Opublikowany: 25.05.2008, 00:43:03,
Kategoria:
bez kategorii
Każdy musi znaleźć swoją drogę do akceptacji swoich rodziców. Nie odważyłabym się nikomu radzić jak ma z nimi postępować. Każdy ma takich rodziców na jakich zasługuje. Ostatnio na o2 był art nt książki Toksyczni rodzice, warto przeczytać. Człowiek jak wchodzi na ścieżkę duchową, widzi więcej i więcej chce robić z relacjami z ludźmi, a relacje z rodzicami są najważniejsze, bo złe relacje blokują nasz rozwój, jesteśmy odcięci od korzeni. A bez korzeni żadna roślina nie może się rozwinąć. Wegetuje i ma małe osiągnięcia. Póki żyją rodzice masz większe szanse na lepsze życie.
Moja droga do pokochania rodziców to:
AKCEPTACJA
WYBACZANIE
BŁOGOSŁAWIENIE
Każdy z nas wybrał sobie rodziców, czas i miejsce gdzie będzie żył, a także swój wygląd. W literaturze jest to dobrze opisane, więc nie będę tego udowadniać. Musisz to zaakceptować. Nie możesz się z nimi rozwieść ani ich zmienić. Jeśli się z tym pogodzisz i zaakceptujesz tę oczywistość możesz przejść do drugiego kroku: Wybaczania.
Nie ukrywam, że jest to etap najtrudniejszy i najdłuższy. Też jest literatura na ten temat. Moja ścieżka była bolesna, ale udało się.
Najgorzej było w podstawówce, od klasy maturalnej skończyło się bicie, a zaczęły wyzwiska. Świadomość bycia głąbem skutkowała niskim poczuciem własnej wartości. Nigdzie się nie wychylałam, nawet jak widziałam czyjeś błędy. W końcu co ja znaczę?
Ciągle wyjeżdżałam na różne kursy. Jednego tygodnia były warsztaty jogi w Lublinie, a następnego w Szczecinie. Robiłam wszystko, żeby jak najmniej czasu spędzać w domu.
Naprawę relacji rodzinnych można zacząć dopiero gdy jesteśmy pełnoletni, bo wcześniej nie mamy szans, jest bardzo trudno.
Zaczęłam od tego, że wieczorem w łazience przed lustrem mówiłam: wybaczam rodzicom, że:
- są moimi rodzicami
- byłam bita
- pękł pas do bicia mnie (jasnobrązowy, siostra miała czerwony)
- byłam zmuszana do jedzenia
- musiałam jeść to co zwymiotowałam
- zmusili mnie do studiów ekonomicznych
- ingerowali w moje życie
- chcieli mnie ukształtować wg swojego gustu, nie interesując się moją osobowością
- poszłam do pracy, którą mi załatwili
- życzyli mi stoczenia się na dno, gdy się wyprowadzałam z domu
- nie chcieli żebym dała sobie radę bez nich
- zmusili mnie do ślubu
- cieszyli się z rozwodu i innych potknięć
- dziwili się gdy awansowałam i zarabiałam więcej od nich razem...
Płakałam i wybaczałam. Przy okazji wybaczałam też sobie, że
- wybrałam ich na swoich rodziców
- chciałam umrzeć, wracałam późno do domu, żeby mnie ktoś napadł
- jeździłam po alkoholu, może zginę w wypadku
- jestem inna niż moja siostra
- chciałam popełnić samobójstwo, wtedy będą cierpieć
- chciałam, żeby oni umarli...
Naprawdę to była droga przez mękę. Wyobrażałam sobie ich w kuli ze światła, czasami różne kolory, zależnie od dnia. Wysyłałam im z mojego serca do ich serca promienie miłości, złote, świetliste i jakie mi przyszły do głowy. Tłumaczyłam sobie, że mieli trudne dzieciństwo, musieli sobie dawać radę i wszystko robili dla mojego dobra (wg nich). Przecież nie powołali mnie do życia z nienawiści do mnie. W jakiś nieznany mi sposób mnie kochali. Nie umiem powiedzieć ile to trwało, ale z rok najmniej. Było to bardzo bolesne, bo musiałam przypominać sobie rzeczy, o których chciałam zapomnieć. A moje Ku co chwila wyciągało coś nowego.
Teraz jestem na etapie Błogosławienia, że żyją, mogą mnie wspierać. Żyjemy w dobrych stosunkach. Gdy ktoś zachoruje to cała rodzina się mobilizuje, często się spotykamy, żeby się sobą nacieszyć. Jest ktoś kogo obchodzą moje sprawy, moje zdrowie. Nikt nie zostawi mnie bez pomocy. Mam mocne korzenie, więc mogę wszystko. Teraz święta i inne uroczystości rodzinne sprawiają mi radość. Nic mnie nie boli.
Wszystko co nas spotyka jest po coś.
Teraz widzę, że to co kiedyś uważałam za złe, obróciło się na dobre. Np. studia. Gdybym się uparła i poszła na psychologię to teraz leczyłabym bogatych sfrustrowanych bogaczy i sama popadałabym w depresję. A tak zarabiam, żeby mieć kasę na kursy, książki, wyjazdy i jestem szczęśliwa, bo spotykam niezwykłych ludzi. Tylko dlaczego doszłam do tego tak późno?
Przestało mi zależeć, żeby podobać się innym i spełniać ich oczekiwania. Nareszcie jestem sobą.
Jeśli chcesz mieć lepiej w życiu, proszę cię nie porównuj się z nikim (gorszym? lepszym?), jesteś wyjątkowy i sobie poradzisz. Jeśli zechcesz. Znajdź swoją własną ścieżkę. Zaufaj sobie.
Liczba wyświetleń: 273