 |
 |
Mistrzowe pogawędki - część 72 |
 |
poniedziałek, 18 listopada 2002 - 23:28 13200 raz(y) oglądano.
Pytający:
Miłość, harmonia, bóg - dla mnie to jedno i to samo. A ludzie je rozróżniają, wymyślają jakieś ograniczenia. I komplikują sobie życie zadręczając się coraz to wymyślniejszymi formułkami. Ale nie to jest jeszcze zatrważające. Człowiek potrafi szukać szczęścia w zdobywaniu rzeczy z materialnego świata. I tak wkółko przez całe życie osiąga swe cele, chwilowo zaspokajając pragnienia i osiągając stan szczęściopodobny. A szczeście to chyba stan wnętrza?
Odpowiadający:
Dokładnie, wszystkie te słowa wyrażają to samo, wypływają z tego samego źrodła, jednak u różnych ludzi ich znaczenie bywa różnie zniekształcone i zanieczyszczone. W istocie wystarczy jednak znaleźć choć jedno takie słowo, najmniej zniekształcone przez ten świat, takie pojęcie, które pociągnie umysł wysoko, najwyżej.
W istocie też o to tylko chodzi - o wzniesienie swych myśli jak najwyżej. Szczegóły nie są istotne. Nie jest ważne, czy wywoła to medytacja, czy nauki jakiegoś mistrza, czy lektura księgi czy rozmowa, czy może film albo inspiracja muzyczna. To wszystko nie ma znaczenia, liczy się efekt - wzniesienie myśli wysoko, jak najwyżej.
Wspaniale jest odnaleźć jakąś taką drogę dla siebie - przez dzieła jakiegoś mistrza, przez muzykę, może przez medytację albo taniec, cokolwiek.
Religia także jest dobra, gdy jest wykorzystywana w tym celu.
Religia jest niczym innym jak narzędziem służącym wzniesieniu umysłu do Boga i do tego celu powinna
być wykorzystywana. Wszelkie wykorzystanie religii do innych celów jest wypaczeniem i nadużyciem.
Czyli wszelkie analizy religii, wszelkie dyskusje religijne, wszelkie porówywanie religii, wszelka
krytyka - jest nadużyciem, o ile w efekcie nie prowadzi do wzniesienia myśli na wysokie poziomy
bliższe Bogu niż zwierzęca przyziemność.
A teraz, na pozór z innej beczki - strach przed kreatywną mocą myśli. Ten strach, często nieuświadomiony jest przeszkodą w akceptacji tego, iż myśl jest twórcza. I to (co gorsza ;-) jest
twórcza w każdej chwili, w każdej sekundzie.
_Każda_ myśl daje efekt w jakiejś formie.
Nie można na chwilę 'wyłączać' twórczej siły myśli po to, by sobie ponarzekać, pokrytykować, po-czarno-widzieć. Właśnie dlatego ludzie, którzy pozwalają sobie na krzywdzące siebie i innych myśli, którzy krytykują innych, tacy ludzie będą się bronić przed przyjęciem prawdy, że myśl jest twórcza. Bowiem łącznie z zaakceptowaniem takiej prawdy musieliby uznać, że wyrządzili wiele zła swoimi dotychczasowymi myślami. I być może krzywdy, których sami doświadczali albo których byli świadkami były efektem ich myśli. To może być trudne, dlatego łatwiej i wygodniej jest uznawać myśli za coś nierealnego, nieistotnego by sobie pozwalać na czynienie zła. Myślami.
Tymczasem świat formy, czyli świat fizyczny nie może niczego stworzyć. Pomieszanie percepcji i jej poziomów skłania ludzi do uznawania, że ciało ma możliwości twórcze, że może coś stworzyć. Że na przykład ciało może skrzywdzić. To złudzenie. Twórczy jest tylko umysł, ciało jedynie wyraża to, co chce wyrazić umysł. Za każdym czynem stoi wcześniejsza myśl, która pojawiła się w umyśle. Za każdym złym czynem stoi zła myśl, która ten czyn spowodowała. Oburzam się na ten czyn, ale być może jego przyczyna, czyli myśl, która go wywołała dostała życie właśnie ode mnie? Być może kiedyś pozwoliłem
sobie na krytykę, na złe myślenie o czymś, na widzenie zła i ocenianie? I efekt takiej myśli dosięgnął umysłu osoby, która 'zainspirowana' wyrządziła jakąś krzywdę? Jednak po to, by móc oceniać czyjeś złe czyny w oderwaniu od moich myśli po pierwsze muszę uznawać, że myśl nie jest twórcza. W każdym razie - nie każda. I do tego muszę uznawać jeszcze, że drugi człowiek jest ode mnie oddzielony. Że jego czyny nie mogą mieć przyczyny w moim myśleniu albo w moich czynach.
To wielkie złudzenia żywione w umysłach ludzi po to, by mogli akceptować wyrządzanie przez siebie zła.
Jeśli pomyślałeś o zabiciu to tak samo, jakbyś zabił. Nie oszukuj się.
Nie ma drogi do wolności bez akceptacji tego faktu.
Nie ma drogi do wolności i prawdy przy jednoczesnym
pobłażaniu sobie i dopuszczaniu do złych myśli.
Człowiek może dokonywać pomylenia poziomów i może wznosić niskie myśli do wyższych sfer, podczas gdy w tych sferach te myśli zupełnie sensu nie mają, są tam nierealne tak jak w sferze materialności nierealne są pewne inne myśli. Chodzi o wnoszenie do medytacji spraw związanych z czymś, o czym Bóg nic nie wie. Strach, sprawy ciała, instynkty, popędy - o tym Bóg nic nie wie, to dla niego nie istnieje.
Wszelkie prośby tego dotyczące są puste. Tak samo choroby.
Prośby dotyczące niskich kreacji funkcjonujących tylko w świecie materii (choroba) nie mogą zostać wysłuchane gdyż nie są rozumiane. Żaden duchowy mistrz (nie istniejący cieleśnie) nie dostrzeże pojęcia choroby, to nie tak, że on je dostrzeże ale zignoruje, ale on po prostu tego nie będzie widział, jako sztucznego nie istniejącego tworu. Przykładowo pojęcie winy - to nie istnieje. Wyobraź sobie, że przychodzisz na miejsce wypadku drogowego, widzisz dwa potłuczone samochody i dwoje ludzi kłócących się o coś, co nazywają 'winą'. Czy widzisz tam jakąś winę? Nie widzisz, nie ma winy.
Są dwa potłuczone samochody i ludzie naskakujący na siebie. Wszelkie pytania o winę będziesz musiał pozostawić bez odpowiedzi, bo nie widzisz tam żadnej winy. Oczywiście jeśli masz umysł zanieczyszczony iluzją to będziesz w stanie tam dostrzec jakąś winę a nawet przypisać ją konkretnej osobie. Ale to będzie tylko wejście w iluzję umysłu. Twe zmysły pozostaną czyste, one dostarczą tylko informacji o samochodach pogniecionych i o kłócących się ludziach, nie będą odbierać żadnej winy, jeśli coś takiego dostrzeżesz to będzie tylko kreacja umysłu, iluzja umysłu. Wysokie byty duchowe są wolne od iluzji.
Bóg - całkowicie.
Zanoszenie do Boga spraw związanych z iluzjami pozostanie bez odpowiedzi. Wszelkie prośby o usunięcie strachu pozostaną bez odpowiedzi, bowiem strach to także iluzja. Co więc można zanosić do Boga? O czym można tam myśleć? Miłość. To istnieje, to jest fakt. Język miłości to jedyny język rozumiany przez świat ducha.
Z praktycznego punktu widzenia - jak zatem stworzyć miłość, dobro, bezpieczeństwo, zdrowie? (nawet jeśli część z tych pojęć jest tylko złudzeniem).
Przychodząc do Boga, prosząc mistrza o nie.
Prosić i dziękować za miłość.
Prosić i dziękować za dobro.
Prosić i dziękować za zdrowie.
We wszystkim tym jest element prawdziwej miłości.
Miłości, której w całości być może nie pojmujemy.
Ale jeśli swój umysł wypełnimy naszym nawet niedoskonałym rozumieniem miłości i poprosimy Boga o to, to on dojrzy tę prawdziwą część, wzmocni ją, obdaruje nas jej nadmiarem. W efekcie te części naszego pojęcia miłości, które są iluzją, które są skrzywione i nieprawdziwe, stracą na znaczeniu, wyblakną i ostatecznie znikną.
St.Germaine ładnie opisowo powiedział - karcisz pieska, gdy przyniesie na twój piękny dywan swoje tłuste kości. Lecz tak samo wyglądasz ty, który wznosisz do poziomu umysłu sprawy cielesne i niskie, nadając im tym samym jakieś sztuczne znaczenie, którego nie posiadają. Ciało nie jest źródłem szczęścia, zaspokojenie potrzeb ciała nie jest źródłem szczęścia, jeśli ktoś tak myśli to ulega iluzji. Jeśli ktoś tak myśli to może w medytacji prosić o zaspokojenie potrzeb ciała. Jest to jednak bezskuteczne.
Szczęście pochodzi z umysłu, tylko umysł może odczuwać szczęście, tylko umysł może się szczęściem wypełniać. Umysł może mylnie widzieć źródło poczucia szczęścia w zaspokojeniu potrzeb swego ciała, nie zmienia to jednak faktu, że szczęście płynie bezpośrednio od Boga. W rzeczywistości wygląda to tak, że umysł obdarowany szczęściem od Boga (bo tylko takie jest źródło szczęścia) spojrzy przez filtr tego szczęścia na sferę materialną i w efekcie dostrzeże tylko pozytywne i jasne strony wszelkich spraw. Mylnie wtedy może uznać, że to te jasne strony spraw są powodem szczęścia. W istocie
jest dokładnie odwrotnie - po prostu umysł wypełniony szczęściem automatycznie zwraca uwagę ku jasnym i dobrym stronom wszelkich spraw, one nie są przyczyną. W efekcie skupiania umysłu wypełnionego szczęściem na jasnych stronach spraw te właśnie strony wzrastają. I nie ma tu żadnego wartościowania - to istotne. Nie ma wartościowania spraw na dobre czy złe. Jest po prostu wzmacnianie tego, na czym skupia się umysł. Bóg obdarowuje człowieka poczuciem szczęścia,
w efekcie umysł zwraca się do tych aspektów materialnych spraw, które rezonują i harmonizują z tym szczęściem, w efekcie zaś te właśnie aspekty zostają wzmocnione. Czyli szczęśliwy człowiek stwarza sobie szczęśliwą (ze swojego punktu widzenia) rzeczywistość. Nie ma tu wartościowania, jedynie beznamiętny przepływ energii dającej życie temu, na czym skupia się umysł.
Z tego płynie wiele praktycznych wniosków na temat tego, jak osiągać szczęście.
Na pewno nie przez szukanie zaspokajanie potrzeb swego ciała, instynktów - tak szczęścia się nie znajdzie. Dusza pragnie szczęścia, dusza potrafi zwrócić się bezpośrednio do Źródła, by stamtąd napić się bezwarunkowej miłości. Taka dusza może potem promieniować na umysł, a potem na ciało i na rzeczywistość fizyczną, w której to ciało żyje. Warunkiem jest jednak by człowiek nie próbował szukać szczęścia na poziomie ciała i prosić o to cielesne szczęście duszy, bo to nie zadziała. Szczęście zawsze płynie od góry w dół, od Źródła, przed duszę, do umysłu, do ciała i do rzeczywistości w której to ciało żyje. Umysł powinien odrzucić wszelkie pragnienia generowane przez ciało i wypełnić się tym, co płynie od duszy. Wtedy automatycznie pragnienia ciała zostaną zaspokojone.
Mówiąc z innej jeszcze strony - skupienie na pragnieniach ciała czy też na zaspokojeniu tych pragnień nie przyniesie efektów. Skupienie się zaś na miłości duszy przyniesie efekt w postaci zaspokojenia pragnień ciała.
Na pozór zupełnie odwrotnie i bez związku, ale tak to działa. Jeśli moje ciało ma jakieś potrzeby to powinienem tym bardziej oderwać uwagę i myśli od tego ciała i z tym większą żarliwością zwrócić się do swej duszy i Boga o szczęście. I otrzymam wtedy radość i szczęście, która sprawi (jako efekt), że potrzeby ciała zostaną zaspokojone. Ale będzie to tylko efekt szczęścia, nie jego przyczyna.
autorzy pragną pozostać anonimowi
Pamiętaj, nie klikaj w reklamy! Żeby Cię czasem nie korciło sprawdzić co się za nimi skrywa!
|
Komentarze użytkowników
Goldfish 25-04-2007 - 19:38 | |
Uwielbiam Hunę i mojego Ducha Rodzicielskiego!!! Szukałam odpowiedzi na temat szczęścia i proszę, jeden art. nietrafiony, a ten art to strzał w dziesiątkę. "Tylko umysł może odczuwać szczęście", że ja na to nie wpadłam. Przecież to prawda. Podoba mi się też stwierdzenie, że "każda myśl jest twórcza". Ja ciągle o tym zapominam, chociaż bardzo się staram. Wiem już dlaczego moją ulubioną afirmacją jest "Jestem szczęśliwa i mam szczęście". Wielkie Dzięki Mistrzuniu
|
Bóg nie wie nic o ludzkich popędach czy chorobach?
_Miro_ 26-10-2008 - 14:33 | |
Jeśli przyjmiemy, że Bóg jest stwórcą wszechświata meterialnego i duchowego musimy przejść do konstatacji, że tak naprawdę wszystko co istnieje zostało stworzone z jego istoty(skoro pierwotnie istniał tylko Bóg to z czego miałby niby stworzyć wszechświat jeśli nie z "samego siebie"?). Ta konstatacja prowadzi nas do kolejnych wniosków. Jeśli Bóg jest obecny we wszystkim i wszystko stworzył to jest także odpowiedzialny za stworzenie wszelkich negatywnych rzeczy(nie tylko dobrych). Gniew, nienawiść - te uczucia nie są jakimś sztucznym wytworem naszych umysłów. Za ich powstawanie odpowiadają mechanizmy, które są zakodowane w naszych ciałach. Umysł może tylko wybierać, które z tych mechanizmów(złe czy dobre) będzie wybierał i aktywował.Jeśli koncentruję się na miłośći moje ciało produkuje endorfiny. Dlatego tak dobrze się czuję z tym uczuciem. Jeśli wpadam w gniew moje ciało uwalnia do krwiobiegu Adrenalinę i inne substancje, które powodują, że staję się pobudzony i agresywny.Skoro te mechanizmy istnieją nie tylko w moim ciele, ale i w świecie zwierzęcym musiały zostać stworzone.A w jaki sposób stwórca może nie wiedzieć niczego o swoim dziele tym bardziej jeśli owo dzieło jest jego integralną częścią?
|
A ja mysle, ze Bog nie ma nic wspolnego z wszelimi negatywami.
madam_ch 31-10-2008 - 15:10 | |
zaczne od konca.... jesli czlowiek nasladuje swoim postepowaniem Jezusa i kieruje sie wylacznie miloscia, to tak naprawde nieczego mu nie potrzeba, bo ma wszystko co jest mu potrzebne do zycia, malo tego czeka go zycie wieczne. Bog tylko tego od nas wymaga, czyli zycia w zgodzie w pelnej milosci i harmoni - a to nam daje zdrowie i szczescie. Czyz nie do tego ciagle dazymy? To czlowiek, ktoremu brakuje wiary poddaje sie negatywnym mysla, ktore powoduja u niego depresje, choroby, zlosc itd... Czy kiedykolwiek Bog kazal nam chorowac, troszczyc sie o jutro itp...? Nie. On nakazuje abysmy dochodzili do prawdy, kierujac sie przy tym Miloscia - to wszystko. Prosze spojrzec na Jezusa, ktory pokazal nam jak powinno wygladac nasze zycie, czy on sie czyms przejmowal, chorowal, miewal depresje, nie mial co jesc?? On zyl w wierze i milosci i niczego mu nie brakowalo. Sadze, ze wszelkie tzw. zle rzeczy, ktore nas dotykaja sami sobie wymyslamy i wierzymy w nie i one nieprzerwanie w nas trwaja. A potem jeszcze mowimy, ze to Bog nas pokaral itd.. a tak naprawde sami siebie karzemy nie zdajac sobie z tego sprawy.
|
Poprawka misiowa, bo zerknelem
misiek 06-11-2008 - 08:43 | |
"Nie można na chwilę 'wyłączać' twórczej siły myśli po to, by sobie ponarzekać, pokrytykować, po-czarno-widzieć. Właśnie dlatego ludzie, którzy pozwalają sobie na krzywdzące siebie i innych myśli, którzy krytykują innych, tacy ludzie będą się bronić przed przyjęciem prawdy, że myśl jest twórcza. Bowiem łącznie z zaakceptowaniem takiej prawdy musieliby uznać, że wyrządzili wiele zła swoimi dotychczasowymi myślami. I być może krzywdy, których sami doświadczali albo których byli świadkami były efektem ich myśli. To może być trudne, dlatego łatwiej i wygodniej jest uznawać myśli za coś nierealnego, nieistotnego by sobie pozwalać na czynienie zła. Myślami. " Można :) mamy prawo do swoich dołków i traktowania przestrzeni wewnętrzniej w jako pola treningowego, włącznie z testwaniem czarnowidztwa. Tylko w tej kiepskiej stronie naszych myśli nie warto się ćwiczyć, a raczej uczyś się na niej emocjonalno energetycznego aikido: gniew potrafi się przekształcić w współczujące działanie, strach w ekscytację, dołek w medytację itd. Nie używajmy modeli wewnętrznych do ograniczania swojego rozwoju i tworzenia strachu czy poczucia winy, dużo więcej wnoszą one gdy są źródłem alternatywnych decyzji i sposobów postrzegania, inspiracją.
|
Złe rzeczy
misiek 06-11-2008 - 08:57 | |
"złe rzeczy" napięcia, niechciane rezultaty, choroby etc pojawiają się z tej prostej przyczyny, że tu działa wiele sił i źródeł wpływu:) Możemy brać odpowiedzialność za swoje rezultaty np wyzdrowienie, ale po kiego grzyba obarczać ludzi, boga czy gwiazdy winą za choroby i nieszczęścia? ble. Dla naszego ducha wszystko jest miłoscia i szczęśliwym doświadczeniem, ostatecznie można powiedzieć, że za wszystkim stoją pozytywne intencje i energie. To jest wiara, która dużo wnosi. Dalej jest nasza działka w określaniu swojego miejsca w świecie i jego wizji: "piekło"czy "niebo", "walkę dobra ze złem" czy tao tańca shivy i shakti, samsarę i nirwanę mamy w tym samym miejscu, do wyboru do koloru wymiarów w których można żyć, stylów myślenia z których można korzystać, jakości energii do działania i możliwych naszych reakcji, CUD :-)
|
oczko 14-11-2008 - 21:56 | |
Nasze życie to doświadczenia. Nie ma dobra ani zła. To tylko doświaczenia ale można doświadczć czegoś w bólu i cierpieniu albo otoczony miłością i szczęściem.Gdybyśmy mieli stały kontak z nadświdomością inaczej zbieralibyśmy doświaczenia, nie byłoby tyle "bólu". Masz Misiek racje i co do tego się z tobą zgadzam: działa na nas wiele sił z różnych stron , dlatego efekty bywają różne i często niechciane.Co nam pozostało?? KONTAKT
|
"Złe rzeczy"
_Miro_ 16-11-2008 - 06:16 | |
W swojej wypowiedzi parę postów wyżej nie chciałem powiedzieć, że to Bóg, czy o zgrozo Gwiazdy(w astrologię nie wierzę:)) zsyła na nas wszystkie "złe" doświadczenia. Jeśli uznamy świat za swego rodzaju matrycę, a Boga za jej twórcę dojdziemy do konstatacji, że wszystkie doświadczenia(te złe i te dobre) są jego tworem. Od naszej decyzji(świadomej lub nie) zależy których z jego tworów będziemy doświadczać. Mimo tego potencjał do doświadczania każdego z nich mamy zawsze, bo istnieją one na tym świecie w każdej chwili. Tak więc, aby móc doświadczać "zła" i "dobra" mechanizmy, które za nie odpowiadają, które potrafią doprowadzić nas do nich musiały zostać stworzone. Więcej. Jeśli uznać reinkarnację za fakt to w pewnym sensie doświadczanie tych "złych" jest naturalną koniecznością, aby zrozumieć wartośc tych "dobrych". Dlatego napisałem, że wątpię, aby jak to napisał autor w "Mistrzowych Pogawędkach" Bóg nie miał pojęcia czym jest "zło". To tak jakby informatyk stworzył jakiś program i nie wiedział co w nim jest.Jeśli przyjąć jedną z prawd Huny i uznać, że wszystko jest ze sobą połączone fakt odłączenia Boga od swojego dzieła jest już zupełnie absurdalny.Bóg i Świat to jedno. Właśnie w tym sensie odniosłem się do wypowiedzi "Mistrza". Nie sądzę także, by jak to ujął "Mistrz" Bóg nie wiedział nic o popędach czy potrzebach ciała. Ja wielokrotnie w modlitwach do WJ wysyłałem obrazy dotyczące całkiem materialnych kwestii. I jakimś sposobem to rzekomo odłączone od ziemskich spraw Aumakua ściągało okoliczności doskonale realizujące moje prośby.
|
Myślenie etykietkami
misiek 17-11-2008 - 13:27 | |
"Dobre" - "Złe" - to nasz wybór, ale jeśli takiej dualności używamy to zawsze będzie nas coś prześladować..choćby z powodu że angarzujemy sie z automatu w mit walki dobra ze złem. Na biegunach + - zawsze panuje napięcie ;) "Celowe-bezcelowe" "Mniej lub badziej efektywne" już jest skalą pozytywną od 0 do 10 i daje nam szansę minimalizacji oporu. Ciekawe kto wymyślił seks? ;)
|
Myslenie etykietami
_Miro_ 25-11-2008 - 00:16 | |
Czy nam się to podoba czy nie wszystko na tym świecie ma swoją " etykietkę". No bo jak inaczej określić szczęście, miłość, bogactwo itp. jeśli nie etykietką stworzoną w naszej głowie. Skąd w ogóle pomysł, że zauważanie dalizmu "dobro-zło" od razu wikła nas w jakąś walkę? Walka jest domeną zła, więc osoba świadoma dualizmu i wybierająca dobro powinna odciąć się od filozofii walki. Myślę, że powinniśmy akceptować ów dualizm, ale nie znaczy to, że mamy się podporządkować jego negatywnej stronie. Najlepszym lekarstwem na zło jest miłość i tego należy się trzymać. Co do efektywności, to prawda jest taka, że zarówno zło jak i dobro są równie efektywne. Jeśli osoba ma odpowiedni zasób wiary w swoje możliwości może równie efektywnie stać się bioenergoterapeutą jak i faszystowskim zbrodniarzem. Energia świata poddaje się naszej woli i manifestuje się w każdej formie. Co do seksu to jest to chyba najciekawsze potwierdzenie taoistowskiej teorii Jin-Jang. Rodzimy się w dualistycznym świecie, gdzie istnieje nie tylko podział "dobro-zło", ale też bardziej duchowy podział "męskiej i żeńskiej" sfery duchowości.Seks daje nam możliwość poczucia radości z połaczenia tych dwóch biegunów:), doświadczenia boskiej rozkoszy bycia połączonym i świadomości, że wszelkie podziały, o ile nie są użyteczne na naszej drodze doświadczania są zgubną iluzją. W końcu nawet zjawisko elektrycznośći(swoją droga bardzo pożyteczne) nie może istnieć na tym świecie bez dualizmu "+" i "-".Dzień i noc są równie potrzebne dla wszelkich istot żyjących na tej planecie.Istotne jest to żeby nie próbować spychać jednej z tych rzeczywistości w niebyt(co jest nierealne), ale wykorzystywać obie dla własnego rozwoju.
|
Etykietki i dualizm
misiek 27-11-2008 - 08:25 | |
Etykietkowanie to tylko jeden z dostępnych stylów myślenia, możemy to robić i możemy tego nie robić tj. istnieją inne style Dokładniej szczęście, miłość, bogactwo sa nominalizacjami .. i jako takie procesami zamrożonymi w stany (np. jest proces doświadczania stawania się coraz szczęśliwszym). W wielkim skrócie: Jeśli myślisz koncepcjami "aniołów i demonów" "dobra vs zła" - to w twojej neurologii nic nie ginie, nawet jeśli z czymś sie nie identyfikujesz i usiłujesz wykonać mentalną ewolucje na zapisanych danych("zło jest iluzją" "demony nie tykają się świetości") .. to co najwyżej możesz wzmocnić tamte doświadczenia. samospełniająca się przepowiednia:/ Technicznie myślenie w ten sposób, ma naturę tzw "podwójnej więzi" (w skrócie: pozory ze wybor jest ograniczony do mniejszego i większego zła)- tworzy paradoks, którego nie można rozwiązać na świadomym poziomie, a na nieświadomym urealinia pewne doznania i strategie interpretacji. Rozejrzyj się po całym rynku "egzorcystycznym" - to są skutki myślenia w ten sposób(gdy na "podwójne więzi" z własnego doswiadczenia, dołoż się takowe z relacji.. i masz). Dualizm "męskie"/ "żeńskie" (równie iluzoryczny patrzac innymi kategoriami) już jest dużo lepszym stylem myślenia. Nawet gdy identyfikujesz sie z jedną stroną, to druga połowa jest całkiem ciekawym doświadczeniem :)
|
dagh 13-05-2009 - 18:51 | |
poznajemy tylko to, co da się odróżnić, dualizm wpisany jest w sferę rozpoznania, jedność wpisana jest w rozumienie, jedno wpisane jest w doświadczenie (zwłaszcza w coś, co nazywamy doświadczeniem mistycznym). Werbalizacja lokalizuje etap ścieżki mówiącego. Nie znaczy to, że rozróżnianie jest gorsze -jest pierwsze jako pierwszy i niezbędny etap drogi.
|
slabosc
monia 15-11-2009 - 22:38 | |
"jeśli moje ciało ma jakieś potrzeby to powinienem tym bardziej oderwać uwagę i myśli od tego ciała i z tym większą żarliwością zwrócić się do swej duszy" ja sie z tym bardzo zgadzam,tylko,ze czasami sa takie momenty ,ze bardzo czegos chcemy i trudno tak po prostu o tym zapomniec,ja wiem ze to slabosc i przeciez trzeba sobei z tym radzic ale czasami czlowiek po prostu nie ma sily i ja sie tutaj pytam:) macie jakies sposoby zeby sobie z ta slaboscia poradzic ? zapomniec o tym czego tak bardzo lub kogo tak bardzo chcecie i po prostu nie myslec?
|
Siła
Zeb12 16-11-2009 - 14:45 | |
Monia, oto podpowiedź, pamiętaj że ona obraca się w ramach mojej filozofii, która jest trochę inna niż na przykład te, prezentowane powyżej przed przedmówców. Jeden z nich (Miro) napisał zdanie, do którego się odniosę: "Nie sądzę także, by jak to ujął 'Mistrz' Bóg nie wiedział nic o popędach czy potrzebach ciała. Ja wielokrotnie w modlitwach do WJ wysyłałem obrazy dotyczące całkiem materialnych kwestii. I jakimś sposobem to rzekomo odłączone od ziemskich spraw Aumakua ściągało okoliczności doskonale realizujące moje prośby." Ta wypowiedź dobitnie pokazuje, że Miro używa innego systemu pojęć niż autorzy artykułu. Dla niego Bóg jest w tym świecie i działa, dla autorów - nie. Moja filozofia jest w pewnych punktach styczna z tą, jaką przedstawia artykuł, w innych punktach różni się. Jak już pisałem w innym miejscach - w mojej filozofii Boga w tym świecie nie ma, nie ma tu WJa, nie działa ono w tym świecie. Dlaczego? Żeby odpowiedzieć trzeba zrozumieć, czym jest ten świat. A ten świat jest snem. Gdy patrzymy na ten świat to widzimy tylko i wyłącznie własne myśli. Ten świat jest projekcją naszych myśli i niczym więcej. To jak z projektorem i obrazem rzucanym przez niego na ekran. Ten świat to jest to co widzimy na ekranie. On jest tylko obrazem tego, co jest w projektorze. Jakakolwiek próba zmiany tego obrazu jest bezsensowna. Jakakolwiek próba proszenia WJa o interwencję w tym świecie tak samo - nie ma szansy zadziałać. Dlaczego? Bo żeby zmienić obraz na ekranie trzeba zmienić kliszę w projektorze. Ta klisza to nasze myśli. Myśli, umysł, to jest miejsce, gdzie działa WJa, gdzie działa Bóg. Tu i tylko tu. A świat - to ekran, to tylko obraz tych myśli. Tam Boga nie ma, tam nic mie ma, tak samo jak na ekranie kinowym nie ma nic prócz gry świateł. A zatem jak to się dzieje, że prosimy WJa i otrzymujemy? Bo to jest niezaprzeczalny fakt. Po prostu - WJa działa w naszym umyśle i zmienia nasze myśli, jeśli mu na to pozwolimy. Jak wygląda mechanizm projekcji tych myśli na ekran - czyli tworzenia świata na podstawie myśli? Z grubsza wygląda to tak, że każda myśl ma jakieś swoje odbicie na ekranie, w świecie. Cokolwiek widzimy w świecie miejmy pewność, że jest w naszych myślach. Weźmy też pod uwagę, że nasze umysły są połączone i pewne myśli podzielamy z innymi. Dalej - im bardziej abstrakcyjna jest myśl, tym większą ma moc, większy efekt. A im bardziej konkretna szczegółowa - tym mniejszą moc. Konkretny przykład z jednego bieguna - myśl "mam 10 000 zł". Ta bardzo konkretna myśl objawia się jako fakt posiadania w portfelu albo na koncie takiej kwoty. Ale prócz tego może być 100 000 długu w banku, chora rodzina, samotność, ból, niepewna przyszłość i inne takie. Rzeczy układają się raz tak raz śmak. To dlatego nie warto modlić się o takie konkrety, bo ich efekt jest ograniczony. Oczywiście WJa takie myśli pomoże tworzyć i materializować, jeśli chcemy, ale będzie nakłaniać do tworzenia celów abstrakcyjnych, znacznie potężniejszych. Przykład z drugiego biegu - taka abstrakcyjna myśl o wielkiej potędze. "Przepełnia mnie obfitość wszelkiego dobra i dostatek, promieniuję dostatkiem, jested podtrzymywany przez miłość Bożą która obdarowuje mnie wszystkim czegokolwiek mogę zapragnąć". Jakie są efekty takiej myśli? Oszałamiające. Pieniądze pojawiające się wtedy, gdy są potrzebne. Nie zdarza się sytuacja taka, że pragnie się jakiejś rzeczy a brakuje środków na jej kupno czy zdobycie w inny sposób. Jednocześnie, wiedząc, że każdą rzecz łatwo mogę mieć nie wypełniam swego życia klamotami, a jedynie mam to czego tu i teraz potrzebuję. To, czego będę potrzebował jutro pojawi się samo jutro. Nie ma we mnie cienia obawy o przyszłość, nie ma planowania finansowego przyszłości, kalkulacji, bo wiem, że ta potężna myśl w moim umyśle stwarza niekończący się film pt "dostatek". Słowem - jedna potężna abstrakcyjna myśl "DOSTATEK I OBFITOŚĆ" stwarza non stop warunki, które odzwierciedlają to. Czyli na ekranie, na filmie, gdzie są konkretne sytuacje, w nich przejawia się obfitość. Myślę, że różnica pomiędzy pragnieniem konkretnych małych rzeczy, jedna za drugą, zaprzątaniem sobie tym uwagi, jest jasna. Znacznie korzystniej jest utrzymywać w umyśle jedną abstrakcyjną myśl o dostatku a te drobiazgi przyjdą same. Sądzę, że tego typu ideę próbuje sprzedać powyższy artykuł. Inna sprawa jest taka, że dopóki nie ma w nas przekonania i pewności, że faktycznie świat to odbicie naszych myśli w 100%, to będziemy go widzieć jako samodzielny byt rządzący się swoimi prawami. Będziemy prosić Boga czy WJa o interwencje w tym świecie i będzie nam się wydawać że WJa zadziałało w tym świecie (przeoczając fakt, że zadziałało w sferze myśli i tylko tam). Na pewno drogę warto zacząć od proszenia WJa o drobnostki, pieniądze, sytuacje, rozwiązanie problemów. Po to, by nabrać pewności i odwagi w tworzeniu swego życia w coraz to większym zakresie. I ostatecznie przekonać się, że odpowiedzialność jest w nas i to w 100%. Podsumowując - umysł jest twórczy przez cały czas i KAŻDA myśl daje efekt. Nie ma wyjątków od tego prawa, świat jest w 100% odzwierciedleniem naszych myśli. Tutaj odniosę się do wypowiedzi któregoś z przedmówców, który sugeruje, że można sobie pozwolić na narzekanie, marudzenie. Owszem, można, bo jest wolna wola, ale trzeba pamiętać, że nawet kropelka narzekania czy marudzeniowego myślenia natychmiast daje efekty, tak jak każda inna myśl. Można sobie pozwolić na wszystko, na dowolną myśl, ale trzeba znać cenę - świat odzwierciedli te myśli, bo świat jest niczym więcej jak obrazem myśli. Niczym więcej, ale i NICZYM MNIEJ. Jeżeli umysł jest wypełniony najpotężniejszą z myśli czyli MIŁOŚCIĄ to nie ma w nim miejsca na ani jedną krytyczną, narzekającą, dysharmonijną myśl. Wracając do Moni - można myśleć o zaspokajaniu potrzeb ciała, można prosić i otrzymywać, to działało działa i będzie działać. Nie jest istotne czy pojmujemy mechanizmy za tym stojące czy nie, czy widzimy Boga w tym świecie czy nie, to tylko kwestia terminologii i konkretnej filozofii. Nawet w filozofii "w tym świecie nie ma Boga" można powiedzieć "owszem, tu nie ma Boga, ale jeżeli mój umysł wypełnia miłość, i wszystkie myśli są miłośne, to cokolwiek widzę jest odbiciem tych myśli czyli odbiciem miłości czyli swego rodzaju obrazem Boga". Właśnie - obrazem i tylko obrazem, a nie Bogiem. Efektem miłości ale nie miłością. Osobiście zachęcam jednak zamiast prosić o 100 zł, kolejne 100 zł, a potem o kolejne, to poprosić o stały dostatek. To załatwi sprawę raz na zawsze. I będzie można zamiast zaprzątać sobie głowę kolejnymi setkami zacząć robić to, co się kocha, lubi, radościuje i szczęściuje, cokolwiek to jest.
|
siła
modero 17-11-2009 - 18:46 | |
Zeb12 – czytam kolejny raz Twój wpis i układanka zaczyna przybierać wyraźniejszy kształt ... żeby tylko ciągle o tym sposobie projekcji świata pamiętać . Podświadomość podsuwa nam obrazy z przeszłości , transponuje na podobne a my jak we mgle , jak we śnie brniemy w nie , zapominając , że można je zmienić swą myślą ... tylko , by coś zmienić musi się dysponować jakąś bazą – a co zrobić , gdy bazy odpowiedniej brak ? - Wymyślić . Potrzebna tu jest kontrola świadomości/ myśli . Prawo przyciągania , ale równocześnie eliminacja zakłóceń – co z tego , że obraz na taśmie piękny , gdy taśma / nośnik zanieczyszczony – Odczyszczenie nośnika za pomocą ho'oponopono ... Trochę dużo jak na ten etap --- za chwilę może przeczytam kolejny raz – tyle w tym wpisane treści !...! Dzięki !
|
ps.
modero 17-11-2009 - 18:55 | |
kiedyś gdzieś już zapewne to pisałem , ale tu mi to pasuje : Gonisz za własnym cieniem .... zapominając , że Światło jest za tobą . Odwróć się ! A wtedy twój cień podąży za tobą ...
|
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» e tam :)
Dodano: 26-02-2010
Autor:
Akamai
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
 | ZIGGY | | Obecnie jest 3
gości i 1 użytkownik
online |
|
 |
Przyjaciele |
Polecamy |
|  |