 |
 |
Notatki różnego kalibru
Ten blog należy do użytkownika: Lambar.
Strona główna blogu
Kategorie
» Pokaż wszystkie
» Zastanawiacze (8)
» Rozweselacze (6)
» Polecajki (7)
» Pokrzepiacze (13)
Kanał RSS
 Jeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:
Wszystkie blogi
Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!
...wszystkie blogi
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
nowszy wpis | starszy wpis
Stojąc u progu |
Opublikowany: 20.06.2008, 15:59:08,
Kategoria:
Zastanawiacze.
czuję się jakbym stał przed drzwiami i nie wiedział że to są drzwi
albo w jakiś sposób nie chciał ich otworzyć
tak rozmyślam i wydaje mi się, że sęk leży w naszym pojmowaniu siebie, pojmowaniu naszego życia
wydaje się człowiekowi że musi zrobić i to i to i tamto, żeby coś osiągnąć
a jeśli wszystko zależy od tego jak widzimy siebie?
czyli świat jest taki jaki myślisz że jest
najczęściej widzimy siebie poszukujących, wciąż zmierzających do celu
zamiast siebie będących u celu
a to różnica wielka jak przepaść
czyli trzeba porzucić wszelkie rozmyślanie w kategoriach że robię to aby coś tam coś tam
po prostu jeśli wizualizuję
to wizualizuję w podzięce, w radości że jestem taki jakim chcę być
że nic mi nie potrzeba więcej
że jest dokładnie tak jak powinno być, bez dodatkowe kombinatorstwa
to jest dziwne do określenia
bo można powiedzieć, że w takim razie tak naprawdę nic nie potrzeba robić
tylko uznać ten fakt
i tyle
ale tu pojawia się zdradliwe:
uznawać fakt można najlepiej afirmując, wizualizując
czyli znowu pojawia się droga
i kółko się zamyka
ale tu pojawia się techniczna wskazówka
czyli można doszukiwać się w tym jak wizualizujemy, afirmujemy
czy robimy to przepełnieni gdzieś tam w środku nastawieniem, że oto jestem na dobrej drodze
w końcu kiedyś wyafirmuję to co chcę
więc klepię dalej formułki, dalej sobie wyobrażam
no przecież w końcu mi się uda...
czy po prostu afirmujemy - potwierdzamy stan obecny
jesteśmy przepełnieni tym czego pragniemy, tylko tym stanem się delektujemy
rozwiązanie jest takie:
można sprawdzić ten stan: potwierdzania/utwierdzania poprzez afirmowanie/dziękowanie/wizualizacje
za coś/czegoś co już jest
teraz oto utwierdzam się, dziękując za przytulne mieszkanie
wiem że ono jest
więc bardzo łatwo osiągam stan pewności, stan radości z powodu że moje mieszkanie jest tak dobre jak to właśnie odczuwam w procesie błogosławieństwa
i potem można przejść do kolejnego kroku, do pracy z tym czego teoretycznie nie ma jeszcze
teoretycznie, bo świat jest taki, jaki myślisz że jest
jeśli moje patrzenie na świat będzie w kategoriach jestem zamożny, mam dużo czasu
to faktycznie będzie mi się wiodło w dostatku i bez pośpiechu
w przeciwieństwie do stanu aktualnego
w którym to moje widzenie świata zawiera: jestem zabiegany i zarobiony, a moje finanse pozostawiają sporo do życzenia
czyli zmiana perspektywy
z drogi na cel
zamiast kombinowania w stronę: jak
delektujemy się sukcesem
tak jakby on już zaistniał
bez rozważania jak, czy, dlaczego, kiedy...
ufff
ale zmajstrował ja rozprawkę
Liczba wyświetleń: 652
nowszy wpis | starszy wpis
Komentarze do tego wpisu |
- Autor: NyabinghiBwoy, Opublikowany: 21.06.2008, 00:27:42:
(ID: 838)
dzięki ;)
- Autor: Amadeusz, Opublikowany: 21.06.2008, 09:08:36:
(ID: 839)
Dobre, dobre :D
- Autor: massakra, Opublikowany: 21.06.2008, 14:17:09:
(ID: 840)
czyli afirmowanie przyszłych sukcesów itp. dobrze jest zacząć od liczenia błogosławieństw :)
- Autor: Lambar, Opublikowany: 21.06.2008, 22:16:19:
(ID: 843)
ano taki praktyczny wniosek można z tego mojego pisania wyciągnąć,
chyba na coś się przydał ten dziwny myślopotok
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 22.06.2008, 10:21:54:
(ID: 844)
..... jestesmy skupiskami atomow i widzimy to co chcemy widziec, i nawet jesli w naszym zyciu dzieja sie cuda to niedowierzamy, bo to przeciez jest sprzeczne z nasza rzaczywistoscia, sprzeczne ze stanem normalnym. Ale co tak naprawde jest stanem normalnym??? Moze norma jest to doswiadczanie cudow??Dlaczego tak ciezko nam to przyjac i uznac za cos normalnego??
Wierzymy, ze dzieki pracy zarobimy a za zarobione pieniadze kupimy sobie to i tamto .... a dlaczego nie dzieki sile wlasnych mysli i slow?? Dlaczego wierzymy w przyszlosc a nie jestesmy w stanie uwierzyc, ze to wlasnie DZIS osiagne to i owo.?Dlaczego CZAS jest az taki dla nas wazny? Dlaczego tak trudno nam przyjac, ze chwila dla nas najistotniejsza jest wlasnie TERAZ i teraz potrafie osiagnac .....
Idzmy do zrodla i zatrzymajmy sie przy biblii, mamy tam piekny obraz stworzenia swiata przez Boga. Stworzyl On nasz swiat uzywajac jedynie swojego umyslu i zaledwie w ciagu 6 dni. Jakiej poteznej wiary potrzeba aby dokonac cos takiego wielkiego! A jesli ON stworzyl rowniez nas na swoje podobienstwo, to znaczy, ze my rowniez mamy ukryta w naszych umyslach moc do tworzenia. Pisze ukryta, bo kazdy z nas na tym forum odkrywa lub uczy sie niejako od poczatku jak wladac swoim umyslem w celu osiagniecia swoich zamierzen. A zwroty takie jak 'nalezy pracowac ....' czy "to wymaga czasu......", 'najpierw nalezy zarobic aby potem wydawac....' tylko nam to utrudniaja.
Co chwila, pojawiaja sie nowe metody, pomysly tj. wizualizacje, afirmacje, aFORmacje, prawo przyciagania.... ktore moga nam pomoc zmienic swoja rzeczywistosc na lepsza.
A moze by tak uznac za stan normalny, ze nie ma pracy, czasu, pieniedzy... mamy tylko nasze mysli, slowa i chwile terazniejsza i to tylko dzieki nim osiagamy wszystko to czego chcemy ....
- Autor: Lambar, Opublikowany: 22.06.2008, 12:48:03:
(ID: 845)
Właśnie chodzi mi o to, jak to jest z tym "uznawaniem", z tą pewnością określonego stanu świata. Czyli że jestem taki to taki, i ciach - faktycznie taki jestem. Zamiast rozdłubywania sposób - jak, po prostu działamy i się dzieje.
Co co Biblii, to nie urażając chrześcijańskich wyznawców nie uważam aby zawierała ona obraz powstania świata. Pomijając już wypaczenie treści przez stulecia, które to uskuteczniały władze kościoła aby mieć władzę nad wiernymi, to nie trzyma mi się kupy fakt, że bozia potrzebowała by tyle dni na zmajstrowanie świata. Skoro wszystko jest myślą, a czas i materia są umowne na potrzeby życia w tym materialnym wszechświecie, a ponad nim jest coś więcej, to coś ponad czasem, co trudno określić, to tam się po prostu dzieje. Na zasadzie: myślisz - masz. Może zresztą Bóg dał tylko zalążek, może doświadcza przez wszystkie swoje istoty, może jest mnóstwo światów materialnych takich równoległych, zawierających mnóstwo innych wypadków zdarzeń niż w naszym czasowo-jednowymiarowym świecie.
Ech, można by drapać się po głowie bez końca, a warto chyba pouskuteczniać doświadczanie/kreację. Czyli dziękuję za moje życie, za to że mogę zadawać pytania i lecę dalej popodziwiać świat w okolicy
- Autor: massakra, Opublikowany: 22.06.2008, 14:51:35:
(ID: 847)
myślę że to jest tak że najlepiej używać już tego co się ma, jakieś pozytywne cechy, umiejętności czy mozliwości i skupiać się na nich (liczenie błogosławieństw) w ten sposób stopniowo je powiększasz. jeśli na przykład mówię sobie: jestem pracowita i w to nie wierzę, ani nie potrafię się do tego przekonać to zwracam uwagę bardziej na swoje lenistwo. jeśli zauważę że miło mi się sprząta jak leci głośna muzyka to skupiam się na tej przyjemności, cieszę się z tego że umiem się dobrze bawić sprzątając i za tym stopniowo podążam- właściwie to się robi niechcący, powoli dochodzę do wniosku że niektóre prace sprawiają mi przyjemność a za jakiś czas powiem że lubię pracować. to akurat z doświadczenia mówię. pozatym tak jak w przykładzie wszystko jest ważne: myśli słowa i czyny. miło jest poleżeć do góry brzuchem i cieszyć się wyobraźnią czy tam chmurkami nad sobą, ale po dłuższym czasie bezruch robi się męczący. nic nierobienie strasznie męczy :)
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 22.06.2008, 20:50:23:
(ID: 851)
a ja tak ostatnio myslalam, ze chyba najlepszym sposobem jest od razu zyc tym swoim wymarzonym zyciem.
Stopic to obecne zycie z tym przyszlym lepszejszym ;)
A do tego niezbedna jest wryta w nasz umysl mapa marzen, ze wszystkimi detalami jak to nasze zycie ma wygladac. Uwazam tez, ze nie powinno sie "chwilowo" przestawiac na np. a teraz to mam 10 min wolnego wiec sobie powizualizuje czy poafirmuje a nalezy to robic spontanicznie, odruchowo i z przyjemnoscia.
Mam na mysli widzenie siebie i otoczenia oczami wyobrazni tak jakby sen juz sie ziscil. Przyklad z jazda obecnym starszym autem: podchodze i otwieram moje nowiutkie wymarzone auto, dokladnie wiem jak wyglada i potrafie zobaczyc siebie zarowno za kierownica jak i tez z zewnatrz, podczas jazdy czuje ze jade tym nowym autem, jest mi przyjemnie, usmiecham sie sama do siebie, dziekuje ze to cacko z calego serca itd.....
Albo zwykle sprzatanie zamieniam na sprzatanie mojej wspanialej villi i cieszy mnie kazda czynnosc, ktora wykonuje itd....
Albo nie mam teraz ogrodu, ale za kazdym razem jak wychodze i wchodze do/z mieszkania to widze moj ogrod pachnacy rozami... och i ech itd...
Mysle tez, ze wazne jest okazywanie szacunku nie tylko innym ale i sobie samemu poprzez nienaganny ubior, fryzura, makijaz, itp.... oraz czyste/pozytywne mysli i zaprzestanie powracania do przeszlosci a zwlaszcza tych gorszych wspomnien.
Od czasu do czasu stosuje to co opisalam,jednak daze do zycia w 100% moim wysnionym zyciem az stanie sie rzeczywistoscia.
Narazie w moim zyciu maja miejsce niewielkie mile zdarzenia.
Zauwazylam tez, ze moje sny sie zmienily i wiecej pojawia sie szczegolow z mojem mapy marzen.
- Autor: Lambar, Opublikowany: 22.06.2008, 22:44:29:
(ID: 852)
No właśnie, gdzie jest ten pies pogrzebany
To jest prawie jak sen wariata. Pojawia się: że trzeba to i tamto i siamto, i znów nam się tworzy droga, znowu skupiamy się na tym jak, zamiast po prostu być. To jest wyzwanie, stopić się z tym, czego się pragnie. Być takim jakim się pragnie, widzieć wokół wymarzone rzeczy i cieszyć się z nich tak jakby już tu były. Czyli inaczej - po prostu mieć pewność. Mieć Wiarę. To chyba o tym trąbią religijne pisma w stylu Biblii.
Po co czekać aż nasze afirmacje i wizualizacje przyniosą efekt? Podchwytliwe pytanie. A chodzi tu o to, że nasze nastawienie do tych procesów generuje oddalenie od wymarzonego celu. To naprawdę kosmicznie wariackie. Jednak to właśnie chyba jest największą przeszkodą w szybkim urzeczywistnianiu marzeń. Te wszystkie procesy, choć cudne, to niewłaściwie przeprowadzane, z tym złym podejściem (to mam na myśli), sprawiają że gonimy w piętkę. Możemy do zakichanej śmierci afirmować i wizualizować, a efekty będę mizerne. Bo cały czas widzimy drogę, ot i tyle.
A ludzie czynu działają inaczej: oni wiedzą że się stanie, mają tą wiarę, tą magiczną pewność. Działają wg modlitwy huny, wg tego co kiedyś wyczytałem u St. Germain'a:
- skupienie na celu
- gromadzenie energii (może być jako pierwszy etap)
- puszczenie intencji, wyrażenie prośby, wydanie polecenia (w zależności kto jak podchodzi do sprawy, niektórzy lubią prosić a niektórzy mocą swego ducha/jaźni żądają, i oba sposoby są w porządku)
- powrót do codzienności i nie rozmyślanie o celu, bo człowiek wie, ma tą wiarę że cel się spełnił, że już się realizuje.
Czyli świat wygląda tak jak nasze wewnętrzne wierzenia, i możemy sobie afirmować ile wlezie, ale dopóki nie przejdziemy do magicznego pułapu: tak, oto moje marzenia właśnie się spełnia, to nici. Bo dalej siedzimy na poziomie zakorzenionych wierzeń: jeszcze trzeba trochę poafirmować, ale już blisko, już naprawdę niedużo.
Reggina chyba kiedyś na forum napisała, pięknie to ujęła:
Wyobraź sobie, że twój wymarzony towar zamówiłeś, teraz dziękujesz za to, że był dostępny w magazynie i że już jest twój. Teraz tylko tylko czekasz, aż towar nadejdzie (z reguły 2 - 3 dni kurierem ).
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 23.06.2008, 09:00:38:
(ID: 853)
w tej sprawie to trzeba byc szalencem odrzucajac wszystko czym wczesniej zylismy i przestawic sie na zycie te oczekiwane od dawna.
Ja staram sie dzialac plynnie wykonujac rozne czynnosci a przy tym widze te obrazy i siebie sama taka jaka chcialabym byc - czyli wizualizuje, afirmuje i blogoslawie tak czesto jak to tylko sie da.
To jest tak jak modlitwa + wiara = ja juz zyje tym zyciem
po co czekac??
Podoba mi sie slepa wiara u dzieci i euforia jaka towarzyszy kiedy sie ciesza . Moj synek dokladnie wie jakie autko sobie kupimy i jak tylko je widzi na drodze czy w TV to od razu wola 'o mamo twoje autko jedzie' :D a ja wtedy dodaje - o tak juz do nas jedzie...
Czlowiek im wiecej prawidlowo mysli tym lepiej mu sie wiedzie
. Gdy przyjzymy sie robotnikowi fizycznemu, to w zasadzie w 95% wykonuje on tylko polecenia przelozonego i niewiele zarabia. A gdy wezniemy pod lupe szefa calej firmy, to jego praca ogranicza sie w zasadzie do myslenia, ustalania planow itp... Moznaby powiedziec, ze oboje pracuja, ale jak rozne sa ich sposoby myslenia, ich status spoleczny ich otoczenie.....
Wiec dlaczego juz teraz nie zaczac zyc tak jak po spelnieniu planow/ marzen uzywajac tylko swojego umyslu.
- Autor: Lambar, Opublikowany: 23.06.2008, 13:24:11:
(ID: 855)
Przed południem poszliśmy na rynek warzyw nakupować, och! jakie teraz cudeńka wyrastają z ziemi :)
Musiałem na chwilę opuścić stoiska aby w spokoju pogadać przez komórkę na zewnątrz. Gdy byłem już prawie u wejścia na rynek kontem oka z prawej strony zobaczyłem starszego jegomościa. Równie dobrze mógłbym wcale na niego nie spojrzeć ponieważ szedł pod dużym kątem do mnie, no i wokół dużo innych osób się kręciło.
Jednak spojrzałem na niego, i zamurowało mnie. To był mój nauczyciel rysunku technicznego, nie widziałem go jakieś 18 lat.
Stałem i patrzyłem jak przechodzi nieopodal, byłem tak zamurowany, że nie byłem w stanie podejść do niego i się przywitać.
Bardzo tego pana szanuję. Nie łączyły nas żadne bliskie związki. Po prostu imponowało mi jego podejście do uczniów. Mimo, że w szkole zachowywał się on troszkę jak wojskowy, to widać było że szanuje uczni, a wszelkie "musztry" nie wypływają z jego chęci pognębienia ucznia.
A zamurowało mnie, ponieważ:
1. nie pamiętam dokładnie kiedy, lecz było to na dniach, pomyślałem właśnie o tym panu. Zebrało mi się na nostalgię, nie wiem z jakiego powodu o nim akurat pomyślałem, miałem wielu nauczycieli do których czuję sympatię. Ale stało się tak, że akurat rozmyślałem o tym jednym nauczycielu. Moje myśli były spokojne, łagodne i pogodne. Myślałem że przyjemnie byłoby zobaczyć ponownie tego pana. Po czym więcej już o nim nie rozmyślałem. To było jak takie rozmarzenie się.
2. Od chyba trzech dni rozmyślam, aby dostać info od świata w sprawie realizacji marzeń.
Tak więc stałem jak wmurowany głaz i patrzyłem na starego nauczyciela, który przyniósł mi kolejną lekcję.
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 23.06.2008, 14:00:58:
(ID: 856)
no to pieknie L.
Ja mam podobna historie. Otoz teraz bardzo rzadko bywam w Polsce, ale niedawno odwiedzilam swoich rodzicow i przegladajac stare fotki trafilam na dawna znajoma, widzialysmy sie ostatnio jakies 8-10 lat temu i tak sobie milo poswspominalam.
Na drugi dzien pojechalam na wielkie zakupy do centrum handlowego i spotkalam tam wlasnie ja, ojej mialysmy tyle do opowiedzenia, ze nie wiedzialysmy od czego zaczac.
Jeszcze tak mnie naszlo.... w sprawie dziekowania/blogoslawienia
Dlaczego Wy tutaj, jak czytam Was dziekujecie za to co macie, zamiast za to co miec chcecie.
Ja tego do konca nie potrafie zaakceptowac. Owszem dziekuje za zdrowe i szczesliwe dziecko, bo pragne aby takie pozostalo, ale nie potrafie podziekowac za moje mieszkanie ze jest takie przytulne czy auto ktore malo sie psuje i jest wygodne.
Wydaje mi sie, ze jak zaczne dziekowac za to co mam w chwili obecnej to wysylam sygnal do Wszechswiata ze ciesze sie i chce tego wiecej. Ale tak naprawde ja chce nowy dom i nowe konkretne auto a nie to co juz mam i chce zmienic.
Dlatego tak czesto jak to tylko mozliwe dziekuje za te rzeczy ktore do mnie ida, za te wszystkie male i duze moje marzenia.
Mysle, ze tu jest klucz.
- Autor: Lambar, Opublikowany: 23.06.2008, 17:36:24:
(ID: 857)
Jedna sprawa to poczucie radości w procesie dziękowania za to co się posiada, za aktualne życie, dobra, emocje i zdrowie.
Czyli dzięki temu ładujemy się, zmieniamy nasze nastawienie do życia, dzięki temu mamy moc do działania. To jest cudne narzędzie powrotu do żywych. A działa prosto - po hunowemu jest to przeniesienie uwagi. Dzięki wyborze powodów do szczęścia, stajemy się szczęśliwi.
No i wysyłamy do wszechświata, tak jak to ujęłaś, sygnał - jest mi dobrze! chcę jeszcze!
Czyli wszechświat odpowiada przynosząc wydarzenia, które sprawiają nam radość, satysfakcję, spełnienie.
Tak więc dziękowanie, bycie wdzięcznym za to co mnie otacza, to mocna sprawa.
A co do realizacji marzeń, to jest to frywolne bujanie w obłokach, po prostu delektowanie się, bez oceniania, bez rozmyślania kiedy, jak, a po co etc.
Po prostu czysta radość uprawiania marzeń. Bo to: wizualizacja, przypominanie sobie, swobodne rozmyślanie, ale takie z uczuciami, to można nazwać właśnie takim radosnym uprawnianiem marzeń. To nie jakieś coś w stylu: och, powizualizuje sobie, poafirmuje, to pewnie spotkam mojego starego nauczyciela. To po prostu rozmyślanie o nim z uczuciami i puszczenie tych myśli wolno, po czym powrót do codzienności.
Tu nie było tego: muszę afirmować aby coś tam...
Może to przejaskrawiam, jednak wydaje mi się, że to jest TA blokada.
To był swobodny przepływ myśli, takie błogie rozmyślanie. Po czym ciach i już nie rozmyślam, tylko wracam do zajęć i obowiązków co to w życiu są do zmajstrowania.
Czyli można założyć, że ludzie uprawiają marzenia na siłę. Znaczy afirmują, wizualizują, marzą - robią to: PO COŚ.
Nie dla samego marzenia, ale żeby coś osiągnąć.
I tu wyłania się ta czarodziejska sztuka uprawiania marzeń. Bez tego ukrytego podtekstu, że marzę po to aby cośtam osiągnąć. Po prostu marzę dla samego delektowania się.
To jest jak inny rodzaj doświadczania. Ciężko to ująć w słowa. Przynajmniej na razie tak mi się zdaje.
Można przechadzać się po swoim ogródku w rzeczywistości fizycznej, jak również w wymarzonym ogródku w tej rzeczywistości mentalnej, czy jak tam ją nazwać.
Warto wychwytywać ten stan, ten magiczny stan, bo TEN stan sprzyja kreacji. Czyli stan błogiego rozmarzenia. Mam na myśli stan naszego wnętrza, gdy uprawialiśmy marzenia i potem one się nam pięknie ziściły. Warto wrócić wspomnieniami do tego jak bujaliśmy w obłokach i przypomnieć sobie jak wtedy odczuwaliśmy.
No i pojawia się jeszcze kwestia (w mej czaszce): robimy coś po coś. Czyli marzymy w jakimś celu. Trudno to rozdzielić.
A to po coś ma dwa podteksty. Jeden to jest wiadomo: marzę bo pragnę, przykładowo tego domku.
Jednak drugi jest taki: jestem świadomy, że moje myśli mają czarodziejską moc kreacji, więc skupiam się na tym czego pragnę w moim życiu. Więc proces marzenia jest po coś, ale sam proces jest pozbawiony już podtekstu po coś. To raczej jak automatyka, po prostu sobie marzę, delektuję się, (tak jak to robiłem wspominając mojego nauczyciela).
Czyli z tego wszystkiego pozostaje: poprawne wykonywanie procesu marzeń. Tak to można skrócić, to dotychczasowe rozmyślanie.
O kurcze! Przestałem się drapać po głowie!
Ale jajca
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 23.06.2008, 20:00:58:
(ID: 858)
A ja jednak sie z Toba nie zgodze.
Jesli ja dziekuje cieszac sie za rzeczy ktore posiadam, to wysylam sygnal do kosmosu - to mi sie podoba i to sprawia mi radosc wiec prosze o wiecej tego samego. A on wtedy dostraja sie do moich wibracji i nadaje mi to samo i dalej mieszkam w tym samym mieszkaniu i jezdze tym starym autem
Ale ja tego samego juz nie chce, ja chce inne jeszcze lepsze rzeczy o ktorych marze I musze dac znac w jakis sposob Wszechswiatowi ze wlasnie tego i owego oczekuje. Dla mnie jasne jest, ze dziekujac za JUZ otrzymane wysnione rzeczy wysylam odpowiedni sygnal, oczywiscie razem z wszystkimi poztytywnymi emocjami.
To tak jak wysylanie fal radiowych, zazwyczaj wlaczamy radio i szukamy odpowiedniej stacji, szukamy wzajemnego dostrajanie sie
Przyznaje racje, ze wykonywanie czegos na sile nie daje pozadanych rezultatow. Nalezy wykonywac wszystko z pasja i czus sie przy tym wspaniale.
W swoim zyciu znajduje wiele zdarzen o ktorych snilam i otrzymalam to. Zazwyczaj te drobnostki spelniaja sie w ciagu kilku dni czy godzin. Natomiast te wieksze sprawy, jak nowa praca, wlasny kat, auto itp. wymagaja wielu miesiecy nawet lat.
- Autor: Lambar, Opublikowany: 28.06.2008, 16:45:15:
(ID: 874)
cytuję:
"Jesli ja dziekuje cieszac sie za rzeczy ktore posiadam, to wysylam sygnal do kosmosu - to mi sie podoba i to sprawia mi radosc wiec prosze o wiecej tego samego. A on wtedy dostraja sie do moich wibracji i nadaje mi to samo i dalej mieszkam w tym samym mieszkaniu i jezdze tym starym autem"
---
Świat jest taki, jaki myślisz że jest. Więc skoro Twe przekonania są takie, to lepiej nie ciesz się ze swojego aktualnego mieszkania
Acz dla mnie jest to podcinanie sobie skrzydeł. i to takie u samej nasady
Tam powyżej napisałem:
"Jedna sprawa to poczucie radości w procesie dziękowania za to co się posiada, za aktualne życie, dobra, emocje i zdrowie.
Czyli dzięki temu ładujemy się, zmieniamy nasze nastawienie do życia, dzięki temu mamy moc do działania. To jest cudne narzędzie powrotu do żywych. A działa prosto - po hunowemu jest to przeniesienie uwagi. Dzięki wyborze powodów do szczęścia, stajemy się szczęśliwi.
No i wysyłamy do wszechświata, tak jak to ujęłaś, sygnał - jest mi dobrze! chcę jeszcze!
Czyli wszechświat odpowiada przynosząc wydarzenia, które sprawiają nam radość, satysfakcję, spełnienie."
Czyli krótko: stajemy się szczęśliwsi i świat dostarcza nam powodów do jeszcze większego szczęścia. A tymi powodami są między innymi spełniające się marzenia.
No właśnie - "wymagaja wielu miesiecy nawet lat."
Całe to moje pisanie zmierza do tego, aby wykazać, że ludzie błędnie wykonują proces wizualizacji/marzenia.
Wydaje mi się że w całości procesu urzeczywistniania jest jeden haczyk. To co pisałem o tej drodze. Ta przenośnia pokazuje nam, że w środku mamy zakorzenione - wizualizuję aby osiągnąć marzenia.
I bah! Odsuwamy się od kreacji. Bo pojawia się droga, pojawia się -> tak, kiedyś zrealizuję to marzenie.
Pisałem też o wychwyceniu stanu. Nie wiem czy to dobrze opisałem, więc tu rozwinę. Chodzi o to, że nie raz bujamy w marzeniach, a potem ono się materializuję. Warto przypomnieć sobie te stany rozmarzenia, w jaki sposób funkcjonowała wtedy nasza świadomość. Bo ten stan wg mnie to klucz do procesu wizualizacji. Inaczej dupsko w płocie Można sobie wizualizować wiele lat i się w końcu zniechęcić.
Chyba, że gdzieś w trakcie tego procesu uda nam się przełamać ten pewien poziom. Chodzi o to, że w końcu uznajemy w naszym wnętrzu że marzenie jest już zrealizowane, że teraz zaistnieje.
Przykładowo, no to idziemy jutro do salonu po to auto.
Ciężko to opisać, a najlepszym słowem które do tego pasuje jest Wiara. Czyli (zabrzmi trywialnie) jeśli wierzę, że w nadchodzącym tygodniu będę posiadaczem tego auta, to tak też się stanie. Ale jak opisać tą wiarę, ten nasz wewnętrzny system przekonań? :)
Dlatego rozpisywałem się o tym procesie poprawnego wykonywania uprawnia marzeń. Bo to pozwoli nam zmodyfikować nasz system wierzeń, podnieść wiarę na określony poziom, aby w końcu działo się tak jak to w naszych marzeniach ustaliliśmy.
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 28.06.2008, 19:44:30:
(ID: 875)
Dziekuje Lambar za kontynuowanie watku...... doskonale rozumie Twoje zalozenia i mam je przetrenowane jak np. zapamietalam te chwile "stany rozmarzenia" po ktorych to zmaterializowaly sie owe pragnienia i nadal je przywoluje.
Masz racje, nie ciesze sie bardzo na mysl o moim dotychczasowym, mieszkaniu, traktuje je jako tymczasowe przytulne lokum. Ale za kazdym razem jak widze piekny dom czy ogrod to wpadam w zachwyt i wyobrazam sobie siebie w tym miejscu i dziekuje itd....
W pewnym momencie mojego zycia skazana bylam tylko na siebie z roznymi problemami i sercowymi i zawodowymi. Zadluzajac sie i kupujac wtedy mieszkanko od razu wiedzialam, ze jest ono przejsciowe i dlugo tu nie pomieszkam, nawet nie wysilalam sie aby je w pelni umeblowac. No i rzeczywiscie mieszkalam tam dolkadnie 1,5 roku, a w miedzyczasie moje zycie uleglo drastycznym zmianom na duzo lepsze, bo ja tego lepszego oczekiwalam i wierzylam. Oczywiscie kazdy powatpiewal w moje zyczenia, a jak one sie spelnialy, mowili - Ty to masz szczescie.
Tak zgadzam sie w 100% aby jak najczesciej wyrazac podziw i cieszyc sie, bo to sa fundamenty do budowy naszego lepszego zycia.
"Ale jak opisać tą wiarę, ten nasz wewnętrzny system przekonań? :)"
Moim zdaniem istnieje roznica pomiedzy : wierze i wiem to.
Jesli mowie "ja wierze, ze dostane te prace"to tak naprawde w duchu widze te droge i albo uda mi sie albo nie, nie jestem pewna. Ale jak powiem "ja wiem, ze dostane te prace" to to jest dla mnie oczywiste i w duchu jestem przekonana, ze na 100% ja dostane.
A sam proces wizualizacji, no cuz dalej twierdze, ze najlepiej po prostu juz stac sie tym czlowiekiem z wlasnych marzen. Wtedy mam pewnosc, ze moje sygnaly sa poprawne i Wszechswiat doskonale wie, na czym mi tak naprawde zalezy.
Np. duzo bardziej sie ciesze, jesli kupuje wirtualnie np. ubrania marki Dior, przechodzac obok tego sklepu niz jesli kupie cos na co rzeczywiscie mam pieniadze. Oczywiscie wtedy przy wirtualnych zakupach wpadam w przepiekny stan uniesienia i widze siebie na ulicy przechadzajaca sie w tych odlotowych ciuchach.
Stosuje to od 2 tyg. czyli czasami, nie na sile a spontanicznie gram siebie sama z przyszlosci. Nie jest to latwe w domu. Ale jak jestem poza domem, cos zalatwiam, gdzies jade, zakupy, odpoczynek itp.... wtedy jest to duzo latwiejsze, bo wtedy jestem swiadkiem pieknych chwil i widze piekne rzeczy, napawam sie tym, jakos latwo wpadaja mi w oko.... wtedy czuje ze jestem wystawiona i otwarta na dzialanie sil Wszechswiata ....
- Autor: Lambar, Opublikowany: 01.07.2008, 15:29:03:
(ID: 882)
Dzisiejszy przykład urzeczywistniania marzeń wg powyższej koncepcji.
Gdy byliśmy u znajomych, a pewnie gdzieś to było ze 2 - 3 tygodnie temu, to szykując obiad starli kapustę na surówkę w drobne pasemka. Bardzo dobrze się jadło taką kapustkę. Do tego potrzeba dobrej tarki albo dobrego noża oraz umiejętności posługiwania się nim. Nasza sieczkarnia już stara, zaczyna rdzewieć i jest malutka, i nie ma takich fajnych ostrzy.
Wracając od znajomych żonka powiedziała, że taka tarka to się przyda. A ja na to: ok, jak będziemy gdzieś w sklepach to trzeba się rozejrzeć za taką tarką, po czym jednogłośnie dodaliśmy: ale bez pośpiechu, bo z tarki korzystamy sporadycznie.
I dziś w Biedronce dostaliśmy prezent - piękna tarka, większa od naszej, nawet z jakimś gadżeciarskim pojemniczkiem, i właśnie z takimi nożami jakie są potrzebne do tej surówki.
I dostaliśmy ją za darmo, nie ma jej na paragonie. Mamy nawyk przelecenia po paragonie w czasie wychodzenia z zakupami. Bo w marketach bywa że coś źle policzą albo i doliczą.
Czyli spełniło się wg założeń, że fajnie by było mieć taką tarkę, i bez pośpiechu, i jeszcze w prezencie. A bo zapomniałem dodać, szykowaliśmy się na jak najtańsze zakupy. Nie wiedzieliśmy ile ogólnie tarki kosztują, ale z powodu rzadkiego używania, nie trzeba było jej kupować w pierwszym lepszym sklepie i wydawać pieniądze bez porównania ceny z innymi sklepami.
Jednak tak się złożyło, że przez ten czas nigdzie nie podziwialiśmy tarek, dziś dopiero przechodziliśmy obok nich i nam się wtedy buzie uśmiechnęły
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 02.07.2008, 12:50:41:
(ID: 885)
Pieknie Gratuluje
Tez z doswiadczenia wiem, ze to dziala. Dziala, ale jesli pragniemy czegos drobnego. Jesli natomiast chcemy cos wiekszego, wartosciowszego i uzyskanego tym wlasnie sposobem - to zazwyczaj spelnia sie po kilku latach - tez to juz przetrenowalam :)
Poza tym sadze, ze jest to najlatwiejsza dla nas droga do spelnienia, polegajaca na tym, ze wysylamy jeden sygnal otoczony zdrowymi, pelnymi zachwytu emocjami i spokojnie o tym zapominamy. A po pewnym czasie mamy to :) W miedzyczasie jestesmy soba, zarowno z pozytywnymi emocjami jak i negatywnymi - tak mysle, ze to nie ma zadnego znaczenia.
- Autor: madam_ch, Opublikowany: 02.07.2008, 13:03:44:
(ID: 886)
ps a moze to zalezy od wielkosci tego czegos czego pragniemy. Piszac o wielkosci mam na mysli ilosc masy/energii skumulowanej w pozadanym przedmiocie. Moze im wieksza rzecz tym mocniejszy sygnal powinnien zostac wyslany, aby efekt zostal przyspieszony w czasie....
- Autor: Lambar, Opublikowany: 05.09.2008, 13:37:58:
(ID: 1153)
raczej to nie zależy od wielkości rzeczy,
lecz od tego co my o tych rzeczach myślimy,
przez to nakładając sobie blokady.
Urzeczywistnia mi się wiele spraw, ale takich małych, ot przykładowo pomyślę sobie o chińskim kubku, jednak nie kupiłem bo żonka nie miała ochoty, więc wolałem z nią zjeść posiłek w domu. Stwierdziłem - będzie jeszcze nie jedna okazja połknąć to jedzenie.
Po kilku dniach wieczorową porą z nienacka, tak ni z gruszki ni z pietruszki, bez zapowiedzi, wpada szwagier z browarkami i chińskimi kubkami.
Czyli taki kubek - to drobnostka. Drobnostka w sensie że nic od tego nie zależy, można by nawet powiedzieć nieładnie - wisi mi to czy zjem go teraz, czy kiedyś tam, czy wcale. Jednak w podtekście jest - fajnie by było go zjeść, czyli wysyłam pozytywne sygnały w stronę tej materii, myślę o pozytywach tego czegoś. W tym przypadku pamiętam, że mi smakowało, więc to plus mój apetyt to są generatory pozytywów w stronę tej rzeczy.
Gorzej np. z czymś drogim, przykładowo z autem. Tu od razu człowiekowi w głowie gdzieś podteksty jakieś się rodzą - duuużo wysiłku, x miesięcy/lat pracy, etc.
To jest sztuka podejść do wszelkich tematów w sposób taki na luzie: fajne to jest, fajnie by było to mieć/zjeść/doświadczyć, może/pewnie kiedyś będę to miał/zjem to/pojadę tam/spotkam go, a tymczasem wracam do moich zajęć. No i nie myślę o tym więcej. Bo w ten sposób wyciągam z wody moją sieć, zanim jeszcze złota rybka zdąży się złapać
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» boginie
Dodano: 24-11-2008
Autor:
massakra
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
 | Yasmin | | Obecnie jest 3
gości i 1 użytkownik
online |
|
 |
Przybornik |
|  |