Jest jeszcze jedna poważna sprawa, która nie daje mi spokoju. Ogólnie pojętą ezoteryką interesuję się już od ponad 10 lat. Od tego czasu znam też hunę (choć nie pod tą nazwą, z książek L. Hay i J. Murphy'ego). Niejednokrotnie czytałam już artykuły (swoją drogą bardzo fascynujące) Leszka Żądło, również artykuły z tej strony i coraz głośniejsze staje się w mojej głowie pytanie czy my tak naprawdę jesteśmy w stanie zmienić nasz los. Nie chodzi tu o pesymizm tylko o fakt (bardzo często podkreśla to właśnie Leszek Żądło), że:
1. to czego my chcemy dla siebie niekoniecznie musi być dla nas dobre (no właśnie, a kto o tym decyduje? Jakaś siła/istota wyższa czy ja?),
2. jeśli bierzemy się za "przerabianie" naszego życia to najpierw powinniśmy upewnić się czy jest to zgodne z wolą Wszechświata (mniej więcej, nie cytuje tu dokładnie, ale coś takiego wywnioskowałam z przeczytanych artykułów).
Jak dla mnie (choć nie wykluczam, że może błędnie to interpretuje) oznacza to, że mamy tylko pozorny wpływ na nasze życie, gdyż wszystko co się dzieje i tak jest w pewien sposób zaplanowane i ustalone "dla naszego dobra".
Co o tym sądzicie?
Opowiem Wam przykład z własnego życia, gdyż on właśnie ilustruje poniekąd to co opisałam powyżej.
Mam już 28 lat i właśnie zaczynam wymarzone studia w Niemczech. Aby być tu gdzie jestem poświęciłam rok życia (opiekując się starszą osobą), aby odłożyć trochę funduszy na studia. Plan początkowy był taki, że popracuję rok (oficjalnie, ze wszystkimi zezwoleniami itp.) po czym dostanę nieograniczone pozwolenie na pracę i będę mogła spokojnie studiować i pracować nie martwiąc się o pozwolenie na pracę i niemiecką biurokrację. Okazało się niestety, że z winy jednej z osób (coś w stylu naszego notariusza) nie zostały dopełnione wszystkie formalności i marzenie o stałym pozwoleniu na pracę niestety nie mogło się spełnić. Cóż, głowa do góry i szukamy dróg wyjścia.
Podzwoniłam do urzędów, gdzie poinformowano mnie, że są drogi wyjścia z tej sytuacji: będąc studentką mogę dostać pozwolenie na pracę. Jest to trudne, ale nie niemożliwe!
Obecnie jestem już w mieście, w którym chcę studiować, no i właśnie. Już miało być kolorowo, a tu pojawiają się problemy - najpierw przez długi czas nie mogłam znaleźć mieszkania, kiedy się to w końcu udało okazało się, że mam bardzo "trudną" współlokatorkę, ponadto bardzo miła poniekąd pani z urzędu pracy powiadomiła mnie, że uzyskanie pozwolenia na pracę w moim przypadku jest niemożliwe. Alternatywa jest taka, że aby pracować muszę się wypisać ze studiów. Do tego wszystkiego dołączył jeszcze fakt, że osoba mi tu w Niemczech najbliższa potraktowała bardzo chłodno moją prośbę o pomoc (innymi słowy: nie pomogła w bardzo ważnej sprawie) no i tak to wygląda.
Zaznaczam - piszę o tym nie po to aby się użalać. Chodzi mi tylko o to, że w takich momentach pojawia się pytanie - no dobra, zdecydowałam się spełnić życiowe marzenie (żyć za granicą, studiować to co mnie fascynuje), a tu wyskakują ciągle rzeczy, które powodują, że zaczynam się zastanawiać czy aby mój wybór był "słuszny" i "zgodny z planem Wszechświata". Z jednej strony staram się traktować to wszystko jako lekcję życiową. która ma mnie czegoś nauczyć i ogólnie umocnić, z drugiej strony jednak wkrada się czasem zwątpienie.
Uff, się rozpisałam.
:)
Reklama Google AdSense
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
nie odpowiem Ci hunowo, ale coś Ci powiem.
odkąd pamiętam, zawsze musiałam podchodzic do wszystkiego 2 razy. za pierwszym razem góra problemów, za drugim razem wszystko układało się po mojej myśli i ostatecznie osiągałam to, co chciałam. na studia dostałam się po odwołaniu, na stypendium też do Niemiec, po odwołaniu, gdy wychodziłam za mąż, podjechaliśmy pod USC, który był zamknięty na 4 spusty, gdy przyjechaliśmy drugi raz, było już otwarte. teraz jestem w GB i nie chcę się wdawac w szczegóły, ale za co się nie biorę - wszystko muszę załatwiac drugi raz. i co? nie poddaję się, tylko działam i ostatecznie wychodzi ))) głowa do góry ))
Wytrwałość to zacna cecha,
wielu ludziom wydaje się, że jak wszystko idzie jak przecinak w maśle to są na dobrej drodze, a co jeśli są cele na które trzeba poświęcić więcej czasu?
A co ze sprawdzeniem charakteru?
Dziękuję za odpowiedzi - dają do myślenia. Cóż, na mojej drodze pojawiła się kolejna przeszkoda - właśnie dziś wymówiono mi pokój i muszę do końca miesiąca znaleźć coś nowego.
Hmm, ćwiczenie wytrwałości?
Moze pomyśl tak jak facet z przykładu o pozytywnym myśleniu ;
Gdy okradli mu mieszkanie usiadł na gołej podłodze i mógł;
-płakać i powiedzieć,ze los jest dla niego okrutny ...
A powiedział;
- I tak miałem kupić nowe meble.
To przykład dość trywialny i wiem ,ze nie zawsze pocieszy.Jednak wszystko dzieje sie po coś -spróbuj zobaczyć to dobro.
Moze trafi Ci sie pokój z widokiem .... no Wymarz sobie widok ..Marzysz-masz..:)
Nie powinnaś sie dziwić.
Wszak lokatorka nie była w twoim guście. Widać miało być to rozwiązanie tymczasowe. A teraz ukazać się może mieszkanie i praca. Może miałaś wątpliwosci i teraz one spadją ci na głowę w postaci takiej a nie innej. bedę nudna i powtórzę to co przedmówcy. Popracuj precyzyjniej ( bez ewentualnych minusów).
witam wszystkich
jestem tu od niedawna, chociaż o hunie wiem już jakiś czas
dla mnie huna jest trudna do praktykowania, zwłaszcza wizualizacja (albo nie mogę się skupić, zrelaksować, albo po prostu zasypiam) jednak się nie poddaję... i osiągnę sukces
wiem, że zmarnowałam wiele lat swojego życia, marudząc, złorzecząc i narzekając (byłam beznadziejną pesymistką)
teraz z tym walczę, choć walka jest trudna (niełatwo zmienić siebie od środka)
może ktoś miał podobnie?
Nie zmarnowałaś tych lat, bo doprowadziły Cię do miejsca, w którym jesteś dzisiaj. Dzięki nim jesteś kim jesteś. Bez tamtych doświadczeń byłoby to niemożliwe. Zachowywałaś się tak, jak pozwalała Ci Twoja wiedza i zrozumienie świata na tamten czas. Nie ma w tym nic złego, na tym polega droga rozwoju.
A moment mocy zawsze jest TERAZ. Na pewno Ci się uda :o)
Stokrotka - aż się uśmiechnęłam dokoła głowy czytając Twój post. Pokój z widokiem na chmury (moja pasja!) to jest to!
Reggina - masz rację, ja od początku miałam poważne opory i wątpliwości wprowadzając się tutaj (czasem ma się takie przeczucia. Intuicja?). I to jest prawdopodobnie to - jakiś rodzaj oczyszczenia, próby charakteru i sił. Ciekawe jest to, że cały dzisiejszy dzień robiłam co w mojej mocy, aby przegonić czarne myśli pozytywnymi afirmacjami i błogosławieństwami skierowanymi do mojego obecnego mieszkania i mojej współlokatorki. Efekt - wieczorem w złości zagroziła mi, że mnie wyrzuci z mieszkania. Się naprawdę ciekawie robi!
Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale przestałam zadawać pytania dlaczego coś mnie spotyka. Po prostu rozwiązuję problem, lub akceptuję.
Kiedyś chciałam studiować we Wrocławiu, bo chciałam zmienić swój zawód i robić coś innego. Prawie wysłałam zgłoszenie, a tu pojawił się problem z pieniędzmi. Tak ułożyły się znienacka sprawy zawodowe, że nie miałam kasy na studia. Odpuściłam. Po roku znów mi się przypomniało o tej szkole i sytuacja się powtórzyła. Jeszcze tak było z trzy razy. Odpuściłam tę szkołę raz na zawsze. Nie zadaję już pytania dlaczego? Przestało mnie to interesować, po prostu żyję dalej.
Teraz gdy nachodzą mnie myśli, żeby zmienić pracę, czy jestem na właściwej drodze? to co się wydarza? Pojawiają się nowi klienci a z nimi strumień pieniędzy. I już nie mogę wszystkiego rzucić, bo jestem odpowiedzialna.
Czasami nie warto upierać się przy swoich dążeniach, bo już WJ na pewno dobrze robi nie spełniając ich. Staje się to dopiero jasne po jakimś czasie.
__________________
Twoje życie będzie lepsze dopiero wtedy, kiedy ty sam staniesz się lepszy
Ale czAsmi nie nalezy odpuszczac marzen.
Pewne sprawy w naszym zyciu mAją swój czas.
Kreaowałam sobie kiedyś "czerwony smochód" ,dlaczego czerwony - nie wiem.
Wtedy /to był mój poczatek drogi/ upierałam sie na "coś" i tyle.
Pojechaliśmy do salonu i nie było czerwonych - miały być dopiero za tydzień.
W drodze powrotnej mąz ujrzał taakiego wymarzonego i zaczął mnie przeciągac na swoją stronę- kupilismy /nie był czerwony/
Po tygodniu nam go skradli.
Byłam tak zła i rozżalona ,ze skończyłam z kreacjami.
Koniec ...powiedziałam
Po dwóch latach ponownie zdecydowaliśmuy sie kupić samochód
Zgadnijecie jakie były?
TYLKO CZERWONE !!!!!
Stokrotka - uśmiejesz się (albo nawet i nie - w końcu jesteś już doświadczona w Hunie :) ). Przedziwna rzecz - znalazłam nowy pokój z widokiem na...chmury! Mieszkanie na poddaszu, pokój umeblowany. W ciągu tygodnia podpisuję umowę. Jak jechałam wczoraj na rowerze przez miasto to chyba wszystkie muszki co w powietrzu latały połknęłam, tak się uśmiechałam.