Od jakiegoś czasu zajmuję sie Hunę i stosuję jej rozmaite techniki często z dobrym skutkiem. Jednak jest jedno ale. Pierwsza sprawa: za spełnienie marzeń musze płacić. Oto dwa przykłady: dostałam świetną pracę, ale przez to musiałalm zerwać kontakt z kimś, na kim mi bardzo zależało; wygrałam wycieczkę za 3 tys., ale muszę wydać ze swoich ok. 2tys.zł (na podatek, oplaty lotniskowe, wyjazdy w ramach wycieczki).
Druga sprawa: czasami dostaję tylko przedsmak, np. bardzo zależalo mi na przyjaźni pewnych osób, więzy się zacieśniły, ale one musiały wyjechać na kilka lat za granicę i kontakt się urwał.
Co robię, kurcze, nie tak?
Reklama Google AdSense
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
podejzewam, ze trzeba jeszcze miec przekonanie, ze placic bedziemy mana (wola, dzialaniem, skupieniem) a nie znajomymi, ulubiona praca, pieniedzmi, zdrowiem, ukochanym pluszakiem...
Post edytowany przez: Amadeusz, 08-08-2008 - 10:03
Hmm, jeśli masz takie przekonanie, że "coś za coś", które skądinąd jest całkiem zdrowe, to może spróbuj praktykować w ramach tego przekonania wdzięczność i ofiaruj coś światu, jak następnym razem zyskasz coś fantastycznego.
Możesz np. wpłacić jakąś sumę na jakąkolwiek fundację z intencją dziękczynną za dar. Albo kwiaty. Albo 100 1-groszówek rozsypanych po mieście, kore ucieszą 100 ludzi, którzy je znajdą. Itd :)
Doskonały pomysł, skoro ukułaś sobie siebie płacącą za marzenia, to najprościej będzie zrobić krok w kierunku płacenia z przyjemnością, płacenia które nie powoduje ubytków w twoim świecie.
Gdy Ty coś otrzymasz od świata - podaruj coś innego komuś, dla kogoś komu to coś jest wartościowe, dla Ciebie nie musi to reprezentować dużą wartość, ważna jest reakcja drugiej strony. W końcu Ty otrzymałaś coś co sprawiło tobie dużą radość, więc przekaż to dalej. Młynek w ten sposób się nakręca. W ten sposób można powiedzieć że czyniąc dobro wraca ono do nas. A jeszcze inaczej można ująć sprawę - koncentrujemy się na dawaniu i otrzymywaniu radości, i to się wzmacnia, to rośnie i częściej i mocniej się objawia.
a ja poszlam jeszcze jeden krok do przodu, za oczekiwana nagrode "place" wczesniej -)
mam jak Ty Lina zakodowane, ze za przyjemnosci sie placi, w zwiazku z tym robie od dluzszego czasu uklad, ktory nawet spisuje na kartce.
za to i za to zrobie to i to, za tamto robie cos innego. (im wiaeksza sprawa o ktora prosze tym wieksze rzeczy sobie narzucam, ale to u mnie dziala. uwazam, ze to sie nazywa wymiana energii. gdy to na co czekam sie ziszcza, to wiem, ze jest to "sprawiedliwe" i mi sie "nalezy" -)
ostatecznie gdy kupuje bilet do kina place przed obejrzeniem filmu.
___________________
sztuka obroni sie sama ale nie przede mna -)
Bardzo dziękuję za cenne wskazówki. Powiem szczerze, że podobają mi się Wasze pomysły dotyczące "płacenia" za spełnione marzenia. Fajnie jest sprawiać radość innym i to jest wspaniały sposób, aby wyrazić wdzięczność Wszechświatu. "Zaliczka" Ultry wzmacnia natomiast przekonanie, że zrobiłam wszystko, aby marzenie się spełniło.
Jeżeli chodzi o moje marzenie dotyczące wycieczki- zapłaciłam za nią już wcześniej swoją pracą, ponieważ wygralam ją w ramach konkursu na doradcę. Ponarzekałam Wam trochę na forum, a niespodzianie wpłynęło do mnie sporo pieniędzy, nie będę więc musiała płacić podwójnie:)
Pewnie, że musi być równowaga co nie znaczy, że coś za coś. Kiedyś jak mi klient nie płacił, to znalazł się inny, który płacił bardzo dużo. Mam takie przekonanie, że jeśli coś chcesz to dostaniesz, nie martw się za ile.
Gdy komuś przede mną do kasy w sklepie zabraknie parę groszy to moje Ku odruchowo płaci. Doprowadziło do tego, że drobne pieniążki nie mieszczą mi się w portfelu, a więc muszę je podarowywać, bo wylewają mi się z portfela. Czy ja nie przegięłam z tym wychowywaniem Ku? Rozdawanie pieniędzy nic nie wnosi, choć czuję się lepiej.
__________________
Twoje życie będzie lepsze dopiero wtedy, kiedy ty sam staniesz się lepszy
wnosi wnosi
czujesz się bogata
czyli rozdajesz bo wiesz/czujesz że Tobie nie brak
nawet jak o tym nie myślisz, to podświadomie się koduje
a to przyciąga więcej niebraków
i tak powoli kołowrotek się napędza
Z chęcią dołączę do grupy "płacących za spełnione(!!!) marzenia". Wiele razy, kiedy spotyka mnie coś fantastycznego wiem, że na to zapracowałam w konkretny sposób. Ale w sprawach WAŻNYCH boję się tak postępować, bo jednak nie wszystko mi wychodzi, wiele rzeczy przecież zależy nie tylko od nas samych. Jeżeli postanowię, że jak zrobię rzecz X-która wymaga wiele trudu i zachodu- to spełni się marzenie Y, a tak się nie stanie, to co wtedy? Ból! Ja się tak bardzo starałam a tu klapa! To w pewnym sensie hazard. Oczywiście zawsze, gdy coś mi nie wychodzi tłumaczę sobie,że widocznie nie byłoby to dla mnie korzystne i coś lepszego na mnie czeka, ale ile razy tak można? Przychodzi zniechęcenie i zwątpienie, nie mówiąc o poważniejszych dołach. Co wtedy myśleć? że moja wiara w sukces była zbyt mała? że wkradły sie wątpliwości,które nie pozwoliły marzeniu się spełnić? że chciałam czegoś, co jest poza zasięgiem? że WJ wie lepiej czego mi trzeba więc to marzenie nie mogło się spełnić i tym lepiej dla mnie? Macie jeszcze jakieś pomysły jak wytłumaczyć niespełnianie się marzeń mimo wizualizacji, afirmacji, wyrzeczeń i innych czary-mary?
Te pomysły na to co powoduje niespełnianie marzeń.są już od bardzo dawna i mieszczą się w III powiązanych kategoriach: przekonania, konflikt emocjonalny, stres:) jub w jednej MANA. lub jeszcze jednej krytyka.
Jeśli cel i jego osiągnięcie budzi konflikt emocjonalny(najczęściej poczucie winy jako forma autoagresji, albo strach jako podstawa autosabotarzu) to budzi to zbędny stres odcinający cię od potrzebnej energii (ograniczający potrzebne działania)- obniżający twoje zasoby MANY - siłę wpływu. Z innej strony można to nazwać zbytnią krytycznością(odnośnie świata, celu, drogi, efektów, bierzącego doświadczenia) i wynikłym z tego "oddzieleniem" od wyższego ja, twojej kreatywnej częsci.
Fajnie sobie zrobić wizualizacje na "Ograniczające przekonania".
Przywołąć sytuacje i wejśc w głab.
Na ogół bardzo łądnie widac co nas determinuje.
Ja np mam zawsze tyle pieniedzy/rzadko nadmiar/ ile potrzebuje i w sumie gonie w pietkę, bo nagle wyskakują dodatkowe wydatki.
Otóz mam takie ograniczające przekonanie ; -Jak sie polepszy , to sie popieprzy