zrobiłem mape jakiś miesiąc temu , w miejscu podróży zawarłem zdjęcie z Hawajów ... w czerwcu odwiedziła mnie kuzynka z usa ... no i okazało się że jej najbliższy przyjaciel , a raczej jego rodzice mają posiadłośc na Hawajach w zasadzie wolną niemal cały rok !!! ten chłopak bardzo chciał przyjechać do Polski z nią ale nie dał rady ... zawierając to zdjęcie zupełnie o tym nie wiedziałem , ... czyli plan wycieczki na Hawaje nie w jakis tam prymitywnych celach turystycznych stał się nagle całkiem realny ... interesujące
David Tua ... http://www.youtube.com/watch?v=rfbJ3_BFlGE
Ależ wam sie dzieje! a Tobie Davidzie Tua życzę abyś tam pojechał, zasługujesz na to.
Oglądnęłam swoją mapę, właściwie można powiedzieć ze pospełniało się, ale jakby nie dokładnie tak jak chciałam. Ale pewnie tak jest najlepiej dla mnie. A w ogóle nudna ta moja mapa, pora na nową, z większym polotem.
A ja jeszcze dodam -NIE WYRZUCAJCIE...!!!
starych map.
Ja jakis czas trzymałam pod łozkiem
ale w końcu stwierdziłam ,ze czas na porządki.
A teraz dopiero widze , ze sprawdziły sie nawet takie duperele jak szata graficzna ksiązki.
Ja co prawda nalepiłam to co mi ślina na jezyk nasuneła -ale było to w niebieskich kolorach.
Nie bardzo moge juz sprawdzić -BO WYRZUCIŁAŁAM !
Moja mapa jednak wywiązała się należycie. Parę postów wyżej ją skrytykowałam i chyba to pomogło, sprawy ruszyły w szybkim tempie do przodu, poustawiały się jak trzeba, pełna satysfakcja. Na dodatek los dał mi bonus, o który wcale nie prosilam - zmiana miejsca pracy na dużo lepsze, choć poprzednie było całkiem dobre . Właśnie zrobiłam nową mapę, za oknem szaleje burza, myślę ze to dobry wzmacniacz dla moich planów
Cześć,
się wyżalę. Nie wiem co robię źle, druga mapa jest od marca, zaraz po zrobieniu wszystko zaczęło układać się w dobrym kierunku, ale do pewnego momentu. Większość, jeśli nie wszystkie, marzenia z mapy stanęły w pewnym punkcie i nic się nie rusza. Wszystko poukładało się tak, że jest na wyciągnięcie ręki, tylko, że nie widzę za bardzo możliwości, żeby to zrobić.
...
to wyżej napisałem przed chwilą, ale w czasie pisania olśniło mnie. ;D Dochodzę do wniosku, że im bliżej jestem realizacji celu, tym bardziej się niecierpliwię i szukam sposobu realizacji, zamiast skupiać się na celu. Będę z tym pracował. Problemy, myślę, też sam w pewnym sensie mnożę, ale są one też chyba wynikiem wpływu innych ludzi. Może macie sposoby na to, żeby odciąć swoje cele od tego wpływu? Od samych ludzi nie mogę się odciąć, bo to najbliżsi. Nie mam pomysłu także jak bronić się przed docinkami, często w żartach, typu: "nie uda ci się", "znowu będzie tak jak ostatnio" itd. Naprawdę ciężko jest być w dzisiejszym świecie dobrej myśli i nie myśleć o porażkach, skoro dookoła jest tylu zombiaków. Na koniec chciałbym poprosić, żeby Hunowi Eksperci ;), jeżeli będą łaskawi, przesłali w moją stronę trochę pozytywnej energii, żebym mógł się odbić od dna. Odbiegłem trochę od tematu, ale myślę, że jeżeli ktoś jest lub był w podobnej sytuacji jak ja, to te moje laickie przemyślenia mogą pomóc. Byłoby mi bardzo miło, gdyby się tak stało.
Tak mi sie przypomnialo... czy wiesz dlaczego jak sie dmucha swieczki na urodzinowym torcie nalezy pomyslec zyczenie, ale go nie mowic na glos?
Dlatego, zeby inni go nie slyszeli - zeby ich watpliwosci sie nie przeniosly na Ciebie.
To bardziej rada na przyszlosc niz na chwile obecna... teraz mozesz tylko odpowiedziec na te docinki z przebieglym usmieszkiem: moze :> zobaczymy :>
Amadeusz swięte słowa, ja tak mam, jak słyszę ze się nie uda to od razu jest myśl: nie? no to zobaczysz czy nie.
Ja o swoich planach mówię, ale nie wszystkim, mam ludzi którym nie mówię, i to w gronie najbliższych. Nie podejrzewam ich ze mi źle życzą, ale jakoś intuicyjnie nie gadam na te tematy za dużo.
Hunowym Ekspertem nie jestem, raczej hunowym fuksiarzem, wierzę w przesyłanie pozytywnej energii i taką ci przesyłam NyabinghiBwoy, uda się!
NyabinghiBwoy, myślę, że sam zapraszasz do siebie problemy. To nic, że tworzą je "inni". Ale Ty je wygenerowałeś pod czaszką. Nie muszą być inni, mogą być inne. Czyli cegła na głowę w drewnianym kościele
Na zombiaków jedna rada - olewać, puszczać z wiatrem ich gadanie. Inaczej frustracja i dołki gwarantowane.
A tak poza tym - nie opowiadać o swoich celach, chyba że partnerom w działaniu, w drodze do osiągnięcia wspólnego celu.
To ja stosuję. I dla mnie to działa.
Nawet ci najbliżsi ludzie, którzy nam dobrze życzą etc., potrafią podświadomie torpedować nasz rozpęd. A jak się nie uda, to też oliwy do ognia doleją, tak że potem będzie trochę trudniej wystartować i odbić się od poziomu widzenia innych.
No i na koniec - sam sobie odpowiedziałeś. Pięknie namierzyłeś problem i od razu pojawiło się rozwiązanie:
"że im bliżej jestem realizacji celu, tym bardziej się niecierpliwię i szukam sposobu realizacji, zamiast skupiać się na celu"
czyli działaj dalej tak jak działałeś - skupiony na celu, bez rozmyślań jak i po co, a czy i kiedy, a co inni powiedzą, a czy to naprawdę możliwe, a pierdu pierdu...
To też widzę po sobie, że gdy rozmyślam nad moimi marzeniami/celami w sposób:
- podobają mi się te rzeczy
- dostrzegam ich pozytywy, czyli w jaki sposób pewne aspekty tych rzeczy będą mi służyły
po prostu się zachwycam, ale nie tak sztucznie, ja to normalnie łepetyną końkretnie obrabiam, analizuję, wychwytuję te plusy itd., nie ma tam sztucznego: och, jaki ten monitor jest wspaniały. Ja dostrzegam funkcjonalności, to mnie rajcuje, to mi sprawa radość.
I nawet nie wizualizuję sobie, czyli nie widzę siebie przykładowo przed tym nowym monitorem, po prostu wyrażam radość z powodu istnienia takich pięknych monitorów.
I potem to się pojawia w życiu.
Mija jakiś czas, ja sporadycznie wpadam w ten zachwyt, tak średnio co kilka - kilkanaście dni, i jest.
Jeśli człowiek robi coś z wysiłkiem, to cel będzie późno osiągnięty. To tak jakby od razu wszechświat dostrzegał to, że skupiamy się na wysiłku i nam go więcej oferował.