Bohdanie, rozumiem, ze tak samo jak kazdy z nas wyraza swoje zdanie i swoje przekonania, Ty takze to czynisz... czyli dzielisz sie osobistymi przemysleniami a nie - "wyglaszasz prawde".
Postawiles caly problem na glowie. Nie rozmawiamy o tym, ze samobojstwo jest robieniem sobie krzywdy, nie rozmawiamy o tym, ze odejscie kogokolwiek jest robieniem krzywdy bliskim i znajomym (to jest dobra karykatura).
Pytanie czy huna godzi sie na "masochizm samobojstwo i eutanazje " jest rowniez postawienie problemu na glowie. Nawet jak dorzucisz do tego gradobicie nie nabierze sensu....
Nie ma w hunie "godzenie sie" na eutanazje ani niegodzenie sie.... nie ma "godzenia sie" na samobojstwo ani nie ma niegodzenie sie... to co rozumiem , to huna nie ma nic przeciwko temu.... czyli jak ja to rozumiem - nie zabiera glosu...
Bohdanie, rzeczywiscie temat jest drazliwy ale z przykladami typu "gowno mnie obchodzi" nie mozna jak mi sie wydaje dyskutowac o tak powaznych sprawach.
Spotykamy sie w dzisiejszycgh czasach w wielu przypadkach gdy zadna religia nie rozwiazuje juz najwazniejszych problemow naszego XXI wieku. mysle, ze to miejsce zajmie filozofia..ale to jest tylko moje osobiste zdanie... juz powoli powstaje taka dziedzina jak bioetyka... patrze na problem szerzej... naturalnie....
___________________
sztuka obroni sie sama ale nie przede mna -)
Reklama Google AdSense
Pamiętaj! Źródłem utrzymania serwera są reklamy Google AdSense. Dziękujemy za uszanowanie ich obecności.
Znam dwie osoby, które probowały popełnić samobójstwo. A ale tak naprawdę. Po cichu.
Bo tacy to krzyczą, szantażują otoczenie, że to zrobią to najlepiej im powiedzieć "Dobrze zrób to" i jest spokój, zawsze działa. Tego nauczyła mnie ta osoba po dwóch nieudanych próbach, gdzie ledwo ją wyratowali w szpitalu.
I wiecie co myślę, skąd się biorą samobójstwa:
Kiedy osoba wrażliwa, kochająca i czująca obdarza wszystkich wokół dobrem, miłością, a w zamian nie dostaje nic. Ani krzty miłości i uwagi. Tylko uśpione serca wokół, jak ściany. Przez długi czas. Wtedy traci sens... "I nie było ani jednej osoby, która by mnie rozumiała, pogadała."
Oczywiście są i inne czynniki, chodziło mi o opowieść prawdziwą z punktu widzenia takiej osoby.
Wnioski wyciągnijcie sami, kiedy widzicie, że ktoś z waszych nawet dalszych znajomych jakoś dziwnie, cicho zaczął się zachowywać...
Ano troszkę tu filozofujemy
Właściwie jak to w życiu bywa, każdy wygłasza swoje 3 grosze.
W hunie nie spotkałem się z czymś takim jak negowanie śmierci lub tematy związane z etycznym wymiarem umierania.
Poza tym Bohdanie - Huna to jest coś bardzo personalnego. Czyli ja mam swoją hunę działającą na moje potrzeby.
Ujmując rzecz jeszcze inaczej - nie możesz zmienić czyjegoś życia, możesz zmieniać swój świat. Jeśli nie podoba się tobie coś w życiu innego człowieka, nie oznacza to że ma on się zmienić.
To bardzo ciężki temat - samobójstwo i eutanazja.
Żeby móc podyskutować o przyczynach i sposobach pomocy, to drapiemy się po głowie i rzucamy jakieś koncepcje. Koncepcje których nie sposób udowodnić namacalnie, coś jak huna. Ale można zaobserwować skutki, zebrać jakieś przybliżone dane statystyczne.
Wydaje mi się że jedno z największych lekarstw na te bolączki to obecność drugiego człowieka, który współodczuwa, jest obok, służy wsparciem w rozmowach i różnych czynnościach zwykłego dnia, lecz nie narzuca się ani z tą pomocą ani ze swoimi poglądami.
Śliski temat jednym słowem. Nie jest tak prosto wyczuć drugiego człowieka, nawet jak wydaje się nam że odbieramy od niego sygnały.
W życiu spotkałem się z 3 samobójcami.
Czasami wydaje się że farmakologia się przyda, po prsotu bliscy są obezwładnieni zaistniałą sytuacją. To jest szok i łatwo się wypowiada w tym temacie, lecz zająć się takim człowiekiem to trzeba mieć wielkie samozaparcie i cholernie wielką wiarę w wysłuchanie góry o prośby w zesłanie nam mocy aby znaleźć w sobie cierliwość, spokój i nie poddać się.
Dlatego też jedno z podstawowych przekonań w głowie człowieka powinno być - jestem odpowiedzialny za moje życie, i tylko za moje.
Oczywiście służyć pomocą jest ok, ale tu chodzi o to, że nie można obwiniać się za to co ktoś, nawet nam bardzo bliski zrobił.
Znam ludzi bardzo spokojnych, kulturalnych i sympatycznych. Ich dzieci natomiast podążyły inną drogą - seks, alkohol i olał reszte świata (mówiąc delikatnie). Ci znajomi może się maskują, jednakże znamy się z niektórymi wiele lat, z niektórymi kilka razy na imprezach okolicznośćiowych więcej wytrąbiłem mocnych trunków. I w takich właśnie momentach wychodził z nich żal. Bywały momenty że się rozklejali. I nie wiadomo co się stało że ich dzieci są całkowicie odmienni od nich. W tym przykładzie chodzi mi właśnie o to zrozumienie - mam władzę nad swoim życiem, staram się innych wspierać w ich życiu, jednakże nie mogę winić się za to co ci inni robią.
Ach, rozpisałem się i się zagubiłem, więc lepiej zakończę bo wyjdzie referat z cyklu wodolejstwo albo: łapmy 10 srok za ogon.
Właśnie Thozo,
poświęcajmy więcej uwagi ludziom. Oczywiście z intencją bytowania z nimi na partnerskim poziomie a nie: ja wiem jak ci pomóc.
To jeden z najważniejszych czynników poprawiających ten świat.
Zobaczcie jak mało ludzi potrafi odezwać się do obcego bez wyraźnego powodu, tak po prostu zagadać.
A jak już odważymy się aby zapytać o coś osobę stojącą z nami na przystanku, może okazać się że to całkiem miła osoba.
Jednak tu ważne jak zawsze są intencje - jak będziemy kogoś zagadywać z myślą - a po co ja to robię, żeby sprawdzić czy faktycznie ktoś mi odpowie? Przecież widać że to jakiś burak. Przecież ludzie to takie samoluby etc. etc.
Ultra, Lambar - istotnie unioslem się, a wynikło to stąd, że trudno mi czasem pogodzic się ze spokojną hunalną personalnością,
czasem wręcz wiejąca mi chlodem. Jeśli istotnie tak jest , to na nic moje emocyjne gejzery. Jakoś już tak , jak w jednym z wierszy Bursy, o " cierpieniu za miliony" mi zostało i czasem wraca. Trudno mi też się zgodzić na akceptację samobójstwa i eutanazji.
Nie zgodzę się na nie z różnych powodów, ale nie zamierzam ich tu przytaczać. MOżna by zapytać jaki ma skutek zgadzanie się , czy niezgadzanie w tym przypadku. Zawsze wtedy, kiedy będę mogł te społeczne zjawiska zanegować, bądź próbować zaproponować inny wariant - zrobię to. Może ktoś zmieni zdanie, może to zdanie pojdzie w świat i uratuje komuś życie. przecież życie może być piękne jutro, pojutrze, za jakiś czas, choć dzisiaj jest nie do wytrzymania. Jesli bym natomiast powiedział " szanuję czyjąś decyzję" - zgodzicie się,że mogłoby przynieść to inny skutek. przebija się w mojej wypowiedzi jakas taka proba "utrzymania życia". Tak - wydaje mi się ono cudem, i choc kiedyś też myślałem o tychże rzeczonych tu sposobach- zaczytywałem się w egzystencjaliźmie i innych destuktywnych filozofiach i autorach, to nagle czarna szata ze mnie opadła i doznałem jakiegoś oświecenia, empatii wobec kazdego stworzenia, że widząc zagrożenia , którym o mało się nie poddałem, chce powiedzieć, jak kiedyś Alice Cooper_ " Hey stupid, ( on miał na myśli narkotyki- wprawdzie), ale obojętnie
czego złego się tu czepimy, to warto , nawet poza HUNĄ , to negować. przepraszam Ultra, raz jeszcze, za wulgaryzm,
ale czy byłabyś w stanie uszanować takową decyzję w przypadku, gdyby chodzilo o Twoje dziecko. jeśli tak - to zwracam honor.
Ultra - raz jeszcze - pozwolisz ,że odniosęsię do Twojego sfrmuowania, o tym,ze każdy z nas wyraża tu swoje sformuowania.
Kiedyś, będąc jeszcze studentm filozofii, profesor od starożytności odniósł się do jednej z debat przeprowadzanych w TV( politycznych. I użył podobnego sformuowania" Wszyscy wyrażali swoje opinie na jakiś temat, iale nikt nie probowal dążyć do wspolnego dobra - w rozmowie" . Tzn. każdy chcial mieć swoją rację - bez względu na rezultat, jaki mogłby interesować wyborców. A skąd siębierze zło wg Sw Tomasza z Akwinu? Bierze się z zaniechania dobra. Zlo generalnie nie istnieje - jest tylko odpadem wynikającym z nieczynienia dobra. Ale to oczywiście jedna z hipotez dotyczących zła. MOje stanowisko jest napewno skierowane przeciwko znieczulicy, albo łagodniejszej jej formie, pt: " widać tak miało być, ktoś pewnie miał taką karmę, itp.
Bohdan, rozumiem, ze sa tematy, ktore dla kazdego z nas sa bardziej emocjonalne niz dla innych...
Rzeczywiscie teraz wypowiadajac sie wymieniamy swoje zdania i nie musimy wcale sie przekonywac, gdyz nie istnieje taka potrzeba. Poznanie czyichs racji jest dla mnie np juz wazna lekcja i nie chce jak i nie oczekuje nikogo przekonac i dziwi mnie, ze ktos ma ambicje w tym kierunku.
Gdybysmy mieli razem Bohdanie zdecydowac o losach naszego wspolnego dziecka (przepraszam, ale to przyklad) odnosnie eutanazji, to rzeczywiscie musielibysmy dojsc do wspolnego zdania jakiekolwiek by ono nie bylo. W tej chwili jednakowoz naprawde nie chodzi o wspolne zdanie nawet jezeli nas laczy huna.
Nie wiem czy dyskusja nt skad sie bierze zlo jest juz baza, wg mnie definicja zla jest zalezna od wielu czynnikow i jest zmienna. taki sam gest i taka sama postawa moze byc roznie interpretowana i oceniana. Rozumienie zla i dobra ucza nas rodzice a potem weryfikujemy te zasady sami idac przez zycie. Nie jest czyjas wina, ze nie odebral podstaw moralnosci obowiazujacych w danym kregu kulturowym, w ktorym zyje ani nie jest zasluga kogos kto je odebral.
Zlo i dobro istnieje tylko wtedy gdy ktos ocenia. Bez oceniajacego nie istnieje zaden czyn zly ani dobry
___________________
sztuka obroni sie sama ale nie przede mna -)
Ultra - dużo fajnych rzeczy napisałaś, ktore rownież podzielam. Ale zdajesz sobie sprawę, że nasza dyskusja zamyka się w pytaniu, czy istnieje relatywizm, czy też obiektywna prawda, czy jest Bóg , czy go nie ma jest to odwieczne pytanie jak i poszczególnmych ludzi, tak i wojujących z sobą( przenośnia) systemów filozoficznych. jeszcze jednym aspektem naszej milutkiej dyskusji jest kwestia wolności - i tu analogicznie , bądź relatywistycznej, nie poddanej prawodawczemu absolutowi, Bogu, etc,
czy też może wolności, pojętej, jako uświadomionej konieczności wyboru pomiędzy wyczutym( dokładnie tak) dobrem i złem.
Cytując Twoje ostatnie zdanie, "że zło i dobro istnieją tylko wtedy, gdy jest oceniający" jest wykładnią Nitscheanizmu stwierdzającego, że wszystko jest poza dobrem i złem. Nie próbuję Ci nieczego w tej materii udowodnić, bo jeszcze nikt nikomu na świecie nie udowodnił tegoż, tylko zastanawia mnie fakt, jak Twoja orientacja wobec opisywanych zdarzeń ma się do HUny.
Przecież jest w Hunie jeden jedyny zakaz "nieczynienia krzywdy" A krzywda to zło, brak przewidywalności skutków swoich działań to też zło - na miare naszych możliwości - oczywiście ( czyli krzywda). Relatywizm mówi jeszcze jedno, że jeśli nie ma Boga , to możemy wszystko, czego efekty widzimy dookoła, np: w którymś krajów skandynawskich legalizacja kazirodztwa - jasne -po co z domu wychodzić, a jeśli obie strony tego chcą - taki jest efekt wolności pojętej przez przerośnięty mózg, mózg
Swiadome ja oderwane od Hunalnej trójcy. Poza tym Ultra, żywię do Ciebie wielki szacunek - to tylko dyskusja, ktora jeśli tylko kogokolwiek ubogaci, bądź uwrażliwi, ja będę bardzo szczęśliwy. A poza tym motorem każdej dyskusji jest prób uczynienia tak, że wszyscy mają rację - czyli celem dyskusji jest jedność, a to też atrybut Boskości.
I już całkowicie na koniec - Ultra jesli byś byla moją bliską znajomą i kiedyś chcialabyś poddać się eutanazji, czy też popełnić samobójstwo, wszystko bym zrobił,żeby do tego nie doszło....nie wiem.. zabrał bym cię w jakieś miłe miejsce, pokazalbym Ci
światłość i sens, nawet w cierpieniu....jeszcze mnie nie znasz
Jak Goethe napisał "Cierpienia młodego Wertera" (w której to książce główny bohater popełnia samobójstwo / jest to klasyczny (i pierwszy) bohater romantyczny) przez Europę przetoczyła się fala samobójstw, wszycy chcieli dorównać wielkością Werterowi (a teraz to jest lektóra szkolna :P ). Dziś znany jest tzw. efekt Wertera - ilość samobójstw zwiększa się gdy popełni samobójstwo ktoś sławny (rózwnież wtedy, ale w mniejszym stopniu, gdy umrze zwyczajnie). Trzeba jednak zwrócić uwagę, że niektorzy ludzie popełniajacy samobójstwo tym sposobem stają się sławni. No i weźmy tą ostatnią "czarną serię" samobójstw wśród licealistów: ktoś popełnił samobójstwo i było o nim głośno co pewnie przyczyniło się częściowo do samobójstwa kolejnej osoby, a o nim było jeszcze głosniej i to jest taki efekt lawinowy. Możliwe, że któreś z tych samobójstw było spowodowane chęcią pokazania światu swojego cierpienia. Ogólnie można jednak pomyśle, że przy obecnej ilosci przekazywanych informacji więcej słyszy sie o smobójstwach idaltego jest ich wiecej, po pierwsze ze względu na efekt Wertera a po drugie na to, że samobójstwo staje sie wówczas bardziej normalne (bo to co powszechne uznajemy za normalne).
A co do samobójstw przy przejsiu na emeryturę i samobójstw mentalnych. Wiecie, że najwięcej ludzi umiera w ciągu roku od przejścia na emeryturę?
A np. co do zła i somobójstw: pierwsi chrześciajnie uważali samobójstwo za otwrcie sobie bram nieba, aż przyszedł bodajrze św Augustyn i powiedział, że to jest grzech i od tamtej pory uważali to za najwiekszy grzech, po ktorym się od razu idzie do piekłą, a teraz troche miękną.
Post edytowany przez: Grabix, 20-12-2006 - 14:14
_______________________
Najważniejszą rzeczą na drodze do doskonałości jest dobra zabawa.
A ja pamiętam z wykładów, że najwięcej samobójstw jest po ogłoszeniach w prasie, telewizji czy radiu nagłaśniających takie przypadki. Czyli wniosek nasuwa się sam. W danym momencie zdesperowany człowiek najczęściej nie widzi innego, lepszego wyjścia. Może właśnie dlatego więcej się uśmiechajmy do innych. Bądzmy życzliwi innym. Błogosłąwmy otoczeniu aby nawzajem się wspierało i popierało na ścieżkach światła.
Bohdan.. jezeli jeszcze zagladasz na forum , czy moglbys sie wypowiedziec w tej kwestii? mysle, ze czas jest takze istotnym czynnikiem relatywistycznym... wierze, ze poradziles sobie z akceptacja decyzji innych i jednoczesnie zrobienia wszystkiego co w twojej mocy aby pomoc komus, kto tej pomocy potrzebuje...
___________________
sztuka obroni sie sama ale nie przede mna -)
przyznaje że miałem w swoim zyciu momenty w których chciałem to zrobić , powiem jaka jest moja diagnoza - samobujstwo to nic innego jak reakcja na permanentny brak miłości i zagubienie ... pamiętam koszmarne dla mnie lata 2003-2004 kiedy zawaliłem studia , pracowałem za śmieszne pieniądze w beznadziejnej pracy ...a wszystkie marzenia odpływały za daleki horyzont , odreagowywałem narkotykami --- jedyne co mnie trzymało to to że rodzice mnie kochają i że rozbił bym im wielka krzywde , gdyby nie to myśle że nie pisał bym tego tekstu dziś ... dlatego naprawde ogromnie się ciesze że Huna do mnie przyszła
Post edytowany przez: David_Tua, 19-10-2007 - 11:31
David Tua ... http://www.youtube.com/watch?v=rfbJ3_BFlGE