 |
 |
Idź do strony: 1 - 2 - 3 - 4 [+1]
 |
Tycie |
| Eli |
Wysłany: 02.04.2009r. o 20:20 |
|
Zarejestrowany:
20 kwiecień 2008r.
Postów: 109
Status: offline
ostatnia wizyta: 09.09.10 | Taki właśnie banał. A jakoś mnie przerósł. Kiedyś mogłam jeść bez ograniczeń, ale no cóż nie jestem już nastolatką i zdecydowanie przemiana materii zwolniła. zawsze uwielbiałam jeść. Ale nigdy nie miałam problemów z wagą. A ostatnio zauważyłam nowe kilogramy, których sobie nie życzę.. A wcześniej starałam się kierować zasadą- mój organizm wie czego mu potrzeba, więc jem to na co mam ochotę... Niestety chyba wygrała zasada przyjemności i teraz jestem stale głodna, i jak usiłuję wprowadzić zdrową dietę (warzywka, brak słodyczy, i produkty mało kaloryczne) to po pierwsze cały czas i tak myślę o jedzeniu, po drugie wcale nie ma efektu a wręcz odwrotnie :( Potrzebuję wsparcia jak sobie poradzić bo jakoś mi nic nie wychodzi w tej kwestii.
W ogóle zauważam, że w kwestii swojego fizycznego ciała, to zupełnie nie realizuje idei mentalnego wpływu. Wydaje mi się, że się lubię, lubię sport i uprawiam go jak mam czas. A zauważyłam, że jak moje ciało nie jest zajęte to zaraz wymyśla różne wyimaginowane dolegliwości. A ja nie mam poczucia wpływu na nie:/ Chyba mi czapka na oczy spada w tej materii bo się czuję ogólnie bezradna- czy mnie boli głowa, czy nie mogę się skoncentrować, czy właśnie zbieram jakieś zbędne kilogramy- nie wiem co jest nie tak w tej relacji, ale coś nie gra. |
 |
|
|
| Google AdSense |
Wysłany: całkiem niedawno |
Zarejestrowany:
31 January 2010r.
Status: online
|
|
| David_Tua |
Wysłany: 02.04.2009r. o 21:35 |
|
Zarejestrowany:
26 lipiec 2007r.
Postów: 111
Status: offline
ostatnia wizyta: 25.05.10 | myśle że żródło tycia to sprawa indywidualna , ja np tyje najbardziej kiedy w mojej głowie kłębią sie myśli o niepewności materialnej , np w roku 2008 dla mnie najgroszym w historii w sprawach finansowych i mojej materialnej przyszłości utyłem do blisko 100 kg (przy ok 180 cm) , natomiast w 2007 kiedy myślałem że złapałem "Boga za nogi" w kwestach finansów ważyłem ok 83-85 kg , tak więc dla mnie oczywista jest korelacja niepewność=tycie ... ale każdy ma swój wzór , notabene z tego co wiem dochody koncernów produkujacych słodycze w ostatnim czasie wzrosły o kilkadziesiąt procent - także ten mój wzór może mieć dość powszechne zastosowanie
odkrycie tego wzoru należy tylko do Ciebie , może to mało merytoryczny post ale tak jest
|
 |
|
|
| Zulu |
Wysłany: 02.04.2009r. o 22:47 |
|
Zarejestrowany:
17 styczeń 2009r.
Postów: 6
Status: offline
ostatnia wizyta: 03.02.10 | Prawdopodobnie nie możesz schudnąć przez to, że dostarczając organizmowi zbyt mało kalorii spowolniłaś swój metabolizm, i przez to aby mieć jakiekolwiek dalsze efekty musisz teraz coraz mniej jeść przez co jesteś stale głodna. Interesuję się kulturystyka od wielu lat, przerabiałem już różne diety i udaje mi się redukować masę ciała nie będąc wogóle głodnym. Trzeba poznać swoje ciało i zobaczyć jak reaguje na dane kombinacje żywieniowe a to niestety troszkę trwa. W każdym razie dostarczanie zbyt małej ilości kalorii w stosunku do potrzeb organizmu powoduje magazynowanie tkanki tłuszczowej spalanie energochłonnej masy mięśniowej( mięśnie spalają o wiele więcej kalorii niż tłuszcz) i spowalnia metabolizm. Bardzo ważne jest uzupełnianie diety witaminami. Ja osobiście stosuje dietę, w której spożywam mało węglowodanów szczególnie węglowodanów prostych i staram się jeść produkty o niskim indeksie glikemicznym( żądnych makaronów tylko raz na tydzień ziemaniaki, na obiad kasza albo brązowy ryż- gotowane w miarę krótko tutaj tabelka http://zdrowezywienie.w.interia.pl/glikemiczny.htm) , jem dziennie 5-6 posiłków co 2-3 godziny, śniadanie nie później niż godzina po wstaniu, na śniadanie najwięcej węglowodanów gdyż i tak spali się je podczas dnia, oczywiście unikanie słodyczy a jak już chcemy zjeść coś słodkiego to tylko po posiłku a nigdy miedzy posiłkami. Trzeba pamiętać, że odżywianie w którym jednego dnia jemy mało a drugiego dnia nie wytrzymujemy psychicznie głodzenia się i jemy dużo prowadzi do jeszcze większego rozchwiania metabolizmu a w efekcie odłożenia tkanki tłuszczowej. Jedzenie warzyw( ale nie wszystkich) do każdego posiłku również podnosi metabolizm i przyspiesza spalanie kalorii a jesteśmy najedzeni :) Tutaj jest parę cennych informacji w miarę skoncentrowanych odnośnie żywienia odrzuć te informacje o siłowni a może się Tobie przydadzą http://www.sfd.pl/10_wskaz%C3%B3wek_%C5%BCywieniowych-t315293.html Dodam jeszcze, że nie warto chudnąc więcej niż 1 kilogram tygodniowo bo wtedy spalamy mięśnie co w dłuższym okresie czasu obniża nasz metabolizm i powoduje, ze możemy jeść jeszcze mniej, aby nie niszczyć mięśni trzeba pamiętać o jedzeniu odpowiedniej ilości białka. Również należy unikać stresów, mam podobnie jak David_Tua, ze w okresach wzmożonego stresu naprzykład podczas sesji egzaminacyjnej tyje na potęgę i chce mi się cały czas jeść co jest reakcją obronną naszego ku, które w oczekiwaniu zagrożenia woli się zabezpieczyć gromadząc w ciele zapasy :) Ja od jakis trzech tygodni próbuje sugestii skierowanych do ku typu : spalam tłuszcz buduje mięśnie:) Nie wiem czy to skuteczna metoda ja narazie ją testuje ale przez pryzmat zasad huny i nauczania Serga Kahilego Kinga powinna działać :) W każdym razie odradzam głodzenie się i polecam pokombinowanie nad swoim ciałem jak tu chudnąc będąc najedzonym, co jest jak najbardziej możliwe. ( jeśli chcesz przeskanuje o tym Tobie artykulik :) ) |
 |
|
|
| madam_ch |
Wysłany: 03.04.2009r. o 07:26 |
|
Zarejestrowany:
02 kwiecień 2008r.
Postów: 71
Status: offline
ostatnia wizyta: 30.06.10 | Ja rowniez polecam te stronki, ktore podal Zulu, szczegolnie sfd.pl
Ja w przeciwienstwie do Was, mialam odwrotnie, tzn. od zawsze chcialam przytyc, przy wzroscie 176cm wazylam 55kg, a stres zawsze powodowal utrate wagi.... Moglam jesc to co chcialam i ile wlezie i nic nie tylam! Badania mialam zawsze doskonale i zdrowie tez. Moze jestem z innej planety !? Nawet po ciazy mi nic nie zostalo ;( Dopiero stronki o kulturystyce itp. mi pomogly, ci ludzie naprawde wiedza duuuzo nt. zdrowego odzywiania.
Zastosowalam kilka wskazowek min. zaczelam regularnie cwiczyc, wlaczylam do diety kasze gryczana,jaglana, staram sie zjadac 7 posilkow dziennie i zadzialalo, w ciagu 3 tyg. przytylam 2kg, duzo lepiej sie czuje i wygladam ;) Narazie moja waga stoi w miejscu, chce jeszcze jakies 3-4 kg przytyc, mysle ze spokojnie to osiagne.
Uwazam, ze najwazniejsze to poznanie wlasnego ogranizmu i zainteresowanie sie na powaznie zdrowym odzywianiem.
pozdrawiam wytrwalych :) |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 03.04.2009r. o 09:21 |
|
Zarejestrowany:
02 sierpień 2002r.
Postów: 879
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.09.10 | A ja zawsze wierzyłem, że będę chudy. Jakoś się to we mnie utrwaliło, że inaczej być nie może. Zawsze tak siebie postrzegałem.
Acz po trochu coś próbuje się wedrzeć, taka myśl, że z wiekiem człowiek się marszczy i boczki się pojawiają, no i brzuch do przodu wystaje.
Gdy tylko takie świniaki pojawią się w moim umyśle, uśmiecham się w środku i przywołuję obraz chudego siebie.
Nie stosuję żadnych diet, jem co chcę i kiedy chcę, bywa częstokroć, że się obżeram jednego dnia, aby drugiego na głodniaka przechodzić. Nie biegam, nie ćwiczę, acz trochę pospaceruję, znaczy zachowuję trochę ruchu, ale to jest bardziej taka podstawowa dawka.
Ike się kłania. Czyli nie przejmuję się dietami, rozważaniem o otyłości itd. Bo mam obraz szczupłego siebie i to utrwalam.
Ale tu też jest mały szkopuł, bo o ile większość ludzi (prócz mieszkańców czarnego lądu) ma problemy z otyłością (jeśli chodzi o problemy z masą ciała), to niewielka część społeczeństwa narzeka na braki tych kilogramów. I mi czasami się to zdarza. Czyli tu ładnie jest to uwidocznione - na czym się skupiasz to wzrasta. Ktoś "walczy/męczy się" z otyłością, a ktoś inny z chudością. Mi czasami doskwiera brak masy, marzy się aby ważyć te parę kilo więcej. Ale i to opanowałem, czyli robię to samo co zawsze - wyrażam wdzięczność/radość/uznanie dla odpowiedniej masy ciała i utwierdzam się w tym, że taki szczuplak pozostanę jeszcze na długo.
Tu też się kłania to co wtrącam przy różnych okazjach - radość z efektu. Czyli gdy rozmyślam o samym sobie takim jakiego pragnę, to wyrażam sobą dobro, czyli pozytywne nastawienia. Nie ma w tym wątpliwości, zamartwiania się, nie ma strachu, przejmowania się, obaw a kiedy, a czy. Po prostu pomyślę, że super jest być szczupłym i wyrażam swoją postawą wdzięczność. To wszystko.
Świętej pamięci słynny kucharz Kuroń, w jakimś wywiadzie powiedział coś podobnego:
"Ludzie patrzą na siebie i widzą otyłość. Kombinują jak mogą aby tylko schudnąć. Ćwiczą, męczą się dużo i często, stosują odpowiednie diety. I co? No i chudną. Jednak to wszystko do nich wróci, ponieważ skupiają się na otyłości, na walce z nadwagą, widzą siebie grubego..."
(achtung! achtung! nie myśleć że ze mnie jakiś anorektyk, po prostu jestem mocno szczupły ;-D )
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| szatun |
Wysłany: 03.04.2009r. o 10:59 |
|
Zarejestrowany:
25 grudzień 2008r.
Postów: 24
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.12.09 | Cóż w ostatnich latach namnożyło się bez liku różnych uzdrowicieli i doradców w sprawie diet i zdrowego odżywiania.I każdy krzyczy że to własnie on jest the best. Są przeróżne teorie które przedstawiane są jako jedynie słuszne a reszta to oczywiście bzdura.
Metabolizm naszego gatunku jest dobrze zbadany i jest praktycznie taki sam u wszystkich zdrowych osobników,dlatego pozwolę sobie zająć się tylko tą grupą populacji.
A więc przykładowy przedstawiciel naszego gatunku potrzebuje do normalnego funkcjonowania ok.3000 tys.Kcal, ilość ta jest zależna od wykonywanej pracy i trybu życia oaz wieku.
Na całkowitą przemianę materii składa się podstawowa przemiana i pozostałe składniki jak; specyficzne działanie pożywienia inaczej mówiąc praca przewodu pokarmowego, otaczająca nas temperatura, praca zawodowa, nasze hobby,oraz pozostałe czynności wykonywane w ciągu naszej dobowej aktywności.
Podstawowa przemiana jest zależna od naszej należnej wagi i wynosi około 1 kcal na 1/kg w ciągu godziny,w sytuacji kiedy wygodnie leżymy nie odczuwamy ani ciepła ani zimna i nie korzystamy z mózgu czyli nie myślimy.
Jest to bardzo dużo energii w porównaniu np.z pracą sekretarki ok.20Kcal/h, lub szybkim marszem 180Kcal/h.
Reszta to matematyka tz. ilość energii wprowadzonej do organizmu musi być równoważna ilości wydatkowanej i teraz jeżeli spalimy wiecej tracimy wagę,jeżeli mniej tyjemy.
Nasz organizm potrzebuje równiez do prawidłowego funkcjonowania poza energią takie składniki pokarmowe jak; budulec czyli białko, witminy,sole mineralne które są wykorzystywane do produkcji wielu biologicznie czynnych zwiazków potrzebnych organizmowi do prawidłowego funkcjonowania.
Białko jest bardzo istotnym elementem i potrzebujemy go ok 1g/kg naleznej wagi w ciągu doby, ilość jest zależna od pracy i wieku. Kulturysta tu wspomniany potrzebuje więcej niż członek kólka filatelistów.
Nie będę się rozwodził na temat białka ponieważ jest to bardzo obszerny i istotny temat, wspomne jedynie że najbardziej wartościowym białkiem jest białko zwierzęce ponieważ zawiera komplet aminokwasów potrzebnych nam do budowy waszego własnego białka.
I może jeszcze tylko to że np.w mięsie zawartość białka waha się od ok.11 do 21 g w 100 gramach produktu w zalezności od rodzaju mięsa i części tuszy.
Nosnikiem energii sa tłuszcze i węglowodany, i tak 1g tłuszczu daje nam 9Kcal, weglowodanów 4 Kcal, a białka 4,1 Kcal.
W mojej opinii wynikajacej z doswiadczenia na własnym organizmie, najlepszym nosnikiem energii jest tłuszcz,ponieważ
a. jest gotowy od razu do użycia czyli spalenia
b. nie pozostawia resztek
c. nie zmusza organizmu do wykowywania dodatkowych procesów chemicznych
d. w wyniku przemian tłuszczu nie powstaje lekki cholesterol/szkodliwy/ a jedynie HDL który jest nam potrzebny.
Węglowodany są równiez potrzebne ale w niewielkiej ilości i jedynie do produkcji glikogenu/cukier zwierzęcy/ i najlepsze są w postaci skrobi.Prosze zrobić doświadczenie;spalić tłuszcz i cukier oczywiscie osobno,i zobaczyc jaka ilość popiołu pozostanie.Te resztki musza byc usuniete z organizmu a to obciąża równiez prace naszej doskonałej maszyny.
Mała uwaga, mamy podobny przewód pokarmowy do drapiezników, np. duzych kotów i np.wilka, mamy podobną długość jelit i pojemność żołądka.
Dopóki nasz przyjaciel pies je jego naturalny pokarm jest całkowicie zdrów i nie tyje, z chwila kiedy zaczyna jeść to co jego pan zaczyna tyć i chorować na nasze choroby cywilizacyjne.
Moja rada to nie czytac róznych diet typu cud, bo bedzie cud jak schudniesz a nalezy zaoptrzyc się w profesjonalna literaturę dotyczącą metabolizmu i wartosci odzywczych poszczególnych składników pokarmowych i dokonać obliczeń, co mamy wprowadzic do naszego organiznu i nastepnie stosować.
I jeszcze należy mieć na uwadze że zjedzone 1 jabłko ponad należną normę energetyczną, to jest odłożone około 10 g.tłuszczu w bioderkach lub 0.5 h szybkiego marszu aby to spalić.A o ciastku lub batoniku wspominać nie bedę.
Życzę powodzenia. |
 |
|
|
| Eli |
Wysłany: 03.04.2009r. o 14:03 |
|
Zarejestrowany:
20 kwiecień 2008r.
Postów: 109
Status: offline
ostatnia wizyta: 09.09.10 | Hej, dzięki wszystkim za wypowiedzi.
Powiem tak- wiadomo, że są różne diety i sposoby. Ale ja nie chcę sobie wybierać teorii- np. dieta mleczna, albo niełączenia, albo biegam aż spalę żeby było na minus. Ja nie chcę WALCZYĆ.Kiedy ktoś napisałby że ma raka albo alergie wszyscy hunowcy powiedzą- oszczyść, pomyśl pobłogosław, medycyna nie ma ostatniego słowa. Dlaczego w przypadku wagi ma być inaczej? Wiele procesów biologicznych jest zbadanych, nie tylko metabolizm. A często mówimy- nie trzeba się przejmować diagnozą. Ja chcę żyć w harmonii i chcę ogólnie wpływać na swoje ciało żeby było szczupłe, silne i zdrowe. A nie do końca mi to wychodzi.
Właśnie wydaje mi się, że niepotrzebnie zaczęłam zbyt dużo wiedzy przyswajać o różnych niedoborach, pierdołach.. Są ludzie, którzy są zdrowi choć palą paczkę dziennie i piją. A alergia za to jest negatywną reakcją na bodźce niezagrażające tak ogólnie ludziom. I myślę , że każdy z nas ma takie prawo-być zdrowym. Żeby ta energia płynęła z wnętrza. I szukam sposobu na to.
Przyznam, że jak zwykle kiedy trafiam na jakiś wewnętrzny beton, to robię sobie arkusz Radykalnego Wybaczania. I dało mi to refleksję, że Ciało najłatwiej łapie zewnętrzne sugestie. Jeśli ja ich odpowiednio szybko nie wyłapię to zacznie je realizować. Wydawało mi się, że mam pozytywny obraz siebie. Także, jak piszesz o tym Lambarze- wyobrażenie siebie szupłej. A tu .. trach Tak jakby różne zdania,ktore słyszymy przez całe życie, i różne niekontrolowane negatywne myśli jednak się zrealizowały, bo gdzieś tam siedziały "pod skórą";)
Nie szukam racjonalnej metody jak się odchudzić, tylko hunowych sposobów na dogadanie się z Ku żeby jadło tyle ile potrzeba, i to czego potrzeba.
Pozdrawiam wszystkich :) |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 03.04.2009r. o 14:37 |
|
Zarejestrowany:
02 sierpień 2002r.
Postów: 879
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.09.10 | Dobrze że to napisałaś, w końcu to hunowa strona, więc zostawmy fizyczne metody na boku, a skoncentrujmy się na tych uważanych podług ogółu za cuda
Mój magiczny sposób osiągania różnych cudaków jest następujący: znajduję czas za dnia, aby wszystko pierdyknąć na chwil kilka, na minutę, dwie, trzy lub na długość czasu trwania jednej piosenki (takiej pogodnej, że gdy ją słyszę to mi w duszy gra, czyli sprawia mi to słuchowisko znaczną przyjemność). Następnie bujam w obłokach.
Potem ciach, już nie kombinuję dalej. I rzeczy się zmieniają.
To najprostszy sposób, a zarazem najtrudniejszy do przyswojenia dla duszyczek zamkniętych w ludzkich ciałach. Bo każdy od razu gdzieś tam w podświadomości ma: że potrzeba czasu, że wysiłku i nakładu, że to nie takie proste, że ja nie mam wiary etc.
Takich ograniczeń od groma i ciut ciut w człowieku siedzi.
Więc można cały proces nazwać: uprawianiem marzeń, a w tych krótkich chwilach nie ważne co się dzieje - mi ma być dobrze podczas snucia wizji.
A jakie one będą? Nie ważne jakie. Nie ma zasady że masz sobie siebie wyobrażać jak Tobie gratulują, że masz siebie przed lustrem zobaczyć etc.
Moja wizja jest płynna. Jednego razu mogę odebrać odczucia jak mi koleżanka gratuluje z nutką lekkiej zazdrości super linii, a innego razu mogę po prostu czuć się dobrze na myśl, że mam taką linię jakiej pragnęłam.
Dla mnie wszelkie alpejskie kombinacje z rytuałami z biegiem lat stają się jakieś sztywniackie. Trudno mi na to odpowiednie słowo znaleźć. Po prostu chodzi o to, że życie układa się podług moich nastawień. Im bardziej emocjonalnie pozytywnie nastawiam się do danego tematu, tym on mocniej w moim życiu się rozrasta.
Temat diet to ogólnie temat walki, wyrzeczeń. To niemiłe samopoczucie etc. Bo muszę to i tamto, bo nie mogę poczuć ukochanego smaku mojej potrawy itd.
Czyli się gnębimy, narasta w nas wszystko antypozytywne, czyli antywzmacniające to czego pragniemy, a wzmacniające stan który chcemy zmienić.
Można by dużo pisać, ale najważniejsza jest praktyka, aby w sobie rozwijać poczucie radości, szczęścia, pozytywnego nastawienia, zadowolenia i całą masę innych pozytywnych uczuć w związku z tematem, który nas trapi. I nie ma reguł że tak czy siak trzeba działać. Jeden poleży i posłucha muzyki, drugi na spacer pójdzie, inny pokontempluje zdjęcia, ktoś inny wykona kilka oddechów wg piko-piko. Wszystko jest dla ludzi wg 7 zasady, a po drodze jest 5 która po mojemu brzmi: witaj z radością. I można to witać w dowolnym momencie, czyli 4 zasada. A potem będzie w wyniku tego 1, czyli mój świat stanie się światem, w którym żyje człowiek z piękną sylwetką. Zresztą, pozostałe zasady też tu można by wpleść. Ale dosyć tego gadania. Każdy ma prawo wyboru w swoim dążeniu do szczęścia. Pozostaje kwestia czy gadamy, czy to wyrażamy w czynach
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| madam_ch |
Wysłany: 03.04.2009r. o 15:55 |
|
Zarejestrowany:
02 kwiecień 2008r.
Postów: 71
Status: offline
ostatnia wizyta: 30.06.10 | Szatun gratuluje wiedzy, jestem pelna podziwu:)
U mnie rzeczy dzieje sie jak dodam do kazdego marzenia odrobine dzialania.
Tak bardzo na tym forum wystrzega sie "podjecia dzialania/wysilku". Przeciez marzac np. o butach na wiosne, nie bede czekala na nie siedzac i tylko myslac, tylko wyjde, pobiegam po sklepach, poprzymierzam rozkoszujac sie tym jak pieknie leza na stopie i jak cudnie w nich wygladam itd.....
Czyli do tych drobnych radosnych mysli, jak pisze Lambar dodaje wlasna prace np. w przypadku mojego tuczenia, zasiegnelam wiedzy serfujac w sieci, bardzo szybko znalazlam odpowiedz i wprowadzilam to w zycie i zadzialalo. Poza tym, widze kazdego dnia ze moja kondycja rosnie, cwiczac, a to z kolei daje mi poczucie wiekszej radosci z wlasnie spelnianego marzenia.
Uprawiajac sport latwiej jak to sie mowi - wietrze moje mysli, wystawiam sie na dzialanie energii, czuje jak ona krazy w moim ciele, odzywiajac cale moje cialo, po takim wysilku jestem po prostu szczesliwsza :))
Poza tym "przyciagnelam " bratnia dusze do biegania i zamiast na kawe idziemy pobiegac.
Same plusy:)
|
 |
|
|
| szatun |
Wysłany: 03.04.2009r. o 19:29 |
|
Zarejestrowany:
25 grudzień 2008r.
Postów: 24
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.12.09 | Prawdą jest i to że, "jeżeli powiesz aby góra weszła do morza a wierzysz to tak będzie" jak to ujął pewien żydowski kahuna już 2000 lat temu.
Ale nasze Ku nie jest w stanie fizycznie walczyć z codziennym nadmiarem kalorii, tz. mam na myśli mozliwość spalenia tych kalorii, Ku postąpi najlepiej jak tylko umie czyli zmagazynuje je w komórkach tłuszczowych. A komórki te są praktycznie niezniszczalne dowiedli tego niemieccy uczeni prowadząc doswiadczenia na ludziach w obozach zagłady podczas II Wojny Swiatowej.
Wniosek jest taki że kazda niepotrzebna nam kaloria zostanie zmagazynowana, więc nie wystarczy polecić naszemu Ku aby nasze ciało chudło pomimo dostarczania do organizmu nadmiaru energii.
Należy mu wyjaśnić szczegółowo co i jak, a dopiero wtedy zaprogramować na spożywanie właściwej ilości pożywienia,czyli usunąć uczucie głodu, oraz zachęcić do uprawiania sportu.
Kiedy nasze KU przyswoi już tę wiedzę będzie jak w tym cytacie na wstępie, będziemy wracać do należnej nam wagi, bedzie chęć na spacery i sport i nie bedzie to uciążliwe i pod przymusem, a wręcz radosne.
Dodatkowym walorem takiej transformacji jest np.to że słodycze które kiedyś uwielbialiśmy staja się obojętne.
To jest bardzo proste lecz nie łatwe w wykonaniu, zresztą jak cała Huna, najtrudniejsza jest samodyscyplina i wytrwałość w codziennym dążeniu do oznaczonego celu. |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 03.04.2009r. o 21:40 |
|
Zarejestrowany:
02 sierpień 2002r.
Postów: 879
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.09.10 | Cóż, nie pisałem żeby leżeć z otwartą japką i czekać aż kaszka sama wpadnie
życie toczy się normalnie, pojawiają się okazje i wtedy albo z nich korzystam albo i nie. A te okazje stwarzam zmianą swoich nastawień.
Drugi aspekt to zmiana doświadczenia. Tam gdzie były zgrzyty i braki, przykładowo: kiepskie stosunki z jakąś osobą, brak zdecydowania, lęki, otyłość etc., to w takich sferach mojego doświadczenia zachodzą samoistnie zmiany. Po czasie zauważam, że coś się pozmieniało, i jest mile zaskoczony.
Prawa fizyczne, te nasze w trójwymiarze obarczonym czasem, to część zasad tego właśnie wszechświata. Ale nad tymi zasadami stoją prawa Ducha.
Kiedyś Sebastian gdzieś tutaj taką piękną metaforę podał: Słońce to Bóg, Ziemia to ja, a cień który rzucam to moje doświadczenie. To taka skrócona forma bo słowo w słowo nie pamiętam, ale chodziło o to właśnie, że nie możesz zmienić doświadczenia rozdłubując zasady fizyczności, czyli zasady cienia. Zmieniając siebie zmieniasz swój świat. I to nie ja swoją mocą zmieniam swój świat, lecz mocą Ducha, odpowiednio się "nastawiam" aby Duch przejawił się poprzez mnie i wyraził swoją moc poprzez moje doświadczenie w fizyczności.
Taki punkt widzenia mi osobiście odpowiada, i to właśnie w sobie wzmacniam. Ku samo w sobie wg mnie nic nie zdziała, to nasza zautomatyzowana cząstka, osadzona w fizyczności. Cuda i inne takie o których nam się nie śniło, to takie rzeczy tylko Kane załatwia.
Ale są różne metody dojścia do celu. Jeśli komuś służy skupienie na dietach, proszę bardzo. Jeśli ktoś zacznie uprawiać sporty, też może być.
Ja wybieram to co opisuję tu i w poprzednich postach. A wybieram to, ponieważ w ten sposób wzmacniam kontakt z Duchem, no i praktyka ta rzutuje na inne sfery mojego życia, niż tylko na przedmiot nad którym działam.
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| ultra |
Wysłany: 03.04.2009r. o 22:20 |
|
Zarejestrowany:
21 listopad 2004r.
Postów: 277
Status: offline
ostatnia wizyta: 07.08.10 | Eli, musze sie wypowiedziec, bo temat mnie takze dotyczy. Otoz po rzuceniu papierosow zaczelam tyc i tak jak wczesniej mowilam, ze musze rzucic paierosy zaczelam mowic, ze musze schudnac. aby wszystko wrocilo do normy potrzebowalam troche czasu, (niemal rok) mianowicie jeden psycholog (sluchalam godzinnej audycji w radio na ten wlasnie temat) powiedzial, ze jezeli mamy problem, to aby go nie rozwiazywac topimy go w czyms innym, tzn zaczelam palic papierosy gdyz mialam problem z dajmy na to X, wiec gdy przestalam palic a problem jest nierozwiazany, to problem z X istnieje, ale sie przenosi na cos innego, to sie nazywa w psychologii przesuniecie objawu.
Ja wracajac w myslach do epoki, w ktorej zaczelam palic i przypomniawszy sobie atmosfere i wszystko wokol, to doszlam do tego co to jest ten X, wywalilam problem i jakby za czarodziejska rozdzka schudlam w ciagu jednego miesiaca i od tamtego czasu jest ok.
ten psycholog mowil, ze aby nie rozwiazac problemu wytwarzamy sobie problem zastepczy, czesto np niedobor uczuc kobiety zaslaniaja jedzeniem czekolady. i wtedy nie ma sensu robic diete i walczyc z czekolada, gdyz sam fakt jedzenia jestobjawem problemu a nie problemem.
ktos powiedzial, ze kazdy problem ma rozwiazanie a jezeli go nie ma to nie tam lezy problem. jezeli chodzi o tycie, to stosujac proste zabiegi winnismy schudnac, jezeli tak sie nie dzieje, to znaczy, ze problem nie tam jest usytuowany.
dlatego radze Ci Eli przypomniec sobie czas, w ktorym odczulas po raz pierwszy, ze zaczynasz tyc, przypomnij sobie zdarzenia, ktore sie dzialy w tym czasie, czy sie przeciwko czegos zbuntowalas, cos Ci sie nie udalo, cos (kogos) ubylo... to z pewnoscia jest negatywne, gdyz dla kogos innego sam fakt tycia moze byc zbawienny, ale Ty odczuwasz to negatywnie. I dalej, jak bedzie sie Tobie wydawac bardziej lub mniej , ze zlapalas problem to staraj sie go rozwiazac. Powiedz Wyzszemu Ja, ze wiesz, gdzie jest problem, ze potrafisz rozwiazac ten problem i ze nie potrzebujesz pzresuneicia zadnych objawow gdyz jestes duza dziewczynka i sobie poradzisz. a jak nie to powiedz WJ , ze ma Ci pomoc.
jezeli chodzi o jedzenie to moze byc to zwiazek z przyjemnoscia, gdyz czlowiek pierwsze odczucie jakie doznal przychodzac na swiat to jedzenie, smoczek z butelka czy sutek maminego cycuszka. Mamy w organizmie zakodowane, ze jedzenie jest przyjemnoscia.
proponuje Ci zwiekszenia dawki robienia sobie wszelkich mozliwych przyjemnosci, ktore nie maja nic wspolnego z jedzeniem. Wtedy mozesz miec mniejsza ochote na robienie przyjemnosci poprzez jedzenie, skoro juz dostalas porzadna porcje przyjemnosci z innych zrodel...
wszystkie przeszkody na drodze naszego zycia powinny nam pomoc czegos sie nauczyc, i Eli, tak samo jest z Toba.
zycze ci owocnej przygody z Twoim cialem-)
pozdrawiam
***
jezeli chcesz cos co nigdy nie miales zrob cos co nigdy nie robiles |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 04.04.2009r. o 14:44 |
|
Zarejestrowany:
02 sierpień 2002r.
Postów: 879
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.09.10 | Piękna metoda Ultro, a że Pono powiada co powiada, więc można i w ten sposób
Z mojego punktu widzenia, podług tej mojej metodologii, to wygląda twe działanie tak, że uwolniłaś napięcia/wniosłaś pozytywy do tematu, który Ciebie nurtował. I w ten sposób zaistniał. Czyli to co pisałem powyżej. Ty jedynie podzieliłaś zagadnienie na części i skupiłaś się na jednym z aspektów zagadnienia, jemu się oddałaś, w niego przelałaś te pozytywy.
Nie ważne czy to było uzdrowienie/pogodzenie się/zrozumienie etc. bo to wszystko krąży wokół tematu zmiany nastawienia do danego zagadnienia.
Tak to wg mnie wygląda. Czyli taka moja czarodziejska Huna
Niektórzy powiadają, że aby w czymś odnieść sukces, należy to pokochać, należy robić to co się kocha. I to jest to samo co i jak mówię, tylko ubrane w inne słowa. Czyli przelewamy pozytywy w dane zagadnienie, i ono pięknie wzrasta. Bohdan nazwał to rozpieszczaniem Ku. Można i tak. A ja na to patrzę, że On po prostu uwalniał w sobie pokłady Dobra skupiając się na wybranym zagadnieniu, którego pragnął.
Im więcej pozytywnych oczekiwań/zaufania/radości/pewności/uznania/podziwu etc., tym szybciej wzrasta TO nad czym pracujemy poprzez nasze skupienie z odpowiednimi uczuciami. Można powiedzieć, że w ten sposób zmieniają się nasze nastawienia.
To jakich słów użyjemy, to ma znaczenia. Niektórzy będę mówić, że potrzeba zaufania, inni że pewności, inni że pogodzenia się z tematem lub jego uwolnienie. Ale jakkolwiek byśmy to nie nazwali, jakikolwiek proces sobie nie wymyślimy i będziemy wg niego postępować, to zasada jest jedna: podczas koncentracji na celu wyzwalam w sobie wszelkie Dobro (te przeróżnie nazywamy uczucia które mówiąc umownie "podnoszą wibracje").
I w ten sposób, szybciej lub wolniej, rzeczy dzieją się w moim życiu.
Trywialne? Naiwne? Możliwe, ale działa i zauważam to na każdym kroku. A dzięki temu zauważaniu jestem w stanie więcej czasu poświęcać na oddawaniu się "bujaniu w obłokach", czyli na rozmyślanie o pragnieniach z pozytywnymi usposobieniem. Czyli coraz częściej potrafię działać mniej więcej tak: nie patrzę z zazdrością że ten to ma a ja nie, że on to szczęściarz, albo że ma bogatych krewnych albo że miał fuksa bo mu interes wypalił, z obawą kiedy i czy się uda, a że to trudno, że dużo pracy potrzeba, że co wtedy ktoś tam z rodziny powie na to, że za mało się skupiam, że potrzeba więcej pozytywnych emocji, że nie poświęcam wystarczająco dużo czasu.
Po prostu w każdej dowolnej chwili mogę porozmyślać o czymś czego pragnę i wyzwolić w sobie Dobro. Czyli pozachwycać się, nakręcić się jak bym nastolatkiem który biega po parkingu patrząc ile dany wóz ma maksymalnej prędkości na liczniku. To właśnie o coś podobnego chodzi - o tego rodzaju zachwyt bez szczypty dołujących emocji.
Tak to wg mnie wygląda. Oczywiście można stosować różne metody, bo jednej drogi nie ma. Ja opisuję swoją metodologię, bo jest prosta, sprawia radość i u mnie działa. Może komuś się przyda taki punkt widzenia, a komuś innemu może przyda się zastosowanie diety polecanej przez znanego dietetyka.
Nie ważne co ktoś wybierze, ważne aby dawało to satysfakcje i oczekiwane wyniki.
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| Lambar |
Wysłany: 05.04.2009r. o 11:12 |
|
Zarejestrowany:
02 sierpień 2002r.
Postów: 879
Status: offline
ostatnia wizyta: 08.09.10 | Jeszcze coś mi przyszło do głowy. U siebie zauważam, że największą przeszkadzajką jest nastawienie: jeszcze trochę. Czyli ogólnie wiem że jestem już blisko, lecz wewnętrzne odczucia podszeptują: jeszcze trochę, jeszcze troszeczkę, już niedługo. A to niestety może trwać do mojej śmierci.
To co piszę, te doświadczenia, to jest nauka wyrażania czystego Dobra. Bo czymże jest oddanie się w pełni, tak całym sobą, aby tylko podziwiać, aby się zachwycać? Aby postrzegać tylko pozytywne aspekty - użyteczność bądź piękno. Czyli aby być w stanie wyrażać pozytywne nastawienia do każdego kogoś/czegoś na czym skupię uwagę. Mogę patrzeć na rzeczy w sklepie, mogę spoglądać na ludzi w pracy. I nie generuję kolejnych ograniczajek - tych negatywnych nastawień. Nie smucę się że tego nie mam, albo że ten ktoś działa mi na nerwy.
A do takiej sztuki potem można spokojnie dojść. Pierwsze co, to po prostu bujanie w obłokach i ćwiczenie się w pozytywnym nastawieniu do wybranych marzeń. Bo w miarę ich osiągania, człowiekowi idzie coraz łatwiej i pozytywne nastawienia wychodzą poza bujanie w obłokach, obejmują pozostałe ludzkie doświadczenia.
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie |
 |
|
|
| Eli |
Wysłany: 05.04.2009r. o 14:47 |
|
Zarejestrowany:
20 kwiecień 2008r.
Postów: 109
Status: offline
ostatnia wizyta: 09.09.10 | Dzięki znów wszystkim za zdania.
A najbardziej dzięki Ultra- właśnie ja krążyłam tropem, że to jest manifestacja jakiegoś problemu, ale nie wiedziałam jak go złapać. Myślę, że to sensowny tor przypomnieć sobie kiedy pierwszy raz tak się poczułam. Coś mi świta już. Ogólnie zgadzam się z twoim podejściem- jeśli problem to tylko to, że za dużo jem to jedząc mniej od razu bym schudła.
Lambar- jak najbardziej jestem za radością z efektu, ale na razie za dużo mam w sobie złości na to, więc muszę najpierw zrobić porządki. Może przez to, że jestem kobietą mam wyuczone żeby najpierw posprzątać w pokoju, a potem wstawić tam kwiaty;)
Też nie napisałam, że chcę leżeć pod tv i jeść chipsy i chcieć wyglądać jak modelka;) Ale moja dieta i aktywność utrzymują się mnij więcej na równym poziomie, a waga nie;p I nie chcę stosować żadnego "reżimu" Reżim to nie jest nic co kojarzy mi się z działaniem huną. Bardziej uważam, że dieta i ruch to takie magiczne rytuały, które pozwalają bardziej uwiarygodnić schudnięcie. Lubię się ruszać i często memu ciału dziękuję, że dzięki niemu mogę robić różne fajne rzeczy, i że jest coraz lepsze w różnych sportach. Dla mnie do najlepsza medytacja. Natomiast nie zamierzam się zmuszać np. do biegania, którego nie lubię po to tylko żeby wyglądać lepiej. W ogóle przymus to metoda, której ja nie akceptuję. Ostatnio byłam tydzień na wyjeździe na którym sport uprawiałam 6 godzin dziennie, jadałam normalnie a waga w miejscu. Dlatego poszukuję rozwiązania jakiegoś wewnętrznego problemu, który się chcę tak zamanifestować. Chyba, że moje Ku chce zamiast pracować uprawiać sporty i po to tyje żeby mnie zmusić;D
Pozdrawiam |
 |
|
|
Idź do strony: 1 - 2 - 3 - 4 [+1]
|  |
 |
Menu |
Ostatnio na forum |
Ostatnie komentarze |
Logowanie |
Kto jest online |
Obecnie jest 5 gości online |
 |
Przyjaciele |
Polecamy |
|  |