Mam w rodzinie młodego człowieka, którego życie upływa na gubieniu i odnajdowaniu (bądź nie) zagubionych kluczy, komórek, dokumentów, książek. Może to nie życiowy problem, ale kłopot duży.
Czy mogę mu jakoś pomóc? Skoro można uzdrawiać innych, może są też metody na zlikwidowanie takiej dolegliwości? Wiem ze sam chciałby to zmienić, ale nie potrafi. Na żadne rozmowy z WJ z jego strony nie ma co liczyć, przynajmniej sposób jaki ja mu podsuwam jest dla niego nie do przyjęcia. Może ktoś mi poradzi, znów dzwonił ktoś że znalezione prawo jazdy jest do odebrania... Miał je tydzień, zresztą już duplikat. Jestem wdzięczna że się znalazło, ale ręce mi już opadają . Może ktoś mi coś doradzi.
Reklama Google AdSense
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
Sennie odpowiem: Złodzieje to symbol wątpliwości, gubienie to symbol zmiany celów wbrew sobie. W wielkiej ogólności.
Pomóc może wiara w niego i przekazywanie jej zachowaniem i słownie, tworzenie akceptującej przestrzeni niezależnie od tego co się dzieje. W tym ujęciu "twoje opadanie rąk", jest odzwierciedleniem "jego opadania uwagi". Im bardziej starasz się pomóc..tym pogłębiasz bardziej sprawę traktując go ofiarę niezdolną do zadbania o siebie.
Przemyślałam i masz rację. Od kiedy jako siedmiolatek przyszedł ze szkoły bez tornistra wciąż mu gadam "tylko nie zgub". No i gubi, gubi, albo mu ukradną. A ja dalej to samo. Ze też nie pomyślałam ze to błąd. Matki zazwyczaj popełniają błędy mając najlepsze intencje . Musze popracować nad sobą. Tym bardziej, ze on wcale nie jest niepozbierany czy roztrzepany, on tylko gubi. Dziękuję .