Jakoś ten rok dla mnie jest przełomowy pod pewnym kątem.
Co rusz spotykam ludzi, którzy przekazują ciekawe historyjki ze swego życia. Ciekawe o tyle, że ludzie zaczynają zauważać jak pewne procesy myślowe oraz zachowania wpływają na życie danej istoty.
Nie wiem czy to może ten rok jest dla mnie specjalny pod jakimś względem, czy to może po prostu teraz dostrzegam to co kiedyś mi umykało. Może po prostu teraz mam jakieś wyostrzone zmysły na pewne sprawy?
Nie wnikając czym to jest spowodowane opowiem o kolejnym spotkaniu z ostatnich dni.
Znalazłem się w małej grupie osób. Pojechałem na spotkanie z dwoma panami, lecz u nich w centrali akurat zeszło się jeszcze kilka osób przy okazji coś załatwiając w tym pomieszczeniu. Rozmowa przeszła na luźne tematy, a tak do kawy co by się pouśmiechać. W pewnym momencie odezwał się pan, który nie brał udziału w przekrzykiwaniach się, z regóły milczał. Jednak jak zabrał głos to towarzystwo jakoś uciszało się. Pisząc o przekrzykiwaniu się, mam na myśli sytuację gdzie w jednym niezbyt dużym pomieszczeniu znajduje się kilka osób, z których jakaś 1/3 równocześnie nadaje coś do innych. W takich warunkach tworzy się małe zamieszanie i dość znaczny hałas. Ale spotkanie to było bardzo sympatyczne, po prostu prawie każdy chciał coś od siebie dorzucić aby rozweselić towarzystwo.
Po tym gdy zabrał głos pan i towarzystwo znacznie się wyciszyło, ktoś z grupki rzucił: "Edek (zmieniłem imię) to nasza ostoja, on zawsze ma uspokajający i radosny wpływ na nas". No przynajmniej jakoś tak to zabrzmiało, ponieważ słowo w słowo nie powtórzę.
Wtedy zabrał głos pan Edek. Mówił spokojnie, nie ślimaczo, po prostu w odpowiednim tempie, tak że jakoś każde słowo w człowieku wibrowało. Delikatnie się uśmiechał i biła od tego pana jakaś radość, spokój, ciepło. Ciężko to opisać. I taki oto monolog (mniej więcej) wygłosił pan Edek:
Ci którzy pracują razem ze mną w zakładzie jakieś 20 lat, może mnie pamiętają tego z początku kariery.
Wtedy byłem wybuchowy, impulsywny, ciągle gdzieś goniłem, żyłem problemami. Czasami czułem się bardzo zagubiony i bardzo męczyła mnie ta sytuacja. Pragnąłem odmienić swoje życie.
Możecie się śmiać, bo to co opowiem to zabrzmi troszkę jak czary mary, jednak ja w to wierzę. Wierzę że dzięki temu stałem się nowym człowiekiem. Już bez tych trosk i bez gonienia w piętkę. Oczywiście, żeby ktoś z was nie pomyślał że kreuję się na świętego. Nadal potrafię się zdenerwować, pomarudzić, zesmucić. Jednak biorąc statystycznie ilość smutków i napięć jakie teraz noszę, zestawiając je do tego siebie sprzed wielu lat, to różnica jest przeogromna. To jak niebo a ziemia. Wtedy byłem zestresowany nerwus, a teraz jestem spokojnym i szczęśliwym człowiekiem, mniej więcej tak to można porównać.
Tak więc w momencie przełomu, gdy mocno zacząłem podupadać na zdrowiu zwłaszcza psychicznym, chodząc często przygnębiony, mając jakieś stany depresyjne, mocno zapragnąłem zmiany. Stwierdziłem, że musi być inny sposób niż pójście do psychiatry. I tak jakoś się zaczęło układać, że słyszałem od ludzi różne opowieści o cudach przemiany, jak to ich życie ulegało poprawie. Czasami jakąś książkę czy artykuł przeczytałem. Mniej więcej 10 lat temu w księgarniach zaczęło pojawiać się sporo pozycji dotyczących ogólnie pojętego rozwoju wewnętrznego człowieka. Jedni to nazywają rozwojem duchowym, inni ezoteryką czy jakieś inne voo doo
I tak po trochu czytałem i układałem sobie wszystko w głowie. To było mi potrzebne aby móc połapać się w tym wszystkim. A jest tego sporo, co rusz dowiadywałem się o nowym sposobie.
Aż po wielu miesiącach, nie pamiętam jak długo to trwało, zrozumiałem wreszcie, że wszystko bierze się z wnętrza człowieka. Nie ważna jest technika, bo każdy znajdzie narzędzia pasujące do niego. Zrozumiałem że to człowiek przyciąga w swoim życiu odpowiednie wydarzenia, ludzi i przedmioty.
Kiedyś myślałem, że przyciągają się przeciwności. Czyli dobry człowiek trafia do firmy w której go wykorzystują, bo jest dobry i się daje nabijać w butelkę. Albo żona bita przez męża. Kobieta jest dobra, spokojna i nie ma sił aby się przeciwstawić mężowi sadyście.
Teraz wiem, że przyciągają się podobieństwa. I od chwili gdy to zrozumiałem moje życie popłynęło innym nurtem.
Od tamtej chwili w stresowych momentach mówiłem sobie - cokolwiek by się działo, zachowuję spokój. Spokój zależy ode mnie i spokój należy do mnie.
Po tym gdy naczytałem się i nasłuchałem, gdy zrozumiałem, że jestem magnesem, to stwierdziłem, że szczęście zależy tylko ode mnie i chcę je przyciągać.
Zacząłem wtedy praktykować coś, co dziś jest dla mnie normą, nawet już o tym nie myślę. Po prostu stopiłem się z tym, stałem się jednością z tą praktyką, ona jest częścią mnie a ja jestem nią. Nie wiem jak mam to wam lepiej opisać, ponieważ jest to trudne do wyrażenia słowami. Można to porównać do tego jakby aktor całkowicie związał się z odgrywaną rolą, jakby stał się w rzeczywistości bohaterem którego rolę tylko miał odgrywać.
No ale pewnie czekacie na to z czym tak się zintegrowałem
Są to wewnętrzne uśmiechy. Tak, taka prosta sprawa. U początku mojej przemiany, gdy stwierdziłem że jestem magnesem, że przyciągają się podobieństwa, to zrozumiałem czemu biedni są biedni a bogaci się bogacą.
Stwierdziłem wtedy, że aby przyciągać pomyślność i szczęście, trzeba najpierw stać się szczęśliwy, trzeba wyrażać radość i szczęście, a świat odpowie tym samym. Taka prosta idea dla większości ludzi na tym świecie wydaje się absurdalna, lecz znacie przecież moje powiedzonko: uśmiechnij się - świat odpowie ci tym samym.
Pan Edek opowiedział coś jeszcze, ale to mniej istotne sprawy były. Najważniejsze spisałem i wam zapodałem.
Wg mnie warto co jakiś czas oświetlić temat z innej strony, więc mam nadzieję, że lektura ta zostanie właściwie spożytkowana
Liczba wyświetleń: 530