Czytam i bardzo prosze podajcie gdzie mozna kupic ,lub dostać w/w filmy w wersji polskiej?
A teraz coś z własnego doświadczenia.
Zaznaczam ,ze filmów nie widziałam i to wy możecie ocenić ile w tym jest zgodności.
W wyniku wypadku przezyłam śmierc kliniczną /to nie jest coś niezwykłego ,bo wiemy ,ze istnieje coś takiego jak OOBE/
Jednak tutaj będe pisała tylko o swoich doświadczeniach ;
Wygladało to tak I etap
Tutaj miałam wrazenie ,że wpadam w czarną dziure i ze wszystko dzieje sie z predkością szybszą od prędkości światła ,a ten czarny lej wssysa mnie. Czułam głuchy wew mnie rozszarpujący dzwięk ,który miał moc 1000 decybeli.
Rozmawiałam nt z moim prof neurofizjoligii i on tłumaczy ten etap eksplozja neuroprzekażników ,
które uwalniaja sie w trakcie umierania .Poniewaz moja smierc była nagła stąd tak nałgłe i nieprzyjemne dla mnie doznania.
II Etap
Znalazłam sie w "cudownym " miejscu .
Byłam pewna ,że to Raj ,bo były tam piekne sady.
Mój neurofizjolog tłumaczy ten "efekt" uwalnianiem sie engramów pamięci.
Dr Kubller Ross przezyła to w instytucie Monroe i widziała swoje Alpy z dzieciństwa
ze spotkanymi na rechabilitacji ludzmi doszlismy do wniosku ,że w tym etapie uwalniaja sie nasze wspomnienia i .. uwaga Im bardziej pracujemy na to ,żeby były one ładne ,tym nasze niebo jest ładniejsze
W moim były sady , bo urodziłam sie w "sadach"
W tym etapie "widziałam swoje zycie" .Ono nie było wyświetlanie na jakims ekranie jak nieraz o tym słyszałam ,tylko jak fala przelewało sie przeze mnie.
Wtedy zrozumiałam sens tego mechanizmu
My przychodzimy na ziemię z gotowym planem. Wędrujemy sobie po różnych światach równoległych i zbieramy doświadczenia ,które są nam potrzebne ,by tam funkcjonowac na odpowiednich szczeblach. Bo dusza się rozwija. Ona się nie zmienia ,tylko rozwija .
Dzieki temu można Tam ,kazdego znajomego i bliskiego rozpoznać.Ale to bylo już w III etapie.
Kiedy ogladałam swoje zycie i ono przelewało sie przeze mnie jak fala.Czułam , widziałam ,słuszałam i dotykałam wszystkiego.
I włąsnie po to schodzimy na ziemie.
Tutaj mamy ciało .Nie wiem czy w innych światch je posiadamy w takiej formie /chyba nie/
Dzieki naszemu ciału jestesmy w stanie komulowac wspomnienia porzez podstawowe zmysły.
Te wspomnienia zapisują sie i Tam sa naszym podręcznym Słownikiem.
Poniewaz Tam rozmawiamy telepatycznie i np;
Słowo Dom ,ktore kazdemu przywołuje inne skojarzenia Tam jest rozumiane szerzej i dogłebniej. Pod jednym warunkiem;
Jezeli przerobimy Tutaj wszystkie nasze przykre i radosne emocje.
Przerobione emocje zamieniaja sie w pozytywne rozwiązania i w ten sposób nasz słownik "językowy" staje sie bardzo bogaty .
Co daje nam Tam większe pole kontaktów.
To trochę tak jak z nauką Angielskiegie .Jak sie nie nauczysz słówek to sie z Anglikiem nie dogadasz bezpośrednio.
Można sobie skorzystac z Esperanto , ale to juz nie to samo.
Obrazy .One tez są bardzo wazne , one tam pozwalaja na komunikacje;
- Wystarczy ,że pomyślisz i wywołasz obraz danego miejsca i juz tam jesteś.
Wiem ,że to brzmi NIEZIEMSKO.
Dlatego tak wazna jest umiejętnośc wizualizaji. Bardzo przygotowuje do poruszania sie po Drugiej Stronie.
Etap III
Post edytowany przez: Stokrotka, 12-08-2007 - 12:25
Tutaj "znika"ziemskie widzenie rzeczy.
Tutaj jest tak jakoś swietliście i panuje bezkres .W ogóle jest inny wymiar .Masz wrazenie ,ze przenikasz wszedzie; w górę dół i poprzez wszystko.
Tutaj jest duże zageszczenie dusz ,które sobie absolutnie nie przeszkadzaja.
Acha to nie dzieje sie w jakies konkretnej odlegołosci /to kwestia czasu/ Wszystko nakłada sie na siebie.
Niektóre dusze sa nam bardzo bliskie i ma sie wrazenie ,ze już razem sobie "gdzieś" wedrowaliśmy.
Te dusze na ogół nas witają i tam nam pomagają .
W ogóle to my sie umawiamy na wspólne wędrówki .
Sporo mozna by o tym pisac.
Chciałam jednak nawiązac do Tego nieszczesnego lotu i samolotu
Smierć nie jest czymś złym ,wrecz przeciwnie. My naprawde zyjemy Tam.
Tutaj jestesmy tylko na chwilę.
Najlepsze dla mnie porównanie , to jest porównanie do ADWENTU.
W Adwencie katolicy z miłości do Baga stawiają sobie rózne zadania i wyznaczają slabości do pokonania.
Czasem sie udaje ,czasem nie.
Adwent trwa 4 tygodnie i konczy sie Bożym Nardzeniem .Czyli czymś pieknym i dobrym. Tak wygląda nasze zycie ,.
W porównaniu z tamtym czasem nie trawa nawet chwili /niech będzie ,że 4 tygodnie/ po czym wracasz bogatszy o "przerobione doświadczenia'.
DLATEGO NIE NALEZY KONCZYĆ ZYCIA SAMEMU. Wtedy jest to niedokończony nasz plan indywidualny.
Bywa ,że jestesmy zbyt ambitni przed przyjściem Tutaj .Nawtykamy sobie tych lekcji do przerobienia i nie możemy Ujechac. Wtedy to włąsnie mamy WYJŚCIE AWARYJANE.
Wywołujemy je podswiadomie. Wsiadamy do samolotu ,który ma sie rozbić.
I wsiadają do niego wszyscy Ci ,którzy gdzieś tam w głebi serca NIE CHCĄ JUZ DŁUŻEJ TuTAJ BYĆ.Uważam ,że jest to piękny gest ze strony WJ ,lub Wyzszej inteligencji , bysmy mogli z naszego planu zyciowego zrezygnować ALE;
Ciagle mamy wolną wolę wyboru... i w ostatniej chwili możemy podjąć sie kontynuacji swojego zycia .
Tak jak było ze mna.
Pamietam jak bardzo aktywnie pomagały mi w tym moje bratnie dusze z Tamtąd. Wnioski
Wyciągnełam takie.
- To nie Bóg jest złośliwym starcem z siwą brodą .Tylko my sami zaplanowaliśmy swoje zycie i możemy miec pretensjie tylko do siebie ,że bylismy zbyt ambitni.
- Nalezy dbac o ciało ,bo jest naszym narzedziem w poznawaniu .
- wizualizować / podrózowac - dostarczac dużo ciekawych obrazów naszej pamięci/ i przezywac ,
przerabiac wszystkie uczucia ,które sa naszem udziałem.
Przyglądac sie im nie oceniajac ,czy są dobre ,czy złe. je tez zaplanowaliśmy.
/to bardzo jest potrzebne do poruszania sie i rozmawiania Tam/
- Starac sie o dobre wspomnienia , bo to one tworzą "nasze niebo". CIESZYC SIE CHWILĄ ODCZUWAJĄC JA WSZYSTKIMI ZMYSLAMI
Ufam ,że nie weżmiecie mnie za nawiedzoną .
A jezeli tak ,no cóż Trudno
Post edytowany przez: Stokrotka, 12-08-2007 - 12:31
To, że współczesna fizyka (kwantowa) jest coraz "ciekawsza" i bardziej zadziwiająca wcale nie znaczy, iż człowiek i jego umysł muszą zawierać w sobie te dziwy.
Wyobraźmy sobie dżdżownicę, która dowiedziała się, iż latanie (unoszenie się w powietrzu) jest możliwe. Zapomnijmy przez chwilę, że dżdżownice bywają zjadane przez latające obiekty - ptaki. To, że się dowiedziała nie znaczy, że w jej ciele są takowe możliwości.
Ano gdybać zawsze warto, ponieważ bez podstaw teoretycznych praktyka trudniej się odbywa.
Jednakże ja wolę w swoich założeniach testować i przyjmować te wyzwalające/rozszerzające moją świadomość i postrzeganie poglądy.
A co jeśli naprawdę jest tak, że świat fizyczny to skutek działań na wyższym poziomie?
Dlatego stanowczo staram się odrzucać ograniczające poglądy.
W ten sposób mam szansę sprawdzić czy tak jest, doświadczać cudów, tych cudnych "zbiegów okoliczności", cieszyć się życiem, rozwijać się.
Tylko, że problem polega na tym, że wspomniane przez Ciebie podstawy teoretyczne nie są nawet zdefiniowane dobrze w mechanice kwantowej. Jednocześnie teza, że mają również dotyczyć człowieka nie broni się przed fajnym przykładem z dżdżownicą :)
Piszesz "jednakże ja wolę" - obawiam się, że większość z nas na tym forum bazuje swoje opinie/idee/teorie na "ja wolę" - tutaj to się bardzo ujawniło :)
Piszesz "A co jeśli naprawdę jest tak, że świat fizyczny to skutek działań na wyższym poziomie?". Jeśli nawet tak to co z tego?
Jeśli na świecie jest ok. 6mld ludzi to przecież tylko maleńka część zajmuje się tymi dziwnymi tematami i ich "doświadcza" (potencjalnie). Więc jeśli nie dane jest prawie 6mld ludzi "integrować" się świadomie z fizyką kwantową to znaczy, że dla ludzkości ten temat nie jest istotny. Przyznasz, że ten argument trudno podważyć :)
Niestety, operujemy tu na poziomie, który bardzo trudno zmierzyć, zbadać, opisać.
To wszystko jest bardzo subtelne i zależy od doświadczającego. Czyli i tu kłania się fizyka kwantowa.
A tu można zrobić kolejny krok i pierwsza hunowa zasada się kłania.
"Ja wolę" to dla mnie coś normalnego. Wynika to z patrzenia na świat z szerszej perspektywy, czyli nie z robaczej stricte ziemskiej, lecz z tej gdzie człowiek jest świadom, że jego myśli wpływają na doświadczenia.
To, że nie jesteśmy tylko robakami, że "cuda" to normalny stan rzeczy.
Absurdalne (jak dla mnie) argumentowanie.
Prócz tego kombinowanie w tą stronę mocno ogranicza próby zrozumienia/doświadczenie tego wszystkiego o którym traktuje ta strona.
Więc wybacz, jeśli chcesz w ten sposób kombinować to proszę bardzo, lecz ja nie będę dyskutował z tego typu argumentacją.
Żeby od razu "absurdalne" to chyba nie :) Chociaż na pewno swoisty trik stosowany w retoryce :)
Jeśli chodzi o zrozumienie i poznanie to chyba nigdy nam to nie grozi :) Gdyż tak jak się zapewne domyślasz pojawiają się we mnie obawy, że w wyniku przerostu kory mózgowej ("Przepływ", Csikszentmihalyi Mihaly) próbujemy tworzyć super wnioski, super teorie dla naprawdę prostych rzeczy. Prostych m.in. w tym sensie, że człowiek nie powinien się za bardzo tym zajmować.
Przecież dlaczego mielibyśmy być czymś lepszym niż szympans a nawet świnia. Prawdopodobnie jesteśmy lepsi ale w kontekście mechanizmów pozwalającym na przetrwanie gatunku. Pewnie również docelowo wyprodukujemy sobie zagładę :)
Jeśli chodzi o "nie będę dyskutował" odczuwam w tym negatywne wibracje :) Niepotrzebnie. Moje argumenty nie są moim pewnikiem. Nie jestem do nich bardzo przywiązany. Pojawiają się jako refleksje przy zajmowaniu się tematami (bardzo interesującymi) takimi jak "Huna".
Ogólna hipoteza jaka mi się rodzi jest taka, że "systemy" te chcą jakąś "upiększyć" naszą "super" (lepszą niż innych) zwierzęcość.
Reasumując - to nie jest atak :) a dyskusja z wysuwaniem często niewygodnych argumentów - sprawiających wrażenie absurdalnych :)
Nie odbieram Twojego pisania jako atak i sam nie atakuje, po prostu wyrażam swoją opinię poznając opinie drugiej strony.
Dyskusja nie ma prowadzić do przekonania drugiej strony o słuszności swoich argumentów, ale ma pomóc we własnym rozwoju światopoglądu. Czyli dzięki dyskusji poznajemy inny punkt widzenia i możemy spróbować otworzyć się na inne postrzeganie spraw.
Jednakże jeśli czyiś punkt widzenia nam wcale nie odpowiada, to możemy odrzucić chęci poznania co druga strona ma do przekazania.
Używając słowo absurdalne stwierdziłem, że dla mnie to się kupy nie trzyma i jest całkiem różne od tego jak ja postrzegam sprawy. Obawiam się, że nawet mogłem nie potrafić zrozumieć co chciałeś przekazać, co wynika właśnie z innego punktu odniesienie w tej materii.
Dlaczego mielibyśmy być czymś lepszym od innych gatunków?
Nie wiem czy jestem lepszy od świni czy liścia lub kamienia. Jestem po prostu inną formą życia, innym boskim objawem. Wg mojego światopoglądu nie ma lepszych i gorszych. Każdemu istnieniu i rzeczy należy się szacunek.
Serge Kahili King chyba w Szamanie miejskim opisuje technikę grocking, czy jakoś tak to się nazywa. Dzięki temu możemy doświadczyć innych form istnienia które nas otaczają. Bardzo ciekawe doświadczenie. Wg szamańskiego postrzegania - cały świat wokół żyje, jest to żywy twór.
Nie trzeba być wcale szamanem lub kimś praktykującym różne odmienne dla naszej kultury praktyki, aby wierzyć w to, że świat to objaw boga, że to jeden wielki organizm którego jesteśmy częścią (kimkolwiek dla czytającego jest bóg).
Faktycznie wygląda na to, że mamy zupełnie różne podejścia do tych spraw. Upraszczając - Ty bardziej metafizyczny, ja bardziej ewolucyjny/"systemowy". Myślę, że przy zachowaniu odpowiedniego poziomu dyskusji i szacunku dla drugiej osoby te różnice są wręcz inspirujące.
Zgodzę się również z tym, że przy zbytniej różnorodności podejść płaszczyzny argumentacji nie pokrywają się. Dla przykładu kreacjoniści i ewolucjoniści raczej jeszcze długo nie będą mogli nawiązać rzeczowej (mimo, że ona sprawia wrażenie naprawdę merytorycznej) dyskusji.
Szacunek dla rozmówcy powinien być zawsze, nie tylko gdy rozmawiają skrajnie różniące się strony.
A co do zrozumienia, to sam to zauważyłeś - skrajności mogą czasami nie mieć wspólnego języka, wspólnej warstwy etc.
Więc mimo chęci, czasami może być tak, że drugiej stronie może tylko wydawać się że zrozumiała to co rozmówca chce przekazać.
Reasumując - Gdybyś inaczej pisał na forum, przykładowo - bardziej natarczywie, narzucając swoje poglądy (tutaj bywały takie przypadki), to albo nikt z Tobą by nie rozmawiał, albo by szybko przestał, albo by napisał kilka niemiłych słów na temat takiego zachowania, albo po prostu wątek wyparowałby (w przypadku większego chamstwa bądź braku zrozumienia dla rozmówców).
Więc jest ok, nikogo nie atakujesz, ani nie jesteś atakowany
W "temacie The Secret" i analogicznych polecam: http://video.go...ch&plindex=2
Wywiad z autorem "What The Bleep...". Sympatyczny facet i moim zdaniem bardzo atrakcyjna prowadząca :)
Można kombinować z polem morfogenetycznym, można to nazywać astralem.
Jak kto lubi
Dla mnie ważne że to działa. Nie mam pojęcia co to jest. Może to być "rozlewisko czystej many" z której kształtowany jest fizyczny świat
Czyli działając w myślach wpływamy na wygląd naszego fizycznego bytu.
A stąd możemy przejść do praktyki i z większą chęcią i radością oddać się wizualizacjom. Zacząć ochoczo uprawiać marzenia. Bez żadnych skrępowań można zamknąć oczy i wyobrażać sobie siebie takiego, jakim chciało by się być. Czyli siebie o określonym wyglądzie, w dobrym zdrowiu i kondycji, mającego określone dobra materialne etc.
Wydaje się to absurdalne - jak marzenia mogą wpływać na nasz stan zdrowia, kondycji czy umiejętności, bądź jak mogą sprawiać zaistnienie w naszym życiu określonych przedmiotów?
Jednak wielu znanych osobistości (pisarzy, muzyków, biznesmenów mających wielkie firmy, aktorów czy sportowców) jawnie przyznawało się do tego procesu. Czyli w wyobraźni kształtowali to jak ma wyglądać ich życie. Niektórzy sportowcy odnoszący wielkie zwycięstwa potrafili ćwiczyć w większości tylko w wyobraźni, podobnie z muzykami.
Film "The Secret" z polskimi napisami jest do ściągnięcia przez eMule. Został spakowany programem ratDVD i zajmuje 1,31GB. Do rozpakowania służy ten sam program.
Można go znaleźć pod nazwą: The Secret - ENG[napisy PL].ratDVD
W razie problemów proszę o wiadomość.
Pozdrawiam
Przyznam Listen ,że Cie nie rozumiem.
Poddajesz w wątpliwość ,że to co robimy i opisujemy jest fikcją? Rozumiem Twój sceptycyzm. Ale nie rozumiem gdybania. Przecież nie mówimy umieraj i patrz jakie to wspaniałe uczucie. Śmierć jest wspaniałym osobistym przeżyciem i tylko dzięki takim osobom jak Stokrotka poznajemy to ,co jest za zasłoną. Niektórzy twierdzą więcej ,że to życie nie jest życiem tylko snem. Opisujemy też inne kroki, które są prostsze, bo podstawowe. Ja zaczynałam od nich. A ponieważ dotyczą podstawowej czynności jaką człowiek codziennie wykonuje ,wydają się mieć fundamentalne znaczenie. Mówią o wadze tego jak i co myślimy.
Widze ,że jesteś ambitny i chciałbyś bedąc niemowlakiem nie dość ,że nie nauczyć się stać i chodzić to to nawet latać. Podziwiam tak ambitnych ludzi ale w takiej sytuacji przygotuj się na to ,że nikt nie bedzie umiał udzielać ci prawidlowych wskazówek ani odpowiedzi. Wiekaszość bowiem najpierw uczyła się stawać ,potem chodzić, biegać a latać dalej nie umie:)
O matematyczno -fizycznym opisie nawet nie wspomnę.