 |
 |
 |
Nieszczęścia chodzą parami |
| Lambar |
Wysłany: 06.01.2010r. o 15:09 |
|
Zarejestrowany:
02 August 2002r.
Postów: 812
Status: offline
ostatnia wizyta: 12.03.10 | Tak, bywa też, że nieszczęścia chodzą cały stadami.
Ale ale! my to dobrze przecież wiemy proszę pana,
przecież Hunę studiujemy!
A więc morał jest takowy:
że i szczęścia chodzą w większych grupach
Jak coś ma się nie udać to napewno się nie uda
albo to co powyżej napisałem:
nieszczęścia chodzą parami
to takie negatywne nakręcanie się. Jest wiele powiedzonek które oddają te pochmurne klimaty które ludziska do siebie spraszają.
Huna pokazuje że zwracając uwagę na coś, to właśnie wzmacniamy.
A więc warto świadomie samemu się pozytywnie nakręcać zamiast rozdłubywać ograniczenia.
Przykładowo kładąc się spać warto porozmyślać o tym co dobrego spotkało mnie ostatnio oraz jakie dobre sny mnie czekają, no i oczywiście - jaki jutro będzie pomyślny/wspaniały dzień.
Budząc się rano mogę podziękować za sen, mogę podziękować za wczoraj, za poprzednie dni etc.
no i chyba najważniejsze: mogę podziękować za dzień dzisiejszy, za wspaniałe wydarzenia które nadejdą.
Skoro teraz jestem zadowolony, a szczęścia chodzą parami,
to cóż dobrego mnie wkrótce czeka!
tak wygląda Huna w pigułce
Jeśli czytelniku pomyślisz że to jest naiwne rozmyślnie,
to gwarantuję Tobie, że jest wielu ludzi, takich przepełnionych radością życia, czerpiący z życia, cieszących się nim,
którzy na myśl, że można złorzeczyć, oczekiwać problemów, rozgrzebywać je, żyć nimi - to dla nich wyda się to naiwne, a napewno będą to uważać za bardzo nierozsądne.
Rozsądnym jest oczekiwać najlepszego, dzielić się, radować i dziękować będąc przepełnionym wdzięcznością.
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| Google AdSense |
Wysłany: całkiem niedawno |
Zarejestrowany:
31 January 2010r.
Status: online
|
|
| Amadeusz |
Wysłany: 09.01.2010r. o 09:14 |
|
Zarejestrowany:
27 July 2006r.
Postów: 225
Status: offline
ostatnia wizyta: 18.02.10 | Szczescia chodza stadami
(od kilku do kilku tysiecy sztuk ) |
 |
|
|
| ines |
Wysłany: 15.01.2010r. o 20:46 |
|
Zarejestrowany:
19 July 2009r.
Postów: 8
Status: offline
ostatnia wizyta: 19.02.10 | "Życie jest dziwne" - pisała Gertruda Stein - "nigdy doprawdy nie wiadomo, z której strony nadejdzie szczęście". Trzeba być zawsze przygotowanym, wszak nie znamy dnia ani godziny ;) |
 |
|
|
| Zeb12 |
Wysłany: 17.01.2010r. o 13:38 |
|
Zarejestrowany:
12 January 2009r.
Postów: 65
Status: offline
ostatnia wizyta: 11.03.10 | A na dodatek szczęścia są potężnie zaraźliwe (w przeciwieństwie do nieszczęść). Pisałem tutaj o tym rok temu, na początku mojej kariery, dla przypomnienia wieeelki skrót. Jacyś tam badacze (można sięgnąć do mojego oryginalnego wpisu na blogu albo na forum) nawet coś potwierdzili w tym obszarze.
Chodzi o to, że szczęścia są zaraźliwe i promieniują na osoby w naszej bezpośredniej bliskości (sąsiadów, itp.) a także na osoby z którymi jesteśmy blisko, niezależnie od fizycznej odległości jaka nas dzieli. Osoby prawdziwie szczęśliwe o tym wiedzą i obserwują to w swoim życiu. Widzą też na każdym kroku, jak inni do nich lgną, uśmiechają się. Gdy idzie ludek świecący wewnętrznym prawdziwym szczęściem to jest jak ogromna latarnia. Uwielbiam gdy w sklepie przy kasie widzę zmęczoną panią kasjerkę, która ledwie nabija towary na kasę. Podchodzę z towarami i uśmiecham się do niej, a w duchu błogosławię ją całą siłą, chwalę Wielką Cudowną Istotę, mówię do jej ducha, do jej Wyższego Ja z miłością. Pani zazwyczaj zaczyna błyszczeć niemal namacalnie, prostuje się, uśmiecha, głos staje się bardzo miły, bardzo często zażartuje coś. Pewnie nawet nie wie dlaczego. Ja dziękuję jej i Stwórcy za to, że jesteśmy połączeni i że możemy mieć na siebie taki cudowny wpływ. Podobnie uwielbiam w pracy rozgęścić atmosferę tak, by ludki zduszone i zmęczone robotę dostały nowy entuzjazm i radość i pomysły i zapał. A wszystko dzieje się samo, bo promieniujące szczęście taką ma moc. Nie potrzeba nawet słów. Wszyscy jesteśmy połączeni. Błogosławiąc w kimś Wyższe Ja i widząc kogoś jako Wyższe Ja, nieśmiertelne i wieczne, przejawiające się w jakimś ciele, sprawiamy że to WJa tej osoby silniej się zaczyna uwidaczniać, natychmiast.
Tak, szczęście jest zaraźliwe. Po moim wyzdrowieniu i uświadomieniu sobie tego i wzmacnianiu, w rodzinie wydarzają się kolejne cuda zdrowotne. Jeden jest właśnie w trakcie.
Szczęście jest szalenie zaraźliwe - jeżeli osoba, z którą się stykamy albo która jest blisko ma w sobie jakiś zalążek szczęścia, to z łatwością nasze szczęście rozpala tę iskierkę w tamtym ludku. Świadomie wzmocniony wpływ potrafi wzniecić pożar.
Fajnie jest widzieć ten mechanizm, cieszyć się szczęściami wokół wiedząc, że jeżeli komuś szczęście zaświeciło to i na nas ma wpływ. Super napędzające się koło. I co ważne - wspaniale jest widzieć, że nieszczęście nie jest zaraźliwe wcale. I upierdliwy uparty zamknięty w narzekaniu sąsiad wpływa na otoczenie ze znikomą siłą. To tak jak ze światłem. Świeczka w środku pokoju rozświetla go całego, światło rozprzestrzenia się, ciemność ustępuje. Ciemność zaś - nie rozprzestrzenia się. Bo ona jest niczym, jest tylko brakiem światła.
Szczęśliwy człowiek - świeci. Nieszczęśliwy - on nie 'ciemni', on po prostu zasłania się przed światłem, to kosztuje go sporo wysiłku. I nie jest w stanie 'ciemnić' na innych w ten sam sposób, w jaki osoba szczęśliwa ogrzewa szczęściem świat.
Buziaczki! |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 17.01.2010r. o 22:34 |
|
Zarejestrowany:
02 August 2002r.
Postów: 812
Status: offline
ostatnia wizyta: 12.03.10 | dlatego potem człek tylko świeci
ale najwpierwej to ludziowi wydaje się, że światło jest gdzieś daleko, że trzeba się narobić, że powalczyć o latarnię, że nachodzić się też wypada etc.
a latarnia jest pod ręką,
była, jest i będzie
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| Asia1234 |
Wysłany: 29.01.2010r. o 22:08 |
|
Zarejestrowany:
15 June 2009r.
Postów: 21
Status: offline
ostatnia wizyta: 02.03.10 | Wspaniale jest wpływać dobrze na ludzi, znam osoby w których towarzystwie humor się poprawia, ale chyba nie każdego się da uszczęśliwić.
Tutaj opiszę dziwną sytuację jaka panuje w mojej rodzinie. Przepraszam za zwierzenia.
Przez cały ten semestr byłam bardzo zajęta, do domu wracałam codziennie późnym wieczorem i nie miałam zazwyczaj wolnych weekendów. Od ponad tygodnia więcej czasu spędzam w domu, żeby się uczyć do egzaminów. Tylko po dwóch takich dniach zrobiłam się zniechęcona, płaczliwa, wpadłam w depresyjny nastrój, z nauki też niewiele wyszło, więc następnym razem pojechałam do biblioteki, bo w domu jednak nie mam żadnych warunków. Dodam od razu czym od półtora miesiąca zajmuje się mój ojciec: ogląda telewizję, śpi i co jakiś czas pije. Nie pracuje już w ogóle, co jakiś czas się poawanturuje i to jedyna jego aktywność. Ograniczył alkohol, ale problemem jest to, że on nie wychodzi z domu. Przez całą noc ogląda telewizję, a w dzień śpi. Nie wiem, czy to możliwe, może tylko mi się tak wydaje, ale mój ojciec rozsiewa wokół siebie coś co negatywnie wpływa na rodzinę. Nie czuję się dobrze w tym mieszkaniu, już wcześniej mama mi mówiła, że ogarnia ją taka beznadzieja. Nikomu nie chce się nic robić, sprzątać itd. Wierzę, że można być niezależnym od panujących dookoła nastrojów, ale nie wiem jak to zrobić. Czy da się nie przejmować tej apatii czy tego czegoś? Widzimy jak ojciec marnuje czas, zalega cały dzień w jednym miejscu, i oczywiście na wieczór wychodzi niby do pracy (ma niestałe zajęcie, zależy od klientów), a po kilku minutach wraca pod byle pretekstem i wraca do telewizora. Doszłyśmy do wniosku, że to nie może pozostać bez wpływu na resztę osób i stąd nasze emocje. Chciałabym pomóc mojej rodzinie, albo chociaż czuć się inaczej i być inna niż najbliższe otoczenie, ale jak to zrobić?
______________________________________________________
Człowiek własną pracą i wysileniem do wszystkiego dojść może.
Adam Mickiewicz
|
 |
|
|
| modero |
Wysłany: 30.01.2010r. o 15:14 |
|
Zarejestrowany:
07 May 2009r.
Postów: 24
Status: offline
ostatnia wizyta: 20.02.10 | Choć trudno to usłyszeć ,a co na okrągło powtarza Lambar ... to jednak błogosławienie !!!
daje każdej sytuacji uzdrowienie .
Błogosław swego Ojca i pozostałą rodzinę .
Rób to 3 x dziennie po ... 30 kropli ... przez 30 dni – a najlepiej bez ograniczeń wszelkich ....
... kropla drąży skałę
a przez wieki ...
w piasek zamienia ...
góry całe . |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 02.02.2010r. o 11:45 |
|
Zarejestrowany:
02 August 2002r.
Postów: 812
Status: offline
ostatnia wizyta: 12.03.10 | Całkiem niedawno miałem ciekawy przypadek, który może komuś się przydać. Piszę "komuś" choć słowa te adresuję także do Asi, jednak nie jestem medium, nie potrafię zajrzeć do czyjeś głowy. Dlatego jedyne co mogę robić, to działać pod "natchnieniem" Góry. Przyszła taka natchniona myśl, taki impuls to ją spisuję. Pewnie choć jednej osobie się przyda kiedyś
Napewno mi się przyda tak tak, w trakcie spisywania człowiek sobie rzeczy w głowie układa, poza tym ponownie koncentruję uwagę na TYM czego chcę, co pragnę objawiać w życiu, zamiast na tym czego nie chcę.
Był taki czas, gdy miałem po kilka telefonów dziennie, które to były "irytujące" (pan przy budce z piwem by powiedział inaczej, i ja tak wtedy na te telefony mawiałem).
Ano jak nie jakiś przedstawiciel handlowy co to ma super sprzęt, to ubezpieczenia i inne takie. Nawet różne dziwne organizacje po pomoc wśród nich były. No i do tego dziwni klienci, tacy jakby jacyś nie z tych czasów, albo i z innej planety nawet.
Zwę takich dupozawracajce, jednakże nie nazwa jest ważna - chodzi o stosunek do tych "upierdliwych" ludzi.
W tamtym okresie mocno przeżywałem te telefony. Czasami z przyjacielem o nich pogadałem czy z jakimś znajomym, albo o tym rozmyślałem w następujący sposób: ciekawe jakie durności jutro usłyszę.
I tak mijały dni. Ja coraz mocniej kierowałem uwagę na to, czego nie chciałem. Potęgowałem to elegancko, po mistrzowsku. I nawet zapomniałem o swoim starym pięknym nawyku (gdy usłyszałem mój dzwonek, to zastanawiałem się co dobrego usłyszę, posyłałem radość w kierunku telefonu i tego kogoś po drugiej stronie).
Aż w końcu "zły czar" prysnął. Stało się tak ponieważ dałem sobie spokój ze skupieniem na temacie. Wtedy cała sprawa odeszła/sniknęła. I co ciekawe - nie zrobiłem tego świadomie. A to głupek! (teraz tak mogę o sobie pomyśleć ) Byłem po prostu zmęczony całą tą sytuacją i doszło do tego, że nie ważny był dla mnie telefon, ani rozmowy, ani nic z tym tematem związane. Ot zadzwonił to dobrze, nie zadzwonił to też dobrze. Zadzwonił ktoś mi bliski to ok, jak zadzwonił dupozawracacz to nic się nie stało - zwięźle dziękowałem za rozmowę, nawet zanim jeszcze nie zdążył się rozkręcić.
Widzę też jedną fajną sprawę w tym. Jak temat stawał się dla mnie "bez-znaczenia". Najpierw gdy dość szybko dziękowałem wciskaczom towarów i usług, to niektórzy się burzyli że ja taki jakiś prawie cham albo durnowaty bo nie wiem co tracę. Czasami musiałem krótko im wyjaśnić że do niczego nie potrzebuję tego czegoś od nich. Co też uczyło mnie nie-przykładania-wagi-do-tematu.
A po jakimś czasie perfekcyjnie trafiałem w chwilę po krótkim przedstawieniu super oferty, gdzie mogłem wtedy spokojnie podziękować a mój rozmówca oddziękowywał i się rozłączał.
I nie mam już "dziwnych" telefonów. I wiem, że nawet jakby ponownie się zaczęły, to kierowałbym w stronę dzwoniących tyle radości, ile jestem w stanie, dziękowałbym im za rozmowę, grzecznie i bez irytacji odpowiadał że nie potrzebuję, a jakby przeciągali rozmowę to bym nie popadał w irytację etc. Po prostu nic się nie stało, zadzwonił do mnie ludek, który widać potrzebuje usłyszeć trochę ciepła w głosie.
Naprawdę jak teraz patrzę, to fenomenalna historia. Aż człek łapie się na tym, jakie małe cuda w jego życiu się wyrabiają. Jakie to szkolenie przechodzi często nieświadomy.
I ta historia to metafora na różne inne "przypadłości".
Huna powiada: o czym rozmyślasz, co przeżywasz, co robisz - to wszystko wzmacniasz i to będzie z pewnością mocniej występować w twoim życiu.
Tak więc pierwsze co to należy określić problem, czego oczekuję,
czy ja chcę:
- mieć upierdliwych wrednych dupozawracaczy wyprawnych z wszelkiej godności, którzy tylko patrzą jak mnie wydoić z moich pieniędzy?
- mieć telefony od miłych ludzi, telefony które coś dobrego wnoszą do mojego życia, sprawiają radość etc.?
a potem to już wiadomo jak postępować.
I nie ma gadania że to bez sensu, że to nie zadziała,
do tej pory wszystko co w moim życiu się nazbierało, to sam to skumulowałem,
bez sensu to jest gadanie, że można rozdłubywać problem z każdej strony, przejmować się nim, przeżywać go etc. i myśleć że on w ten sposób zniknie z mojego życia.
Problem zniknie jak będziemy koncentrować się po drugiej stronie tematu.
Oczywiście można go porzucić czyli nie koncentrować się w ogóle, sprawić aby stał się dla nas nieistotny. Ale "problem" który jest dużą bolączką trzyma się nas jak na SuperGlu. Więc zamiast czekać aż klej skruszeje (a normalnie to tego kleju dolewamy), to lepiej zastosować jakiś rozpuszczalnik. To jest właśnie koncentrowanie się po drugiej stronie kija.
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 07.02.2010r. o 22:56 |
|
Zarejestrowany:
02 August 2002r.
Postów: 812
Status: offline
ostatnia wizyta: 12.03.10 | Nie minęło wiele dni, a był to piątek, gdy zostałem zasypany telefonami od moich ulubieńców
Czyli oferowali mi w super promocji: abonament, tonery, ubezpieczenia i coś tam jeszcze. Ogólnie 4 telefony z "okazjami".
Widać moje wspomnienie pobudziło jakieś sznurki wszechświata i ponownie doznałem tego, co przetrawiłem pisząc w poprzedniej wiadomości.
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
» e tam :)
Dodano: 26-02-2010
Autor:
Akamai
|
 |
Logowanie |
Kto jest online |
 | ZIGGY | | Obecnie jest 1
gość i 1 użytkownik
online |
|
 |
Przyjaciele |
Polecamy |
|  |