I cały czas panocku zachodziło tu zjawisko przez Ciebie opisywane: "Wlasnie o to mi chodzi,wymiana informacji a nie wymadrzanie sie"
A to, że ktoś inaczej odbiera słowa drugiej osoby to normalne, bo ludki patrzą przez swoje nawykowe okulary.
A jeszcze inni mawiają w tym temacie: ludzie zawsze robią pod siebie...
Albo - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Czasami cuda wychodzą z konwersacji na jeden temat osób mających całkiem różne modele okularów
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie
Wg mnie idealne w tym temacie są ostatnie teksty Śpiącego Niedźwiedzia, czyli Haipule oraz Kierunki rozwoju wg siedmiu zasad huny.
Co prawda nie ma tam napisane: Jeśli chcesz uleczyć chore stawy to zrób tak i siak, lecz masz tam konkrety odnośnie modelowania własnej rzeczywistości, czyli wprowadzania zmian w świecie wg własnej woli, czyli kreacji swoich marzeń.
Oczywiście to mój punkt widzenia i ktoś może powiedzieć: to stek bzdur! Jednak skoro ktoś to czyta, to może warto sprawdzić czy nie zadziała, tak na wszelki wypadek
A poważniej, to na tym się właśnie opiera filozofia Huny - na własnoręcznym działaniu - kreowaniu i testowaniu narzędzi najlepiej sprawdzających się w rękach mojego umysłu. A nic o narzędziach nie można powiedzieć tylko je oglądając, trzeba trochę nimi się pobawić, i najlepiej z zaangażowaniem a nie z myślami - toż to durne jakieś, i tak z tego nic nie będzie...
Miłego testowania
\\
---------->
//
"Charakter człowieka najlepiej określa się przez to, co uznaje on za śmieszne." - tak ponoć rzekł Johann Wolfgang Goethe,
nie wiem napewno, bo nie było mnie przy tym, jednak zakładając że świat fizyczny jest zmyślonym tworem na potrzebę doświadczania, czyli jest utopią, to nie można brać go na zbyt poważnie
Zastanawialem sie dzis wlasnie jak to jest z dzialaniem technik,wydaje mi sie ze szczegolowa wiedza na temat techniki naprawde ma znaczenie.To tak jakby probowac otwierac drzwi ale pchac je od strony zawiasow,mozna zyc duzo sily i stac tam tygodniami a drzwi i tak sie nie otworza nawet jesli bede tego bardzo bardzo chcial....Wystarczy jednak popchnac lekko od strony klamki i juz otwarte.Sa prawa fizyki i huna tez ma swoje ale drobna zmiana techniki moze zamienic technike bezuzyteczna.Dlatego wlasnie tak zalezy mi na jak najwiekszej ilosci informacji od ludzi ktorzy czegos ''namacalnego'' dokonali akurat w dziedzinie uzdrawiania.Ma ktos moze info a temat technik medytacji fakirow hinduskich?jak sie blizej przyjrzec wszystkim metodzie silvy,technikom wizualizacyjnym,medytacji to wszystko to ma bardzo podobny rdzen jednakze drobne zmiany powoduja ze rezultaty takze sie zmieniaja lub nie ma ich wcale.
Prześledzilem wątek od początku ... i znalazłem Twoją najciekawszą wypowiedz ... nie dziwie się że nic nie działa .
Twoja ostatnia wypowiedz tylko mnie utwierdza w przekonaniu iż starasz się gonić za formą , i zupełnie olałeś już treść - i wiesz co Ci powiem z doswiadczenia ... jesli tego nie zmienisz nic Ci nie pomoże ...Tu niestety musisz się zadowolić "ogólnikowymi stwierdzeniami" ... o to wlasnie chodzi
Pierwsze pytanie - czy którą kolwiek z metod stosowałes sumiennie , po 2-3 razy dziennie , z rozluznieniem powiedzmy rok czasu ? i czy wogóle wierzysz że możesz wyzdrowieć stosując takie techniki ? bo coś mi sie zdaje że raczej nie wierzysz , w zamian za to jesteś wewnetrznie wściekły , czemu się nie dziwie oczywiście
Post edytowany przez: David_Tua, 23-12-2008 - 12:07
Ciekawy filmik tam na koncu zamiesciles.Tak stosowalem.Pytanie do ciebie-czy ty stosowales,jakie efekty?Hmm dzieci swiecie wierza w pewne rzeczy np ze potrafia latac ale niestety testy w praktyce sie zle koncza....Czemu,za malo praktyki czy wiary? Tresc? Niestety nie dysponuje taka iloscia czasu by wszystkie z metod stosowac po 3-4 lata....Sam policz,4 lata na sprawdzenie czy technika dziala a technik jest minimum 30? Stosowalem wizualizacje,wciaz ja stosuje z tego wzgledu ze wiekszosc metod odnosi sie wlasnie do niej.W moim przypadku sie sprawdza.Czy to zle ze chce podbudowac swoja wiare konkretnym przykladem?Przestan mnie oceniac jako czlowieka tylko podziel sie wiedza i informacjami.Poznalem wielu ludzi i najwiecej do powiedzennia na pewne tematy maja ci ktorzy sie z nimi nie zetkneli Mam kolege ktory o wyjazdach za granice wie wszystko lepiej ode mnie i wszystkim udziela rad mimo ze nigdy nigdzie nie byl,ja bylem na wyjazdach ponad 2 lata a w razie sprzeczki nie da sie go przegadac...Czekalem na pewna rzecz 8 lat,wizualizowalem czesto i jest ale choroba stawow jest czyms wiekszego sortu.Sprawdziles metode,uzyskales konkretne efekty?
Wiesz jaki jest mechanizm duchowych uzdrowicieli ? np Kaszpirowski ... wiesz jak działał , pewnie tak , ale mimo to opisze
na początek kilkadziesiąt minut rozmów publicznych z uzdrowionymi , -one były tylko i wyłącznie po to aby innych na sali uwolnić od wątpliwości i dać wiare a tym samym power do uzdrowienia ...potem krótka sesja hipnotyczna i kto miał wiare i skupienie na odpowiednim poziomie był zdrów , no może nie odrazu ... mi np jako dziecku zniknely po seansie blizny po pewnym wypadku
Do czego zmierzam , całość mechanizmu duchowego uzdrowienia jest prosta jak konstrukcja cepa , a Ty zdajesz się kolekcjonować wiedze o nieskutecznych metodach , odrazu Ci powiem ze w takim razie wiedza z tej strony jest Ci zupelnie zbyteczna , Bo nie zadziała .Jeśli nie będziesz "naiwny" nie pomoże nawet najlepszy Kahuna
p.s. Twojego kolegi nie znam , w niczym Cie nie oceniam ...jesli już pisze o pewnych prawidłach ...filmik jest dołanczany automatycznie , i mam gdzieś czy Ci się podoba czy nie
Czyli wniosek z tego ze odpowiedzia na moje pytania jest efekt placebo...Znasz wiecej przykladow?Zwyrodnieniowa choroba stawow to nie blizna...Pytam tylko o efekty ktorych koniec koncow powoli troche sie juz nazbieralo.Udalo ci sie jako dziecko,czy pozniej tez byly takie sytuacje?
próbowałeś pracy z takim kamieniem jak diament herkimer ? działa na stawy , nie wierzyłem w to ale jak go dostałem po kilku medytacjach z nim ... coś zaczeło się zmieniać w moim kregosłupie ... odniosłem wrażenie jakby kamień "zmuszał" mnie do zachowania odpowiedniej postawy , spróbuj może pomoże - wbrew pozorą to nie zaden diament , także nie wywalisz na niego oszczędności życia ...
no coż na Nowy Rok życze wyzdrowienia
ten diament to "zwykly" krysztal gorski, ale posiada naturalna forme diamentu. pragne dorzucic dwa slowa, pierwsze to w hunie (jak ja rozumiem hune) nie chodzi o to aby byc sto procent zdrowym ale sto procent spelnionym. nikt nie pracuje nad odrosnieciem straconej w wypadku reki ani nad wyhodowaniem na plechach skrzydel. w hunie chodzi o to aby byc szczesliwym, jestesmy pozytywnie nastawieni na swiat i na siebie. samo okreslenie "ciezka choroba" jak tytul tego watku jest bardzo niehunowa. programujemy sie, ze bedzie trudniej sie pozbyc gdyz jest ciezka, nic nie mamy do stracenia jezeli nastawimy sie na wyjscie z lekkiej choroby, chociaz zmienimy tylko przymiotnik problem przestaje miec taki sam ciezar. poza tym w hunie jak ja rozumiem nie chodzi o to "jak" wyjsc z danej sytuacji, technik jest mnostwo na wszystko i wystarczy przylozyc do zjawiska technike i po sprawie, chodzi o to raczej "dlaczego". a jezeli nie chcemy sie nachylic nad pytaniem "dlaczego" to w ogole nie pytajmy o nic tylko stosujmy wybrana technike.
zapewniam Cie, ze z choroby, ktora masz ludzie wychodza, w roznym tempie i w roznym stopniu, jezeli masz ambicje przyloz sie aby byc najlepszym w wychodzeniu, abys byl przykladem dla innych, ze mozna.
powodzenia drakon-)
***
jezeli chcesz cos co nigdy nie miales zrob cos co nigdy nie robiles
Poczytałem ten wątek i się trochę pogubiłem, co jest tak naprawdę jego celem
Wrzucam swój opis wyleczenia z choroby wspomnianej w tytule - może będzie pomocny.
Przewlekłe zapalenie zatok przynosowych uchodzi medycznie za chorobę nieuleczalną, m.in. z powodu nieodwracalnych zmian w śluzówce. Jedynie okresowo (np. latem) może przechodzić w postać łagodniejszą nie dającą uporczywych objawów.
Moje kłopoty z nosem zaczęły się gdy miałem około dwudziestu lat i przeprowadziłem się do dużego miasta. Widocznie niezbyt zdrowe miejskie powietrze mi tak pomogło. Często łapałem katary, a że lubiłem zimą chodzić bez czapki to i zwykłe zapalenie zatok przytrafiło mi się kilka razy. Efekt był taki, że koło trzydziestki stan mojego nosa i zatok był tragiczny. Miałem katar non stop, nos zatkany non stop, ciągle schodziła mi nieprzyjemna rzadka albo gęsta, żółta czy zielona wydzielina często wymieszana z krwią. Do tego zatokowe bóle głowy. Aby móc oddychać ciągle musiałem stosować jakieś krople do nosa. Nie wiedziałem, że takie krople stosowane dłużej uszkadzają śluzówkę na stałe i się tego nie da odkręcić. Do laryngologa pójść nie miałem czasu. W kocu 'dorobiłem się' - nos był zatkany cały czas, żadne krople nie pomagały, wydmuchać się go nie dało z powodu stałego obrzęku śluzówki. Oddychałem ustami, wydzielina spływała do gardła, co z kolei powodowało, że łatwo łapałem jakieś infekcje gardła i górnych dróg oddechowych. W domu odstawiałem istny cyrk dbając o wilgotność powietrza, żeby móc przetrwać noce. Nic miłego. Wystarczy takich szczegółów.
W końcu zdecydowałem się pójść do lekarza. Laryngolog zajrzał do nosa, nic tam nie zobaczył z powodu obrzęku, przepisał antybiotyk. Efekty były tragiczne - antybiotyk coś w nosie ruszył i spowodował intensywne wydzielanie paskudztwa, które nie miało gdzie uchodzić z powodu obrzęku, więc się gromadziło, głowa bolała, chusteczki kupowałem na kilogramy, oddychanie przez usta - makabra w nocy, zero efektów. Kolejna wizyta u lekarza, dokładniejsze badanie i diagnoza - to jest stan przewlekły, żadne leki już nie pomogą, ulgę może przynieść tylko operacja prostowania przegrody, która okazała się być krzywa.
Zmroziło mnie to - więc co, już nigdy nie będę mógł normalnie oddychać?
Poszukałem informacji w internecie na temat tej operacji, zasięgnąłem języka u znajomych. Okazało się, że zabieg jest malo przyjemny, a do tego może nie być skuteczny. Może pomóc a nie musi, może polepszyć albo pogorszyć, z góry nie wiadomo.
Stwierdziłem, że nie poddam się tej operacji i spróbuję wyleczyć się sam.
Rozumowałem tak - skoro przez dwadzieścia lat życia kłopotów z nosem nie miałem mimo krzywej przegrody to znów mogę nos doprowadzić do takiego stanu, prostowanie przegrody wcale nie jest niezbędne bym miał znów zdrowy nos.
Zawziąłem się. Odstawiłem wszelkie leki, wszelkie krople, nos płukałem co najwyżej wodą albo solą fizjologiczną. Podjąłem wewnętrzną decyzję "chcę mieć znów zdrowy nos" i poprosiłem Wyższe Ja o pomoc i prowadzenie w tej sprawie. Przyszedł mi pomysł, że skoro wszystkie choroby są przejawem jakichś fałszywych przekonań w duszy, to ja chcę te przekonania odkryć i zmienić. Przeszukałem pamięć ale nic mi do głowy nie przyszło. Zastosowałem więc zupełnie intuicyjnie modlitwę/podejście, która bardzo przypomina techniki Self-I-dentity through Ho'oponopono (Samo-I-dentyfikacja przez Ho'oponopono -http://www.hooponoponotheamericas.org/index.htm, strona po angielsku). Ho'op... nie znałem wtedy, dopiero gdy potem o nim poczytałem to zdumiony zauważyłem, że to jest podejście bliskie mojemu wewnętrznemu rozumieniu tych spraw. W skrócie - po pierwsze chodzi o odkrycie tego, kim jestem, z czym JA się identyfikuję - zidentyfikowanie siebie - to jest ta samo-identyfikacja. Czyli odkrycie, że jestem bytem składającym się z Wyższego Ja, Średniego i Niższego. Potem prośba do Wyższego Ja, by oczyściło umysł z przekonań, które powodują chorobę zatok. Jeśli to konieczne żebym te przekonania poznał to ok, a jeśli nie to niech Wyższe Ja zrobi swoje tak jak potrzeba samo, ono wie jak. Przyzwalam na wszelkie zmiany w umyśle konieczne do wyzdrowienia i dziękuję za nie. I tyle.
W takiej postawie myślowej trwałem kilka tygodni aż pojawiły się pierwsze efekty. Nie wiem ile to zajęło - trzy miesiące? Pojawiły się chwile w ciągu dnia, że znów mogłem oddychać na jedną dziurkę!!! Co za radość )) Po wielu tygodniach stale zatkanego nosa to był prawdziwy cud. Odkryłem, że po wysiłku fizycznym, jak krew odpłynie do mięśni, śluzówka się obkurcza na tyle, że jedna dziurka staje się drożna! Śmiesznie to wyglądało, jak w nocy wyskakiwałem z łóżka żeby pięć minut w miejscu pobiegać, wtedy odtykało dziurkę i kładłem się spać, nim znów zatkało cały nos zdążałem zasnąć.
Jakiś czas potem, może miesiąc? przyszedł ów Wielki Moment gdy odetkało mi na chwilę obie dziurki w nosie! Nie mogłem się nacieszyć, to było Wielkie Święto i - dla mnie - dowód skuteczności mojej postawy. Potem stopniowo stan mojego nosa i zatok się polepszał - chwile odetkania nosa były coraz częstsze i dłuższe, owa paskudna wydzielina mogła łatwiej schodzić więc nie była tak dokuczliwa. Potem przyszły okresy że nic mi z nosa nie schodziło, choć katary nadal były częste i niemiłe, żółto/zielono/krwiste. A potem przestałem zwracać na to uwagę i cieszyłem się poprawą, jaką osiągnąłem, wypełniając się wdzięcznością za tę poprawę - z tym dało się już normalnie żyć (i spać). Po pół roku, a może po roku (nie pamiętam dokładnie bo rzecz działa się już prawie dziesięć lat temu) z radością zauważyłem, że nos jest cały czas odetkany, wydzieliny nie ma żadnej, katarów nie ma praktycznie wcale a jak się pojawiają to trwają króciutko, wydzielina jest przezroczysta, a nos nie jest zatkany.
Do dziś dziękuję ukochanemu Wyższemu Ja za taką reperację nosa - w sumie jego stan jest lepszy niż przed chorobą
Tak sobie też myślę - jest sporo osób, które różnymi 'czarodziejskimi' sposobami wyleczyły się z różnych przypadłości. Zetknąłem się z takimi przypadkami, najczęściej przypadkowo. Zazwyczaj takie osoby nie przywiazuja wagi do dzielenia sie swoimi doswiadczeniami z roznych powodow i zatrzymuja wszystko dla siebie. Po prostu zdrowieja i zyja sobie dalej zapominajac o chorobie. Jedynie nieliczne ludki maja potrzebe opowiedzenia swojej historii, czy to w rodzinie, czy to odwiedzajac kogos bliskiego w szpitalu dla pokrzepienia.