iWoz to tytuł książki - biografii Steve Wozniak'a, gościa który stworzył pierwszy komputer w postaci jaką my teraz znamy, czyli macadło z klawiszami i ekran. Tak tak, ktoś to kiedyś musiał zrobić jako pierwszy. Komuś musiało wpaść do głowy że komputer nie musi wyglądać jak pulpit jakiegoś zaraturiańskiego statku kosmicznego, czyli z mnóstwem diód i lampek oraz przełączników i innych posuwaczo-przekręcaczy.
Ktoś w końcu musiał marzyć, że komputer może mieć klawiaturę, że może mieć ekran, a potem jeszcze że może mieć kolory na nim etc. I tym kimś był Steve Wozniak.
Jeśli krąży tobie w głowie hasło: Apple, to jesteś blisko. Dokładnie o tą maszynkę chodzi. A jeśli nie kojarzysz tego słowa, to nic się nie stało.
A książkę warto przeczytać z kilku powodów:
1. Jest to historia pierwszego komputera osobistego.
Książka opowiada o przełomowych chwilach w komputeryzacji naszej cywilizacji.
2. Jest to historia z pierwszej ręki (czyli teoretycznie najmniej zafałszowana

)
3. No i ostatni bardzo ważny powód: książka jest piękną opowieścią i piękne przedstawia ona głównego bohatera, czyli tego opowiadacza, tego co ten pierwszy komputer zmajstrował.
I właśnie o tym trzecim punkcie jeszcze coś naskrobię, ponieważ streszczać historii komputeryzacji nie ma co. Jeśli ktoś jest tym zainteresowany to sobie poczyta jak to było. Ja tylko na zachętę dodam, że warto sięgnąć po tą pozycję także z powodu z trzeciego punktu.
Steve pokazuje Hunę w działaniu. Dąż do radości, do satysfakcji i spełnienia, temu się oddawaj, a zamartwianie się odłóż na bok.
Twórca Apple nie bez kozery zrobił coś wielkiego, czego nikt inny przed nim nie zrobił. Pomijam już jego wychowanie, to jaki wpływ mieli na niego rodzice i nauczyciele. Steve był w stanie robić wspaniałe rzeczy ponieważ koncentrował się na ich pozytywach, i tylko na tym. Można wręcz powiedzieć że nie dbał o zaplecze finansowe, o biznesplany etc. Ktoś może zarzucić: postępował nierozważnie! Miał fuksa że mu się to wszystko udało.
Takiemu komuś odpowiem - przeczytaj jego biografię i zobacz jakim on jest wielkim fuksiarzem. No kurcze, non stop miał szczęście w swoich zamierzeniach. Pewnie jakby poszedł do kasyna, to bank by rozbił
A poważniej to gość po prostu nie dbał o problemy, nie przykładał do nich uwagi, a całą parę puszczał w Dobro wynikające z danego projektu. Tym Dobrem jest radość na wielu poziomach obcowania z daną rzeczą. Czyli spełnienie, nakręcanie się, dostrzeganie pozytywów i to jak one mogą pomóc innym, jaką mogą dać radość innym. Ogólnie - wszystko co pobudza na plus nasze wnętrze to jest to Dobro.
Szczęście to stan umysłu, tego na czym się koncentrujemy i co tym właśnie w sobie wzbudzamy. Steve'a podniecały sprawy komputerowe. Marzył o nich, konstruował na papierze wciąż i wciąż udoskonalone modele maszyn.
Poza tym tak do końca to nie działał na łapu capu. Każde zagadnienie solidnie w sobie przetrawił, często bardzo długo to trwało, a dzięki temu później wykonywał zadanie w krótkim czasie i tak jak miało być wykonane, czyli solidnie zrobione zamiast robienia fuszerek.
I jeszcze jedna rzecz bije jasno i wyraziście od tego pana - pokazał on jak ofiarowywanie innym ludziom czegokolwiek z radością, przyciąga obfitość do obdarowującego.
A teraz przełożę to na prostszy język
Chodzi o to, że dając coś komukolwiek, przykładowo pieniądze komuś kto nas o nie prosi. To jeśli zrobimy to z uczuciem presji, że trzeba, że co inni powiedzą, że tak mnie nauczono itd. to wtedy ta nasza ofiara jest o kant tyłka rozbić. I nie chodzi tu o etykę lub coś podobnego. Chodzi o prawo przyciągania. Czyli taka nasza darowizna nie uruchomi mechanizm nas obdarowującego.
Wiele ludzi myśli, że ich darowizny są OK, że pomagają innym. A potem dziwią się, czemu oni nie dostają od świata pomocy i takich podarków jak oni to światu robią. Chodzi właśnie o tę "darowiznę" jaką ktoś daje światu - czy robi to z radością, czy z przymusu. Czy stoi za tym radość patrzenia jak innym moja ofiara/darowizna sprawia radość, czy raczej stoi za tym uczucie strachu, skrępowania itp.
Steve Wozniak o tym akurat nie pisze, lecz to jasno bije z jego opowieści. Potrafił on wciąż i wciąż ludziom dawać i czynił to z radością dzielenia się, a to otwierało wrota świata na większy dostatek dla niego samego. Dostatek na wielu poziomach - finansowym, partnerskim, inspiracyjnym etc.
Myślę, że tyle opisu wystarczy na zachętę
Liczba wyświetleń: 688