no to nie wiem co mam zrobić już bo pamiętam że dawniej byłam troche bardziej stabilna byle zachmurzenie czy kuźwa widok brudnego kibla mnie nie wyprowadzał z dobrego stanu, podejrzewam że nie jest to jednak wina zmian pogody czy estetyki tylko coś we mnie jest co kieruje moje mysli na złe tory, no bo widzisz jakbym nie wiedziała że moze byc dobrze to to nie byłby dla mnie taki problem, gorzej jest że jestem raz na górze a za chwile wale ryjem w glebe i to boli, ciężko sie upada z dużej wysokości, nie moge zapanować nad swoimi nastrojami, moge je na chwile wywołać i troche utrzymać ale nie na długo i to mnie holernie męczy. jestem tym zmęczona.
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
The Offspring "Smash"
Reklama Google AdSense
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
Dlatego podsuwam taki pomysl z praca nad soba..odrobine systematycznych zmian w wewnetrznym dialogu (choc warto np. sprawdzic hormonki, tabletki poziom cukru etc..)
"tylko coś we mnie jest co kieruje moje mysli na złe tory"-mysli sa myslami,a sam proces jak wszystko podlega ksztaltowaniu, odrobina koncentracji i kierujesz uwage na cos innego, do czego tutaj kilka osob ci podpowiadalo :) pewnie ze gorki i dolki nastrojowe sa meczace..zwlaszcza ze sadzac ze tak wielbisz muzyke..wlasnie twoj dialog wewnetrzny cie wykancza a krytyka wewnetrzna i przyjmowanie jej jak obiektywnej prawdy wcale nie ulatwia.
to jezusa słowa czy stary testament ? a w mojej religii w prawosławiu, w cerkwi w jerozolimie w wielkanoc, dla baciuszków świeczki SAME sie zapalają, tzw. błahodatny ohoń
Post edytowany przez: Andy, 12-04-2007 - 21:32
_________________
Gdyby życzenia się spełniały, świat byłby piękny i wspaniały
Pod warunkiem, że spełnią się tylko te dobre, a nie te złe.
powiedzcie mi prosze czy wybierajac swoje spelnienie trzeba zrezygnowac z przyjaciol i rodziny? czy wybor drogi jest taki trudny czy tylko mi sie tak wydaje??? czy duzy krok do przodu musi byc bolesny? czy to mozliwe ze wybierajac jedno traci sie drugie???
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
Ostatnio doszedłem do wniosku, że wyjściem z takich dylematów jest wsluchanie się we własne uczucia. To jest wyjście z pułapki, którego nie można później żałować. Jeśli miałoby się na to ochotę, to zaraz człowiek sobie przypomina, że przecież zrobił to, bo czuł, że jest to słuszne i że tak powinien. A jeśli ktoś tego nie zrozumie, to trudno. To boli, oczywiście, ale jeśli mamy wybierać, to czymś trzeba się kierować. Dzięki słuchaniu siebie jesteśmy szczerzy wobec siebie, a to nie może nas zawieźć na manowce :)
http://www.silvaalpha.fora.pl/ - alternatywne forum o Metodzie Silvy
Myslę ,że jednak największym problemem jest rezygnacja z samego siebie.
Podam konkretny przykład;
W piśmie jest taki grafizm ,który mówi o uzależnieniu autora rękopisu od innych.
Często wtedy sugeruję zainteresowanym ,by "odcieli" ten grafizm.
No i wtedy sie zaczyna..........
Bliskie osoby autora traca moc nad takim człowiekiem. Używają przenajrózniejszych sposobów by dawną sytuacje powróciłć.
Od obwiniań ,po pretensje i sznatażę - iż porzucą ,odejda itd.
Tak dzieje sie dlatego ,żę kiedyś nieświadomie daliśmy im zbyt dużą władze nad sobą.
Decydowali o nas, wybierali za nas, widzieli co dla nas jest najlepsze....
A przeciez nikt od nas lepiej nie wie ,co dla nas jest dobre ,bo to my sami zaplanowalismy swoje życie.
Często zachowanie naszych bliskich wypływają z głębokiej miłości , tylko nie zbyt dobrze pojmowanej.
Kiedy piszący odcinają grafizmy o których wspomniałam, cały świat przewraca sie do góry nogami. Najbliższym było dobrze w poprzedniej sytuacji /mieli nas pod kontrolą/ to nam było z nią żle i postanowiliśmy ją zmienić -stąd cała awantura.
Jednak uwierz mi Massakro -warto o siebie zawalczyk -bliscy już po trzech miesiącach przyzwyczajają sie do zmian.
z tymi bliskimi to mi chodzilo raczej wiesz o to ze teraz sie czuje jakbym miala wybrac swoja droge, a tym samym nie widywac moich przyjaciol i rodziny, a tego nie chce, nie jestem pewna czy dobrze sobie zobrazowalam moja sytuacje bo jesli to mialoby byc zycie jakiego chce to dlaczego mialabym rezygnowac z bycia z ludxmi ktorzy sa dla mnie wazni... chyba jst wtym cos nie tak ...
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
Nie bardzo rozumiem.
Bo jeżeli chcesz np wyjechac- to zawsze z bliskimi możęsz być mentalnie.
Jezeli jesteś z nimi pod jednym dachem ,a ograniczają Twoje wybory,to nie rezygnuj z siebie ,
jezeli kochają zaakceptują.
Nie ma złych sytuacji ,sa tylko zle wyciągniete wnioski.
Doknaj wyborów zgonie z swoim wew głosem ,a na pewno bedzie to wybór najlepszy.
Tak mówię swojej córce .Chociaż nie zawsze zgadzam sie z jej wyborami.
no to wyjasniam: jestem z dala od rodziny i przyjaciol i po roku sie przekonalam ze mentalne bycie z bliskomi to za malo, po czym tez przekonalam sie ze prawdopodobnie zeby wiesc zycie jakiego kiedys chcialam musze wlasnie zostac z dala od nich... nie chodzi o to ze mnie ktokolwiek trzyma i nie pozwala wybrac tego co chce bo to co ciagle slysze od rodzicow przez telefon to rob jak chcesz my ci juz nic nie mozemy doradzic. ja jestem mloda gowniara i jak mi 50 letnia kumpela mowi ze w pewnym wieku koncza sie przyjaznie i sie zyje tylko dla siebie to ja jestem w stanie jej uwierzyc , z bolem i nadzieja ze tak jednak nie jest ale zawsze... stokrotka ty masz chyba troche zycia za soba... powiedz mi ze jest jeszcze trzecie wyjscie... :)
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
Wiesz ciut mało tych informacji.
Jeżeli jestes w przedziale wiekowym do 21 r.ż to taka tęskonta jest tak normalna ,że gdyby jej nie było, to można by doszukiwac się czegoś nienormalnego.
Jezeli jestes po 21 r.ż to tez jest to normalne -tymbardziej jezeli byłaś bilsko z rodziną,ale jest to baaaardzo wskazane. Bo to jest czas, na kształtowanie własnego zdania na kazdy temat, w tym na swój też.I masz mądrych rodziców ,którzy Ci zycia nie ułatwiaja -prędzej sie ukształujesz.
Jeżeli masz 25 lat i tak tęśknisz ,to wszystko zalezy od tego ,kiedy wyszłaś z domu.Jeżeli jednak jesteś już po za domem jakiś czas -to zapewne czujesz sie samotna -brak ci bliskości z innym człowiekiem. Wtedy wykreuj sobie bratnią duszę.
Co do kumepli.Ma w jednym racje .Zycie ciągle sie toczy i z jednych przyażni sie wyrasta, a od innych odpoczywa. One często wracja po latach ze zdwojoną siłą. Wszelkie jednak zmiany ;otoczenia ,ludzi i upodoban itp itd rozwijają człowieka. Powiedz sobie;
- nie stoję w miejscu.
A jak możesz odwiedzaj swoich najczęściej jak możesz.
w lecie skoncze 22 lata od roku pracuje w anglii i wlaśnie sie ciężko zastanawiam czy wracac do polski i olać kase i dobrobyt oraz syfskom prace nude i brak przyjaciół i wrócić do polski pochodzić do jakiej szkoły i posiedzieć okazyjnie na ławeczce. no widzisz ja jestem blokers i sie męcze w obcym kraju zdala od mojego osiedla, moich znajomych, rodziny, bez imprezek i siedzenia do późna w nocy, szwendania sie po ulicach, nie ja nawet usycham bez widoku typowo polskich krajobrazów, bez pokręconych planów na przyszłośc, bez robienia różnych rzeczy które mnie kręcą no i wpolsce jest to wszystko opróch kasy i bezpieczeństwa meterialnego... a tu jak siedze tak mnie wszelki duch opuścił i inspiracja, a kiedyś chciałam mieć kasę i mieszkać ze znajomymi tak jak mam teraz w anglii. już chyba ze sto razy mówiłam wszystkim że wracam ale dalej sie ociągam.
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
ale jak nie mona, nostalgia to jest jakies blache uczucie a ja naprawde czuje ze trace siebie i juz nie jestem wesola i beztroska jak dawniej, a przeciez to mialo byc to co chcialam to mialo byc moje nowe zycie z dala od dawnych problemow i stresow, moze ja poprostu uciekam od swoich problemow, zostawilam wszystkich w tyle za soba (sory ale pijana jezdem :D ) moze ja po prostu robie z igly widly i wyglondam gupio marudzac na takie banalne tematy, ale zawsze wierzylam ze przyjaciele i twurcze zycie jest wiecej warte niz kasa i stabilizacja, no ale po latach strachu o przyszlosc a wlasciwie braku jakiejkolwiek przyszlosci mam mozliwosc zarabiania na siebie i mi wystarczy na wszystko czego potrzebuje czy polacy musza miec teje wredne zycie ? takie wybory przed soba? musze wybrac bezpieczenstwo albo rzeczy ktor sa dla mnie wazne, zawsze chcialam miec kase, bo zawsze jej mi brakowalo, ale nie za taka cene... juz nic nie wiem... wiem ze mnie to wszystko boli.
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
ja bym sie nawet nie zastanawiala i wrocila do polski od razu gdybym nie musiala sie bac o to czy na sienbie zarobie, w polsce trzeba ciezko pracowac za gowniane pieniadze i nigdy sie nie dojdzie do niczego, no chyba ze burdel otworze w moim miescie, ale nie wiem czy to sie moze udac bo juz jeden jest i niedadzom innym otworzyc drugiego, dilerkom tez nie zostane. niepotrzebnie przyjechalam do tego krulestwa konsumpcji, jakbym nie wiedziala jakto juest miec kase nie byloby problemu po co mi zycie dalo zasmakowac spokoju i dobrobytu? przynajmniej nie moglabym powiedziec ze olalam szanse na kase bo nie mialabym takiej a teraz? jak to wyglada ? olewam to co inni ludzie na moim miejscu chcieli by miec, i wracam tam gdzie bylam? spowrotem na doline...
head over heels I've fit in before
now I don't want to do it no more
Niestety nasze pokolenie (mam tyle lat co Ty) jest ofiarą dzisiejszej apoteozy konsumpcji i pieniądza. Ja to widzę wśród moich znajomych, którzy wyjechali. Boję się, że wpadną w depresje i smutki. Niby to pozwala zobaczyć i docenić rzeczy, które są naprawdę ważne. Ale co nam z tego, jeśli w ogóle możemy nie dożyć w pełni zdrowia i sił do tego momentu. Pracują po kilkanaście godzin i są tam sami. Jedyni Polacy jacy tam są, to jacyś naciągacze, którzy czekają aż powinie się komuś noga i kogo możnaby jeszcze dzisiaj okraść.
Zawsze myślałem, że te całe wyjazdy zarobkowe się nie mogą dobrze skończyć. Na dłuższą metę rzecz jasna. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale jesteśmy fajnym narodem, wychowanym i przywiązanym do tradycyjnych wartości jak np. rodzina. Można mówić, że nie, że się ma to w nosie, ale tak naprawdę niewielu potrafi się od tego odciąć. Taka jest nasza kultura, to musiało wyjść na wierzch. Polacy wrócą, a Ci co zostaną będą pogrążać się w depresji. I co będzie z tych pieniędzy, które zarobią? Nawet zakupy im szczęścia nie dadzą. Sytuacja tutaj się z czasem poprawi, a na razie trzeba mieć nadzieję i żyć dniem dzisiejszym, bo rzeczywiście myśl o jutrze może niekoniecznie pozytywnie nastrajać...
Mimo to nie ma prostych recept, trzeba się wsłuchać w siebie i zobaczyć czego naprawdę się chce. Ludzie się wahają i nie wiedzą, ale Ty wydajesz się akurat wiedzieć. Z tego się nie wyżyje, ale bedę obstawał przy tym, że na własnym wew. głosie nie mozna się zawieźć. Powodzenia.
http://www.silvaalpha.fora.pl/ - alternatywne forum o Metodzie Silvy