Tak mnie natchnęło po wpisie Modero w swoim blogu:
"Gdy się nie ma co się lubi , to ... należy robić wszystko by to mieć .! .. a po drodze cieszyć się tym co się lubi i już się to ma ... "
Podobnie uważam, skrótowo mogę to tak ująć: okazuj radość w chwili obecnej, a będziesz miał więcej radości w przyszłości.
To też może brzmieć trywialnie, albo jakoś wręcz groteskowo naiwnie.
To na czym skupiam uwagę to wzrasta. To stali bywalcy tej strony już wiedzą
A więc moje marzenia, jeśli je ładuję radością to się objawiają. Jednak mogę robić sobie samemu pod górkę, mogę być własnym sabotażystą.
Dla przykładu: mam ciasne mieszkanie i marzę o większym, albo o domku. A więc działam świadomie: wyobrażam sobie że chodzę po dużej przestrzeni mieszkalnej (czy to mieszkanie czy dom to nie jest ważne, dla Wja ja to obojętne czy marzę o wielkich czy o mniejszych rzeczach).
I wyobrażam sobie to moje marzenie i przeżywam je. Ładuję w siebie radość, ładuję się pozytywnie, tyle ile się da. Czyli mogę wizualizować, inaczej mówiąc - marzyć. Bo wizualizacje ludzie uprawiają nieświadomie a jak usłyszą to słowo to się drapią po głowie co to takiego.
Mogę zbierać zdjęcia i potem je podziwiać i się ładować. A może coś kupuję do tego nowego miejsca i potem to podziwiam, dotykam, oglądam - i w ten sposób się ładuję? A może zrobiłem mapę marzeń? A może podniosłem kamyk z ziemi i wsadziłem do kieszeni i ilekroć go wymacam to przypomni mi się moje marzenie i podziękuję za nie, wyrażę radość i wdzięczność?
Sposobów jest wiele, to takie moje osobiste mentalne przykłady.
Jednak jest jeszcze ta ciemna strona planu

Czyli mogą wkraść się turkucie podjadki które będą psuć zamierzenia. A tymi złośliwymi chochlikami są moje myśli i marudzenie.
Tak - ja sam jestem swoją przeszkodą, nikt nie stoi na przeszkodzie prócz mnie samego.
Czyli z jednej strony marzę o dużym wygodnym mieszkaniu, a z drugiej strony chodzę po tym obecnym i narzekam jakie to ono jest ciasne, że już nie mam gdzie się pomieścić, że mam tego dość, że że..... i ładuję w siebie frustrację, smutek etc.
I to jest właśnie ta wielka magia - błogosławić tu i teraz co się da, zwłaszcza nasze przeszkadzajki. Zwłaszcza je.
Ktoś powie: jak mam się cieszyć z ciasnego mieszkania? Przecież będę się oszukiwać?
To ciesz się z tego w swoim mieszkaniu, z czego jesteś w stanie. Chwal to w obecnym mieszkaniu co możesz. Znajdziesz wiele jego cech/aspektów, które możesz podziwiać, możesz okazać satysfakcję/zadowolenie etc.
Wtedy ktoś powie - no to jak będę wychwalał to mieszkanie, to nigdy się od niego nie uwolnię!
I tu klops, bo jak będziesz narzekać na obecne mieszkanie, to wymarzone może nadjeść bardzo późno lub wcale. To jest to o czym pisałem - to jest to sabotowanie.
Jeśli pragnę dużego mieszkania, to oznacza, że teraz coś ze mną jest nie tak. A więc mogę zlokalizować to nie tak. Aha! Dostrzegłem że mam ciasne mieszkanie. I teraz idę o krok dalej - jeśli zbyt często mi doskwiera ta ciasnota, czyli jeśli często zaczynam na tym skupiać uwagę, to od razu powinienem tego turkucia przepędzić najlepszą do tego bronią.
I wtedy mam czyste pole. Nie noszę w sobie blokad - to tak umownie można nazwać.
Mieszkanie to tylko przykład. Ale to ma zastosowanie we wszystkich sferach życia, czyli i w stosunkach międzyludzkich, i ma zastosowanie dla wielkich jak i małych spraw, jak i w sprawach zdrowotności, mentalnych i innych jakiś, komu co tam do głowy przyjdzie.
Jeśli czegoś pragnę to noszę w sobie powód niezadowolenia, jakąś przypadłość na której mniej lub mocniej się skupiam. I jeśli moje marzenie długo się nie objawia, to mogę wtedy namierzyć tą bolączkę i ją rozbroić.
Tak jak napisałem wcześniej: błogosławić tu i teraz co się da, zwłaszcza nasze przeszkadzajki. Wtedy nie stawiam barier marzeniom.
A dla niewtajemniczonych dodam - błogosławić to okazywać Dobro. Czyli koncentrować się na pozytywnych cechach, dostrzegać dobre strony/aspekty, zachwycać się, podziwiać, wyrażać aprobatę/uznanie, wyrażać wdzięczność, chwalić, dziękować i tym podobne.
Liczba wyświetleń: 950