Nie rozumiem za bardzo problemu.
Dąż swoją ścieżką błogosław i wzmacniaj co dobre w każdym. Jak będziesz się skupiał na cięzarach to będziesz wokoł widział same ciężary. Ktoś może uważać, że Twoja ścieżka nei jest tą właściwą. Spójrz na wpis Zeba12 o Dronkach i Spczółkach.W ogóle poczytaj jego wpisy blogowe i Lambra.
Każdy jest odpowiedzialny za swoje decyzje. Ty możesz myślą wzmacniać i błogosławić czyjąś wewnętrzną moc, jego własną mądrość, to co widzisz w nim dobre. Ale jeden bedzie realizował swoją ścieżkę zostając księdzem a inny alkoholikiem. Nie możesz mówić komuś, że jego duchowy wybór jest zły. Oczywiście na poziomie rzeczywistości możesz komuś doradzić jeśli tego chcesz. Ale sam wiesz jak jest z poradami- i tak mielimy to przez własny umysł i doświadczenie. Jeden skorzysta , inny nie.
Piotr,
Eli dobrze napisała, a skoro mnie wywołała to dopiszę swoje trzy grosze.
Zależnie od tego, czyś Dronką czy Spczółką, mówisz tym samym językiem co ja, albo może zupełnie odwrotnym. Stwierdź sam.
U pewnych osob pojawia sie wrazliwosc, pojawia sie Przebudzenie albo jego poczatek albo jego namiastka, zwiastun.
Na chwile, na stale, z czasem wszystko sie krystalizuje.
Opadaja zaslony.
Wtedy widzisz innych takimi, jakimi sa.
Widzisz ich dusze, ich wybory.
To moze bolec, jesli to sie bierze za bardzo na serio i nie do konca jeszcze rozumie o co tu biega.
Jestesmy poteznymi istotami bez ograniczen.
To, co widzisz jako cialo to tylko obraz danej osoby.
Osoba na prawde jest czyms wiecej, czyms znacznie znacznie wiecej.
Nie sposob sobie tego wyobrazic, tego mozna tylko doswiadczyc i wtedy sie wie.
Wtedy widzisz wszystkich (nie mowie o cialach!) jako zlaczonych ze soba, a do tego caly czas zlaczonych ze Zrodlem, ktore je powolalo do istnienia.
Widzisz innych, tak samo jak siebie, jako potezne istotami ktore w kazdej sekundzie w 100% procentach kreuja swoj los.
W pelni wolnosci bo zaden zewnetrzny czynnik nie jest w stanie na nie wplynac... bo nie ma zadnego 'zewnetrza'.
A teraz w telegraficznym skrocie jak to moze wygladac z tym cierpieniem o ktorym napisales.
Przykladowy scenariusz - Istota wymysla sobie ze istnieje 'cierpienie'.
Potem wymysla sobie ze chce byc zdolna do cierpienia.
Potem wymysla sobie, ze to cialo bedzie cierpialo, albo cos mocno z cialem zwiazane.
Potem wymysla sobie sposob w jaki bedzie sobie zadawac cierpienie.
Zazwyczaj decyduje tez, ze chce zapomniec o swej mocy.
To po to, zeby w cierpieniu moc sie kisic nie pamietajac, ze w kazdej chwili moze zmienic swoj los.
Wymysla sobie wiec bezsilnosc, podatnosc na tzw. zewnetrzne czynniki.
Wymysla te rozne zewnetrzne czynniki.
Wymysla swoja slabosc, swoje ograniczenie.
Wymysla tez, ze nie chce pamietac, ze to ona sama sobie to wszystko wymyslila.
I dlatego wymysla, ze rzeczy i sprawy i istoty zewnetrzne moga miec na nia wplyw.
Moga byc czemus winne.
Moga sie sprzeciwiac skutecznie jej woli.
Wymysla takie cuda, z wlasnej nieprzymuszonej woli.
A ze jest wszechpotezna istota jak jej Zrodro, to...
wszystko to staje sie natychmiast jej rzeczywistoscia.
Doswiadcza efektow swoich mysli.
Doswiadcza swiata takiego, jak sobie wymyslila.
Konieczne do tego czesto jest zapomnienie tego, kim naprawde jest i jaka ma moc.
Wiec zastepczo uznaje siebie za cialo.
No i ma zabawe, swoj sen.
Tak to wyglada z boku.
Jesli chcesz kierowac sie Miloscia w zetknieciu z innymi ludzmi
i widzisz to co wyzej opisalem,
to zrob jak pisze Eli.
Skupiaj swoja uwage na tym, co bys chcial zeby bylo
a nie na tym, czego nie chcesz.
Jesli uznajesz cos za cierpienie,
to skup uwage na tym co to cierpienie zniesie
na przyklad na zdrowiu jesli dana osoba jest chora.
I tyle. Patrz na te osobe jako na wszechmocna istote, ktora jest zdrowa.
Choc chwilowo wymyslila sobie, ze jest chora.
Robiac tak wzmacniasz zdrowie w tej istocie.
Jesli tylko zaswita jej w umysle mysl o zdrowiu
zostanie wzmocniona natychmiast tym, czym ją obdarowales
czyli np zdrowiem
(o ile nie obdarowales jej mysleniem 'biedny chory cierpiacy czlowiek').
Taka jest Twoja rola.
W sumie proste
Oczywiscie caly czas szanujesz wolna wole innych
na sile niczego nie zrobisz
a jedynie mozesz pomoc otwierac im drzwi
do wolnosci
do przypomnienia sobie kim sa
Jak nie coeniac innych? Pomysl, ze tak naprawde kazdy z nas jest inny i kazdy ma inna "misję";) To, ze ktoś robic cos nie po Twojej mysli, nie znaczy ze robi cos zle. Ty masz swoje prawdy, ten ktoś ma swoje i na dobra sprawe oboje macie racje:D
_______________________________________________
Szansa jedna na bilion trafia się w dziewięciu przypadkach na dziesięć!
Czy uważasz, ze takie same zasady dotyczą zwierząt? Czy zwierzęta cierpią, bo same to sobie wykreowały i są za to w 100% odpowiedzialne ? Pytam poważnie, bo od dawna nurtuje mnie to pytanie...
Nie chodzi o to, żeby odciąć się od bodźców i przestać na nie reagować, bo to by była porażka, poddanie się, brak wolności, ucieczka od prawdziwego życia. Chodzi o własny rozwój, o stawanie się coraz silniejszą, mądrzejszą, świadomą istotą nie uciekającą od problemów a stawiającą im czoła, rozwiązującą je.
Nie wydaje mi się też, że istota wymyśla sobie cierpienie.
Jeśli kot złapał mysz, od myszy zależy czy będzie szukała szansy ucieczki, czy uwierzy we własne możliwości, czy się podda (ponoć 9o% polowań kończy się kocią porażką, więc ma spore szanse). Gdyby w tym czasie nie odczuwała cierpienia, bólu zadawanego kocim pazurem, strachu o własne życie, nie miałaby tej wolności wyboru, po prostu nie bałaby się, nie wiedziałaby, że będzie zjedzona, poddałaby się na starcie. Gdybyśmy nie odczuwali cierpienia z powodu braku jedzenia, umarlibyśmy z głodu. Cierpienie jest pożytecznym sygnałem, ze coś jest nie tak jak powinno. Nie chodzi o to aby się odciąć od cierpienia, ignorować je, tylko, żeby znaleźć ukojenie. Przecież jeśli chorujemy to leczenie nie polega na podawaniu środków przeciwbólowych, tylko na różnych zabiegach mających na celu uzdrowienie, czasem powodujących większe cierpienie niż sama choroba.
Skupianie się na tym, żeby nie odczuwać cierpienia zamiast na tym, żeby wyjść z sytuacji je powodującej, jest nieporozumieniem i poddaniem się, oznaką słabości.
Bez względu na to czy ktoś tak uważa czy nie, każdy jest kreatorem swojego losu w 100% tylko nie każdy dopuszcza ten fakt do swojej świadomości, z różnych przyczyn. Łatwiej za tkwienie w błędzie obwiniać kogoś lub coś niż siebie.
Cierpienie to brak zaspokojenia potrzeb od tych najbardziej podstawowych, fizjologicznych, emocjonalnych... do tych wyższego rzędu, np. kulturowych, duchowych itd. W hunie chodzi o to, żeby te potrzeby realizować, mało tego, żeby sięgnąć dalej, marzyć i spełniać marzenia, bowiem każda istota stworzona jest do szczęścia posiada moc i potencjał do jego realizacji.