Parę tygodni temu miałem wypadek. Jadąc samochodem zapomniałem zdjąć czapki niewidki i zostałem trafiony innym pojazdem przez pewnego jegomościa, który tłumaczył się właśnie moją "niewidocznością". Po tym zdarzeniu, gdy upłynęło kilka godzin (holowanie i załatwianie papierków trochę trwa) pogmerałem w głowie po co mi to zdarzenie.
Pierwsza myśl była taka - kurczaki, czy ja się nudzę, czy nie mam co robić? Od początku roku jakiś zalatany jestem i do tego jeszcze problemy z wozem, który akurat teraz jest potrzebny.
Jednak tak źle nie było, ponieważ dostałem auto zastępcze. A z nim też się wiąże ciekawostka, ale to później aby nie odbiegać od głównego wątku.
W końcu wieczorową porą, gdy się uspokoiłem to przyszło oświecenie - przecież ja ten wypadek zamówiłem!
A było to tak: Od kilku miesięcy z żoną obserwowaliśmy jak w 3 miejscach na aucie pojawiła się rdza. Doszło do tego, że dwa z tych miejsc rozrosły się konkretnie, były to nieforemne kółka o średnicy ok. 1,5 cm. Takie cudaki grożą dziurami w karoserii, więc ostatnio co jakiś czas o tym rozmawialiśmy. Niestety mając przeróżne inne sprawy na głowie, będą non stop w ruchu, człowiek jakoś zapomina o tym obowiązku pozwalając narosnąć problemowi.
Na jakieś dwa dni przed wypadkiem żona odświeżyła temat - w końcu coś trzeba zrobić z tą rdzą! - powiedziała stanowczo. No więc co ja robię? Ano drapię się po głowie jak tu tą sprawę załatwić. Pomyślałem wtedy - najlepiej to by było aby przy okazji załatwić tą rdzę, tak żeby nie być pozbawionym środka lokomocji. Dość mocno to kontemplowałem, poczym zapomniałem o sprawie. I masz babo placek
A co do autka zastępczego, to było to też ciekawe doświadczenie, ponieważ na nasz wóz powoli narzekamy. Znaczy w sensie takim, że przydałoby się kombi, z klimatyzacją i mocniejszym silnikiem, bo mając teraz do dyspozycji 60KM to wyprzedzanie na trasie przypomina bardziej modlitwę niż sprawny manewr
Gdy wsiadłem do tego czegoś małego co dostałem u blacharza, to słów mi po prostu brak. Moje nogi haczyły o sąsiednie pedały, usadowienie dziecka na tylnej kanapie przez przednie drzwi i do tego gdy Nata ma brudne buty, to forma jakiejś kary

Prócz tego brak bagażnika, bo ta mała przestrzeń z tyłu nadaje się na dwie średnie torby. I na koniec - ten pojazd był cały rozklekotany. Trzęsło, piszczało, trzeszczało, stukało. Efektów było co nie miara z każdej strony. W praktyce na trasie tym pojazdem robiłem korek nie przekraczając 80 - 90 km/h

Śmieję się ale prawdą jest że trochę TIRów równo za mną jechało, nie mogą przy tej prędkości na polskich krętych drogach mnie wyprzedzić.
Po powrocie do naszego autka, to czułem się jak w limuzynie, choć ten nasz wóz to jest najzwyklejszy taki. A więc Szprotka została doceniona (tak ma na imię autko) i pewnie jeszcze trochę nam dobrze posłuży.
Tak więc jak w temacie - uwaga na intencje, bo te pragnienia mogą spełnić się w nieprzemyślany przez nas sposób
Liczba wyświetleń: 436