 |
 |
Cudeńka
Ten blog należy do użytkownika: Zeb12.
Strona główna blogu
Kategorie
» Pokaż wszystkie
» Zebologia (22)
» Z przymrużeniem oka (14)
» Kto tu rządzi - tłumaczenie (2)
» Kochane Żonki (3)
» Huna a rak (21)
» Ho'oponopono (14)
» Harmonia w relacjach z innymi (14)
» Długaśne wpisy (12)
» Czy to jeszcze huna? (2)
Księga gości
Jeśli chcesz, możesz dodać wpis: Księga gości.
Kanał RSS
 Jeśli chcesz dodać ten blog jako kanał do Twojego czytnika RSS, kliknij na logotyp:
Wszystkie blogi
Odwiedź pozostałe blogi lub załóż swój własny!
...wszystkie blogi
Opublikowany: 09.03.2010, 15:56:29.
Kategoria:
Z przymrużeniem oka, Huna a rak.
Osoby chore na raka zazwyczaj mocno sugerują się statystykami medycznymi, niestety. Ludki starają się użyć statystyk jako wyroczni czy wyznacznika, wskazówki, czy uda im się wyzdrowieć czy nie.
I niestety, jeśli człowieka przepełnia strach i nie ma wiary w siebie, a zetknie sięze statystyką mówiącą że 'tylko' 10% przeżywa a 90% umiera, to prawdopodobnie stwierdzi, że ma małe szanse na przeżycie. Taki wniosek jest kompletnie wyssany z palca, co nie zmienia faktu, że ludzie takie wnioski ze statystyk wyciągają i na skutek tego nie mają wiary w możliwość wyzdrowienia.
Dziś w radiu usłyszałem stary dowcip, który świetnie obrazuje, jak bzdurne mogą być wnioski wyciągane ze statystyk. Zabawna sprawa, bo nasza interpretacja statystyk medycznych odbywa się często na identycznej zasadzie.
Otóż jeśli wychodzisz na spacer ze swoim psem, to statystycznie oboje/obaj macie po trzy nogi
Komentarze: 0
Opublikowany: 17.02.2010, 12:35:13.
Kategoria:
Zebologia, Z przymrużeniem oka, Ho'oponopono.
[*]przykłady nieporozumień, kolejne (po spczółkowo-dronkowych) przykłady
[*]przykład na współpracę/komunikację z Wyższym Ja
[*]zakręcone cząstkowe wyjaśnienie jak działa Ho'oponopono
Obrazowy przykład gansterski.
Wyobraźmy sobie, że ludek G jest gangsterem. Urodził się wśród gansterów. Wychowywał wśród nich. Ma gangsterskie nawyki. Gangsterskie zwyczaje. Tak żyje i uważa, że taki jest świat, a innych traktuje jako potencjalnych gangsterów.
Wyobraźmy sobie, że ludek W jest mieszkańcem jakiegoś dziwnego odległego kraju, w którym nie ma gangsterów. Nie ma więc pojęcia o gansterskich zwyczajach.
Spotykają się. Rozmawiają. W pewnym momencie rozmowy ludek W sięga prawą reką za lewą połę marynarki, na co ludek G reaguje odruchowo i błyskawicznie, wyciąga swój rewolwer, kopniakiem powala W na podłogę, i klęcząc na jego plecach mówi 'dlaczego chciałeś mnie zastrzelić?'.
Ludek W jest w szoku - zastrzelić? Jasny gwint co to znaczy? Przecież tylko sięgałem po chusteczkę do nosa do kieszeni marynarki.
Ten gangsterski przykład mógłby mieć swoje dobre zakończenie - ludek W pokazuje gangsterowi kieszenie marynarki, i gangster G z zaskoczeniem i niedowierzaniem stwierdza, że faktycznie nie było tam żadnego rewolweru, co mu się nie mieści w głowie.
I od tej pory żyli długo i szczęśliwie bo wiedzieli lepiej jak ze sobą rozmawiać. Ludek W pilnował się, żeby nie wkładać nagłym ruchem ręki do wewnętrznej kieszeni marynarki, a jeśli chciał to zrobić to głośno ogłaszał "teraz sięgam po chusteczkę, a nie po pistolet, bo nie mam żadnego pistoletu, jak już wiesz". Ludek G z trudem bo z trudem ale opanowywał swoje emocje i napięcie gdy ten drugi sięgał po chusteczkę. Nie była to miłość łatwa ale żyli ze sobą wiele lat
Przykład Eskimosowo-Murzynowy.
Wyobraźmy sobie, że jest Eskimos (E).
Żyje w śniegu, wokół tylko białe niedźwiedzie. Wszystko białe, ciągła zima. Całe życie stykał się tylko z innymi Eskimosami. Mówi tylko językiem eskimoskim.
Wyobraźmy sobie, ze jest Południowiec (P). Żyje w słońcu, ma opaloną skórę, wokół żyrafy i lwy, pomarańcze, ciągłe lato. Całe życie widział tylko innych Południowców. Mówi tylko językiem południowym, powiedzmy hiszpańskim.
Wyobraźmy sobie, że spotali się E i P, w pozaprzestrzeni, na księżycu, i bawią się konkurs zgadywania. Jeden rysuje a drugi próbuje się domyślić, bo tylko tak mogą się porozumieć, obrazkami.
Zaczyna E. Rysuje czarną kropkę na środku białej kartki. P myśli i widzi to jako... (pardon) kupę wychodzącą z tyłka, bo nic innego mu się nie kojarzy. Skacze więc do E i mówi (gestami i mimiką) 'dlaczego rysujesz taką brzydką i śmierdzącą rzecz? Miały być miłe obrazki, a ten taki fe'. E jest zdziwiony bo zaczął przecież rysować białego niedźwiedzia w zamieci śnieżnej - kompletnie nie rozumie reakcji P. Dalej - E, chcąc dojść do porozumienia, żeby wyjaśnić i doszczegółowić, dorysowuje obok kropki misiowy pyszczek, który wygląda jak kotwica. Na to P myśli, cholera, co ten E robi? Najpierw narysowal kupe a teraz przerabia ja... na statek morski? Bo mu sie mordka skojarzyla z kotwica. E widzi znow wyraz zaskoczenia na twarzy P więc rysuje dalej z nadzieją rozjaśnienia. Dorysował obok nosa i mordki dwie czarne kropki - oczy. P na to patrzy i włos mu się zjeżył na głowie - co też ten E narysował? Znów zmienił zdanie i znów przerobił rysunek. Najpierw rysował kupę (a fe), potem przerobił na statek, teraz przerobił na coś zupełnie bez sensu, ani to statek, ani kupa, tylko pomieszanie jakieś. E widzi te coraz większe oczy P i wiec rysuje dalej, mimo zniechecenia P. Dorysowuje wiec zarys futerka, glowe, lapy, w koncu wylania sie ksztalt niedzwiedza polarnego. E jest szczesliwy ze sie w koncu dogadal ale P wychodzi z zaskakujacymi wnioskami: no tak, teraz E przerobil kupo-statko-niewiadomo-co na niedzwiedzia. Tyle ze zapomnial o pokolorowaniu niedzwiedzia na czarno albo brunatno, przeciez biale niedzwiedzie nie istnieja. Siadaja wiec do rozmowy (z tlumaczem) i P mowi do E "czlowieku, jestes niezdecydowany, co chwile zmieniasz zdanie i przerabiasz swoj rysunek, na dodatek ten rysunek i tak kupy sie nie trzyma i sensu nie ma". Na to E (przez tlumacza): "przyjacielu, ja od poczatku rysowalem misia polarnego. Nie wiedzialem, ze nie znasz sniegu, ze nie znasz zamieci, ze nie widziales nigdy bialego niezdzwiedzia."
Dobry koniec tej bajki moglby byc taki ze by sie napili razem rozweselajacego czegos, pozegnali, i wrocili do swoich krajow. P zazdziwiony tym ze gdzies istnieja biale niedzwiedzie, ktorych nigdy wczesniej nie widzial, a E zadziwiony tym, ze ktos bialego niedzwiedzia nie widzial, a on sie potyka onie codziennie.
Inny przyklad - jezykowy.
Rozmawia dwoch o kulce.
Kulka jest szara, ale zaden z nich nie zna tego koloru.
Znaja tylko bialy i czarny.
Dialog:
A: jaka jest ta kulka, czy nie masz wrazenia, ze jest czarna?
B: nie, ta kulka zdecydowanie nie jest czarna.
A: bzdury pleciesz, ta kulka wcale nie jest biala.
Widzicie to niezrozumienie w powyzszym dialogu?
B mysli i widzi, ze ta kulka nie jest czarna, i to mowi.
Widzi tez ze nie jest biala (ale tego nie mowi).
Osobnik A slyszac wypowiedz B ('kulka nie jest czarna') uznaje, ze B mowi, ze kulka jest biala (choc B wcale tego nie powiedzial) bo nie zna koloru szarego.
I dalsza rozmowa idzie w maliny.
Przyklad figurowo-cieniowy
(tu jest o WJa i Ho'oponopono też)
Wyobrazmy sobie trojwymiarowa figure, walec wiszacy pionowo.
Jego cien rzucany na podloge jest okragly.
Ale cien rzucany na sciane jest prostokatny.
Ludek X patrzy na cien na podlodze, widzi kolo wiec sobie wyobrazasz trojwymiarowa kule.
Za chwile widzi kwadratowy cien na scianie i jest zaskoczony 'o, kula sie zmienila w prostopadloscian!'.
Tymczasem tam caly czas wisi niezmiennie walec, ktory rzuca rozny cien, zaleznie od tego jak na niego popatrzec. Klopot ma jedynie ludek X jesli nigdy w zyciu nie zetknal sie z figura zwana walcem.
Moze opuscic pokoj z poczuciem dysonansu poznawczego, moze sie wkurzyc, ze ktos mu robi na zlosc i zamienia figury w czasie gdy on przenosi wzrok z podlogi na sciane. Tymczasem, patrzac z boku, dokladnie widac co ma miejsce. Widac tez, ze jesli ludek X nigdy nie zetknal sie z walcem to moze byc dla niego niemozliwe wyobrazenie sobie trojwymiarowej figury jaka faktycznie wisi w pokoju.
Tutaj w sekrecie dodam, że identyczny mechanizm działa gdy z naszych myśli tworzony jest nasz świat. Otóż nasze przekonania, nasze emocje, nasze myśli materializują się w tym świecie dokładnie w taki sam sposób. I często kilku zdarzeń niepodobnych do siebie nie łączymy w jedną całość, nie wierzymy, że ich przyczyną może być pojedyncza myśl. Wydaje nam się, że jeśli coś przejawiło się w naszym życiu jako setka różnych bolesnych zdarzeń, to na pewno istnieje setka różnych bolesnych myśli. To złudzenie, jak z tym walcem. Być może przyczyną setki bolesnych zdarzeń jest pojedyncza myśl, która się nam materializuje co i rusz w różnych kształtach, tak jak walec - raz jako koło, raz jako prostokąt. To dlatego warto zaufać WJa w oczyszczaniu się od obciążających myśli i przekonań. Zaufać i wiedzieć, że jeśli prosimy o uzdrowienie czegoś, a odpowiedź przychodzi zupełnie bez sensu (dla nas) to i tak trzeba pójść za tym. Modlę się o usunięcie tego cienia-prostokąta z mojego życia. Odpowiedź na modlitwę przychodzi - usuń tamto koło. Nie widząc związku mogę się upierac przy modlitwie o usunięcie prostokąta. Tymczasem, gdybym odstawił swoją ograniczoną logikę na bok, zaufał, i uzdrowił i usunął koło, to zdziwilbym sie, że również prostokąt zniknął.
Tak, wszechświat jest holograficzny, nasze myśli są holograficzne, wielowymiarowe, a rzutując się na nasz ograniczony czterema wymiarami świat czasu i przestrzeni sprawiają wrażenie, że są inne, niż faktycznie.
To również wyjaśnia, dlaczego Ho'oponopono działa. Niby pracujemy ze sobą, ze swoim umysłem, ze swoimi przekonaniami, a jednak efekty pojawiają się w życiu innych osób, i to całkiem namacalne. A to dlatego, że jesteśmy (umysłami) połączeni, holograficzni, i tak naprawdę, pracując ze sobą, pracujemy z całym światem. To się ludziom twardo myślącym nie mieści w głowie i odrzucają sensowność działania Ho'oponopono. Oni myślą, że aby uzdrowić coś w osobie X potrzebują coś robić z osobą X. Skuteczność Ho'oponopono udowadnia że jest inaczej, udowadnia, że nasze umysły są połączone, i pracując z samym sobą równie silne efekty stwarzamy w świecie innych.
Komentarze: 3
Opublikowany: 14.02.2010, 20:25:37.
Kategoria:
bez kategorii
To jest kopia mojej wypowiedzi na forum, dotyczy odżegnywania się i odcinania od telewizji od czegoś co jest be zjada czas niefajne niemiłe treści a fuj!
huna się kłania - ze stosunkiem do telewizji to klasyczna sprawa.
Trzeba uważać żeby sobie nie zrobić kuku i nie zatrzasnąć się w sztywnej postawie.
Otóż sztywna ocena/postawa wobec czegoś w zewnętrzny świecie świadczy o tym, że zapomnieliśmy (w tej sprawie) o zasadzie huny. Cała moc pochodzi z wnętrza. A zatrzaśnięcię się w sztywnej ocenie czegoś w tym świecie oznacza oddanie części swej mocy temu czemuś.
Czyli możemy uczynić telewizję czymś złym w swoim życiu, uciec od niej by odciąć się. Czyli - oddać część mocy, władzę telewizji. Uczynić telewizję czymś co na nas źle wpływa, zabiera czas. Jeśli to komuś odpowiada (cytowany przez Betę ludek) to w porządku oczywiście, nasz wybór jest święty, wolna wola. Ale jest w tym pewne niebezpieczeństwo. Otóż jeżeli treści pompowane przez telewizję źle na nas wpływają to znaczy że nosimy w sobie coś co z nimi rezonuje. Zamiast uciekać od tych treści (czyli poprzez ucieczkę od telewizji) i udawać, że ich w nas nie ma warto się z nimi w swoim umyśle skonfrontować po to, by uwolnić związane z nimi emocje, bolesne wspomnienia, lęki. Na przykład - przez ho'oponopono czy inne techniki. Wtedy, po oczyszczeniu podświadomości, telewizja przestanie mieć na nas negatywny wpływ bo nie będzie pobudzała tzw. negatywnych treści, których w naszym umyśle już nie będzie. Telewizja stanie się po prostu neutralnym elementem naszego świata, z którym nie będą się wiązać żadne specjalne emocje. Nie będzie miała żadnej mocy nad nami bo nie będziemy jej dawać swej mocy. Zyskamy wolność w tym obszarze. A cenny dla huno-ludków efekt będzie taki, że Wja będzie mogło wykorzystać telewizję jako dodatkowy kanał inspiracji, co może być niezwykle cenne.
Jest jeszcze inne niebezpieczeństwo w sztywnej ucieczkowej postawie 'telewizja jest be' (czy cokolwiek innego jest be). To, że telewizja nas dołuje czy źle wpływa na nas oznacza, że te nielubiane niechciane treści są w nas samych, w naszym umyśle. I - niestety - unikanie konfrontacji z nimi (by uwolnić i oczyścić) może sprawić, że zmaterializują się w naszym życiu w mniej bezpieczny sposób. Przykład - jeśli wiadomości o morderstwie pobudzają w nas jakieś silne emocje i lęk, to znaczy, że nosimy w sobie bolesne lękowe wspomnienia z przeszłości (poprzednie życia, dzieciństwo, a może inne wyparte treści). Te bolesne wyparte treści będą dążyły do przejawienia sie w życiu - po to byśmy w końcu jest dostrzegli i uzdrowili. Telewizja jest doskonałym narzędziem do tego - tyle w niej gęstych niemiłych treści, że łatwo pobudza wszelki śmieć w naszym umyśle. I możemy go dostrzec i się go pozbyć, uwolnić bolesne wspomnienia. Ostateczny efekt będzie taki - że telewizja nie będzie mieć nad nami władzy, nie będzie wzbudzać emocji, odrzucać, będzie zaś kolejnym neutralnym narzędziem którego możemy w razie potrzeby użyć. A mimo wszystko wartościowe treści w telewizji też się zdarzają, nie tak wcale rzadko. No i ten dodatkowy kanał komunikacji z WJa, to też jest świetna moim zdaniem rzecz.
To podobnie jak z samochodami - są fanatycy, dla których to paskudztwo, be, zakopać wszystkie auta najlepiej. Tymczasem, zdarzają się sytuacje, gdy auto jest szalenie przydatne, np. pozwalając szybko dotrzeć gdzieś w razie nagłej potrzeby.
Podsumowując - cała moc pochodzi z wnętrza. Możemy oddać telewizji władzę nad nami, nad naszymi emocjami, odżegnać się od niej, wyrzucić przez okno czy zakopać w ogródku. Tak jak możemy zrobić z innymi nielubianymi sprawami - by uciec od nich. Ostatecznie możemy mieć ochotę uciec przed całym światem do pustelni na szczycie góry. Ale to ślepa uliczka. To niehunowa postawa. Postawa hunowa oznacza świadome zwracanie uwagi czemu dajemy moc. W przypadku telewizji oznacza to - na przykład u mnie - oczyszczenie podświadomości tak by telewizji mocy nie dać żadnej. W efekcie są tygodnie gdy telewizor nie gra, są dni gdy gra godzinami, ale po oczyszczeniu śmiecia z podświadomości to ja decyduję co oglądam i jak reaguję. Negatywe wiadomości nie wzruszają mnie, nie oglądam ich specjalnie ale jak się przypadkiem trafi, to ich nie zauważam.
Ach, jedna jeszcze historia o uciekaniu od treści w podświadomości (=oddawaniu mocy temu) zamiast konfrontacji i oczyszczenia tych treści. Nie będę się rozpisywał bo każdy łapnie o co chodzi. Otóż temat raka był tematem tabu w mojej rodzinie. Uciekałem od niego jak się dało. Artykuły o raku w prasie budziły gęsią skórkę i szybko przewracałem kartkę. Programy TV o raku tak samo odrzucały, gasiłem odbiornik. Wieści o chorych osobach w rodzinie czy w internecie powodowały podobny odruch. Efekt? Czytelnicy tego portalu łatwo wydedukują.
Swoje dziecko uczę wolności - by była świadoma czemu oddaje moc. Gdy w telewizji leci gęsty program, to zamiast gasić odbiornik oglądamy razem i komentujemy, rozmawiamy co to za treść, obśmiewamy, rozluźniamy, uwalniamy. W efekcie wiem, że w podobny sposób dzieciak nauczy się świadomie odnosić do treści w internecie, albo tych przekazywanych przez inne osoby.
Aloha!
Moc jest w nas i to my możemy uczynić cokolwiek w świecie błogosławieństwem albo przekleństwem. Tak potężna jest moc naszego umysłu.
Podsumowanie: - telewizja to świetnie narzędzie do odkrycia, jakie też szkodliwe treści nosimy w swojej podświadomości by je wyłapać i uwolnić się spod ich władzy (a w efekcie zyskać pewność, że się nam w życiu nie zmaterializują)
Komentarze: 0
Opublikowany: 08.02.2010, 20:52:26.
Kategoria:
bez kategorii
Oto i odnalazłem kolejną istotkę, która miała doświadczenie Dotknięcia Nieba bardzo podobne do mojego (tak to wygląda sądząc po wywiadzie z nią i tym co pisze na swoim blogu). Cudnie! Przypuszczam, że takich kwiatków jak Carrie będzie coraz więcej, bo taki czas mamy. Ona nazywa to oświeceniem/objawieniem (enlightement/revelation). Opisała swoje doświadczenia i przeżycia, łącznie z praktycznie całą biografią w książce. Wygląda smakowicie.
Wszystko po angielsku, póki co.
Książka nosi tytuł Long time no see i - co ciekawe - jest, prócz wersji papierowej, dostępna w wersji elektronicznej z Amazonu do czytania na przykład na Kindle, na iPhone albo po prostu na pececie za pomocą darmowego programu kindle for PC.
Linki:
Komentarze: 5
Opublikowany: 07.02.2010, 16:19:13.
Kategoria:
bez kategorii
Wszyscy znają historię psa, który w ostatnich dniach został cudem odnaleziony na pełnym morzu na krze i uratowany. Media skupiają się na faktach, które - wedle rozumienia tego świata - są uderzające, sensacyjne wręcz, niesamowite. Że pies dryfował na krze 27 km od brzegu. Do tego 3 km (albo mile morskie) od szlaków żeglugowych. Do tego, że zima, gdzie niewiele statków w ogóle kursuje po Bałtyku. Że przetrzymał zwierzak cztery zdaje się dni w zimnie i mrozie ale ostatecznie wyszedł z tego bez szwanku. I tak dalej. Nie będę o tym pisał.
Przedstawię tutaj krótko prawdziwą historię tego zdarzenia. Taką, jakim ono było faktycznie. Z położeniem nacisku na to, co ma znaczenie, pomijając to co bez znaczenia, a czym tak bardzo fascynuje się świat mediów. Do podobnych obserwacji jak moje pewnie doszło wiele osób, które wiedzą, że to duch rządzi materią a nie odwrotnie. Takich, które znają moc Miłości i wiedzą, że to ona jest siłą stwarzającą to, co widać z świecie materialnym. Wystarczy przeczytać kilka artykułów prasowych a potem połączyć fakty, ale nie wedle logiki tego świata, który uznaje pojęcia jak 'przypadek' i 'prymat materii', ale wedle innej logiki, logiki serca, logiki ducha. Oto historia.
Żył człowiek, pan Adam, który był oddany swojej pracy całym sercem. Równie bardzo kochał zwierzęta. Jego trybu życia nie była w stanie zaakceptować żadna kobieta, dlatego u jego boku przez kilkanaście lat była Sara, ukochany pies. Pan Adam pracuje na statku jako oficer mechanik, do tego jest ratownikiem WOPR, ratownikiem morskim i morsem. Do tego pełni jakąś funkcję w jakiejś organizacji zajmującej się zwierzętami, nie pamiętam jaką. Kochał i kocha zwierzaki całym sercem, z wzajemnością. Gdy odeszła z tego świata jego ukochana Sara, zrobił jej trumnę, pochował, nawet zrobił jej pomnik. Grób psiaka regularnie odwiedza, składa na nim kwiaty. Ale jego serce cierpiało. Odeszła towarzyszka jego życia, i miejsce obok niego pozostało puste. Miłość, którą ten człowiek jest w stanie obdarować innych i zwierzęta, nie mogła być przelewana na istotkę, która jest fizycznie namacalnie u jego boku. Podejrzewam też, że ból był tak wielki, że pan Adam nie chciał, nie mógł się zdecydować na wzięcie pod opiekę innego zwierzaka, pozostał sercem wierny Sarze. Ale moc Miłości jest wielka. Może czynić wszystko, może czynić cuda. Niektóre cuda są całkiem spektakularne, i wtedy dowiaduje się o nich cały świat. To Miłość skierowała psiaka gdzieś w okolicy Torunia na krę. To Miłość sprawiła, że kra oderwała się i zaczęła płynąć. To Miłość sprawiła, że psiak nie utonął i był w stanie utrzymać się na stosunkowo niewielkiej krze. To Miłość sprawiła, że nie udało się psiaka zdjąć z kry strażakom w dwóch miejscach, gdzie takie próby, z wielkim zaangażowaniem, wedle relacji, podejmowano. To Miłość skierowała krę dokładnie w to miejsce, gdzie przepływał statek IMGW w panem Adamem na pokładzie. To Miłość kierowała osobami, które psa zauważyły. To Miłość kierowała panem Adamem, gdy zmarznięte i przestraszone stworzenie z trudem zdejmował z kry. To nie jest łatwe zadanie, na filmach można obejrzeć jak wyglądało, w artykułach poczytać o trudnościach. Gdyby pies w ciągu tych czterech dni wpadł do wody, utonąłby bardzo szybko. To Miłość sprawiła, że się na krze utrzymał i do niej nie wpadł, przez tak długi czas. To Miłość sprawiła, że żadna fala, ani żaden wiatr nie stącił psa do wody. Tak, bo zarówno fale, jak wiatry, jak i cały ten świat, podporządkowane są Miłości. To Miłość sprawiła, że gdy psiak podszedł po lodzie do pontonu z panem Adamem, a kra przechyliła się i zwierzak wpadł do wody, to jednak znalazł siły by wypłynąć na powierzchnię i łapami zaczepić się o sznur wokół pontonu. To Miłość dała siłę panu Adamowi by chwycić wtedy psa i wyciągnąć go z wody. To miłość sprawiła, że pies otrzymał odpowiednią opiekę i szybko wrócił do sił. To dzięki Miłości pies jest zdrowy. Bez przeszkód został formalnie marynarzem, członkiem załogi, a Nuka, inna przedstawicielka jego gatunku, uczyła go poruszania się po statku, trapach i schodach. To Miłość sprawiła, że w ramiona pana Adama został rzucony w zupełnie irracjonalnie czarodziejski sposób Baltic - tak psa nazwano. Tutaj doskonale pasuje zakończenie z bajek - "i od tej pory żyli długo i szczęśliwie". Pewnie z Tamtej Strony, inna psia istotka, niematerialna już, Sara, patrzy na to i się cieszy. Pewnie jest szczęśliwa, że jej ukochany pan zyskał nowego przyjaciela, którego będzie mógł kochać tak samo, jak ją kochał.
Takich cudów, jak ten, jest wiele, codziennie. Nie są spektakularne. Nie trąbi o nich telewizja. Żeby je zobatrzyć trzeba odrzucić skalę wartości i sposób myślenia tego świata - czyli pojęcia jak przypadek, przekonanie o tym że jesteśmy fizycznymi oddzielonymi od siebie bytami . Wówczas widać, jak Miłość kształtuje nasze życie i nas prowadzi, niezawodnie, w każdej sekundzie stwarza zdarzenia. Widzieć, jak ludziom wierzącym w iluzję praw tego świata, a więc nie widzącym mocy Miłości, jak im ta Miłość przejawia się codziennie, próbując ich nauczyć Prawdy, próbując ich Przebudzić, uwolnić ze snu lęku, smutku, przypadku i chaosu, snu nieprzewidywalości, przemijalności i cierpienia. Miłość każdego z nas budzi do snu pokoju, radości i szczęścia, snu pewności i stałości, snu przewidywalności i dobra. Balticowi ani jeden włos nie mógł spaść z głowy (sierściowy włos  ) bo wszystko prowadziła Miłość. Nie było w tym żadnego przypadku. Miłość wybrała taką a nie inną drogę, by te dwie cudowne istoty ze sobą połączyć.
Gdy rozumiemy Prawdę, gdy rozumiemy zasady rządzące tym światem, zupełnie odwrotne od tego, co oficjalnie uważa się za prawa tego świata, wówczas widzimy prawdziwą naturę rzeczy. I wzruszające cuda, jak ten z Baltikiem, widzimy codziennie. I cieszymy się nimi. Mamy oczy i widzimy, mamy uszy i słyszymy. Doświadczamy piękna i dobra. Doświadczamy pokoju i Miłości. Widzimy prawdziwą naturę tego świata i jedynym naszym pragnieniem staje się, by inni również otrząsnęli się ze smutnego snu o tym, czym jest ten świat i by każdą chwilę ich życia również wypełniła Miłość. A tak naprawdę, by po prostu dostrzegli, że Miłość jest obecna, że zawsze była jedynym prawem, które rządzi tym światem, a oni jedynie uwierzyli w bzdurne opowieści o tym, czym ten świat jest i byli przekonani o ich realności.
Wiwat Baltic! Wiwat pan Adam! Wiwat dla Siły, która tę historię stworzyła po to, by ludzie znów mieli szansę dotknąć Prawdy w swoich sercach i poczuć głębokie wzruszenie, które zawsze jest objawem otarcia się o tajemnicę życia, o Prawdę. To wzruszenie, po Przebudzeniu, już na stałe nam towarzyszy, jest nieodłącznym elementem naszego istnienia.
Komentarze: 0
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» e tam :)
Dodano: 26-02-2010
Autor:
Akamai
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
Obecnie jest 2 gości online |
 |
Polecamy |
Przyjaciele |
|  |