Spotkanie u klienta o którym pisałem w poprzednim wpisie w blogu bardzo mnie nurtowało. Mam na myśli historię kuzyna pana z którym uciąłem sobie luźną pogawędkę o Totku.
Co jakiś czas powracało do mnie wspomnienie tego spotkania. Zapragnąłem nawet jeszcze raz spotkać się z klientem, aby wyciągnąć od niego namiary na jego kolegę, a wtedy jakoś spotkać się z nim i porozmawiać na temat charakteru jego kuzyna.
Bałem się tylko co oni pomyślą, a najbardziej obawiałem się odrzucenia propozycji spotkania przez znajomego mojego klienta. W końcu ktoś mógłby pomyśleć co ja za wścibski gość jestem, albo że chcę namiarów na tego milionera
Stało się tak jakoś, że zabiegany miałem kolejne dni, więc gdy zachciało mi się tego spotkania, to nie miałem więcej czasu aby rozmyślać o obawach z nim związanych. Pewnie dzięki temu wszystko ułożyło się pomyślnie
Dla klienta przygotowywałem projekt, miał być on gotowy na później, ponieważ klientowi nie zależało na czasie, miał do dokończenia inne firmowe sprawy. Jednak nie mogąc się doczekać już szybciej wszystko przygotowałem i umówiłem się na spotkanie. Wybrałem ponownie wieczorową porę, aby na spokojnie spotkać się w domu jegomościa. Wtedy panuje inna atmosfera, bardziej luźna, taka towarzyska trochę, więc pomyślałem że będę miał większe szanse dotarcia do kuzyna milionera
I stało się coś niesamowitego. Pojechałem na umówione spotkanie, wchodzę do klienta do salonu, a tu siedzi osoba z którą chciałem się spotkać. Jak w bajce, czary mary i się ziściło
W tym momencie wszelkie moje obawy z głowy prysły. Podczas luźnej rozmowy spokojnie wróciłem do tematu kuzyna mojego rozmówcy, nie obawiając się dziwnych spojrzeń ze strony panów z którymi siedziałem przy stole. Stwierdziłem, że skoro wszystko tak mi sprzyja, to trzeba korzystać z okazji.
Mało tego, moje wytłumaczenie z jakiego to powodu interesuję się tym człowiekiem wywarło na nich niemałe wrażenie. Czyli są to osoby które myślą podobnie do mnie, więc już wiedziałem na 100% że rozmowa będzie na luzie i wszystko uda się doskonale.
Po tym, gdy wszystko już się wyklarowało poprosiłem o możliwie szeroki opis charakteru kuzyna. Czyli jakie ma podejście do życia, do spraw materialnych i duchowych.
Na to otrzymałem taką oto wypowiedź (mniej więcej, ponieważ słowo w słowo nie zapamiętałem):
Jarek (imię zostało zmienione) jest człowiekiem spokojnym, trudno wyprowadzić go z równowagi. Ogólnie emanuje od niego ciepło. Twarz ma taką jakby chciał się uśmiechnąć. Nawet kilka razy nad tym się zastanawiałem, skąd to u niego się bierze, czy Jarek zmusza się do tego aby pokazywać światu że wszystko jest ok w każdej chwili, czy może on po prostu tak ma.
Jarek nie martwi się wogóle o pieniądze. Kilka razy miałem okazję przekonać się o tym jego dziwnym podejściu. Kiedyś ich firmę okradli - z magazynu wyprowadzili towar sporej wartości. Akurat na drugi dzień mieliśmy spotkanie rodzinne z okazji urodzin babci. Jarek na spotkaniu zachowywał się normalnie. Ani cienia smutku. Ktoś nawet zagadną go o problemy w firmie, na co ten odpowiedział: "To tylko towar, nie ma co sobie zawracać głowy. Pieniądze mamy i dalej będą do nas spływały".
Wtedy pomyślałem, że może dusi problem w sobie albo że jest ignorantem, że bagatelizuje problemy. Jednak teraz jak tak o nim opowiadam, to myślę, że on ma właśnie jakieś takie magiczne podejście do pieniędzy i dzięki temu w jakiś niesamowity sposób przyciąga do siebie bogactwo.
Chyba coś w tym jest o czym tutaj rozmawiamy - a mówiąc to pan ten podrapał się po głowie, a twarz mu zastygła jakby zobaczył przed sobą z milion złotych w gotówce
Zaczął kontynuować po chyba z dwóch minutach przerwy i nikt z nas nie przeszkodził mu w tej pałzie:
Kilka lat temu po imprezie rodzinnej zostaliśmy sami w ogrodzie. Trochę popiwkowaliśmy tego wieczoru i wywiązała się między nami filozoficzna dyskusja. Jarek nie należy do naukowców, tak nazywam ludzi którzy skupiają się w swoim życiu w większości na sposobach zrobienia czegoś zamiast na robieniu. On należy do tych drugich - do aktywistów. Jarek po prostu działa, nie rozpowiada o planach, o sposobach działania, tylko robi swoje. Gdy wtedy w ogrodzie zaczął opowiadać mi swoją historię to pomyślałem, że browarek zaczął działać. Teraz dopiero dostrzegam, że on wtedy mi powiedział swój sposób na przyciąganie tych wszystkich dobrodziejstw, które go w życiu spotkały. Powiedział mi coś takiego:
Wiesz że kiedyś nie miałem tylu pieniędzy, ogólnie dopiero od jakiś 10 lat dobrze mi się powodzi. A wszystko to zaczęło się od pewnej książki. Nie pamiętam już tytułu, lecz autor wykazywał w niej na moc naszych myśli do kreowania życia takiego jakiego się pragnie. To na czym się skupiamy, to przyciągamy w naszym życiu. Stąd właśnie moje powiedzenie - świat jest lustrem dla każdego z nas. W tej książce zawartych było kilka wskazówek, jak zmienić tor naszych myśli. Mi osobiście najbardziej do gustu przypadła metoda błogosławieństwa. Autor pięknie pokazał, że błogosławić coś, to być zadowolonym z celu tego błogosławieństwa, obojętnie jaki ten cel jest i obojętnie gdzie się znajduje. Nie ważne jest to że nie masz tego czegoś. To jest jak wielkie podziękowanie dla boga, obojętnie kto w jakie bóstwo wierzy. Dzięki wyrażaniu szczęścia i radości, to przyciągamy do naszego życia. To jest jak składanie zamówienia u boga. To jest jak dziękowanie w ufności że zamówienie jest w trakcie realizacji.
Jednak najważniejszym aspektem błogosławieństw jest zmiana naszych upierdliwych nawyków. Ludzie skupiają się w dużej mierze na negatywnych sprawach, a to wszystko są blokady dla przyciągania tych wszystkich dóbr których pragniemy.
W końcu to logiczne, skoro świat jest lustrem, to skoro często myślę o problemach, często smucę się, to jak ma moje życie być szczęśliwe i pełne obfitości?
Dlatego autor tej książki zalecał aby błogosławić każdy aspekt naszego życia, każdą duperelę, każdy drobiazg który nam się przytrafia. Możesz być nawet szczęśliwy ze szczotkowania zębów. W ten sposób błogosławisz tą czynność. W ten sposób nabierasz nowego nawyku - bycia szczęśliwym i przyciągania szczęśliwości do siebie.
Pamiętaj, świat jest lustrem - tu Jarek uśmiechnął się a ja pomyślałem, że już nie otworzymy kolejnego piwa, skoro taki pragmatyk jak on opowiada mi takie rzeczy. Teraz dopiero widzę, że to co mi wtedy opowiedział, to sama esencja jego sposobu działania, schemat w jaki on postępując jest szczęśliwy i zawsze ma wszystkiego pod dostatkiem.
Tu historia się skończyła, posiedzieliśmy jeszcze trochę, każdy z nas opowiedział swoje doświadczenia w tym temacie. Ogólnie każdy z nas wyszedł z tej rozmowy jakiś odmieniony, zamyślony i jakiś taki wewnętrznie podbudowany.
To była niezła strawa dla mojej duszy, dlatego dzielę się tym tutaj.
Pierwszy raz w życiu spotkałem się osobiście z tak mocnym dowodem na to, że Huna to czysty pragmatyzm, że to cudny kombajn do kreacji potężnych narzędzi zmieniających życie. W końcu błogosławieństwo to jeden ze sposobów działania. I myślę, że jest jednym z najpotężniejszych...
Liczba wyświetleń: 464