inne postawy i reakcje. Jako stary człowiek nie możemy wejść w Nowe. Przede wszystkim tam nie trafimy - tak jak już wspomniałam. Zostaniemy ze swoją starą powłoką, ze starym "ja" w punkcie wyjścia, tylko, że tym razem już na przykład jako bezrobotni, jeśli z dnia na dzień rzuciliśmy pracę. Co tylko zwiększy frustrację, więc opancerzymy się jeszcze bardziej.
Ale nie jest z kolei tak, że jesteśmy kompletnie nieprzygotowani do Nowego.
Jest w tym złożonym procesie, który dokonywał się w nas przez cały czas, kiedy próbowaliśmy odnaleźć siebie samego, coś, co stanowi naszą bazę do dalszych działań - o ile będziemy wiedzieli, gdzie sięgnąć. Nie jest, bowiem tak, że musimy tworzyć siebie całkowicie od nowa. Efektem dążenia do realizacji Przeznaczenia będzie wrażenie, że urodziliśmy się po raz drugi - tylko, że tym razem mamy to zrobić świadomie. A to oznacza, że możemy skorzystać ze środków, które mamy już wypracowane, tylko, że teraz mamy użyć ich w nowej KONFIGURACJI, wykorzystać je w nowym celu. Jakie to są środki i kiedy je zdobyliśmy? Dokładnie wtedy, gdy realizowaliśmy swoje mniejsze i większe "codzienne" pragnienia. I kiedy realizując je, siłą rzeczy, wykształciliśmy w sobie Wolę, Determinację i Zdecydowanie, które teraz pozwolą nam osiągnąć Najwyższy Cel, gdyż "[...] każde działanie skierowane ku celowi wytwarza przeznaczenie, które pewnego dnia przyniesie owoce" (Aleister Crowley "Joga"). Niezależnie, bowiem, o czym marzymy, czego pragniemy, i na ile realizując te marzenia, podświadomie odczytujemy nasze Przeznaczenie, cel pozostaje zawsze ten sam - Pełnia, Jedność, idealna Harmonia między naszym Światem Zewnętrznym i Wewnętrznym. Może nam się wydawać, że pragniemy być sławnym architektem, a okaże się, że naszym przeznaczeniem jest praca producenta muzycznego. To są kompletnie dwie różne Drogi życia, pozornie wymagające zupełnie innego nastawienia psychicznego, innej mentalności, innych zachowań. Ale nowe zachowania i reakcje "przyjdą" w ślad za tym, co wypłynie z naszego wnętrza. A w naszym świecie wewnętrznym będzie już czekało to, co udało się wypracować, kiedy sięgaliśmy po Cele, które samodzielnie sobie wyznaczaliśmy. Na tym etapie osiąganie tych samodzielnie wykreowanych pragnień możemy potraktować jako trening ;-)
Dotrzemy więc do tego Nadrzędnego Celu, czyli Przeznaczenia, realizując konsekwentnie cele i zamierzenia niejako pośrednie, które z czasem okażą się kolejnymi stopniami na naszej Drodze, bo realizując je, będziemy poznawali Siebie Samych, będziemy stopniowo coraz bardziej odsłaniali naszą Najgłębszą Istotę, której do samorealizacji nie będą wystarczały cele przez nas wykreowane. Kiedy odsłonimy naszą najgłębszą Istotę, przyjrzymy się jej dobrze, już bez oszukiwania samych siebie, zrozumiemy czym/kim ona jest, dostaniemy pierwszy sygnał na czym polega nasze Przeznaczenie. Natężenie tego sygnału, gdy już raz go odbierzemy, będzie tylko potężniało, przebijając się do naszej Świadomości. Nie pozostaje wtedy nic innego, jak poddać się własnemu losowi, jak to trafnie ujął Castaneda, bo opór i tak miałby taki sam interesujący efekt, jaki ma plucie pod wiatr.
Kiedy dotrzemy do końca tego procesu? Kiedy można zacząć mówić o realizacji; o tym, że jesteśmy na właściwej Drodze?
Wtedy, gdy dotrzemy do pewnie doskonale znanych nam od dawna słów, które być może wypowiadaliśmy nieraz, ale teraz nareszcie wypłyną one z głębi naszej Istoty... - "Bądź Wola Twoja" - wypowiedziane z głębi serca przynosi taką ulgę, jakby Ktoś nagle zdjął nam z pleców stukilowy ciężar. Z chwilą, gdy wypowiemy te słowa stanie się też jasne, Kto od samego początku stał za tym, żebyśmy dotarli, co Celu; jak potężnego Sojusznika mieliśmy od samego początku.
Anna Goluba
anna.goluba@wp.pl
Pamiętaj, nie klikaj w reklamy! Żeby Cię czasem nie korciło sprawdzić co się za nimi skrywa!
|
Komentarze użytkowników
*
ultra 11-04-2006 - 11:29 | |
Stanowczo nie zgadzam sie z dorzuceniem do artykulu o energii (najwyzszej)slow, cytuje " Drogę do Samego Siebie może oczywiście (pytam:dla kogo oczywiscie?)odkryć Tarot. I w takiej chwili, kiedy jakby gonimy za własnym Cieniem, warto ( pytam: na jakiej podstawie pisze Pani, ze warto? skad to przypuszczenie, skad ta pewnosc? na czym sie Pani opiera? dlaczego uzywa pani lekko pejoratywnego okreslenia gonitwa za wlasnym Cieniem) zagłębić się w Magię Kart i zapytać je o wytyczne". Slowa te przekreslaja istote i sens calego artykulu. ( Pragne dodac, ze Wskazywanie na Tarot jako jedyna sluszna droge "poznania wlasnych Celow" jest dla mnie osobiscie nieetyczne).W tym swietle nie ma sensu jakakolwiek WLASNA praca nad "Nadrzednym Celem"ani "Przeznaczeniem". Pragne zaznaczyc, ze uklad kart to jedno a ich odczytanie to drugie, ze ukladanie kart sobie a ukladanie kart nam przez kogos to nie to samo. A artykulu nie wynika tez co Pani miala na mysli uzywajac terminu " najpotezniejsza energia jaka mozna doswiadczyc". Nie napisala Pani czym jest dla Pani Przeznaczenie - Cel, a chyba nie twierdzi Pani, ze wszyscy rozumiemy pod tym slowem jednakowe tresci... nie napisala pani dlaczego proces realizacji wlasnych marzen mozna uznac za "rozmijanie sie z celem", dlaczego nie uznaje Pani faktu, ze mozemy np miec etapy w zyciu, zmieniac sie, i zmieniac tym samym Cel-Przeznaczenie... zmienaic i modyfikowac... Dlaczego nie przyjac faktu, ze cele moga byc wielorakie , dlaczego przyjmuje Pani, ze kazdy ma z nas JEDEN Cel i JEDNO Przeznaczenie? Dlaczego twierdzi Pani, ze szukanie Celu-Przeznaczenia jest "stukilowym ciezarem noszonym na plecach" a nie radosnym i tworczym poszukiwaniem? Pytan jest wiecej...ale jeszcze jedno... dlaczego uwaza Pani, ze dotarcie do jedynego Celu jest jedynym Celem?
|
MarzenaP 11-04-2006 - 13:54 | |
Mysle, ze autorka artykulu pod slowem cel miala na mysli dotarcie do samego siebie, do Zrodla, ktore kieruje nas wlasnie do siebie, do Zrodla. (napisala, ze "Droge do Samego Siebie moze otkryc oczywiscie Tarot") Tak to rozumiem, jako jedyny cel, bo innego po prostu nie ma, w kazdej istocie jest to Zrodlo, kwestia tylko dotarcia do niego.Tarot to tylko jedna z wielu mozliwosci. Wczoraj wlasnie czytalam "Ultraumysl wedlug Josego Silvy", tzw. przypadek , dlatego zabieram glos. Dokladnie o tym czytalam, chodzi glownie nie o nieposiadanie marzen ale o odczucie, czy to, czego chcemy zgadza sie z naszym wnetrzem, Silva mowi,mniej wiecej, ze mozna to rozpoznac tak: jezeli podejmuje jakas decyzje i sprawia mi to bardzo duzo trudnosci, to musze sie temu przyjrzec, kiedy znowu dzialam w tym kierunku i sprawa zabiera mi dwa razy tyle nerwow i czasu, to znaczy, ze cos sie nie zgadza, jezeli znow to robie i jeszcze wiecej czasu mi to zabiera, to nie jet to ta droga. Jezeli natomiast za kazdym razem kiedy w tym kierunku dzialam czas , ktory musze temu poswiecic skraca sie, wszystko idzie gladko, to znaczy , ze to jest to.Nie zawsze mozna tak sobie plynac na fali i jest dobrze, czasem trzeba miec marzenia, realizowac je , ale wiedziec, czy jest to zgodne z przeznaczeniem, poczuc to np. tak, jak mowi Silva lub w inny sposob. Niedawno chcialam cos osiagnac, dzialalam , wiedzialam , ze osiagne to, a tu nagle zaczely pojawiac sie sny, w ktorych jadac samochodem dostalam info, ze tylko lekko mam trzymac kierownice, kiedy chcialam kierowac, okazywalo sie, ze duzo wysilku musialam wlozyc w to, aby nie najechac kogos, a kiedy tylko lekko trzymalam kierownice, samochod jechal idealnie, przez cala dalsza droge samochod jechal sam, idealnie omijajac zakrety i ludzi. Taki czas, byc moze za jakis czas bede musiala znowu zaczac preznie dzialac, a moze i nie, ale jezeli tak, to tez bede chciala wiedziec, czy jest to zgodne z moim przeznaczeniem.Ja nie przepadam akurat za wyroczniami , preferuje kontakt z Nadswiadomoscia bez udzialu osob i narzedzi z zewnatrz.Ale to moj wybor.Dla kogos innego moze to byc pomocne.
|
Do MarzenyP
AG 11-04-2006 - 18:51 | |
Dzięki za fajny komentarz i za zrozumienie ;-) I masz rację, że kontakt z Nadświadomością można nawiązać oczywiście na wiele sposobów, dla mnie Tarot jest jednym z nich. Serdecznie pozdrawiam. Anna Goluba
|
Do Ultry
AG 11-04-2006 - 18:58 | |
Pyta Pani dla kogo "oczywiście" jest Tarot i analiza za jego pośrednictwem własnej osobowości i zrozumienia dlaczego np. czyjeś życie stoi w miejscu? "Oczywiście" Tarot i jego wskazówki są dla tych, którzy mają kontakt z Kartami. Jest to JEDEN ZE SPOSOBÓW na dotarcie do siebie i w moim tekście jest to wyraźnie napisane. I dla mnie ciężarem nie jest Przeznaczenie tylko taki czas, kiedy człowiek stoi w miejscu, próbuje się jakby przebić przez niewidzialny mur, który go otacza. Zresztą napisałam przecież, że dotarcie do Źródla to moment wielkiej ulgi. Dlaczego przekręca Pani moje słowa? Z resztą Pani komentarza nie będę polemizowała. Pozostawię ten komentarz i swój tekst do porównania i przeanalizowania dla tych, którzy będa mieli na to ochotę. Ta analiza zresztą będzie łatwa. Bo na wszystkie Pani uwagi są "odnośniki" w moim tekście. Anna Goluba
|
ultra 12-04-2006 - 10:46 | |
cytuje"I dla mnie ciężarem nie jest Przeznaczenie tylko taki czas, kiedy człowiek stoi w miejscu, próbuje się jakby przebić przez niewidzialny mur, który go otacza. Zresztą napisałam przecież, że dotarcie do Źródla to moment wielkiej ulgi. Dlaczego przekręca Pani moje słowa? " Nie , nie przekrecam Pani slow, nie rozumiem jak mozna stac w miejscu probujac sie przebic przez niewidzialny mur... jezeli ktos stoi w miejscu to jest pasywnosc( zreszta czestokoroc bardzo cenna), gdy probuje sie przebic przez "niewidzeialny mur" jest aktywnoscia ( dla mnie piekna, radosna i wzniosla stad tez slowa... Wlasnie o to mi miedzy innymi chodzilo... Najprawdopodobniej nie zrozumialam pani intencji... Gdy pisze pani w odpowiedzi do mnie, ze moement dotarcia do Zrodla ( ladnie wykorzystala Pani okreslenie Marzeny, gdyz z artykulu nie bylo jasne, ze o to pani chodzi) jest moementem ulgi, rozumiem. Gdy pisze Pani, ze znalezienie Celu -Przeznaczenia to cytuje "jakby Ktoś nagle zdjął nam z pleców stukilowy cięzar"... jest dla mnie przerazajace... ( nie, nie zrozumialam z tego ze Cel jest cieza
|
AG 12-04-2006 - 11:38 | |
Jeżeli ktoś próbuje się przebić przez niewidzialny mur to oznacza to, że jego aktywność została zahamowana. A zahamowana aktywność przemienia się w pasywnośc. Nie wykorzystałam odpowiedzi MarzenyP. MarzenaP najpierw cytowała mnie, a potem ja posłużyłam się tym samym cytatem. Podobnych w treści moich wypowiedzi mówiacych o tym, że chodziło mi o dotarcie do Źródła, o znalezienie harmonii miedzy naszym światem zewnętrznym i wewnętrznym jest w moim tekscie bardzo dużo, więc nie będę w dalszym ciągu cytować sama siebie, czyli nie będę się powtarzać. Powtarzam, że odnalezienie drogi do samego siebie to moment ulgi, tak jakby ktoś zdjął nam z pleców wielki ciężar. To wyrażenie to figura stylistyczna zwana metaforą. W tym przypadku oznacza ona, że w momencie odnalezienia drogi do siebie poczuliśmy ulgę. Dopiero to odczucie uswiadamia nam, że to, co się działo dotad w naszym życiu nie było zgodne z nasza najgłębszą Istotą. Odnalezienie właściwego kierunku to wyzwolenie i możliwości realizacji na wyższym niż dotąd poziomie. O tym jest mój tekst. MarzenaP zrozumiała mnie doskonale. Zamieściłam zresztą ten tekst również w innym portalu, gdzie posty od internautów zdarzają się rzadko, raczej jest przyjęta forma, że internauci, podpisując się imieniem i nazwiskiem piszą wprost na skrzynkę pcztową do autora. Z tamtego portalu dostałam sporo listów na temat swojego tekstu, i wiem, że moja intencja z jaką pisałam ten tekst może być i została odczytana zgodnie z intencją z jaką go pisałam, wiec o to jestem spokojna. Ale wie Pani co? Bardzo się ucieszyłam, że napisała Pani do mnie drugi raz i tym samym dała mi Pani możliwość napisania do Pani po raz kolejny. Dlaczego? Już wyjaśniam. Z pierwszego Pani listu skierowanego do mnie na tej stronie przebija taka energia, że... właściwie szkoda słów. Cały Pani komentarz do mnie jest utrzymany w zjadliwym stylu "No i co Pani sobie wyobraża...?!" Dlatego z Panią nie polemizowałam, nie odpowiedzialam do końca na Pani pierwszy post. Po drugie - skoro już mowimy o tym, co kogo przeraża.... Uważnie śledzę forum na tej stronie. I Pani post w którym pisała Pani o tym, że zdarzenia jakie dzieją się wokól Pani przypisuje Pani nszczycielskiej sile Pani Anioła Stróża - był dla mnie autentycznie przerażający. Nie piszę tego ze złośliwości, piszę o swoich prawdziwych odczuciach. Jak można przypisywać Aniołowi Stróżowi niszczycielską moc? I jak można tak postrzegać rzeczywistośc jak Pani? Rozumiem, że jest to jakiś etap, który Pani musi przejść i życzę, żeby to odbyło się jak najskuteczniej i bezboleśnie. Ale - obserwowałam też Pani reakcję na odpowiedzi internautów. Te, które się Pani spodobały przyjęla Pani z pocałowaniem ręki, te - które się Pani nie spodobały - bezlitosnie Pani ucieła, nie zastanawiając się nad nimi nawet przez moment. Nie mówiąc już o tym, że Tommsa też Pani opacznie zrozumiała, tak jak mnie. MarzenęP, której rady się Pani spodobały - cytuję Panią - "wycałowała" Pani "po obu stronach jej dłoni" , a mnie, jako, że najwyraźniej do Pani nie trafiłam ze swoim tekstem, w pierwszym poscie zaatakowała Pani pytaniami, utrzymanymi w tonie - że pozwolę sobie sparafrazować je po raz kolejny - "Co Pani sobie wyobraża...?!" Nie oceniam Pani, bo Pani nie znam. I tak zresztą staram się ludzi nie oceniać. Ale zawsze mamy prawo oceniać czyjeś zachowanie. I sądząc po tym jak Pani całuje MarzeneP po obu stronach dłoni wnioskuję, że jest Pani bardzo egzaltowana. Sądząc po tym jak Pani zaatakowała mnie serią retorycznych niemal pytań, jak opacznie zrozumiała Pani mój tekst oraz odpowiedż Tommsa na Pani post "Problem z Aniołem" - ma Pani tendencję do zjadliwych ataków na innych ludzi. A wiec z jednej strony egzaltacja - z drugiej atak. To się nazywa huśwtawka emocjonalna, a może ona świadzyć tylko o tym, że mimo wielu rad jakie Pani dostała na tej stronie, nie zastosowała Pani żadnej z nich. Najwyraźniej nie spodobała się Pani stylistyka mojego tekstu, bo gdyby się Pani spodobała nie miałaby Pani problemów ze zrozumieniem treści, a ma Pani problemy sądząc z tego, jak go Pani komentuje. Co oczywiscie nie zmienia faktu, że mój tekst zwyczajnie i po prostu może do kogoś nie trafiać. I do Pani najwyraźniej nie trafiłam. Ale zważywszy na to, jak Pani interpretuje rzeczywistosć wokół siebie, biorąc pod uwagę fakt, że przypisuje Pani swojemu Aniołowi Strózowi niszczycielską moc i mocno Pani wierzy, że Anioł Stróż działa w Pani imieniu krzywdząc innych ludzi - zważywszy właśnie na ten kontekst - mogę się tylko cieszyć, że nie spodobał się Pani mój tekst. Bo to znaczy, ze jego treść nie wpisuje się w Pani rzeczywistość w której Anioł Stróz jest niszczycielem. Zestawiłam ze sobą tylko fakty. Wiem, ze to zestawienie się Pani nie spodoba i że nie przyjmie go Pani zgodnie z moją intencją. A moją intencją było tylko unaocznienie Pani tych faktów, nic więcej.
|
c.d.
ultra 12-04-2006 - 11:42 | |
rem a wylacznie proces do niego prowadzacy). Osobiscie bardzo cenie i powazam wszelkie dzialania zmierzajace do okreslenia siebie. Ten proces jest tak piekny i "cudowny"... pozwolenie sobie na przeprowadzenie go, delektowanie sie kazdym "zwyciestwem" juz w "drodze", radosc z tworzenia... stad byc moze w moim sposobie widzenia osiagania Celu -Przeznaczenia tak bardzo wielkim zgrzytem jest Tarot.
|
AG 12-04-2006 - 12:08 | |
Zdaje się, że pisałysmy równocześnie. Więc już tylko kilka zdań. Cały mój tekst jest o tym, żeby realizować swoje marzenia, bo to jest najlepsza i najskuteczniejsza droga dotarcia do siebie. Tarotowi, jako dodatkowej metodzie, metodzie wspomagającej odkrywanie marzeń, poświęciłam półtora akapitu. Właśnie po to, żeby dostosować treść do formy - bo Tarot jest - oprócz aktwnego realizowowania swoich marzeń - metodą tylko wspomagajacą do tego, zeby odnaleźć swój kierunek w życiu. Najważniejsza jest samorealizacja i tak jak napisałam w całym tekście, twórcze poznawanie siebie poprzez realizację marzeń. A faktem jest natomiast, że moment, kiedy docieramy do Źrodla jest jak odczucie ulgi. Bo nie przestajemy wtedy szukać, gdyż życie zawsze daje nam dużo możliwości i sposobów samorealizacji nawet gdy już odnajdziemy swoją najglębszą istotę. Ale kiedy dotrzemy do Źródła przestajemy wreszcie błądzić po omacku. To jest subtelna, za to zasadnicza rożnica.
|
Rzeczka 25-04-2006 - 15:23 | |
Rzeczywiście, Tarot i „magia kart” w kontekście z tym wzniosłym tekstem o Przeznaczeniu brzmi jak dysonans, zupełne nieporozumienie. Czy celem życia człowieka jest poszukiwanie Przeznaczenia? Jeżeli nam się wszystko udaje – to udało się nam znaleźć przeznaczenie, a jeśli mamy problemy – to nie? A skąd wiadomo, idąc tym tokiem rozumowania, że naszym przeznaczeniem nie jest właśnie zakosztować trudności? Zakładając oczywiście, że istnieje coś takiego, jak przeznaczenie. A co z wolną wolą? Być może, pewne punkty w naszym życiu sa nie do uniknienia, ale bez przesady. Resztę życia budujemy sami, poprzez nasze myśli, marzenia, dążenia, uczynki. Co chwila, nieustannie tworzymy swoją karmę. Owoce naszych myśli i postepowania zbieramy też cały czas, choć niektóre dojrzewają dość długo. A co do tarota… A cóż w nim jest takiego szczególnego? To tylko technika. Ktoś usiłuje przeniknąć zasłonę oddzielającą nas od dalszej przyszłości za pomoca tarota, ktoś inny uzyje do tego runów, ktoś – patyczków krwawnika, kamieni, albo zwykłych guzików czy czegokolwiek innego. To tylko narzędzia. To co naprawdę ważne – tkwi w nas samych. Jeżeli uda nam się uruchomić drzemiącą w nas moc, jeżeli mamy taki talent, to być może będzie on nam w życiu pomocny. Jeżeli nie – to będziemy iść nie zaglądając w iluzoryczną przyszłość – i też możemy mieć szczęśliwe i udane życie. Najszczęśliwsi są ludzie, którzy potrafią po prostu żyć – tu i teraz. Bez zamartwiania się o poszukiwanie przeznaczenia, a tym bardziej Przeznaczenia.
|
MarzenaP 26-04-2006 - 12:31 | |
Tarot to faktycznie technika, jedna z wielu,(co z reszta autorka artykulu potwierdzila) czy to I-cing, czy runy itp.jednak kazda z tych technik jest sposobem na kontakt z wlasnym wnetrzem, technika sluzaca do poznania siebie, dlatego nie uwazam, ze miedzy wznioslscia tekstu i tarotem jest dysonans.Oczywiscie, ze mamy wolny wole, rodzac sie mamy juz pewien zasob mozliwosci i narzedzi do ich spelnienia, czy je wykorzystamy tak, aby te mozliwosci spelnic i jak to zrobimy to nasza sprawa, to ksztaltujemy. Natomiast niezaleznie od wolnej woli musze pogodzic sie z faktem, ze umre, moje cialo fizyczne zakonczy swa dzialalnosc i po prostu kiedys zgnije w grobie lub zostanie rozsypane jako popiol. Niezaleznie od tego, ze np. w kazdym kolejnym wcieleniu bede popelniala samobojstwo nie zniszcze mojego ducha, moja wolna wola nie ma na to wplywu, ciagle bede sie rodzic na nowo. To, czy mi sie to podoba czy nie nie ma wiekszego znaczenia, sa pewne sprawy, ktore sa przeznaczone, jak powyzsze przyklady, wyszlismy ze Zrodla i do niego wrocimy , to nasze Przeznaczenie, wolna wola tez tu nie siega, bedziemy rodzic sie na nowo wciaz i wciaz znowu az to Przeznaczenie wypelnimy. A jak- to nasza wolna wola. Jednak dostalismy juz do tego celu narzedzia, ich znalezienie , wykorzystanie pomaga w realizacji Przeznaczenia, ale jezeli ktos lubi walic glowa w mur, isc na oslep, to tez moze, czemu nie . Moze jednak wykorzystac wskazowki dane przez rozne metody czy chociazby poprzez kontakt z wlasna intuicja bez pomocy kart czy patyczkow i bedzie mu latwiej, o tym jest ten artykul, nie jest namawianiem do prowadzenia przez tarot ale do kontaktu z tym , co wewnatrz. Oczywiscie najlepiej zyc w tu i teraz i cieszyc sie z kazdej nowej chwili. Dobrze, jezeli tak jest. Wiem jednak, ze nie zawsze jest to mozliwe, ze czasem to tylko slowa, juz dawno wiedzialam, "zyj w tu i teraz", ale kiedy problemem kosmiczynm bylo zaplacenie rachunkow to zycie tu i teraz , korzystanie z chwili obecnej nie bylo mozliwe. Dlatego w takich chwilach, kiedy sie wydaje, ze wszystko jest pozbawione sensu, warto szukac odpowiedzi po co to, znalezc to, co warto realizowac, aby dojsc do Zrodla , czyli Siebie Samego.
|
do Marzeny P.
Rzeczka 26-04-2006 - 22:42 | |
Czegoś tu nie rozumiem. Mówimy o Hunie? To skąd idea reinkarnacji? W Hunie jej przecież nie ma. Ale jeżeli już niespodziewanie znaleźliśmy się w kręgu kulturowym Wschodu, to zacytuję słowa mistrza zen Jakusho Konga, jak wszystko w zen – bardzo proste, a jednocześnie głębokie: „przekonałem się, że jeśli o jakiejś kwestii za wiele myślimy, zaczyna nas ona przerastać, a gdy coś „po prostu robimy”, nieżle nam wychodzi”. I to jest istota sprawy. I nie ma co opowiadać o „waleniu głową w mur” ani o „chodzeniu na oślep” ani propagowac poszukiwania wskazówek „jak żyć” metodami wróżebnymi. Huna podobnie jak zen jest prosta i praktyczna. Co nie znaczy, że nie jest również głęboka. Natomiast „poszukiwanie samego siebie, dochodzenie do Źródła” to tylko piękne słowa, które nic nie znaczą. Zamiast trawić czas na pustych rozmyślaniach i wpatrywaniu się w karty, lepiej jest pójść na spacer by popatrzeć, jak piękny jest świat, pobawić się z dzieckiem albo posadzić kwiaty. Nasze życie nabiera sensu i wypełnia się poprzez działanie. Zwykłe i sensowne. Dodałabym do tego medytację/modlitwę.
|
Do Rzeczki
MarzenaP 26-04-2006 - 23:28 | |
Mowimy o artykule. Dla mnie dochodzenie do Zrodla nie jest tylko slowami. Ja tez nie propaguje metod wrozebnych, jezeli czytales moja pierwsza wypowiedz zawarta przy tym artykule to wiesz, ze nie jestem fanem metod wrozebnych, uwazam je tylko za jedna z technik , to narzedzie takie jak prosta rozmowa z samym soba , co ja wlasnie robie. Wiem natomiast, ze niektorym ludziom pomaga szukanie siebie poprzez inne techniki, kazdy musi znalezc dla siebie cos odpowiedniego, to , co mi pomaga nie musi byc optymalne dla kogos innego, wiem, ze tarot, I cing i inne metody nie tylko mowia o przyszlosci ale tez rozwijaja.I cingiem zajmowalam sie przez jakis czas z racji tego, ze byl przedmiotem , ktorego musialam sie uczyc,wiem,ze to rozwija, jednak to nie moja droga. A dlaczego mowie o reinkarnacji? Bo w nia wierze, jest dla mnie czyms po prostu oczywistym. W Hunie nie ma nic o tym, bo Kahuni nie wybiegali poza idee Wyzszej Jazni, nie znaczy to jednak , ze i ja musze sie do tego ograniczyc. HUna pomaga mi w kontakcie z boska czescia mnie, jednak zdaje sobie sprawe z tego, ze poza tym jest cos wiecej. To, ze zajmuje sie huna nie znaczy, ze wszystko inne przekreslam automatycznie albo nie przyjmuje tego, bo nie ma tego w Hunie.Czy z tego powodu nie moge sie wypowiadac na stronie Huny? A jezeli chodzi o myslenie, to je cenie, ale jeszcze bardziej cenie sztuke niemyslenia. Im czesciej sie to robi tym latwiej jest spojrzec przez wiele perspektyw, nie ograniczajac sie do tylko Huny ( wiem, ze odezwa sie protesty , bo brzmi to obrazoburczo dla huny), tylko nauk Wschodu, tylko czegos tam itd, mozna po prostu znalezc to, co sie czuje, co rozwija i pomaga dotrzec do siebie samgo. I nie musi to byc takie samo dla wszystkich.A czy posadzenie kwiatu czy zabawa z dzieckiem nie jest dochodzeniem do boskiej czesci nas? Patrzenie na swiat jako cos pieknego, cieszenie sie tym jest tez kontaktem z samym soba , wiec kontaktem ze Zrodlem, czy sie to ujmie w slowa czy nie to inna sprawa. Nie az tak wazna jak samo dzialanie , ale jezeli sie juz o czyms mowi to nie ma innego wyjscia jak ujecie tego w slowa... Pozdrawiam!
|
Do Marzeny P.
Rzeczka 27-04-2006 - 10:23 | |
Pytania egzystencjalne typu „kim jestem”, „dokąd zdążam”, „jakie jest przeznaczenie człowieka” itp. ludzie zawsze sobie zadawali i jak dotąd, nikt nie znalazł na nie jednoznacznych i wyczerpujących odpowiedzi. I bardzo nikłe są szanse na to, że kiedykolwiek takie odpowiedzi będą do uzyskania. Dlatego uważam, że ważne jest działanie, sensowne działanie z pożytkiem dla otoczenia i samego siebie. Wyrazajmy siebie w taki właśnie sposób. Teraz Huna i nauki Wschodu. Huna ma z nimi wiele wspólnego, ale też w niektórych sprawach zasadniczo się różni. Nam, Europejczykom, mającym korzenie chrześcijańskie, a więc będącymi z jeszcze innego kręgu kulturowego bardzo często trudno jest więc zaakceptować w całości wierzenie, przekonania obcych nam duchowo kultur, choć niewątpliwie cenimy w nich wiele elementów. Niestety, nie znamy a zatem nie rozumiemy ich do końca, stąd takie wybiórcze, nonszalanckie podejście. Przeniknięcie się duchem zen, huny czy jakiejkolwiek innej obcej nam filozofii wymaga wielu lat nauki, praktyki, obcowania z nimi na co dzień. Wymaga posiadania mistrza z kręgu tamtej kultury. Nie można jednak jednocześnie wierzyć w reinkarnację i w posiadanie trzech „ja”, bo to nielogiczne. Trzeba się na coś zdecydować, choć to być może niełatwe ;) Natomiast Twoje stwierdzenie, że bardziej cenisz niemyślenie, niż myślenie brzmi humorystycznie. To stąd zapewne biorą się te rachunki, których nie masz z czego zapłacić ;) Medytacja nie jest „niemyśleniem”. Jest uważnością. Z kolei wg huny NJ powinno być uczony i wychowywane przez ŚJ. Zatem za mało jest samego „odczuwania świata”, samych emocji. Człowiek powinien dążyć do integracji swoich trzech „ja”. Dopiero wtedy może być szczęśliwy i wieść udane, spełnione życie. To elementarna wiedza huny.
|
Do Rzeczki
MarzenaP 27-04-2006 - 11:48 | |
Owszem, ludzie od dawna zadawli sobie pytania egzystencjonalne, ale szanse na uzyskanie odpowiedzi nie sa takie nikle, nawet jesli odpowiedzi tych nie mozna przeczytac potem w "przyjaciolce" czy innych ogolnie dostepnych pismach.Jednak pytania te dobrze jest sobie zadawac i sa ludzie, ktorzy wlasnie temu zawdzieczaja swoje oswiecenie. A to, ze nie rozumiemy obcych kulturowo wierzen to duze uogolnienie, bo sa sprawy, ktore sa mi bardzo bliskie , choc pochodza z innej kultury, tu krotki powrot do sprawy karmy (mozesz w to nie wierzyc-Twoja sprawa, ale ja pisze , co ja mysle). To powszechnie znane zjawisko, ze czasem rozumie sie, a nawet wie cos , co nie pochodzi z naszej kultury, jest to czasem bliskie "od wewnatrz". Huna rowniez nie pochozi od naszych slowianskich przodkow... Moje podejscie nie jest wybiorczo nanszalanckie a intuicyjne. To, ze cos wymaga wielu lat nauki, praktyki i koniecznie mistrza to tez przesada, jak napisalam wyzej-niektore rzeczy sa nam po prostu bliskie.W niektorych przypadkach faktycznie dobrze jest miec mistrza, ktory , jak powiedzial ktos z osieconych pelni role balustrady przy schodach zycia, ale czy nie mozna wejsc po schodach bez trzymania sie czegos z boku? Owszem, z mistrzem jest wtedy latwiej, ale to nie koniecznosc. Ja nie stosuje jakichs skomplikowanych rytualow (poza znanymi nieskomplikowanymi 5 tybetanskimi )-wymagajacych ogromnej wiedzy, po to, aby wierzyc w reinkarnacje nie potrzebuje mistrza, ta sprawa jest dla mnie po prostu oczywista. Reinkarnacja nie przeczy tez istnieniu trzech jazni, bo jak mialoby to przezczyc? Podobno skladamy sie z wiekszej ilosci czesci, a podzial na trzy jest dokonany dla uproszczenia, czy trzeba sie czegos kurczowo trzymac tylko dlatego, ze ktos sobie uproscil a ja bede wierzyc, ze jest tak jak ten ktos mowi, bo tak jest w Hunie. O tym wlasnie, ze to tylko uproszczenie jest nawet gdzies na tej stronie. Zupelnie brak tu argumentu, ze istnienie trzech jazni przeczy reinkarnacji. A niby dlaczego musze sie zdecydowac na to, albo na tamto. Bo ktos (Ty) tak uwaza? Decyduje sie na to, co czuje , ze jest dla mnie i dzieki Bogu wolno tak postepowac, nikt nie bedzie nade mna stal i mowil, ty nie mozesz wierzyc w to i w tamto, bo tego nie ma w Hunie! Niektorych rzeczy nie ma w Hunie bo prosciej bylo sie nimi nie zajmowac a skupic sie na tym, co dla Kahunow bylo wazne, taki byl ich wybor, ale ja jestem inna i mam do tego prawo. A jezeli o rachunki chodzi to sprawa dotyczy przeszlosci, jezeli czytalbys uwazniej to wiedzialbys, ze uzylam w zdaniu czasu przeszlego. Klopoty materialne od lat nie sa juz moim udzialem, jednak nie zapomnialam tamtych spraw dlatego dobrze rozumiem ludzi, ktorzy takie problemy maja. A to, co Ty , czy ktos inny uwaza za medytacje to tez inna sprawa. Jedna z moich znajomych chodzaca czesto do kosciola bierze udzial w pewnych medytacjach tam sie odbywajacych, wlos sie jezy na glowie co czasem ludzie rozumieja pod tym slowem. Niemyslenie nie przeczy uwaznosci, jezeli poczytasz Eckharta Tolle (choc pewnie nie poczytasz, bo to przeciez nie HUna), to dotrze do Ciebie, ze podczas niemyslenia wlasnie jest uwaznosc, to jest tez w "przygodzie Swiadomosci " sri Aurobindo -uwaga- tez nie Huna). jest to inny rodzaj uwaznosci niz podczas myslenia. To uwaznosc od wewnatrz. Jest na tej stronie bardzo dobry artykul Lambara , w ktorym jedzie on samochodem, ma wyciszony umysl a uwaznosc wyplywa z wnetrza - to Huna, to zaufanie do Nadswiadomosci, mozna miec umysl bez mysli, a to, co wazne, co ma byc zrobione lub przypomniane wyplywa z wnetrza. Warto ten artykul przeczytac, jest prosty i piekny ,nie komplikujacy sprawy. :) Bycie w wewnetrznej ciszy to bardzo wazna integracja trzech jazni, to wlasnie odczuwanie, poniewaz nie ma wtedy wewnetrznegoi dialogu, ktory to odczuwanie zakloca, kiedy idzie sie przez tlum z wyciszonym umyslem, to nie mysli sie o tym, jak ktos jest ubrany, jak ktos sie porusza itp. tylko sie czuje. Nie jest to latwe , wymaga treningu ale nie wymaga mistrza. Tego mamy w sobie i w ciszy umyslu mozna go poczuc.
|
Do Marzeny
Rzeczka 27-04-2006 - 12:22 | |
Myślę, że zupełnie nie rozumiesz spraw, o których wypowiadasz się z taką podziwu godną pewnością siebie. Nawet nie rozumiesz tego, co się do Ciebie mówi. Ciągle Ci się wydaje, że wszyscy Twoi oponenci czerpią wiedze z "Przyjaciółki i innych ogólnie dostępnych pism" :)) Ciekawe, na jakiej podstawie tak mówisz? ;))) Od ładnych kilku lat zajmuje się huną, od kilkunastu lat - zen i chi-kungiem, więc dotarło do mnie o wiele więcej, niz myślisz. Ale nie chcę więcej z Tobą rozmawiać, roztaczasz wokół siebie aurę złości i nienawiści do ludzi inaczej myślących. Nie chcę w niej przebywać. Pozdrawiam P.S. Rzeczka jest rzeczownikiem rodzaju żeńskiego ;)))
|
Do Rzeczki
MarzenaP 27-04-2006 - 13:38 | |
Mozesz myslec, ze nie rozumiem, o czym mowie, nie zamierzam Ci takiego myslenia zabraniac.Nie mowie tez, ze wszyscy moi oponencoi czytaja przyjaciolke, choc w czytaniu tego pisma nie widze nic zlego, nie spodziewam sie jednak tam informacji na powyzszy temat.W ten sposob chcialam powiedziec, ze takie info sa gdzies indziej, nie sa podane w pismach , ktore czyta wiekszosc. A to, ze dotarlo do Ciebie wiecej niz mysle- nie wiesz , co o Tobie mysle , nie wypowiedzialam zadnego obrazliwego zdania na Twoj temat i nawet nic zlego nie pomyslalam, dlatego dziwi mnie, ze piszesz , ze roztaczam atmosfere zlosci i nienawisci. Oczywiscie odczuwanie to sprawa indywidualna i pewnie masz jakies swoje podstawy aby tak myslec. Ja tez czasem myslalam, ze ktos o mnie zle mysli, albo ma agresje w stosunku do mnie a wynikalo to wtedy z tego, ze po prostu bylismy innego zdania i to powodowalo we mnie tego rodzaju wrazenia, kiedy poznalismy sie blizej okazywalo sie, ze to byly tylko moje interpretacje. Takie roznice w interpretacji wynikaja nawet , jesli sie podaza za intuicja, to nalezy do procesu, w ktorym sie z interpretacji wychodzi dalej. Nie namawiam Cie do poznania mnie blizej, juz napisalas , co o mnie myslisz i jezeli chcesz w tym pozostac to Twoja sprawa. Rzeczka jest rzeczownikiem rodz,zenskiego ale to nie znaczy, ze jako pseudo dotyczy kobiety, pod pseudo jest duza dowolnosc. Nie ma tez potrzeby dalszej rozmowy , jezeli rozmowcy sie wycofuja. Przykro mi, ze sie nie zrozumielismy. Pozdrawiam Cie jednak serdecznie i mam nadzieje , ze poczujesz, ze nie ma w tym zadnej zgryzliwosci ani zlosliwosci. :) Pod artykulami dochodzi do dyskusji ale kazdy ma prawo myslec na temat artykulu cos innego .Kazdy ocenia artykul przez wlasny pryzmat.Pozdrawiam.
|
Do Marzeny P.
Rzeczka 27-04-2006 - 15:16 | |
Aloha!
|
Do Rzeczki
ultra 27-04-2006 - 20:49 | |
Dla mnie poszukiwanie to dar... a bladzenie - to Cudowna Przygoda Zycia. W rozwoju, w jakimkowliek kierunku, nawet pasywnosc czy regres mozna wykorzystac pozytywnie, mozna wykorzystac swoje i cudze bledy... Dziekuje za podzielenie sie mysla, ze samo powszukiwanie jest byc moze juz naszym Celem... a takze watpliwoscia, ze moze tak naprawde Cel moze i nie istnieje...
|
Determinizm Przeznaczenia? Nie, dziękuję:)
superboy 03-07-2006 - 12:41 | |
Dlaczego działa tarot – i wróżby z fusów też :) W świetle huny i jej zasad nie istnieje zdeterminowana przyszlość, jeśli tak by było, jej pierwsza zasada nie miałaby prawa działać. A pierwsza zasada Huny mówi, że świat jest taki jakim sobie go wymyślisz. Tarot jest pełen symbolizmu. Właściwie jest cały złożny z symbolicznych archetypów, które w różnych układach mogą składać się na symboliczne, przenikające się zbiory idei. Załóżmy, że ktoś komu udzielana jest wróżba, usłyszy o mogącej go spotkać chorobie, o wyjeździe i o czekającej go wiadomości. Nasze niższe ja, które zwykle bywa zafascynowane wszelkiego rodzaju symboliką, może przyjąć tę sugestię i natychmiastowo przystąpic do jej wykonywania na planie fizycznym. Sytuacje pokazane przez tarota uznaje bowiem jako zdeterminowane i nieuniknione ( nieważne jak dobre czy złe one są) Gdy staramy się przekonać nasze niższe ja do pewnej idei czy to przez afirmacje, czy przez modlitwę, czy w jakikolwiek inny odpowiedni dla nas sposób, możemy spotkać się z niechęcią lub opieszałością w reakcji naszej podświadomości. Przy Tarocie może byc inaczej. Sugestia bywa przyjęta natychmiast. Nie chcę przez to powiedzieć, że osoby oferujące czytanie z kart tarota dla swoich znajomych czy też klientow powinny przestać to robić. Przeciwnie. Powinny jednak pamiętać o sile jaka tkwi w tym narzędziu i o możliwości poprawy losów tych którym wróżą. Ja sam bardzo lubię Tarota, właśnie dla jego symboliczności i archetypów jakie reprezentują jego karty. Lubię na przykład utożsamiać się i wcielać w te jego postacie, jakich cechy są mi aktualnie potrzebne. A co do determinizmu związanego z przeznaczeniem, które kojarzy mi się jednak z ponurym zniewoleniem, odcinam się też za pomocą drgiej zasady Huny: KALA - mówi ona, że nie ma granic. Gdy spełnia się marzenie, reakcje moga być różne. Satysfakcja, jest najbardziej pożądana. Powinna pojawić się radość a nawet euforia. Jeśli nie jest tak, to wcale nie znaczy, że minęliśmy się z przeznaczeniem, ale na przykład to, że dorośliśmy do tego, że to konkretne spełnione marzenie nie jest już dla nas tak wielkim sukcesem jak kilka lat temu gdy zaczynaliśmy o nim mysleć i starać się. Cały czas przewartościowujemy swoje życie i to co zdawało się kiedyś wielkie, dziś jest może czymś normalnym. Albo inny przykład: Ktoś marzy o wycieczce w cieple kraje. Ogląda w folderze kiczowate palmy na tle wściekle lazurowego morza. Przyjeżdza potem na miejsce i widzi, ze morze nie jest wcale takie piękne jak na obrazku, palmy są jakieś takie... normalne, z nieba leje się upał, a klimatyzacja właśnie się zepsuła ;-) Marzył i marzył...ale minął się z przeznaczeniem? Pozdrawiam,
|
;-)
AG 03-07-2006 - 20:16 | |
Niesamowite jak rozmaicie można zrozumieć jeden i ten sam tekst. To zupełnie inne odczucie dla mnie jako autorki niż dla czytelniczki tekstów innych ludzi - ale to uwaga na marginesie. To, co miałam już powiedzieć o harmonii między naszym światem zewnętrznym i wewnętrznym - już wyłuszczyłam ;-) w tekscie i w komentarzach. Także tylko jedna uwaga a propos Tarota - tylko u kiepskiego Tarocisty/Tarocistki sytuacje z naszego życia pokazywane są jako determinanty. Są takie zdarzenia, owszem, ale są niezwykle rzadkie i z róznych powodów tez mogą się nie sfinalizować. Tarocista/Tarocista z prawdziwego zdarzenia nigdy nie powie osobie, którą ma przed sobą - "to i to stanie się na 100%", tylko powie "Jeśli zrobi Pani/Pan to i to - wtedy wydarzy się to i tamto". Dokładnie o tym, stricte o tym jak od naszego postępowania i podejścia, zależy przekaz z kart Tarota w przepiękny sposób powiedział w wywiadze S.K. King w miesięczniku "Szaman" ze stycznia b.r. Naprawdę gorąco polecam;-) Fajny wywiad i przy okazji pokazane jest bardzo elastyczne i rozwijające podejście do wróżby jako takiej. Pozdrówka ;-) Anna
|
S.K. King w miesięczniku "Szaman"
mrall 04-07-2006 - 10:51 | |
Czy mozna prosic o skan? ---- ALOHA CZes;-)
|
Skan;-(
AG 04-07-2006 - 11:45 | |
Już nie wiem, który raz łza mi się w oku zakręciła ;-) z racji tego, że nie ma skanera. No well, w tej chwili tego nie przeskoczę. Ale mogę zacytować te słowa Kinga, gdzie mówi o przepowiedniach: "To fakt, że przyszłość cały czas się zmienia. Ale buduje się ona na podstawie wzorców, które nosimy we własnej podświadomości w chwili obecnej. Osoby zajmujące się przewidywaniem przyszłości po prostu potrafią poznać wzorce danej osoby czy sytuacji i posiadają talent przewidywania, dokąd takie właśnie wzorce mogą doprowadzić tę osobę. Należy jednak pamiętać, że zmieniając choćby jeden wzorzec zmienimy cała przyszłość, która by z niego wyniknęła. A to oznacza, że nie ma na świecie ani jednej osoby, która potrafiłaby przewidzieć coś, czego nie można by zmienić. Wiele osób, niewiedzących o tej zależności, popada w bardzo zły nastrój pod wpływem niepomyślnych wrózb. A przecież wystarczy tylko odrobinę zmodyfikować swoje postępowanie i dana wróżba po prostu się nie spełni. W kulturze hawajskiej funkcjonuje doskonałe przysłowie, mówiące o przewidywaniu i zmienianiu własnej przyszłości. Brzmi ono;"Jeśli pragniesz innych plonów, zasiej inne nasiona"(Serge Kahili King, dokończenie rozmowy przeprowadzonej przez Klaudiusza Emmerle 11X2005 w W-wie, "Szaman", styczeń 2006r.) No i właśnie pod tym sie podpisuję. Dlatego uważam, że Tarot może wskazywać nam Drogę; Drogę do Źródła. Nie na zasadzie operowania kategorycznymi stwierdzeniami, bo nie tym polega dobrze rozumiana wróżba. Wróżba zmienia się pod wpływem Energii pytającego, a ta zmienia się pod wpływem jego nastawienia, zmiany podświadomych wzorców (jak mówi własnie King ) i zmiany zachowań. Wrózba to dla mnie drogowskaz, który pokazuje jak będzie rozwijała sie dana sytuacja w moim życiu jeśli podejmę określone działania. Dla mnie kontakt z Tarotem jest bardzo, ale to bardzo interaktywnym oddziaływaniem, a nie odczytywaniem nieodwołalnej wyroczni, której niby miałabym się podporządkować. Jest dokładnie odwrotnie. Tarot może pokazać w jaki sposób np. będziemy się najlepiej, najpełniej realizowali. Ale ta realizacja zalezy od nas, Tarot za nas nic nie zrobi, za to może wskazać kierunek. A tę stronę z wywiadem mogę np. skopiować i wysłać pocztą pod wskazany adres ;-) Pozdrawiam, Anna
|
Srebrny_Lis 28-08-2006 - 14:43 | |
no to ja bym poprosił ten wywiad na : lisek_aloha@o2.pl :)
|
Srebrny_Lis 29-08-2006 - 00:50 | |
o ile rzecz jasna chodziło o pocztę mailową ;)
|
no ja tez poprosze ten wywiad na adres: lukasz8306@wp.pl Aloha :)
Coyote 29-08-2006 - 09:53 |
|
Srebrny_Lis 29-08-2006 - 13:46 | |
ech Coyote , troszkę wtopiliśmy z tymi mailami , ona wszak niema skanera :D Wielkie sorencje za zamieszanie ;)
|
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» e tam :)
Dodano: 26-02-2010
Autor:
Akamai
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
 | Asia1234 | | Obecnie jest 4
gości i 1 użytkownik
online |
|
 |
Przyjaciele |
Polecamy |
|  |