Huna - Uzdrawianie, Ezoteryka
"Mord na duchu jest równie częsty jak mord fizyczny."
-- Mieczysław Jastrun

Cudeńka


Ten blog należy do użytkownika: Zeb12.



Strona główna blogu

Kategorie

» Pokaż wszystkie

» Zebologia (22)
» Z przymrużeniem oka (14)
» Kto tu rządzi - tłumaczenie (3)
» Kochane Żonki (3)
» Huna a rak (21)
» Ho'oponopono (14)
» Harmonia w relacjach z innymi (14)
» Długaśne wpisy (12)
» Czy to jeszcze huna? (2)

Księga gości

Jeśli chcesz, możesz dodać wpis: Księga gości.

Kanał RSS

RSS FeedJeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:

Wszystkie blogi

Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!

...wszystkie blogi

nowszy wpis | starszy wpis

Błogosławieństwo trudnego dzieciństwa
Opublikowany: 07.10.2009, 21:57:33, Kategoria: Zebologia, Huna a rak, Harmonia w relacjach z innymi.

Znacie może Erin Pavlinę?
To taka kobitka w usa, zajmuje się samorozwojem, duchowością, kontaktem ze zmarłymi, kontaktem z przewodnikami duchowymi i różnymi innymi takimi. Robi na to na zamówienie.
Ma bloga, łatwo znaleźć. To żona Steve Pavliny, też dość znanego z uczenia ludków samorozwoju ale w kontekście bardziej biznesowym zdaje się.

No i ostatnio na jej blogu przeczytałem taki stary wpis o tym, jak sobie przed urodzeniem z jakimś Stworem z Tamtej Strony Lustra planowała obecne życie. Opisała tam, jak wybrała sobie rodziców, którzy zafundowali jej takie a nie inne (niezbyt łatwe) dzieciństwo. Wybrała takich rodziców celowo, żeby tak a nie inaczej ukształtować swoją osobowość w dzieciństwie i wymusić pewne określone działania. Ostatecznie z dobrym skutkiem, takim jak zamierzony. Choć w dzieciństwie wcale nie pamiętała swoich przeżyć i planów sprzed narodzin i wcale nie była zadowolona za swojej rodziny i rodziców.

To mi przypomniało, jak widziałem swoje dzieciństwo, całą swoją przeszłość w czasie Dotknięcia Nieba.
Otóż to wszystko, co nazywam trudnym dzieciństwem, co spowodowało DDA, i tak dalej, było w istocie celowym planem. Dusza może wybrać sobie dzieciństwo, w którym będzie jako malec porzucona emocjonalnie i zdana tylko na siebie. Na dodatek odrzucana przez najbliższe otoczenie i ludzi, którzy powinni dawać miłość i wsparcie. W efekcie w takiej rodzinie taki mały ludek będzie siłą rzeczy zmuszony do szukania oparcia w sobie, w swoim wnętrzu. I tak właśnie było u mnie. Trudne dzieciństwo, poczucie osamotnienia, odrzucenia, strach przed złym zagrażającym i nieprzewidywalnym światem spowodowały, że nie ufałem nikomu z zewnątrz i nie mogłem się udać nigdzie po pomoc. To wszystko spowodowało, że zamiast tak jak rówieśnicy, cieszyć się dzieciństwem, zabawą, radością i beztroską, zmuszony byłem szukać w swoim wnętrzu oparcia. I podziałało - znalazłem. Bardzo często wzywałem na pomoc Anioły. Choć ich nie widziałem, to widziałem efekty ich działania, bo spełniały moje prośby i chroniły mnie.
Patrząc z perspektywy Nieba, takie trudne dzieciństwo było błogosławione bo wykształciło we mnie bardzo wcześnie umiejętność patrzenia w swe wnętrze, oparcia w nim, obserwowania swoich myśli i swoich reakcji. To, że wszedłem w dorosłe życie z psychiką DDA która nie ułatwia funkcjonowania było zupełnie nieistotne z tej całościowej perspektywy. Bo przecież po odnalezieniu w swym wnętrzu Źródła Wszelkiego Uzdrowienia z łatwością z DDA mogłem sobie poradzić na tyle, by to nie utrudniało.
Patrząc z perspektywy Nieba odczuwałem niesamowitą głęboką wdzięczność do moich rodziców, że zgodzili się odegrać tak trudną i niewdzięczną rolę - bo przecież dusze marzą o wyrażaniu i przekazywaniu miłości w tym świecie, a moi rodzice razem ze mną zdecydowali, że mi miłości nie dadzą tyle, ile maleństwo potrzebuje, w imię Wyższych Celów. Wtedy też jasne było, że zupełnie bez sensu jest ocenianie rodziców, obwinianie ich o przekazanie mi jakichś tzw. obciążeń. To nie tak. Po prostu umowa jest umowa, istnieje Plan i Wyższe Cele, na który zainteresowane strony się zgadzają. Potem przychodzi Zapomnienie i narodziny tu, ale Plan jest realizowany mimo to.

Od wtedy mówię o dzieciństwie zupełnie bez oceniania, bo go faktycznie nie oceniam. Choć często jest to odbierane, zwłaszcza w słowie pisanym, jako negatywne wspomnienia, krytyka dzieciństwa, zrzucanie winy na rodziców, i tak dalej.
Tymczasem nic podobnego. Ten świat i nasze życia to doskonała idealnie naoliwiona maszynka, która ze 100% dokładnością zawsze działa tak, jak powinna, wedle niezmiennych praw przyczyny i skutku. Nie ma miejsca na przypadek. Taki zatem był plan, taka umowa, moje dzieciństwo wyglądało tak a nie inaczej, a celem była nauka mnie jak patrzeć w swoje wnętrze. To jest to samo, czego wiele osób w dorosłości dopiero uczy się. Oni mieli dobre domy, z miłością, cieszyli się życiem i szczęściem, nic nie zachęcało do odwrócenia uwagi od szczęśliwego świata zewnętrznego by patrzeć w swe wnętrze. Jeśli więc taki szczęśliwy ludek jednak zdecyduje się uczyć medytacji, opanowania myśli czy podobnych rzeczy, to zaczyna od prostej nauki wglądu w swe wnętrze i odrywania uwagi od świata zewnętrznego. Każdy ma jakiś swój Plan.

Ogólnie jest tak, że trudne dzieciństwo a także różne trudne kryzysowe przeżycia w dorosłym życiu sami zsyłamy na siebie, żeby się przebudzić. Szczęśliwe życie nie motywuje do pracy nad sobą. Dopiero gdy coś boli, doskwiera, uwiera, to człowiek się zastanawia, jak to wszystko działa, jakie i gdzie są przyczyny bolącego stanu rzeczy i jak je zmienić. I zaczyna się zabawa w prawa przyciągania, czasem się to przeradza w głębsze duchowe poszukiwania Sensu Rzeczy.
Oczywiście potem, gdy już się ludek tego i owego o niewidzialnej stronie życia nauczy, to uświadamia sobie, że przecież nauka przez radochę i zabawę jest stokroć efektywniejsza i przyjemniejsza niż nauka przez ból i cierpienie. I świadomie już, wiedząc, że to w nim jest moc decyzyjna co do jego życia i sposobu nauki, wybiera właśnie naukę przez radość i miłe doświadczenia.

Oczywiście to żadna wszechobowiązująca reguła, bo są i istotki na tyle świadome, że przychodzą tutaj i nie potrzebują dawać sobie kopniaków, by wieść zupełnie przebudzone życie i uczyć się o niewidzialnej stronie od razu przez radość i zabawę. Gdzieś czytałem (u E.Pavliny albo u B.Brennan) że zdarzają się tacy rodzice, którzy są przebudzeni i świadomi natury życia. Oni są w pewien sposób 'rozchwytywani' przez istotki, które chcą się urodzić. Bo tacy rodzice oferują doskonały start w zrównoważone życie, gdzie ludek od małego jest uczony tego, kim jest naprawdę, jaką ma moc, co jest celem, i tak dalej. No ale że tacy rodzice to rzadkość - jak pisze któraś z tamtych autorek, to wybieramy sobie inne warianty, które w ten czy inny sposób ułatwią nam zebranie doświadczeń, które pragniemy zebrać by zrealizować swoje cele.

A zatem niech będzie błogosławione trudne dzieciństwo a także trudne przeżycia w dorosłości - bo każda z takich sytuacji to kolejna okazja (być może zaplanowana dawno temu) do Przebudzenia się i rozpoczęcia świadomego życia w pełni swej istoty, w wolności od iluzji świata-tylko-materialnego.
Od naszej reakcji na trudne sytuacje zależy, czy wykorzystamy okazję i się przebudzimy, czy też będziemy nadal widzieć siebie jako ofiarę złego świata, zamiast jako istotę faktycznie w 100% odpowiedzialną za kreację swego doświadczenia i losu.

Oczywiście takim budzącym doświadczeniem jest praktycznie każda ciężka choroba.

Dlatego jak stykam się z młodym człowiekiem, który na starcie dostaje jakąś trudną, czasem tzw. nieuleczalną chorobę i się z nią mierzy, to myślę "WOW a to Duszysko silne i potężne, skoro takiego Budziciela sobie wybrało. No ale jak ta istotka zacznie dorosłe życie od pokonania tej choroby i poznania swej prawdziej boskiej natury, to potem będzie faktycznie zdolna budzić innych samą tylko obecnością icon_smile ". Tak sobie myślę i kłaniam się tej istocie, która najczęściej tkwi w zapomnieniu i nie zna swego potencjału, nie przeczuwa nawet cienia mocy, jaką posiada. A w cichości ducha modlę się o wsparcie i siły dla niej. I często dostaję informację, że taki stan bólu i cierpienia musi jeszcze chwilę u danego ludka potrwać, by wyrobić w nim pewne cechy, zmusić do pewnych działań. Kłaniam się wtedy Bogu w tej istocie i błogosławię plan, jaki sobie wybrała. Bo wolna wola to najświętsze prawo.


Liczba wyświetleń: 920

nowszy wpis | starszy wpis





Komentarze do tego wpisu
  • Autor: zwiebelchen, Opublikowany: 08.10.2009, 11:35:56: (ID: 2370)
    Piszesz, że gdy ktoś zachorowuje na ciężką chorobę, myślisz sobie, że to silna duszyczka. Ale są przecież tacy, co przegrywają tę walkę. To co z nimi? Oni nie byli jednak na tyle silni i dali za wygraną czy jak?



  • Autor: Zeb12, Opublikowany: 08.10.2009, 13:58:26: (ID: 2372)
    zwiebelchen,
    decyzje i wybory ludzkie bywają bardzo różne, często nie jest to łatwo objąć, przeniknąć i zrozumieć nawet osobom, które jasnowidzą. Nam, profanom, wydaje się, że jak ktoś gada z duchami, jasnowidzi, to od razu wie wszystko. To nie jest tak. Istnienie ludzkie to wielka układanka. Każda sytuacja, każdy wybór, zwłaszcza trudna sytuacja, trudny wybór, tak naprawdę dotyczy wielu płaszczyzn. Ciężka choroba zmusza do odpowiedzi na wiele pytań i podjęcia tak naprawdę wielu decyzji.
    Fajnie o tym pisze Erin Pavlina w swoim blogu, fajnie też pisze Doreen Virtue, ta od aniołów. I nie tylko one. Erin pisze na przykład o momencie w życiu, gdy wypełniła już całą robotę zaplanowaną na swoje wcielenie i mogła podjąć decyzję o odejściu z tego świata. Jednak ponieważ nadarzyła się okazja podjęcia innych wyzwań jeszcze w tym wcieleniu, to ona (chyba zachęcona przez przewodnika) stwierdziła, że zostaje. I rozpoczęła coś w rodzaju nowego życia.
    D. Virtuee z kolei konkretnie opisuje, że wybierając i planując życie (po tamtej stronie) ustalamy sobie kilka punktów szczególnych w życiu, zwłaszcza punktów zwrotnych i takich, w których możemy podjąć decyzję o śmierci. Takich punktów może być kilka albo więcej. I za każdym razem gdy taki punkt w życiu osiągamy, dokonujemy czegoś w rodzaju podsumowania realizacji dotychczasowego planu na życie.
    No i faktycznie może się zdarzyć, że dusza uzna, że jednak nie podołała wyzwaniu, jakiego się podjęła i że rezygnuje i odchodzi. Tak bywa.
    Jednak już samo pojawienie się ciężkiej choroby zagrażającej śmiercią, zwłaszcza przedwczesną, sugeruje, że dana duszyczka uznała, że jest gotowa zmierzyć się z takim wyzwaniem, z nadzieją na sukces.
    E.Pavlina fajnie opisuje, jak się dogadywała z przewodnikami w takich trudnych momentach.
    Ogólnie różne źródła podają, że w takich chwilach naradzamy się ze swoim Wyższym Ja i opiekunami po to, by podjąć najlepszą decyzję, zostać czy odejść. I cokolwiek wybieramy, można mieć pewność, że nie jest to przypadkowe, ale że tak po prostu Istota zdecydowała w swej wolnej woli.

  • Autor: modero, Opublikowany: 08.10.2009, 22:01:00: (ID: 2376)
    zwiebelchen

    To są trudne pytania , można szukać odpowiedzi w odniesieniu do tego „co przegrał walkę” , ale co w tym kontekście powinno nas interesować ? A może należałoby zadać sobie pytanie :czego ja się powinienem nauczyć z tego doświadczenia ?
    Ja przejściem mojego Taty na drugą stronę zostałem zainspirowany do zadania sobie pytania : dlaczego... i szukając odpowiedzi poznałem wiele niekonwencjonalnych metod odzyskiwania zdrowia , sprawdziłem ich skuteczność na sobie , rezygnowałem z ich stosowania i doświadczałem pogorszenia zdrowia , ... Wiem , sprawdziłem i szukałem dalej , trafiłem na stronę huny i dojrzałem do jakiegoś jej zrozumienia , bo choć przed laty czytałem wszystkie książki Maxa Long'a i choć czytałem je z zainteresowaniem , nie byłem gotowy ...
    „Oni nie byli jednak na tyle silni i dali za wygrana czy jak?” , a może odeszli dla nas , by dać inspirację dla naszego rozwoju? Jeżeli przyjąć koncepcję Ho'oponopono , że wszystko we mnie i wokół mnie to 100% mojej inicjatywy , to ... ?
    być może znajdę odpowiedź na najbliższym kursie ...


  • Autor: Eli, Opublikowany: 13.10.2009, 21:32:38: (ID: 2388)
    W końcu znalazłam chwilę żeby zasiąść do przeczytania Twoich nowych postów. Ten jest dopiero trzeci ( czytam wg kolejności zamieszczenia) i bardzo mnie poruszył:
    " ludek będzie siłą rzeczy zmuszony do szukania oparcia w sobie, w swoim wnętrzu"
    Robię stopa idę przegryzać bo poruszył bardzo wiele różnych skojarzeń ten wpis. Dzięki:)

  • Autor: Asia1234, Opublikowany: 30.11.2009, 01:30:03: (ID: 2420)
    Nie jestem w stanie w tej chwili tego opisać, ale jestem wdzięczna za to co przeżyłam. Miałam wiele trudności w dzieciństwie i później, ale widzę jak mnie to wszystko ukształtowało i kiedy patrzę na to z perpektywy czasu, to myślę, że nie zmieniłabym tych sytuacji (chociaż czasami jeszcze mi szkoda, że nie szło mi tak łatwo jak niektórym). Nadal nie wiem po co działy się te rzeczy, możliwe, że miały sens. Zdarza mi się zauważyć, że jest jakiś plan, który się realizuje w moim życiu. Dzięki bolesnym doświadczeniom człowiek zwraca uwagę na inne rzeczy niż zabawa i przyjemności, a zaczyna czegoś szukać, myśleć, zmieniać. Później też zauważa się ludzi z podobnymi problemami i budzi się współczucie. Poza tym życie człowieka nie będzie się składać tylko z tego co on uważa za dobre i fajne, bo przecież istnieje też cierpienie, które każdego kiedyś dotyka.

  • Autor: Asia1234, Opublikowany: 30.11.2009, 02:44:39: (ID: 2421)
    Często gdy ktoś miał złych rodziców i nie otrzymał wystarczająco dużo miłości, zainteresowania, życzliwości, może być mu łatwiej zwracać się do Boga. Taka osoba chce mieć poczucie, że ma dobrego rodzica i może mieć większą potrzebę zbliżania się do Pana Boga. Oczywiście można mieć spore problemy psychiczne, zle nie każda psychika działa według schematów, którymi się posługuje psychologia. Nawet z domów patologicznych mogą wyjść ludzie z przyzwoitym charakterem, zdolni do życia i dbaący o rodzinę. Znam takie przypadki, że osoby które miały ciężkie życie już jako dzieci (np. Ci, którzy pamiętają wojnę lub mieli bardzo nienormalny dom) wyrośli na dobrych ludzi. Kiedy byłam dzieckiem i doznałam przykrości ze strony dorosłych, to z religii pamiętałam, że Bóg widzi wszystko i mnie pociesza i że jest lepszy od niesprawiedliwych ludzi - tym sposobem radziłam sobie. Możliwe, że głupotki wypisuję, ale piszę to co mi się wydaje.



Menu

Ostatnio na forum
¤ Jak sobie pomóc? Ciężka choroba
data: 30-07-2010 - 02:48
użytkownik: xiola
¤ Poszukiwani testerzy
data: 29-07-2010 - 23:08
użytkownik: Czarodziejka
¤ PROŚBA O POMOC
data: 29-07-2010 - 11:29
użytkownik: Maja13
¤ Czy te Oczy(Horusa)mogą kłamać...
data: 28-07-2010 - 21:23
użytkownik: Kahuna-matata
¤ Inspirujace ksiazki, pomysly ...
data: 28-07-2010 - 13:21
użytkownik: Kahuna-matata
¤ jestem wdzieczna/y za ....
data: 28-07-2010 - 01:38
użytkownik: xiola
¤ Jak Nie Oceniac?
data: 27-07-2010 - 03:37
użytkownik: xiola

Ostatnie komentarze
» refleksyjnie, bez słów
Dodano: 29-07-2010
Autor: xiola
» Śpiew o poranku:)
Dodano: 28-07-2010
Autor: San
» La Antena !!
Dodano: 28-07-2010
Autor: San
» Mój ulubiony: Mój Brat Niedźwiedź
Dodano: 28-07-2010
Autor: San
» metoda oczyszczania - pytania do doświadczonych
Dodano: 28-07-2010
Autor: Czarodziejka
» :)
Dodano: 27-07-2010
Autor: jasneoko
» :)
Dodano: 27-07-2010
Autor: jasneoko

Logowanie




 


» Problemy z logowaniem?

Jeszcze nie masz konta?
» Zarejestruj się!

Kto jest online

Obecnie jest 2 gości online


Polecamy
Master Collection | dentysta praga południe | Transport specjalistyczny | Odzyskiwanie Danych | opony szczecin | magazyny i hale Wrocław | Kredyt Pożyczka Ubezpieczenie | Hurtownia opakowań | Kuchnia elektryczna | obrazy na płótnie | Fotografia œlubna |
Baseny

Przyjaciele

Prawa autorskie do artykułów publikowanych na tej stronie należą do ich twórców.
Huna - Tak wygląda świat jak na niego spoglądasz.